Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

I jeszcze jedno: nie można się poddawać. To akurat w Polsce wiadomo od zawsze. O tym piszą nasi klasycy i to nie żadni podejrzani, ale tacy jak Konopnicka czy Sienkiewicz. Więc czas się zmierzyć z nieuchronnym. I zachować to, co najważniejsze.

Gimnazja zostaną zlikwidowane. Podstawówki i licea wydłużone. To już prawie fakty. Szkoda gimnazjów. Czy liceów też? Na stronie MEN właśnie pojawiła się tzw. ramówka, czyli propozycja przydziału godzin z poszczególnych przedmiotów. I szok - dużo więcej historii (choć tego się spodziewaliśmy), dużo doradztwa zawodowego (ciekawe, kto i jak to będzie robił?) i brak informacji o przedmiotach uczonych na poziomie rozszerzonym. Czy to oznacza likwidację profilowania w liceum? Czy teraz wszyscy uczniowie będą się uczyć tego samego na jednym poziomie? Jeśli tak, to żałujmy trzyletnich liceów, bo ich koncepcja jest ostoją zdrowego rozsądku!

Jeśli propozycja MEN przedmiotów rozszerzonych po prostu tylko nie uwzględnia, to i tak znacząco rośnie liczba godzin przedmiotów obowiązkowych dla wszystkich i kurczy się miejsce na ewentualne profilowanie. Jak to wpłynie na kształt egzaminu maturalnego? I co na to powiedzą wyższe uczelnie? Czy dalej matura będzie przepustką na studia? Bo nie można wszystkich dobrze nauczyć wszystkiego - wiedzy w świecie współczesnym jest po prostu za dużo.

Na naszych oczach ginie właśnie koncepcja liceum jako szkoły, w której każdy uczeń ma swój profil kształcenia, w której młodzi ludzie uczą się, jak wybierać, jak kształtować swoją ścieżkę edukacyjną, w której przygotowują się do studiowania i naprawdę solidnie zgłębiają wybrane dziedziny nauk - nie zaś wszystkie po łebkach.

Co robić, żeby liceum było takie, jak powinno? A powinno uczyć krytycznego myślenia, niezależności i otwartości na świat. Powinno pozwalać uczniom rozwijać zainteresowania, przygotowywać ich na studia na uczelniach w Polsce, a może także za granicą. Powinno być "etosowe" - kształtować i umacniać etos obywatelski, a także wartości, uczyć zaangażowania i odpowiedzialności za wspólne dobro.

W trzyletnim liceum było zdecydowanie za mało na to miejsca, ale też nieprawdą jest, że to był tylko kurs przygotowawczy do matury. A nawet jeśli ktoś je tak postrzegał, to w końcu matura była przepustką na studia. To może jednak to był kurs przygotowawczy na studia? I co w tym złego, w końcu po to jest liceum. Czym będzie liceum czteroletnie? Nie wiadomo, na razie wygląda na to, że będzie realizować utopijną wizję ogólnego wykształcenia, która w XXI wieku, w czasach niebywałego wręcz rozwoju technologii, a także nauk przyrodniczych, medycznych może stać się karykaturą tego, co pamiętamy z czasów dawnej świetności LO (swoją drogą, zastanawiam się, kiedy ono tę świetność przeżywało, bo chyba nie w PRL-u, może w międzywojniu, tylko że wtedy świat wyglądał dalece inaczej niż dziś). Uczniowie po raz kolejny będą zaczynać naukę historii od starożytności (tak było zawsze i pewnie zostanie, za to teraz będą mieli na to po dwie godziny tygodniowo przez cztery lata, więc może zdążą dojść do współczesności), w ciągu trzech godzin w cyklu (wypada po jednej godzinie tygodniowo przez trzy lata) zgłębią odpowiednio gruntownie tajniki każdej z nauk przyrodniczych, tj. biologii, chemii i fizyki, informatyki będą się uczyć tylko przez jedną godzinę tygodniowo i tylko przez rok, za to więcej będzie edukacji dla bezpieczeństwa (dawne przysposobienie obronne), ale w końcu muszą być jakieś priorytety w edukacji.

Lasy już płoną. Co mamy robić?

Szukając odpowiedzi na to pytanie, dochodzę do wniosku, że tu niewiele się zmieniło od czasów Konopnickiej, gdy pisała wiersze takie jak "Contra spem spero" (Wierzę wbrew nadziei). Prawdopodobnie nie obronimy gimnazjów, siatki godzin i podstawy programowej - władza może wszystko. Więc co nam pozostaje? Musimy bronić wartości. Wartości wymagają tego, by przy nich trwać, mówić o nich i starać się wg nich kształtować rzeczywistość. Nie będzie łatwo, ale cóż. Przez ostatnie 27 lat dorobiliśmy się w systemie edukacji paru wartościowych rzeczy. Trzeba zrobić wszystko, by je zachować.

Po pierwsze, różnorodność

Zaczęło się w 1989 r. od przełamania monopolu państwa w oświacie, czyli od prawnego dopuszczenia do tworzenia szkół niezależnych - społecznych, prywatnych, katolickich. Każda musiała wymyślić się sama - określić, czego i jak chce uczyć. W oświacie pojawiła się różnorodność. Potem było jej coraz więcej, również, a może przede wszystkim w szkołach publicznych. Różnorodność dodatkowych zajęć, szkolnych akcji i przedsięwzięć, nauczanie dwujęzyczne w gimnazjach - to się działo.

Powinniśmy zrobić wszystko, by w nadchodzącym chaosie organizacyjnym nie zgubić wartości, jakie przyniosła oświacie różnorodność.

W liceach gwarantował ją właśnie system profilowania. Przedmiotów, których obowiązkowo musieli się uczyć wszyscy, było stosunkowo niewiele. A i tak wszyscy uczniowie wiedzieli, że naprawdę ważne są te, których uczą się w grupach profilowanych, na poziomie rozszerzonym, bo to one są przepustką na studia. Profili było wiele, każda szkoła sama je budowała, każda była inna.

Nie wiem, jak bardzo poturbowani wyjdziemy z tej opresji, jaką szykuje nam minister edukacji, ale wiem, że różnorodna oświata po roku 1989 była wartością. Ten dorobek trzeba chronić za wszelką cenę. Więc wymyślajmy nasze szkoły sami i różnijmy się tak bardzo, jak się da!

Po drugie, apolityczność

Wszyscy się pewnie zgodzą, że szkoła ma być z dala od polityki. Ale to nie było i nie jest łatwe, bo minister edukacji jest przecież politykiem, podobnie jak wójt czy burmistrz, którym podlegają szkoły na terenie gminy czy miasta. Wójt jednak nie miał szans wtrącać się do programów nauczania, a ostatni minister sformułował podstawy programowe językiem umiejętności, które jako żywo upolitycznione nie są. Jak będzie teraz - nie wiemy. Czy MEN będzie chciał narzucić nauczycielom i dyrektorom szkół jakieś treści programowe, interpretacje, jedynie słuszne działania? Czy będzie chciał w większym stopniu uzależnić szkołę od polityków? Czekamy na nowe podstawy programowe. I zastanawiamy się, co w praktyce będzie oznaczał postulat, jaki pojawiał się w dotychczasowych prezentacjach Pani Minister, że zwiększone zostaną funkcje kontrolne kuratorów, od niedawna znów podlegających wprost ministrowi. W każdym razie odmienność ofert, programów, metod nauczania jest w szkole wartościowa. Treści programów nauczania nie powinny być narzucane zgodnie z czyjąś polityką - również historyczną. Więc brońmy szkoły przed polityką tak bardzo, jak się da!

Po trzecie, wolność - poczucie autonomii

Szkoły i tworzące je podmioty - uczniowie, nauczyciele, rodzice - powinni mieć poczucie autonomii. Wtedy więcej mogą i więcej im się chce. Autonomia wzmacnia poczucie własnej wartości, dlatego jest szansą, by wyleczyć się z marazmu, poczucia niemocy, a nawet wyuczonej nieudolności, które można spotkać wszędzie, również w szkołach.

Reforma systemu oświaty z 1999 r. połączona z decentralizacją (czyli oddaniem władzy nad szkołami samorządom) zakładała przynajmniej częściowe rozluźnienie gorsetu, w jaki wtłoczone były szkoły w PRL, dawała szansę na budowanie autonomii. Dowiedzieliśmy się, że każda szkoła może być inna, jest wiele programów nauczania, wiele metod dydaktycznych i nauczyciele mogą wybierać, jakie zastosują - w dodatku nie potrzebują do tego błogosławieństwa ministra ani kuratora, muszą wymyślić sami, jak działać.

Co prawda w części biurokratycznej - dotyczącej sprawozdawczości, planowania i organizacji itp. - gorset trzymał się nieźle, a jak dyrektor szkoły był odpowiednio wyczulony na przepisy i chciał zrealizować wszystkie wymogi organu prowadzącego, to uczucie wtłoczenia mogło być czasami dla nauczycieli wręcz dojmujące, ale sfera swobody działania jednak istniała i jak ktoś chciał z niej skorzystać, to mógł. Ponadto zrodził się w oświacie dyskurs o innowacyjności, o tym, że szkoła jest organizacją uczącą się - więc rada pedagogiczna ma dyskutować, tworzyć wewnątrzszkolne prawa, decydować o tym, jaka jest szkoła (najlepiej wraz z uczniami i rodzicami), jaka jest jej oferta, na czym ma polegać jej odmienność, wyjątkowość, jak ma pracować w tym, a nie innym środowisku lokalnym. W nowo tworzonych organizmach, takich jak gimnazja, była wręcz paląca potrzeba wybudowania wizji szkoły od nowa. Czy wszędzie się udało? Pewnie nie, ale powstały gimnazja dwujęzyczne, w rozmaity sposób profilowane, z programami międzynarodowymi, dodatkowymi zajęciami. Powstały rozwiązania ciekawe, wręcz wzorcowe. Oczywiście, nie wszędzie i nie zawsze. Tyle że budowanie systemu edukacji to proces rozłożony na dziesięciolecia. Więc to, że nie wszystkie gimnazja są ciekawe, to tylko argument za tym, by szkoły się dalej uczyły, wymyślały, jak być lepszymi. By budowały swoją autonomię.

Wolność w szkole jest wartością i może być twórcza, jeśli - po pierwsze - uwierzymy:

- że dzieci to nie rozwrzeszczane bachory, tylko energetyczni i chcący robić coś sensownego (acz niedojrzali i potrzebujący wsparcia dorosłych, a choćby ich mądrej obecności) młodzi ludzie,

- że nauczyciele to nie wiecznie sfrustrowani nudziarze, tylko fachowcy, którzy umieją być dobrzy w tym, co robią, szczególnie jeśli nikt im ciągle nie mówi, co mają robić,

- że rodzice to nie roszczeniowe bufony, tylko ludzie mocno przejęci dobrem najważniejszej w ich życiu istoty i mający na jego temat wyobrażenie, choć nie zawsze zgodne z nauczycielskim.

I jeśli - po drugie - przestaniemy się jej bać. I pozwolimy dzieciom, nauczycielom, rodzicom, by mówili, co chcą, by robili to, co uważają za słuszne i budujące ich szkołę, i by robili to razem, bo współpraca zmusza do respektowania praw i interesów innych.

Znam szkoły, w których to się udaje, gdzie poczucie autonomii jest wysokie i przynosi dobre efekty. Warto jej bronić. Bądźmy wolni tak bardzo, jak się da!

Róbmy, co możemy, by polskie licea po reformie były różnorodne, apolityczne i autonomiczne. Skoro już muszą być ogólnokształcące. Contra spem spero!

Znajdziesz nas na Twitterze , Google+ i Instagramie

 

Jesteśmy też na Facebooku. Dołącz do nas i dziel się opiniami.

 

Czekamy na Wasze listy: listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.