Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Ponad rok temu wziąłem udział w czytelniczej akcji "Gazety Wyborczej", w ramach której mogliśmy napisać do nowo zaprzysiężonego prezydenta. Zabawne, że rok temu wierzyliśmy jeszcze, że może będzie się starał komunikować i gwarantować poczucie bezpieczeństwa i praworządności wszystkim obywatelom. Ten czas, który upłynął, stworzył nową polityczną sytuację lęku, insynuacji, agresji. Nie widać jej końca.

To był, jest czas smutku, niedowierzania, obaw. Ciągłego myślenia, że może tym razem władza nie wymierzy nam policzka. Bo za taki uznaję to, że w kraju, który mógłby pięknie i godnie rozwijać wielogłosowe myślenie o wolności, obrzuca się klątwą nienawiści Michnika, Wałęsę, Tuska, Komorowskiego, Geremka, Mazowieckiego, Jandę i setki innych.

Władza ogłupiła społeczeństwo do tego stopnia, że bez namysłu lud potrafi krzyczeć i domagać się "śmierci wrogom ojczyzny". Bardzo to przygnębia, zawstydza, pozbawia nadziei.

Ale w tym bałaganie, chaosie prawd "prawdziwych i właściwych" jest we mnie też poczucie obywatelskiej dumy. Ile dowodów przyzwoitości, ile głosów poparcia dla wolności, poszanowania niezależności otrzymaliśmy. Wielcy polscy intelektualiści, artyści, politycy, ludzie kultury, wykładowcy, dziennikarze, publicyści, niektórzy nieustępliwie po raz kolejny dają nam potwierdzenie tego, że sprawiedliwości, praworządności, godności, rozumianych jako kategorii nie naruszy żadna ekspansja nienawiści.

Nie przejmują się przy tym falami internetowego hejtu, publicznego obrażania, podważania dokonań, szargania dobrego imienia.

W czasie tego roku tyle razy doświadczyłem intelektualnego i przyjacielskiego wsparcia w tym, że pewnych podwalin nie wolno naruszać. Nie ma wyjątków od szacunku dla drugiego człowieka.

Ile razy dzięki tej władzy zastanawiamy się, jak ważna jest wolność, jak groźna jest ksenofobia, głupota, nieobliczalność.

Jednak moralnie wydaje mi się, że dzięki głosom ludzi rozsądku, wcale nie mniej smutnych niż poczucie, z którym borykam się na co dzień ja, mądrość tych, którzy nie ulegają pokusie milczenia, pasywnej zgody, daje moralne bezpieczeństwo.

Jest nadzieja w intelektualnym wsparciu

W czasie tej szalonej eskalacji autorytaryzmu i wszechwiedztwa wiele razy sięgnąłem do pism ludzi, których cenię, by przyjrzeć się może jeszcze dokładniej temu, co piszą. I swoich mistrzów nie straciłem - Kuroń, Torańska, Paradowska, Tokarska-Bakir, Mazowiecki, Janion, ostatnio zaczytywana przeze mnie Hartwig, Bartoszewski, Miłosz, Giedroyc, Kołakowski, Ossowska i wielu innych, okazują się intelektualnym wsparciem w tym niespodziewanym czasie beznadziei i spotęgowanego lęku.

Przyjaciele i bliscy, współpracownicy też nie zapałali nagle nienawiścią, wręcz przeciwnie, częściej mówią o tym, jak szkodliwa jest ksenofobia, homofobia, mowa nienawiści. Na tych, którym ufałem i których z uznaniem słuchałem, wciąż się nie zawodzę. A że są inni, niekiedy głośniejsi... Nie jestem chyba już wyczulony na ich hałas, częściej smucę się, zastanawiam i współczuję tym głosom złości i agresji. Dziękuję, że tylu jest ludzi przyzwoitych. Nie damy się, wiem to.

 

Znajdziesz nas na Twitterze , Google+ i Instagramie

 

Jesteśmy też na Facebooku. Dołącz do nas i dziel się opiniami.

 

Czekamy na Wasze listy: listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.