Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Kiedy kilka miesięcy temu mówiło się w mediach głównie o uchodźcach, ta sama opcja polityczna, z której wywodzi się Jarosław Kaczyński, snuła przed polskimi kobietami wizję straszliwej przyszłości, w której w imię nowych, przywiezionych przez imigrantów religijnych zasad będą piękne Polki musiały chodzić w czadorze, pogodzić się z utratą praw i drugorzędną rolą w społeczeństwie. Brodaty muzułmanin miał to wszystko zabrać, nie oglądając się na naszą kulturę, religię i obyczaj.

Muzułmanów nie wpuściliśmy, ale obietnice zostały spełnione. Gdzieś cichutko wyparowała wizja, że w Polsce kobieta dziecka może nie chcieć ochrzcić i w ogóle nie rozważać urodzenia czy posiadania dzieci w jakimkolwiek kontekście dyktowanym przez religię. Co więcej - może się okazać, że jej prawa są właśnie z tych religijnych powodów mocno ograniczone. Fakt, że Kaczyński tak myśli, tak mówi i pragnie tak działać, ładnie pokazuje, że naprawdę nikt naszych granic nie musiał przekraczać, by nasze prawa stały się czymś drugorzędnym wobec czyichś religijnych poglądów. Z tą różnicą, że o ile słabo wierzę, by imigranci - a właściwie uchodźcy z Syrii - cokolwiek chcieli mi narzucać, o tyle obawiam się, że nasi regionalni zwolennicy stawiania religii ponad kobietą doskonale odnajdą się w sejmowej większości.

W co wierzymy?

Mam wrażenie, że zanim zacznie się dysponować czyimś życiem i ciałem w imię religii, wypadałoby wiedzieć, w co się wierzy. W 2007 roku Międzynarodowa Komisja Teologiczna za zgodą Benedykta XVI stwierdziła, że dusze dzieci nieochrzczonych nie trafiają do otchłani, lecz jest duża szansa i nadzieja, że przy modlitwie trafią do nieba i zostaną zbawione. Tak więc innymi słowy - Jarosław Kaczyński naprawdę zachowuje się jak najgorszy sort fanatyków religijnych, którymi się nas straszy. Bardzo chce, by religia dyktowała, jak żyją inni, ale z jej zasad korzysta w sposób bardzo wybiórczy i bardzo polityczny.

No i jeszcze najgorsze jest to, że nikt nigdy nie zabraniał w Polsce wierzącym matkom podejmować takich decyzji, jakie uznają za zgodne ze swoim sumieniem oraz wiarą (wręcz miały sytuację ułatwioną, bo wielu lekarzy jest dość konserwatywnych), w związku z tym naprawdę ten przepis uderza niemal wyłącznie w kobiety niewierzące.

Dołącz do nas i dziel się opiniami. Czekamy na listy pod adresem listy@wyborcza.pl

 

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.