To jest przerażające, jeśli komuś jednego dnia odpowiadają poglądy KORWiN-a, a następnego Palikota czy nawet Razem, bo one wzajemnie się wykluczają.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

 

Publikujemy w całości list, który jeden z czytelników, pragnący zachować anonimowość, nadesłał nam po lekturze artykułu Macieja Orłowskiego "Głosowałem na Platformę, Palikota, Korwina i Razem. Prawicowa rewolucja to wasza wina" , opublikowanego w "Magazynie Świątecznym" z 25-26 czerwca 2016 r.:

 

Przeczytałem wynurzenia młodego człowieka, zapewne reprezentatywnego dla znaczącej części swojego pokolenia, który tłumaczył, dlaczego "oni" są winni, że głosuje, jak głosuje.

Padło tam wiele słów, nie wiem, czy wymuszonych wierszówką, ale jakoś trudno było mi wyłuskać te fundamentalne powody, jak i tych "onych", którzy zmuszają do takich, a nie innych wyborów.

Może jestem za stary na facebookową rewolucję moralną, ale zawsze wydawało mnie się, że głosowanie na jakąś partię wiąże się z wyborem ideologicznym. Powtarzam: wyborem ideologii.

Nie modą, nie chęcią zrobienia psikusa, nie flashmobem. Nie znudzeniem ciepłą woda w kranie czy chęcią wyjścia na barykady (ale nie z potrzeby płynącej z głębi serca, tylko dla hecy), czy chęcią zmiany dla samej zmiany.

Każdy odpowiedzialny i poważny elektor ma bowiem jakieś swoje poglądy. Bardziej lewicowe czy bardziej prawicowe, ale to one kształtują jego postawę wobec rzeczywistości.

Co jest oczywiste, nie każda partia spełnia wszystkie warunki, jakich oczekuje konkretny wyborca. Bo mniej więcej tyle poglądów, ilu głosujących. Ale dopasowujemy nasz wybór w ten sposób, by ponosić jak najmniejszy koszt dysonansu poznawczego, by nie czuć zbyt wielkiego dyskomfortu jego niezgodności z naszymi poglądami. W tym względzie idziemy na możliwe kompromisy, a jeśli są zbyt wielkie, po prostu nie głosujemy.

Całkiem naturalne jest przenoszenie poparcia z jednej partii na drugą, jeśli poprzedni wybór nas nie satysfakcjonował, a raczej jeśli partia zawiodła nasze oczekiwania - zwykle nie realizując obietnic z kampanii.

Ale odpowiedzialni i dojrzali ludzie przenoszą takie poparcie w ramach "rodzin" partii, w ramach pewnego zbioru, który nie jest wykluczającym się.

I teraz przechodzę już, by nie nudzić, do sedna sprawy. Jak można skakać od prawej do lewej, nie dostrzegając podstawowych różnic światopoglądowych? To jest przerażające, jeśli komuś jednego dnia odpowiadają KORWiN-a, a następnego Palikota (czy nawet Razem). Bo one wzajemnie się WYKLUCZAJĄ.

Mówię cały czas o ideologii.

Przecież nikt odpowiedzialny nie powie, że głosuje na tych, którzy dadzą więcej, bo to jest postawa czysto roszczeniowo-populistyczna.

Partie polityczne, w skrócie, znajdują się pomiędzy umowną prawicą a lewicą. Chodzi o ideologię. Nie ma trzeciej drogi, jest jedynie stopniowa gradacja czy różne rozkładanie akcentów w danej grupie. Wybór wydaje się więc dosyć prosty - tymczasem widzimy jakieś absurdalne przepływy pomiędzy wykluczającymi się ideologicznie ugrupowaniami.

Dlaczego? Bo TEN elektorat rozważa jedynie doraźne, populistyczne obietnice, którymi można ich kupić. Ale takie obietnice, nawet jeśli zostaną spełnione, mają się nijak do wyborów życiowych, które mają się przekładać w demokracji na to, w jaki sposób będzie kształtowana rzeczywistość nas wszystkich.

Dla wyjaśnienia - nie może być tak, że wyborca, dla którego fundamentalną wartością jest równość i poszanowanie innych, zagłosuje na partię, która wprowadzi niewolnictwo, tylko dlatego, że ta obiecała wybudować mu w mieście obwodnicę. Przejaskrawiam celowo, by wskazać, że chodzi tu o integralność ideologiczną, a nie o chwilowy oportunizm.

Przy okazji zamieszania, jakie wywołało wśród wyborców w UK referendum, zwłaszcza głosy świadczące o niezrozumieniu jego skutków czy podstawowych pojęć, ktoś na forum prześmiewczo zaproponował egzamin przy urnach - bez jego pozytywnego przejścia głos byłby nieważny.

To wcale nie jest aż tak humorystyczny pomysł - metody głosowania i sam system demokratyczny przechodził różne fazy. Procedura to jakaś arbitralna decyzja, która przekłada się na różne końcowe efekty. W dobie informatyzacji taki egzamin byłby prosty we wdrożeniu, niekosztowny, a mógłby uchronić wyborcę przed oddaniem głosu przez pomyłkę. Bo chyba powinniśmy odejść od głosowania na piękne oczy czy na kolesiów - a to gwarantuje obecnie kiełbasa wyborcza lub bezmyślne popieranie partii, które przechodzą przecież ciągłe zmiany.

Wystarczyłoby parę pytań o podstawowe założenia programu partii. Będę hojny - złe zaznaczenie 3 z 5 powodowałoby anulowanie głosu (to i tak ledwie 60 proc. trafień). Bo skoro ktoś głosuje ZA czymś, to nie może go reprezentować partia temu PRZECIWNA. Być może powinniśmy w ogóle zrobić zestaw pytań, których zaznaczenie przydzielałoby nasz głos odpowiedniemu ugrupowaniu, skoro wiele osób jedynie MYŚLI, że partia ich wyboru reprezentuje pewne wartości, gdy tymczasem może to być inna organizacja, wręcz z przeciwnego końca spektrum politycznego.

Absurd? Ale w nowym systemie ten młody człowiek nie miałby aż takich problemów ze zrozumieniem różnic pomiędzy skrajną prawicą i równie skrajną lewicą.

Nie wystarczy słuchać i wyłuskiwać tylko to, co wydaje się rozsądne. Każdy polityk ma coś takiego do zaoferowania. Stalin, Hitler, Pol Pot - zawsze można znaleźć coś, co brzmiało atrakcyjnie i sensownie. Ale liczy się CAŁOŚĆ wypowiedzi, a nie pojedyncze zdania, bo to propagandowa manipulacja - nawet jeśli oszukujemy samych siebie. Tylko z czystego lenistwa wyborca chwyta się jednego czy drugiego zdania polityka, a nie ocenia tego, co dana partia chce realizować jako swoją politykę po dojściu do władzy.

Może stąd potem tak niekompatybilne postawy czy gwałtownie rozbieżne wypowiedzi przywódców i ich zwolenników. I to obojętne, czy dotyczy to polityki, wiary, czy innej formy organizacji społecznej.

Nie wiem, czego obecnie uczą w szkołach, ja należę do tego pokolenia, które mimo opresji politycznej potrafiło samodzielnie myśleć. Gdyby było inaczej, nie byłoby dzisiejszej Polski. Może dlatego, że matematyka była obowiązkowa na maturze. A może dlatego, że konsekwentnie promowano naukę jako sposób na pojmowanie świata. A ta wiąże się nierozerwalnie z weryfikacją, z krytyczną oceną rzeczywistości. Powtarzam, nauka była najważniejsza w szkołach i na uczelniach, mimo braku swobody wypowiadania myśli.

Dziś ewidentnie przewaga pewnego systemu "wartości", powszechna indoktrynacja, wpływa na ograniczenie możliwości krytycznego odnoszenia się uczniów do otaczającego świata. Jedna konkretna ideologia wkracza do szkół i przestaje się krępować równością czy różnorodnością. I nikt już nie sprawuje kontroli nad tymi nauczycielami, prokuratorami, policjantami, urzędnikami, którzy zaczynają narzucać swój partykularny punkt widzenia innym. Wręcz przeciwnie, są hołubieni, zajmują eksponowane stanowiska, decydują, co jest, a co nie jest prawem, jednocześnie łamiąc to prawo. To promowanie bylejakości.

Zaczynają wywierać presję, którą pod wieloma względami można już zaczynać nazywać prześladowaniami. Bo czym innym, jak nie prześladowaniem, jest sytuacja, gdy legislację, która miała chronić z założenia słabszych, nagina się do ochrony tylko jednej strony, zarazem nie dostrzegając jawnego łamania prawa przez "swoich"?

Ile warta jest ich wiedza, ich tytuły, ile warte są uczelnie, które je im nadają? Dziś nawet tytuł profesora nie gwarantuje integralności wiedzy. Może znowu przejaskrawię, ale jest paru takich, którzy twierdzą, że Ziemia jest płaska.

Niestety, trend jest zauważalny na całym świecie, to jakby powolny upadek cywilizacji. Czy dążymy już do "idiokracji"?

Mała dygresja. Chyba ostatnim przyzwoitym systemem Microsoftu był XP, nad którym użytkownik miał pełną kontrolę. Niestety dzisiejsze młode pokolenia, ze względu na lenistwo i wygodę, godzą się na to, by ktoś za nich decydował, mówił im, jak mają żyć, w jakim rytmie, co myśleć. Teraz wszystko idzie w kierunku "androidyzacji", gdzie system tworzony dla "głupków" decyduje za ciebie. Możesz się sprzeciwiać i wyłączać aplikacje na smartfonie 50 razy, a i tak "oni" wiedzą lepiej i je włączą.

I znalazłem wreszcie tych mitycznych "onych"... Kto to taki?

To inwazja współczesnych Hunów, coraz mniej kontrolowanych aroganckich decydentów, obojętne, czy polityków, czy informatyków, którzy wiedzą lepiej od ciebie, czego ty chcesz.

Następuje to po części dlatego, że to TY dajesz im na to przyzwolenie, dokonując złych albo bezmyślnych wyborów. Nie wysilając się na samodzielne krytyczne myślenie, przyjmując, co kolejny "coach" ci wskaże. Tylko realistyczne podejście może temu zapobiec, a nie to życzeniowe czy oparte na złudnych słowach jakiejkolwiek propagandy.

A to krytyczne myślenie to nierozerwalny przymiot nauki, spychanej w dzisiejszej Polsce gdzieś na margines i zastępowanej propagandowymi krzykami, nakazami i zakazami. Bez tego pozostajemy w sferze złudzeń, magii i manipulacji.

Dlatego zaszokowało mnie tak lekkoduszne podejście młodego człowieka do wyboru partii. Tak powierzchowne próby zrozumienia, co reprezentują, i tak lekceważące negowanie silnych sygnałów, które są niezgodne z jego światopoglądem.

Kiedyś możemy się obudzić, gdy będzie już za późno.

PS

 

Tytuł, w wydźwięku sarkastyczny czy nawet sardoniczny, nawiązuje do książki Amélie Nothomb*, w której autorka z trudem odnajduje się w innej kulturze, tłamszącej poczucie godności jednostki, i w sytuacjach doprowadzanych do granic absurdu. Bo, jak wiemy, gdy rozum śpi, budzą się demony, a narzucanie innym swoich wyobrażeń o świecie, z jednoczesnym przyzwoleniem milczącej większości poprzez tzw. spiralę ciszy, doprowadza do świata, w którym nie chcemy żyć.

* "Stupeur et tremblements", polski tytuł "Z pokorą i uniżeniem" niezbyt dobrze oddaje intencję autorki, bo oryginał dosłownie oznacza "Przerażenie i drżenie".

Znajdziesz nas na Twitterze , Google+ i Instagramie

 

Jesteśmy też na Facebooku. Dołącz do nas i dziel się opiniami.

 

Czekamy na Wasze listy: listy@wyborcza.pl REGULAMIN użytkownika "Gazety Wyborczej">>> Szanowni Państwo, kontynuujemy prace nad systemem komentarzy i ich ocen. Wspólnie możemy sprawić, że nasze forum będzie miejscem przyjaznym i wolnym od agresji. Pomóżcie nam:

 

- nie dyskutujcie z trollami,

 

- jeśli widzicie komentarze, które powinny być skasowane - zgłoście je moderatorowi poprzez kliknięcie kosza przy wpisie.

 

- wpisy i uwagi do systemu moderacji przysyłajcie mailem na adres forum@wyborcza.pl

 

Dziękujemy.

icon/Bell Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
    racja racja (nie partia) faktycznie jak komus jest obojetne czy głosuje na Korwina czy na Palikota, to ma chyba nie po kolei w głowie
    już oceniałe(a)ś
    1
    0
    Nie do końca się zgodzę z autorem. Zgoda: - egzamin z programu partii by się przydał,ludzie głosują nie wiedząc na co głosują - na pierwszy rzut oka faktycznie popieranie Razem i JKM to szaleństwo Brak zgody: - jednak programy partii to nie jedno hasło - to cały szereg haseł. Jestem liberałem gospodarczym i obyczajowym (ale nie fanatykiem). Dlaczego nie może podobać mi się liberalizm gospodarczy JKMa i liberalizm obyczajowy Razem? Uwaga zupełnie z boku: - program partii ten oficjalny i zapisany, a nawet głoszone w różnych sytuacjach poglądy to NIE to samo co realne działania. Na tej zasadzie choć "teoretycznie" po głoszonych poglądach mógłbym poprzeć JKMa czy Razem nigdy do tego nie dojdzie. Jedni i drudzy są czymś innym niż udają. JKM dużo mówi o liberalizmie gospodarczym ale NIE współpracuje z partiami liberalnymi lub zbliżonymi do liberalizmu. JKM najwyżej ceni nacjonalizm i konserwatyzm obyczajowe i poprze nawet skrajnych lewaków byle byli nacjonalistami i konserwatystami. Dokładnie tak samo Razem jest tak "antyPiSowska" jak PiS jest anty-kremlowski. Hasła hasłami a tak z 80% działań Razem tylko wzmacnia PiS. A PiS dla mnie jako liberała obyczajowego (ale jako prawo państwowe, a nie we własnym życiu), liberała gospodarczego i chrześcijanina jest tym co najgorsze. W gospodarce socjalizm, w obyczajach też zamordyzm. No a religią sobie tylko obłudnie gęby wycierają jak faryzeusze. Każdy kto ich wspiera jest godzien pogardy.
    @maaac zgadzam się z tym, że parte są skomplikowane w tym sensie, że oczywiście od prawej do lewej mamy ich bardzo dużo do wyboru i jedne 'mieszają' bardziej inne mniej rózne poglady dotyczące obyczajowości, polityki, sprawy socjalne, itd... ale wiadomo, że PIS jest na prawo a nie na lewo, mimo ich socjalistycznych pogladów socjalnych - bo przynajmniej ja tak uwazam, polityka czy partie to przede wszystkim poglady ideowe/polityczne czyli fundament na którym buduja swoja rację bytu - cała reszta to dobudowa (rózna by sie odróżnić od innych lub by przyciagnąć jakiś elektorat) ale chyba autor nie twierdzi, ze partia to jedno hasło? no może jak piszesz o JKM i popieraniu lewaków, to może trzeba mówić nie o dziwnych wybporach młodych, ale w ogóle o dziwnych wyborach Polaków?
    już oceniałe(a)ś
    0
    0
    @otopolskiepieklo 1. To nie jest "mieszanie". Poglądy gospodarcze nie mają nic wspólnego z poglądami typu nacjonalizm brak nacjonalizmu czy poglądami typu obyczajowego. Dokładnie tak samo jak religia nie ma nic do tego czy pasują ci bardziej lody waniliowe czy czekoladowe. 2. PiS jest na lewo pod kątem gospodarczym. Koniec kropka - jest to poza wszelką dyskusją. Przedstawiają typowo lewicowe podejście do gospodarki. Interwencjonizm, centralne sterowanie, wyższość własności państwowej nad własnością prywatną. Są też zwolennikami "wyrównywania różnic" - odbierania bogatym i dawania biednym. Ustawicznie ludzi szczują na "kapitalistów". 3. Poglądy ideowe dotyczą różnych sfer życia ludzkiego - nie tylko obyczajowości. Konserwatyzm PiSu nie ma nic wspólnego z prawicowością, a raczej prawicowcy zwykle są konserwatystami obyczajowymi i liberałami gospodarczymi. PiS jest konserwatywny obyczajowo ale lewicowy gospodarczo. Niczym (prawie) się więc nie odróżnia od PZPRu, który TEŻ miał swoje nacjonalistyczne skrzydło. Prawie bo jest jedna (a może dwie) tycia różnica. PZPR był krypto klerykalny, PiS jest jawnie. PZPR był jawnie prokremlowski, PiS jest krypto. Jak widzisz klerykalizm i stosunek do Kremla, to następne cechy partii NIE zależne od pozostałych. 4. Nie. Autor wprost tak nie twierdzi. Jednak chyba tak uważa bo inaczej rozumiał by, ze w jednej partii może się człowiekowi podobać jedno a w drugiej drugie MIMO, ze są to partie o całkowicie przeciwstawnych poglądach. 5. Nie miałem na myśli ani wybory ogólnie Polaków ani młodych obywateli RP. Mam na myśli konkretne decyzje JKMa i jego partii. Decyzje objawiające się w głosowaniach, tego kogo popiera i z kim chodzi na demonstracje. Nie pamiętam by JKM zrobił cokolwiek wspólnego z jakimikolwiek liberałami, za to kumplowanie się z socjalistami czy wręcz bolszewikami - byle byli klerykalni i nacjonalistyczni to dla jego i jego zwolenników norma.
    już oceniałe(a)ś
    0
    0