Czasy są niezwykle ciężkie. A sądownictwo powszechne nie dostało takiego kredytu zaufania i bezkompromisowego poparcia znacznej części społeczeństwa jak w ostatnich miesiącach Trybunał Konstytucyjny. Wytwarzanie, również przez tytuły prasowe stojące po jasnej stronie mocy, narracji zapaści wymiaru sprawiedliwości może obrócić się przeciwko całemu społeczeństwu - pisze w liście do redakcji Piotr Mgłosiek, sędzia Sądu Rejonowego dla Wrocławia-Krzyków we Wrocławiu, Wydział VII Karny.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

(...) "Orzeczenie musi być sprawiedliwe", "za literą prawa powinna iść sprawiedliwość", "orzeczenie musi być nie tylko formalnie poprawne, ale także sprawiedliwe, racjonalne i słuszne". To tylko niektóre myśli zawarte w wywiadzie prof. Tomasza Tadeusza Koncewicza w "Magazynie Świątecznym Gazety Wyborczej" z 17-18 września 2016 r. w wywiadzie prof. Tomasza Tadeusza Koncewicza w "Magazynie Świątecznym Gazety Wyborczej" 17-18 września 2016 r. Bez wątpienia są godne annałów.

Jestem wnikliwym i uważnym czytelnikiem wypowiedzi Pana profesora wszędzie tam, gdzie tylko się pojawią. Więcej, jako jeden z pierwszych jego studentów, gdy będąc świeżo upieczonym doktorantem, prowadził na Uniwersytecie Wrocławskim zajęcia z prawa Unii Europejskiej, śledzę pewną ewolucję jego poglądów. Nie czas i miejsce jednak na ich analizę.

Szanowny Pan profesor zawsze miał i wciąż ma skłonność do posługiwania się ogólnikami. Za przykład niech posłużą choćby te cytowane na wstępie niniejszego tekstu. I nie stanowi w moim odczuciu wystarczającego usprawiedliwienia okoliczność, że wypowiadane są zwykle w formie dość lekkiej publicystyki.

Jestem sędzią od ponad dekady, a więc praktykiem, który niemal codziennie zakłada togę i wychodzi na salę rozpraw, by rozstrzygać spory w oparciu i w zakresie obowiązującego systemu prawa (Pan profesor mówi w tym kontekście o "lex"), na którego kształtowanie nie mam żadnego wpływu, w odróżnieniu od gremium profesorskiego, którego przedstawiciele zasiadają w komisjach kodyfikacyjnych.

Gwarancyjna funkcja prawa

System prawa wyznacza ramy, w jakich mam obowiązek poruszać się, analizując stany faktyczne konkretnych spraw. To właśnie ów system jest również gwarancją dla uczestników procesu, że ich spór nie będzie rozstrzygany według jakiegoś "widzimisię" sędziego, ale na podstawie obowiązujących przepisów poszczególnych gałęzi prawa. Wreszcie rzecz zasadnicza. Owo "lex", czyli literalne brzmienie przepisu, o którym wielokrotnie mówi pan profesor w wywiadzie, składające się na system prawny, wyznacza jedną z podstawowych jego funkcji, o randze konstytucyjnej, zwanej "gwarancyjną funkcją prawa".

Niech wolno mi będzie w tym miejscu sparafrazować tytuł głośnego filmu Wilhelma i Anki Sasnalów "Z daleka widok jest piękny". Oczywiście, że wyrok musi być sprawiedliwy i zgodny ze zdrowym rozsądkiem. Oczywiście, że za literą prawa winna iść sprawiedliwość. Pan profesor zresztą uwielbia to słowo, skoro na jednej stronie wywiadu używa go w różnych konfiguracjach aż siedemnaście razy. Wszystko to racja, bez dwóch zdań. Chciałbym tylko zapytać szanownego Pana profesora, o jakiej sprawiedliwości mówi. A precyzyjniej, o czyjej sprawiedliwości.

Czy o sprawiedliwości powoda, pozwanego, a może sprawiedliwości pokrzywdzonego przestępstwem bądź stojącego na straży praworządności prokuratora, który też w imieniu społeczeństwa domaga się właśnie sprawiedliwości.

A mamy jeszcze oskarżonego, wnoszącego w mowie końcowej o wydanie sprawiedliwego wyroku. Aha, byłbym zapomniał o oskarżycielu posiłkowym. I tym sposobem doszliśmy do istoty problemu.

Z dwóch stron, które przyszły do sądu, domagając się sprawiedliwości, każda definiuje ją inaczej, i to zgoła inaczej, a wyrok musi jednoznacznie przecinać spór, co najczęściej odbywa się kosztem jednej ze stron, bowiem wszyscy wygrać sprawy nie mogą.

Strona przegrywająca wychodzi z sali rozpraw w poczuciu niesprawiedliwości, jakkolwiek będzie ją sobie definiowała. Dlatego właśnie w procesie orzekania sięga się po krytykowane przez Pana profesora "lex", a więc przepis prawa dostępny dla wszystkich tych, którzy chcą się na niego powołać, dochodząc przed sądem swoich subiektywnych przecież racji.

Kwestia perspektywy

Pięknie prof. Koncewicz mówi o: "nadwyżce ius, która pozwala łagodzić rygoryzm tekstu, tak by orzeczenie było nie tylko formalnie poprawne, ale także sprawiedliwe, racjonalne i słuszne". I znów pytam: ową sprawiedliwość, racjonalność i słuszność rozstrzygnięcia Pan profesor łaskawie definiuje z punktu widzenia, którego uczestnika procesu?

Tak, zaiste, z daleka widok jest piękny. Perspektywa zmienia się zupełnie, kiedy trzeba wyjść na salę rozpraw, założyć łańcuch i poprosić strony, z której każda domaga się rozumianej na swój sposób "nadwyżki ius". Skądinąd przecież Pan profesor ukończył również aplikację sądową i to w tym samym sądzie, w którym ja niemal równolegle aplikowałem.

Był więc Pan profesor moim starszym kolegą. Kariery sędziowskiej, by realizować własną wizję sprawiedliwości, jednak dla siebie Pan nie wybrał. A szkoda, bo w praktyce mógłby Pan sprawdzić w boju swoje konstrukcje myślowe.

Ciekawy jest przy tym ten fragment wywiadu, w którym szacowny wykładowca z rozbrajającą szczerością przyznaje, że prawnicy wychodzący dziś z uniwersytetu są prawnikami tekstu. Przepraszam uprzejmie, ale to już jest ogródek pana Profesora i całej kadry akademickiej kształcącej kolejne pokolenia jurystów. Kto, jeśli nie właśnie grono profesorskie, winien w tym zakresie uderzyć się w piersi. Nie o sarkazm jednak mi chodzi. Absolutnie nie. Autopsja zmienia wszystko, jak mawiał jeden z empirystów angielskich George Berkeley już niemal czterysta lat temu. Nie przyświeca mi również, podczas kreślenia tych kilku słów, zamiar wybielenia korpusu sędziowskiego, który składa się z ludzi takich samych jak inni przedstawiciele prawniczych profesji. Błędy niewątpliwie się zdarzają i dlatego w Polsce struktura sądownictwa jest dwuinstancyjna, co ma gwarantować eliminację owych omyłek.

Wymiar sprawiedliwości chwieje się

Pan profesor wymienia kilka żelaznych, mówiąc szczerze, nieco już wyeksploatowanych, przykładów wskazujących na biedę systemu wymiaru sprawiedliwości. Są wśród nich oczywiście: Amber Gold, sprawa policjantów z Bełchatowa czy bulwersująca sprawa z Kościerzyny. Ostatnio dołączyła również afera reprywatyzacyjna.

W tym zestawie obowiązkowym brakuje tylko słynnej sprawy "więzienia za batonik". Choć akurat ta stanowi przykład medialnego przekłamania, z którym służby prasowe Krajowej Rady Sądownictwa oraz właściwego sądu okręgowego nie były sobie w stanie poradzić. Bo przecież trzymając się faktów, a nie emocji, nie sposób nie dostrzec, że kara aresztu została obwinionemu w tej sprawie wymierzona jako kara zastępcza za grzywnę, której nie zapłacił, a nie bezpośrednio za wykroczenie, którego się dopuścił. A jego stan psychiczny nie był sądowi znany, albowiem obwiniony na rozprawy zwyczajnie się nie stawiał.

Jednakowoż w tym kontekście należy oddać rację prof. Koncewiczowi, gdy mówi o spóźnionych reakcjach sądowych służb prasowych, które zbyt opieszale tłumaczą i korygują sensacyjne przekazy medialne.

I sędziowie muszą bowiem w końcu dostrzec, że dzisiejszy dyskurs publiczny toczy się na arenie walki różnych narracji. Przykład medialnej obróbki sporu o Trybunał Konstytucyjny jest tutaj najbardziej reprezentatywny. Jeśli nie będzie natychmiastowej reakcji na kolejne przypadki "skandalicznych rozstrzygnięć", w duchu roztropnej i konsekwentnej, przy czym podanej w zrozumiały sposób z domieszką ekspiacji, wrażenie chwiejącego się gmachu wymiaru sprawiedliwości będzie się tylko potęgować.

Nieżyjący już od kilku lat francuski filozof Jean Baudrillard, ten od teorii symulakrów, którą zafascynowali się bracia Wachowscy, tworząc swój "Matrix", gdyby dożył dzisiejszych dni, z pewnością miałby używanie.

Jak już jesteśmy przy walce przekazów medialnych ...

Nieco zasmuca mnie ogólna postawa prof. Koncewicza w udzielonym "Gazecie Wyborczej" wywiadzie, który swoim głosem niestety przyłącza się do obecnych w ostatnich tygodniach niepohamowanych głosów krytyki środowiska sędziowskiego.

Czasy są niezwykle ciężkie. A sądownictwo powszechne nie dostało takiego kredytu zaufania i bezkompromisowego poparcia znacznej części społeczeństwa jak w ostatnich miesiącach Trybunał Konstytucyjny. Wytwarzanie, również przez tytuły prasowe stojące po jasnej stronie mocy, narracji zapaści wymiaru sprawiedliwości może obrócić się przeciwko całemu społeczeństwu. Szczególnie że aktualna władza wykonawcza i władza ustawodawcza, współpracując ze sobą, wzorcowo zapowiadają "rewolucję" w systemie sądowniczym.

Właśnie ów sztucznie spreparowany przez PR-owców symulakr opłakanego stanu wymiaru sprawiedliwości może być zagospodarowany w kierunku ograniczenia bądź unicestwienia niezależności sądów i niezawisłości sędziów.

A wtedy rzeczywiście słowa użyte w tytule udzielonego przez prof. Koncewicza wywiadu okażą się prorocze, bowiem: "sędzia będzie tu tylko zamiatał". A może szanowny Pan profesor posiada wśród całej gamy uzdolnień również te o charakterze profetycznym ? To by wiele tłumaczyło.

 

Znajdziesz nas na Twitterze , Google+ i Instagramie

 

Jesteśmy też na Facebooku. Dołącz do nas i dziel się opiniami.

 

Czekamy na Wasze listy: listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Czytaj teraz

Przydatne linki

Więcej na ten temat
Komentarze
Zaloguj się
Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
I za to wlaśnie was sędziów nie lubimy! Za taki całkowity brak krytycyzmu wobec siebie i swoich decyzji. Rutyna codziennego dzialania, zabija w sędziach refleksję ogólną. Słowem każda decyzja sędziego jest słuszna i sprawiedliwa i mieści się w granicach prawa. A jeśli ktoś uważa , że tak nie jest to jest to atak na niezawisłość sędziowską. I to nawoływanie aby nie kalać swojego gniazda! Po prostu tego już się nie da ani słuchać , ani czytać
@jedenz1 ale konkretniej? Ja miałem podobne odczucia czytając piękne ale ogólnikowe uwagi Pana Profesora i adwokata. Ciekawe czy kiedy reprezentowana przez niego strona przegrywa proces, a on wie że tak winno być, potrafi jej wytłumaczyć, że wyrok choć dla niej niekorzystny jest sprawiedliwy i należy go uszanować. Jeśli strony idą do sądu to nie mogą albo nie chcą się dogadać. Zatem rozstrzygnięcie sporu dla jednej jest wygraną a dla drugiej przeciwnie. Nie ma u nas kultury godzenia się z przegraną, szacunku dla instytucji. Stąd jak mawiała babcia Pawlakowa "sąd sądem ale sprawiedliwość musi być po naszej stronie".I to pokutuje nadal. ps. nie jestem sędzią.
@jedenz1 Przeczytaj jeszcze raz tekst, który komentujesz, ze zrozumieniem, nie ma tam słów z których wynika, "ze każda decyzja sędziego jest słuszna i sprawiedliwa". Poza tym by ocenić czy orzeczenie Sądu jest słuszne, sprawiedliwe i wydane "w granicach prawa" trzeba znać stan faktyczny i prawny , z akt sprawy, nie doniesień prasowych, pełnych niedomówień , przeinaczeń czy terminologicznych błędów albo też z opowieści osób, które gdzieś coś słyszały lub przegrały spór w sądzie (dla większości tych osób, w ich ocenie, orzeczenie będzie niesłuszne).
@lolek.48 Pan sędzia wszystkie głośne sprawy , w których decyzje sędziowskie zbulwersowały opinię publiczną dezawuuje nazywając je " dyżurnymi " - czyli nie mającymi znaczenia. Pozwolę sobie nie zgodzić się z taką opinią, ponieważ właśnie w tych sprawach ujawniły się błędy i niekonstytucyjność procedury, które to prcedury zostały zatwierdzone poprzez kolejne gremia sędziowskie ( głównie z niskich pobudek czyli dla własnej wygody orzekania). Pamiętajmy o tym: jeśli pan sędzia mówi, że coś było zgodne z prawem to mówi o czymś co zostało zatwierdzone przez kolejne instancje odwoławcze jako prawidłowy sposób postępowania. Tak więc zaczynając od ośmieszanej przez pana sędziego ( i nie jest to pierwsza taka opinia sędziego) sprawy "o batonik". Sędziowie w tej sprawie ( bo prawdopodobnie było ich dwóch: jeden orzekał o grzywnie, a drugi o zamianie grzywny na karę aresztu) działali zgodnie ze zwykle stosowaną procedurą z automatu ( bo przecież sprawca się nie stawiał). Tylko, że to oznacza, że można w Polsce zostać pozbawionym wolności zaocznie i bez prawa do obrony. I tak rzeczywiście jest : sędziowie pozbawiają ludzi wolności zaocznie i nie dając im prawa do obrony. Bo przecież przestępcy unikają stawienia się przed organami, więc jeśli ktoś się nie stawia to jest przestępcą. Pamiętajmy, że jeśli zwykły Polak nie stawia się na rozprawę bo nie dostał zawiadomienia albo z innego powodu, to sędzia traktuje go jak każdego menela i przestępcę. To oznaczają wyświechtane słowa o " równości wobec prawa" - dla sędziego wszyscy jesteśmy menelami. Ta z pozoru niewinna sprawa, w związku ze stworzoną przez sędziów praktyką dotyczącą tzw " zwrotki" działa jak bomba atomowa. Przypominam, że oznacza to, że każde zawiadomienie i pismo sądowe NIEODEBRANE przez adresata uznaje się za doręczone. W praktyce oznacza to, że pismo sądowe wysłane na dowolny adres uznaje się za doręczone. Wiemy wszyscy jak to zadziałało w sądzie elektronicznym : prawie w 1/3 spraw pozwani nie zostali o nich zawiadomieni. Pojawiły się cale gangi windykacyjne, które świadomie podawały fałszywe adresy dłużników albo nie istniejące długi i transferującym te kradzione pieniądze za granicę.. Wszystko to przy całkowitym samozadowoleniu środowiska sędziowskiego. Spraw jest dużo i można o tych sędziowskich patologiach napisać książkę. Ale wspomnę o jednej " dyżurnej " sprawie czyli reprywatyzacji. Niech sędziowie wytłumaczą nam jak to możliwe, że według nich zgodne z prawem jest, to, że osoby nie mające do tego tytułu wyłudziły majątek wartości kilku miliardów? Według sędziów to drobnostka i do tego wszystko było legalne. Ale dla zwykłego człowieka już na pierwszy rzut oka widać, że cała sprawa była nie uczciwa i bezprawna. Jeśli sędziowie uważają, że było inaczej, to coś z nimi jest nie w porządku. Co było do dowiedzenia.
"Czasy są niezwykle ciężkie. A sądownictwo powszechne nie dostało takiego kredytu zaufania i bezkompromisowego poparcia znacznej części społeczeństwa" No, i nie ma się co dziwić. Sadownictwo nie funkcjonuje. 7 godzin rozpraw w moim przypadku zajęło prawie 3 lata. I to nie ze względu na złe prawo tylko złą organizację. Za tą organizację odpowiada sędzia - Prezes sądu. Po tych 3 latach nikt nie wygrałem sprawy sądowej jak również nie przegrałem. Byłem znużony i przekonany o bezowocności moich starań. Pod koniec odpuściłem, wiedziałem że sąd po tym czasie tylko przyklepie status quo.
@skowronp Mylisz się twierdząc, że to sędzia i sąd odpowiadają za organizację wymiaru sprawiedliwości. Nadzór nad sądownictwem sprawuje Minister Sprawiedliwości i to on decyduje tym jak to sądownictwo funkcjonuje. Autor listu wyraźnie to napisała, że sędzia nie ma wpływu na kształt prawa a jeśli nie tak - to nie decyduje o tym jakie sprawy wpływają do sądu i nie decyduje o ich ilości, a to właśnie ilość tych spraw powoduje przewlekłość postępowania. Sędzia nie ma jednej czy kilku spraw w referacie, nie ma więc niezbędnego czasu by się zająć pieczołowicie każdą z nich, stąd biorą się różnego rodzaju wadliwe orzeczenia.
@amelius Naprawdę uważasz, że to Minister Sprawiedliwości decyduje którymi sprawami ma się zająć konkretny sędzia? Minister sprawiedliwości wyznacza Prezesa Sądu spośród sędzi danego sądu zasięgając ich opinii. Jeżeli sędziowie się nie zgodzą Minister może zapytać o zgodę Krajową Radę Sądownictwa. Jeżeli KRS się nie zgodzi Minister musi poszukać innego kandydata. art 23,24,25.USTAWA Prawo o ustroju sądów powszechnych Dz.U. 2001 Nr 98 poz. 1070 Sędzia nie decyduje jakie sprawy wpływają do sądu i w jakiej ilości. Tak samo jak mechanik samochodowy nie decyduje ilu klientów i z jakimi problemami zwróci się do niego. Zadaniem Prezesa sądu jest: Art. 22. § 1. Prezes sądu: 1) kieruje sądem i reprezentuje sąd na zewnątrz, z wyjątkiem spraw należących do kompetencji dyrektora sądu, nb Art. 21. §3 Prezes sądu jest zwierzchnikiem służbowym dyrektora sądu, z zastrzeżeniem art. 177 § 4 - dotyczy budżetu To Prezes sądu odpowiada za funkcjonowanie sądu. Tak jak szef warsztatu samochodowego. Jak szef warsztatu do pracownikowi 50 samochodów jednocześnie do naprawy to nie należy się dziwić, że naprawa trwa miesiącami, w międzyczasie giną części, zapomina się co właściwie trzeba naprawić, jaką cześć zamówić. Wychodzi na to, że Prezesi sądów są niekompetentni w zakresie do którego zostają powołani czyli zarządzania. Niestety inaczej niż warsztatu nie można sobie wybrać sądu, sędziego. Tym bardziej sądy powinny zwracać uwagę na sprawność funkcjonowania.
@skowronp Od wysokiej klasy inteligentów, samodzielnych i niezawisłych jakimi są sędziowie należy wymagać aby postępowali tak jak powinno się postępować. Tymczasem od 25 lat słyszymy ze strony sędziów ciągłe narzekania , na organizację pracy sądów i na czynnik zewnętrzny, który rzekomo o tym decyduje. Tymczasem od specjalistów tej klasy należy wymagać aby sami potrafili zorganizować miejsce pracy zależnie od potrzeb. Problemy organizacyjne sądów też bardzo wymownie świadczą o tym kim są ci ludzie.
szanowny panie drrrrrrrrrrr profesorze TOMASZU KONCEWICZ, nie wiem jak panu dziękować za tekst z AGNIESZKĄ KUBLIK. Dałbym panu BUZI , BUZI, nawet z języczkiem, ale może mnie pan BRZYDKO SFORMATOWAĆ, więc pana ZATRUDNIĘ pro BONO. Piotr Mgłosiek<administracyjny@wroclaw-krzyki.sr.gov.pl> ad meritum::: OD LUTEGO 2016 czekam na uruchomienie pozwu cywilnego przeciwko GAZETA WYBORCZA-AGORA, o dyskryminację w postaci blokady adresów majlowych. DZISIAJ MAMY KONIEC września i SR w Zgorzelcu NIE ZDĄŻYŁ PRZESŁAĆ MOJEGO WNIOSKU SĄDOWEGO O UGODĘ z AGORĄ. Za to dostałem 2 ponaglenia opłaconej sprawy -wpis sądowy- o uzupełnienie nr PESEL , a drugi po jakimś czasie 2 miesiące , o uzupełnienie czy AGORA-GAZETA WYBORCZA posiada procesową zdolność sądową i wezwanie do uzupełnienia wpisu sądowego .SZCZEGÓŁY dostępne na żądanie. BYŁBYM " CAŁY W SKOWRONKACH" gdyby prof. KONCEWICZ MÓGŁ BYĆ MEDIATOREM W MOJEJ DUPERELNEJ SPRAWIE PRZECIWKO agorze-gazeta wyborcza. Wyborcza PEŁNA SŁUSZNOŚCI nie potrafi sama z siebie i w komunikacji administracyjnej przerwać ten spór. POST SCRIPTUM::: oczywiście MAM , z autopsji, BARDZIEJ " SENSACYJNE" produkty sędziowskiej pracowitości, par exemple, kiedy SO w JELENIEJ GÓRZE nie chce rozpoznać apelacji cywilnej z prawa pracy i z art. 45.1K.+ art. 76.1 K. I ZAMIAST WYDAĆ WYROK APELACYJNY W SPRAWIE , wydaje POSTANOWIENIE[ które nie podlega pod literę kasacji do SN]. i TO POD PRETEKSTEM, że powód WIKTOR ZDANOWICZ nie ujawnił , na żądanie SO/SR[ też niezłe matactwo- bo SR w ZGORZELCU przesłał pismo apelacyjne i z aktami sprawy do SO w JELENIEJ GÓRZE], WARTOŚCI PRZEDMIOTU SPORU. I kiedy , sic!!!, odbyły się 2 sprawy-WYROKI w SR w ZGORZELCU, po wcześniejszej apelacji pierwszej sprawy w SR. NO to jak, bez cynicznego CWANIACTWA, można twierdzić, że drugi sąd apelacyjny[ w tej samej sprawie] i mając do dyspozycji wszystkie akta poprzedzające, nie wie jaka jest wartość przedmiotu sporu. I to SO, w którego składzie było 2 SSO z wcześniejszej apelacji. KIEDY jednak proszę PROKURATORA GENERALNEGO+ RPO+SKR/ Prezes SN o wizytacje tej szemranej sprawy , zarzucają mi BRAK ZNAJOMOŚCI PROCEDURY [ CZYTAJ POWAGA RZECZY OSĄDZONEJ "PRAWOMOCNIE", czy obraźliwe teksty skargi- każdy powód jest dobry, byle oddalić SKARGE-WNIOSEK-PETYCJĘ ] AD VOCEM::: a JA TU NAGLE i w skargach-UWAGACHobecnych pana SSR PIOTRA MGŁOSIEKA czytam jakieś mądre słowa = teoria symulakrów- jakiś MATRIX-"Z daleka widok jest piękny"- NIBY fakt, bo diabełek tkwi w szczegółach. jeden z empirystów angielskich George Berkeley, A jak pan sędzia SSR PIOTR MGŁOSIEK chce się posprzeczać, pardon, naukawo dopieścić, to zapraszam do LEX-KAZUS Grzegorz Niedźwiecki z SR/SO w JELENIEJ GÓRZE- szczegóły w " chmurze INTERNETOWEJ"+ U ZAINTERESOWANYCH. PO KRÓTCE/esencja = wyrok z art. 212 par 3 kk i w opozycji do art. 213kk+ art. 54.1 KONSTYTUCJI rzeplińskiej i z art. 485 kpk- oskarżenie prywatne. To po cholerę, W TEJ SAMEJ SPRAWIE I POMIĘDZY TYMI OSOBAMI ZAPADŁ również wyrok cywilny w SO JELENIA GÓRA z art. 11kpc/23+24 kc ;;; KIEDY już w postępowaniu karnym SSR JAROSŁAW STASZKIEWICZ mógł orzec pełną paletę dolegliwości wobec tego NIEDŹWIECKIEGO i na życzenie oskarżyciela prywatnego , reprezentowanego przez kancelarię prawną-ADWOKACKĄ. Więc , MOIM ZDANIEM, zachodziła w wyrokowaniu cywilnym opozycja pomiędzy art. 11kpc , a art. 12 kpc , której pani SSO JUNIONA GAJEWSKA nie raczyła dostrzec, a co więcej zrozumieć. PIECZONKA TADEUSZ -724866256, RUCH040404@WP.PL
ERROR mały POST SCRIPTUM::: oczywiście MAM , z autopsji, BARDZIEJ " SENSACYJNE" produkty sędziowskiej pracowitości, par exemple, kiedy SO w JELENIEJ GÓRZE nie chce rozpoznać apelacji cywilnej z prawa pracy i z art. 45.1K.+ art. 76.1 K. I ZAMIAST WYDAĆ WYROK APELACYJNY W SPRAWIE , OCZYWIŚCIE POWINNO BYĆ ART. 176.1 KONSTYTUCJI rzeplińskiej. NO i apelacja w wyroku IN meriti, A NIE DĘTE POSTANOWIENIE, BEZ WYROKU, bo SSO-SZT. 3 nie znają wartości przedmiotu sporu. NO i pani PREZES SN prof. MAŁGORZATA GERSDORF to łyka , jak w piśmie pani URSZULI DANIUK -znak I PPV 050-63/16 , Z DN. warszawa 25 marca 2016r. PIECZONKA TADEUSZ - 724866256, RUCH040404@WP.PL