Łatwiej być hipokrytą i negować rzetelne dane w przekazie publicznym, niż przyznać się do błędnej oceny.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Od czasu do czasu pozwalam sobie zabrać głos publicznie w sprawach, którymi interesuję się na co dzień, i to od bardzo wielu lat. Położnictwo, ginekologia, endokrynologia ginekologiczna i medycyna rozrodu są moimi specjalnościami. Właśnie w tym przedmiocie zamierzam się wypowiedzieć, a przede wszystkim odnieść się do debatowanych restrykcyjnych projektów ograniczających prawa kobiet do terminacji ciąży oraz do projektów nonsensownie ingerujących w procedurę leczenia par z niepłodnością metodami wspomaganej prokreacji. Żeby nie było najmniejszych wątpliwości - jestem za ochroną życia i zdrowia. Mam tę przewagę nad "złotoustymi", którzy życie ludzkie chcą chronić przed kamerami telewizyjnymi i mikrofonami, wypowiadając się w sposób ignorancki, bez elementarnej nowoczesnej wiedzy, że niemało kobiet zawdzięcza mi życie, że udało mi się uszczęśliwić niejedną parę.

Promotorzy aborcji

Rozpocznę od kwestii przerywania ciąży. Zabieg aborcji jest zabiegiem, który nigdy nie powinien być dokonywany, ale uważam, że kobiety muszą mieć prawo do podejmowania autonomicznej decyzji w tej sprawie. Do przerwania ciąży dochodzi tylko wtedy, gdy jest to ciąża niechciana, niezamierzona, niepożądana (synonimy). W sytuacji gdy zaistnieje ciążą niepożądana, kobieta ma tylko dwie możliwości: może ciążę (z chęcią lub bez) zaakceptować albo przerwać. Tertium non datur. Oddanie dziecka do adopcji to tylko wyjątkowo praktykowana sytuacja. Jest zatem jedna droga do uniknięcia ciąży niepożądanej. Skuteczna antykoncepcja. Utopią jest zakaz uprawiania seksu. Natomiast nie jest utopią prowadzenie nowoczesnej edukacji seksualnej i dostęp do skutecznych środków antykoncepcyjnych. Ci, którzy są zacietrzewionymi przeciwnikami aborcji i jednocześnie promotorami nieskutecznych metod antykoncepcyjnych, są pośrednimi promotorami aborcji.

Mam pełną świadomość, że ten niezaprzeczalny fakt wielu się nie podoba, ale łatwiej być hipokrytą i negować rzetelne dane w przekazie publicznym, niż przyznać się do błędnej oceny rzeczywistości. Przypuszczam, że przeciwnicy aborcji głoszący poglądy o ochronie życia i wprowadzając całkowity zakaz przerywania ciąży, mają nadzieję i przekonanie, że w ten sposób zmniejszą jej skalę.

Rzeczywistość jest całkowicie różna

Jak to wygląda w przekazie naukowym, proponuję lekturę artykułu "Abortion incidence between 1990 and 2014; global, regional and subregional levels and trends" - Lancet, lipiec 2016. W artykule są zawarte dane i komentarze Instytutu Guttmachera, z których wynika, że każdego roku dokonuje się 35 aborcji na 1000 kobiet w wieku 15-44 lat, co w liczbach bezwzględnych przekłada się na ponad 56 mln przerwań ciąży rocznie i wobec przyrostu liczby ludności tendencja ma charakter wzrastający. Komentatorzy Instytutu Guttmachera wskazują, że skala aborcji może być zaniżona, szczególnie jeśli dotyczy to krajów, w których przerywanie ciąży jest zabronione. Dokonywanie aborcji w warunkach zakazu daje przerażający obraz. Tam, gdzie jest to zakazane, aborcje są przeprowadzane w warunkach niebezpiecznych i każdego roku z tego powodu umiera około 70 tys. kobiet, ponad 200 tys. dzieci pozbawionych jest matek, miliony kobiet dotknięte są powikłaniami.

Jak zapobiec aborcji

Komentator George Monbiot (Guardian) dosadnie pisze, że zakaz aborcji jest strzałem we własną stopę. Zakaz aborcji nie likwiduje zjawiska, ale czyni je bardziej niebezpiecznym. Prof. Kristina Gemzell-Danielsson (President of European Society for Contraception and Reproductive Health) poproszona o komentarz do proponowanych w Polsce zmian w prawie dotyczącym rozrodu powiedziała: "Nowe prawo będzie zbrodnią przeciwko kobietom i społeczeństwu".

Warto natomiast brać pod uwagę inne propozycje. "5 Ways to Prevent Abortion and one way that won't work". Z tych propozycji jednoznacznie wynika, że jedyną skuteczną metodą zapobiegania aborcji jest: a) szeroka dostępność do nowoczesnej antykoncepcji, b) prowadzenie rzetelnej edukacji prokreacyjnej wśród młodzieży, c) zaangażowanie mężczyzn w procesy antykoncepcji, d) stałe opracowywanie lepszych i skutecznych sposobów zapobiegania ciąży. Uczynienie aborcji jako nielegalną nie eliminuje zjawiska przerwań ciąży.

Zapora na drodze do postępu

Pozwalam sobie na stwierdzenie, że uchwalenie restrykcyjnego prawa wobec kobiet może być traktowane jako uspokojenie własnego sumienia i zgodności ze światopoglądem, ale w świetle rzeczywistości i danych należy ocenić jako hipokryzję i swoisty cynizm.

Nowe propozycje ustawodawcze, pod hasłami ochrony życia ludzkiego, zakładają całkowity zakaz terminacji ciąży, nawet w sytuacjach obecnie dopuszczonych przez prawo (na szczęście, decyzją Sejmu projekt ten jest już w "koszu"). Dla mnie sprzeciw kobiet w tej kwestii jest absolutnie zrozumiały. Najprostszą rzeczą jest wypowiadanie wzniosłych opinii o ochronie życia, brutalna retoryka o mordowaniu niewinnych, wreszcie podniesienie ręki w głosowaniu za zakazami. Nie było żadnej mowy, jakie będą skutki i następstwa restrykcyjnych decyzji.

Czy są już wybudowane nowe więzienia do zamykania kobiet i lekarzy? Jeśli lekarze perinatolodzy zostaną uwięzieni, to kto zapewni opiekę medyczną pozostałym ciężarnym? Czy został opracowany program zabezpieczający godne życie osobom uszkodzonym? Mam własne obserwacje, jak to dramatycznie wygląda, i na razie są tylko zapowiedzi poprawy. Czy należy całkowicie wyeliminować diagnostykę prenatalną, a w konsekwencji pozbawić szansy na leczenie dające się wyleczyć płody? Kto pod groźbą oskarżenia i więzienia podejmie takie ryzyko? Czy z powodów światopoglądowych należy postawić tamę postępom nauki? Takich pytań można postawić jeszcze wiele. Promotorzy rozwiązań restrykcyjnych uważają konformistycznie, że odpowiedzi na takie pytania to już nie ich sprawa.

Choroba społeczna

Wcale nierzadko łączy się, w sposób kuriozalny, przerywanie ciąży z leczeniem niepłodności metodami wspomaganej prokreacji, a robią to przede wszystkim zwolennicy restrykcji w jednym i drugim przypadku. Niepłodność jest niezawinioną chorobą. Tak stanowią naukowe gremia światowe. WHO niepłodność nazywa nawet chorobą społeczną. Tak świat jest urządzony, że 85-90 proc. populacji nie ma problemu z rozrodem, natomiast pozostałe 10-15 proc. nie może doczekać się własnego potomstwa. W skali świata jest to 60-70 mln par, w Polsce szacuje się, że może być ponad milion. Przyczyny są bardzo różne, ale najczęstsze dotyczą funkcji jąder (czynnik męski), zaburzeń funkcji jajnika, nieprawidłowości anatomicznych, endometriozy czy też niepłodności niewyjaśnionego pochodzenia. Racjonalnym zadaniem nowoczesnej medycyny rozrodu jest, na ile to możliwe, ustalenie przyczyny niepłodności i zaproponowanie najbardziej skutecznego leczenia. W rachubę wchodzą trzy grupy postępowania terapeutycznego: leczenie farmakologiczne, głównie do korygowania czynności jajnika, leczenie zabiegowe (na dobrym poziomie endoskopia) oraz metody wspomagane prokreacji.

Otóż przeciwnicy tego ostatniego sposobu leczenia wymyślili nonsensowną tezę, niestety bardzo często powtarzaną, że In vitro to nie jest leczenie niepłodności, bo nie usuwa przyczyny, czasami pozwala uniknąć bezdzietności.

Śmiać się czy płakać?!

Na Boga, jeśli niepłodność to brak ciąży i porodu, a potem jest ciąża i rodzi się zdrowe dziecko, to nie jest to leczenie? Najgorsze jednak jest to, że kierując się przesłankami światopoglądowymi, nazywam to cynizmem, wprowadza się opinię w błąd, twierdząc, że In vitro może być zastąpione przez naprotechnologię. Omija się albo demagogicznie przeinacza dwa fakty. Po pierwsze, naprotechnologia w zasadzie nie różni się (poza nazwą) od klasycznej medycyny rozrodu z jednym kluczowym wyjątkiem: naprotechnologia nie uznaje leczenia metodami wspomaganej prokreacji, po drugie, naprotechnologia nie daje najmniejszej szansy na ciążę, gdy kobieta nie ma jajowodów (mogą być nieodwracalnie uszkodzone procesami zapalnymi), gdy w nasieniu partnera są pojedyncze plemniki, gdy u kobiety występuje zaawansowana endometrioza, wreszcie, gdy inne leczenie nie dało oczekiwanego efektu. Ocenia się, że odsetek takich przypadków przekracza 50 proc. niepłodnych par. Jak zatem nazwać twierdzenie, że naprotechnologia zastąpi In vitro?

Pytania bez odpowiedzi

W Sejmie debatowany był projekt ustawy o obronie życia i zdrowia nienarodzonych dzieci poczętych In vitro, o zmianie ustawy z dnia 25 czerwca 2015 r. o leczeniu niepłodności (co za szczęście, kolejny anormalny projekt ustawy "przepadł"). W tym miejscu powinienem zakończyć swoją wypowiedź. Jednak moje wieloletnie doświadczenie wskazuje, że tego typu próby będą w przyszłości ponawiane i wobec tego pozwalam sobie wypowiedzieć się na ich temat. Wymieniona wyżej ustawa "czerwcowa" nie zawiera wcale regulacji bardzo liberalnych, natomiast porządkuje wiele spraw związanych z leczeniem niepłodności, daje możliwość polskim niepłodnym parom skorzystania z nowoczesnych sposobów leczenia.

Co zatem proponowali autorzy nowelizacji? Ideologiczny bubel z hasłem "Panu Bogu świeczkę i diabłu ogarek", kuriozalne wtłoczenie światopoglądu do wiedzy. Nie proponują zakazu leczenia za pomocą In vitro, ale skuteczność leczenia chcą obniżyć do nieakceptowanych wartości. Dane z literatury fachowej wskazują, że zapładniając tylko jedną komórkę jajową, skuteczność leczenia będzie czterokrotnie niższa, a z innych wynika, że na 100 zabiegów będą tylko cztery porody. Jak w takim przypadku będą traktowane kobiety z ich naturalnym instynktem macierzyństwa, z ich pragnieniami na doczekanie się potomstwa, z ich nastawieniem emocjonalnym, z udręką niepowodzenia? Czy są to bezwolne przedmioty, króliki doświadczalne? Po likwidacji wsparcia finansowego In vitro, kto za nieskuteczne zabiegi zapłaci? Taka propozycja może być nazwana jako okrutna i nie powinna być wprowadzana nigdy do polskiego prawodawstwa.

Pozbawieni szansy

Kolejny problem dotyczy obligatoryjnego przenoszenia embrionu do macicy w ciągu 72 godzin. Otóż, jeśli mamy zarodek najlepszej jakości i umieścimy go w nieprzygotowanej w tym momencie macicy, to na pewno nie zaistnieje ciąża i jeśli zarodek traktujemy jako potencjalnego człowieka, to go skazujemy pod topór. Z mrożeniem komórek rozrodczych, tkanek i zarodków wiąże się zachowanie płodności u młodych ludzi dotkniętych chorobą nowotworową - tzw. oncofertility. Takie i podobne propozycje nie powinny nigdy zaistnieć, bowiem one bezpowrotnie pozbawiają wyleczonych z choroby nowotworowej szansy na własne potomstwo. Nie wspominam w tym miejscu o konieczności mrożenia zarodków przy zagrożeniu życia potencjalnej matki w zespole hiperstymulacji jajników.

Na zakończenie chcę stwierdzić, że medycyna rozrodu to jest bardzo złożona, delikatna i wrażliwa dziedzina wiedzy. Jest rzeczą naturalną nieunikniony konflikt między nauką i światopoglądem. Brutalną retoryką nie da się tego konfliktu załagodzić. Ale jeszcze gorszą rzeczą jest posługiwanie się restrykcyjnym prawem w wyegzekwowaniu przekonań światopoglądowych.

Człowiekowi została pozostawiona wolna wola, z której w granicach prawa powinien korzystać. Natomiast obowiązkiem państwa jest takie gwarancje zapewnić.

* prof. zw. dr hab. Marian Szamatowicz , emerytowany profesor UM w Białymstoku. Naukowiec, dzięki któremu na świat przyszło pierwsze dziecko w Polsce poczęte metodą In vitro.

Dzieli się z nami opiniami. Czekamy na listy pod adresem listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej na ten temat
Komentarze
Zaloguj się
Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
Warto przeczytać zygotarianie, zanim znów skrzywdzicie tysiące ludzi.
już oceniałe(a)ś
Panie Profesorze, dziękuję za ten list. To bardzo ważny głos i skuteczne antidotum na różnego rodzaju bajeczki biskupów i polityków, zbijających kapitał polityczny na ludzkiej niewiedzy.
Dla ludzi samodzielnie i logicznie myślących, to "antidotum" będzie nieskuteczne. W Wielkiej Brytanii, gdzie jest darmowa antykoncepcja i wychowanie seksualne w szkołach, jest najwięcej zabiegów aborcji. To tak a'propos słów Pana Profesora.
Redakcjo-więcej takich artykułów pisanych przez ludzi światłych.We Francji tabletka "Dzień po" jest dostępna u szkolnej pielęgniarki!Nasi Wodzowie albo są homo albo załatwiają te sprawy SAMI.
już oceniałe(a)ś
Sądząc po zawziętym minusowaniu, światli ludzie, autorytety nie są dobrze widziani w społeczeństwie, w którym do głosu doszły fanatyzm i agresywne chamstwo.
W sprawach aborcji nie ma możliwości wyboru, bo to już jest inny człowiek, odrębny byt, nowe życie. Ja rozumiem, że Pan profesor ma umowy podpisane z firmami farmaceutycznymi, ale naprawdę są inne i skuteczne metody (np. naturalne), aby nie zajść w niechcianą ciążę. Szpikowanie się przez lata środkami antykoncepcyjnymi działa szkodliwie na zdrowie kobiety i może zaszkodzić w przyszłości zajść takiej kobiecie w ciążę.