Temperatura dyskusji rośnie. Między wersami można wyczytać: sędziowie zróbcie coś, weźcie na siebie ciężar, jesteście jeśli nie ostatnim, to jednym z niewielu bastionów, które ostały się w ogniu niemal dziesięciomiesięcznego oblężenia twierdzy demokratycznego państwa prawnego.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Temperatura dyskusji rośnie - jesteśmy w oblężonej twierdzy

Machiny oblężnicze stoją pod murami, a wróg wdarł się już na podzamcze. Walka na wyniszczenie trwa stosunkowo długo. Obrońcy na razie nie patrzą sobie w oczy zajęci odpieraniem kolejnych szturmów bądź organizowaniem "wycieczek" zaczepnych za mury. Ale wierzcie mi Państwo, że przyjdzie taki moment, gdy któryś z nich podniesie wzrok i przekrzykując bitewny zgiełk, zapyta: czy już czas, by zjeść własne konie? A to, jak powszechnie wiadomo, oznacza sygnał do rozpoczęcia pertraktacji przygotowujących kapitulację.

"Abdykacja Sądów" pisze Pani Ewa Siedlecka (Gazeta Wyborcza z 4 lipca 2016r.), "Sędziowie musicie" tytułują swoją wypowiedź Agata Czarnacka i Marek Małecki ("Gazeta Wyborcza" z 8 lipca 2016 r.). W takiej atmosferze dyskutujemy.

Warunki ekstremalne, ale ludzie to tylko ludzie

Stara prawda mówi, że ludzie sprawdzają się w warunkach ekstremalnych. Tak jest w istocie, szczególnie w tym zawodzie. Jednak poza licznymi oczywistymi odrębnościami orzekanie zawsze pozostanie zbiorem czynności zawodowych wykonywanych tak jak każda praca w sposób periodyczny, by nie powiedzieć, że z czasem wręcz rutynowy. Choćbyśmy nie wiem jak mocno zarzekali się, że tak nie powinno być, życie i tak udowodni, że tak było, jest i pewnie będzie. Bo sędzia to człowiek z całym swoim bagażem także klęsk i porażek, wszystko w tej kwestii.

Owszem, elektryzujące swą powagą słowa "służba", "misja" pięknie wybrzmiewają w tekstach publicystów i autorytetów. "Nieskazitelność charakteru" to też ciekawy ustawowy zlepek, nic w istocie niemówiący o człowieku. Bo co to właściwie oznacza, szczególnie w kontekście działania niektórych orzeczników zasiadających obecnie w TK.

Pomysł wkładania do głów sędziów tezy o ich wyjątkowości uważam za nierozsądny, by nie powiedzieć szkodliwy. Bowiem przy braku warunków, by owo przekonanie o szczególnym posłannictwie wykonywanej przez nich każdego dnia pracy wprowadzać do rzeczywistości, musi się to skończyć niemiłą niespodzianką. Cóż, nie podołali. Może nie dali z siebie wszystkiego, a na pewno po prostu się nie nadawali.

Sędzia to nie superbohater

Drodzy opiniotwórcy wszystkich orientacji, toga to nie jest pelerynka superbohatera. Czasami waży tony, a łańcuch ściąga głowę w dół. Gdy był czas względnego pokoju, nie protestowaliście tak energicznie jak dzisiaj, kiedy władza wykonawcza bez względu na opcję polityczną zawłaszczała kolejne obszary niezależności sądów i podważała niezawisłość sędziowską, niemożebnie rozszerzając nadzór administracyjny ministra sprawiedliwości. Wrzucając na przykład do worka badania sprawności postępowania sądowego przez urzędników ministerialnych, elementy kontroli nad koncentracją materiału dowodowego, co w sposób ewidentny narusza niezawisłość składów orzekających. Nie będę kontynuował tej wyliczanki, bo nie chodzi o wylewanie żalów. Przeciwnie. Mimo niesprzyjających i wciąż pogarszających się warunków zewnętrznych uważam, że koleżanki i koledzy mężnie stawali na pierwszej linii, ponosząc dotkliwe straty.

Ale teraz sytuacja jest wyjątkowa i bezprecedensowa. Po oddaniu reduty, której z poświęceniem bronił Prezes TK, z pewnością nastąpi frontalny atak na bliskie życiu każdego członka społeczeństwa sądownictwo powszechne. Tam przecież rozpatrywane są sprawy dotyczące milionów Polaków, a nie abstrakcyjne dla większości problemy konstytucyjne.

Czego powinniśmy od sędziów wymagać?

Z całą pewnością piszący przy swoich biurkach publicyści czy odpoczywające w niewątpliwie zasłużonym stanie spoczynku autorytety będą domagać się heroicznej postawy od sędziów liniowych, tych w większości trzydziestolatków, którzy wreszcie po ponad dziesięciu latach harówy, niekończących się ocenach różnych gremiów chcą nie tylko pracować, ale wreszcie żyć. Właściwie proszę was tylko o jedno. W czasach między kolejnymi wojenkami pomyślcie, jak stworzyć warunki do właściwego wykonywania tego zawodu, który przecież uznajecie za niezwykle istotny dla trwania państwa i jego rozwoju. Zastanówcie się, czy owe nieszczęsne awanse, które uznajecie często za źródło relatywizmu sędziowskiego skomponowane są prawidłowo. Czy może jednak należało zniszczyć tę, jak uważacie, pokusę i wprowadzić obiektywne kryteria awansu poziomego.

Wszak Alexis de Tocqueville powiedział, że: "sędzia nie powinien awansować"

Pomyślcie nad sensem istnienia nieograniczonej władzy prezesów i przewodniczących wydziałów w udzielnych księstewkach, którzy jakże często układają swoje szachowe figury kosztem jednostek na froncie. Wreszcie dajcie, choć przez chwilę, poczuć tej dzisiaj już ponaddziesięciotysięcznej armii, że mimo potknięć w przeważającej większości, mężnie staje, gdy nadchodzi czas próby. Bo jestem przekonany, że właśnie ta większość pokaże odwagę już niebawem. Ja w swoim imieniu krzyczę do wroga, który kłębi się na dole, że z murów nie zejdę. Choć chodzą słuchy, że jeńców nie biorą.

Znajdziesz nas na Twitterze , Google+ i Instagramie

 

Jesteśmy też na Facebooku. Dołącz do nas i dziel się opiniami.

 

Czekamy na Wasze listy: listy@wyborcza.pl REGULAMIN użytkownika "Gazety Wyborczej" >>> Szanowni Państwo, kontynuujemy prace nad systemem komentarzy i ich ocen. Wspólnie możemy sprawić, że nasze forum będzie miejscem przyjaznym i wolnym od agresji.

 

Pomóżcie nam:

 

- nie dyskutujcie z trollami,

 

- jeśli widzicie komentarze, które powinny być skasowane, zgłoście je moderatorowi poprzez kliknięcie kosza przy wpisie,

 

- wpisy i uwagi do systemu moderacji przysyłajcie mailem na adres forum@wyborcza.pl.

 

Dziękujemy.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej na ten temat
Komentarze
Zaloguj się
Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
Te 25 lat wolnej Polski niestety dla sądownictwa to lata stracone.Brak samooczyszczenia zawodów prawniczych spowodował spadek autorytetu.Często prezesi Sądów zachowywali się jak autorytarni władcy.Młodzi niestety brali zły przykład ze swoich starszch kolegów.Dodatkowo mieszanie się w spory polityczne nadwątliło i tak niskie zaufanie do zawodów prawniczych.
już oceniałe(a)ś
2
0
A jednak sędziowie ( szczególnie ci młodsi) potrafią na rozprawach krzyczeć, traktować strony lekceważąco, nie dopuszczać do szczegółowych wypowiedzi, uzasadniać wyrok w sposób nonszalancki itp.Oto stan sądownictwa jest też taki, że jeśli strona w swojej sprawie powoła się na prawomocne rozstrzygnięcie w innej sprawie, wówczas dowie się, że "sąd w niniejszej sprawie nie podziela poglądu " tamtego sądu. A kogo to obchodzi czy podziela czy nie. Obowiązkiem sądu jest wyjaśnienie dlaczego w analogicznej sytuacji stan prawny ma inne skutki. To przecież kształtuje świadomość prawno -społeczną. W przeciwnym razie takie orzeczenia są jedynie wyrazem arbitralności. Oto stan sądownictwa jest też taki,że sędziowie np. I.Tuleja i W.Łaczyński, którzy perfekcyjnie orzekli z uwzględnieniem norm moralnych, etycznych i społecznych, spotkali się z ostracyzmem nawet swojego środowiska. Nawet w poprzednim systemie sędziowie ( poza wyjątkami) szukali różnych kruczków prawnych aby uchronić podsądnego od krzywdy. Teraz ( poza wyjątkami) koncentrują się aby za krzywdę jak najmniej i jak najpóźniej zapłacić.Dzisiejsi sędziowie chyba nawet nie zrozumieliby opowiastki - anegdotki o młynarzu i sędziach w Berlinie.
już oceniałe(a)ś
0
0