Gdy rządy nie są zdolne do przekroczenia dzielących je różnic, ich rolę musi przejąć społeczeństwo obywatelskie. W końcu polsko-niemiecka przyjaźń nie jest wyłącznie sprawą rządów. Ponad granicami państwowymi budują ją związki rodzinne, współpraca organizacji społecznych i kościołów, partnerstwa miast czy wymiana akademicka - czynniki pogłębiające wzajemne zrozumienie.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Długa i trudna była droga pojednania między naszymi narodami. Zgroza Holocaustu i zniszczeń spowodowanych przez nazistowskie Niemcy podczas II wojny światowej pozostawiły za sobą ruiny i popiół, rozbite państwa i miliony zabitych ludzi. Wydarzenia te rzucają długi i mroczny cień, który nigdy nie będzie zapomniany. W dniu, w którym nasze kraje obchodzą 25. rocznicę polsko-niemieckiego traktatu o dobrym sąsiedztwie i przyjaznej współpracy, warto spojrzeć wstecz i przyjrzeć się temu, co udało się przez te lata osiągnąć.

Oba narody, polski i niemiecki, wiele sobie zawdzięczają i mają wiele wspólnych doświadczeń. Oba doświadczyły ucisku we własnym kraju i znają smak walki o wolność. W 1832 r. liczna polska delegacja wspólnie z tysiącami Niemców demonstrowała na rzecz wolności i demokracji na zamku Hambach, domagając się zjednoczonych i wolnych Niemiec i wyrażając solidarność z polskimi emigrantami zmuszonymi do opuszczenia kraju po powstaniu listopadowym. Również zjednoczenie Niemiec w 1990 r. nie byłoby do pomyślenia bez wielkiego zaufania, jakim obdarzyło Niemców polskie społeczeństwo.

Ostatnie ćwierćwiecze przyniosło przekraczanie podziałów i otwarcie granic. Nasze narody i kraje zbliżały się do siebie wraz z wstąpieniem Polski do Unii Europejskiej i utworzeniem Trójkąta Weimarskiego. Energia polsko-niemieckiego zbliżenia stworzyła podstawy zaufania i stała się filarem europejskiego pojednania i stabilności.

Jednak żadnej z tych rzeczy nie można uważać za daną na zawsze.

W ostatnich miesiącach lista spraw, które dzielą nasze kraje, stała się dłuższa. Od kwestii uchodźców po rządy prawa, od polityki wobec Rosji po sprawy bezpieczeństwa energetycznego i zmian klimatu - Polska i Niemcy coraz rzadziej mówią jednym głosem. Nie można jeszcze mówić o zupełnym odwróceniu kierunku, ale tendencja jest niepokojąca. Obie strony są współodpowiedzialne za chybotliwą sytuację, w której się znaleźliśmy.

Brakuje solidarności i zrozumienia dla podzielanych wartości oraz położenia i interesów drugiej strony. Poparcie Berlina dla budowy gazociągu Nord Stream 2 wraz z odmową przyłączenia się do regionalnego klastra solidarności energetycznej - co proponowała Komisja Europejska - ignoruje uzasadnione interesy Polski w dziedzinie bezpieczeństwa energetycznego. Także sugestia niemieckiego ministra spraw zagranicznych Steinmeiera, aby stopniowo łagodzić sankcje wobec Rosji w przypadku postępów w rozwiązywaniu sytuacji na Ukrainie, była niepotrzebnym wyjściem przed szereg. Z drugiej strony opór polskiego rządu przed współdzieleniem ciężaru kryzysu uchodźczego demonstruje brak solidarności zarówno z europejskimi partnerami, jak i ze zdesperowanymi ludźmi uciekającymi przed zgrozą wojny. I oczywiście podważanie przez rząd w Warszawie niezależności Trybunału Konstytucyjnego, tworzące zagrożenie dla praworządności, uderza w podstawowe wartości, na jakich zbudowana jest Unia Europejska. Nie wpisuje się to w nasze wspólne europejskie wartości praw człowieka, demokracji i rządów prawa - zapisane również w polsko-niemieckim traktacie o dobrym sąsiedztwie i przyjaznej współpracy.

Nieumiejętność znajdowania wspólnego gruntu naraziłaby nas na utratę zaufania i groziłaby większymi niepowodzeniami w przyszłości. Następne 25 lat przyniesie nam wiele wspólnych wyzwań. Nawet jeśli będziemy mieć do nich odmienne podejście - np. do polityki energetycznej czy relacji z Chinami - nie możemy zamykać oczu na fakt, że razem jesteśmy silniejsi.

W sytuacji, gdy rządy nie są zdolne do przekroczenia dzielących je różnic, ich rolę musi przejąć społeczeństwo obywatelskie. W końcu polsko-niemiecka przyjaźń nie jest wyłącznie sprawą rządów. Ponad granicami państwowymi budują ją związki rodzinne, współpraca organizacji społecznych i kościołów, partnerstwa miast czy wymiana akademicka - czynniki pogłębiające wzajemne zrozumienie. To ruchy ekologiczne sprzeciwiają się w Niemczech budowie Nord Stream 2. To ruchy obywatelskie takie jak Komitet Obrony Demokracji odrzucają język wrogości płynący ze strony polskiego rządu. W czasach, gdy różnice między naszymi krajami nasilają się, jest obowiązkiem ruchów społecznych działać jak spoiwo, które będzie trzymać nas razem.

Warszawa i Berlin muszą nazywać problemy po imieniu. Ale to jest tylko pierwszy krok, niezbędny do tego, by można było przezwyciężyć podziały. Mamy długą wspólną historię wzajemnych związków politycznych, gospodarczych i społecznych. Jubileusz traktatu o dobrym sąsiedztwie powinien nam o tym przypominać.

Adam Ostolski jest socjologiem, członkiem Krytyki Politycznej. W latach 2013-2016 był przewodniczącym Partii Zieloni

 

Reinhard Bütikofer jest posłem do Parlamentu Europejskiego i współprzewodniczącym Europejskiej Partii Zielonych

Tekst ukaże się 23 czerwca w papierowym wydaniu Die Zeit.

REGULAMIN użytkownika "Gazety Wyborczej">>> Szanowni Państwo, kontynuujemy prace nad systemem komentarzy i ich ocen. Wspólnie możemy sprawić, że nasze forum będzie miejscem przyjaznym i wolnym od agresji.

 

Pomóżcie nam:

 

- nie dyskutujcie z trollami

 

- jeśli widzicie komentarze, które powinny być skasowane - zgłoście je moderatorowi poprzez kliknięcie kosza przy wpisie.

 

- wpisy i uwagi do systemu moderacji przysyłajcie mailem na adres forum@wyborcza.pl

 

Dziękujemy.

icon/Bell Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem