Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Jestem pracownikiem średniego szczebla w firmie z branży IT. Zajmuję się opracowywaniem, koordynowaniem i wdrażaniem projektów. Moim najważniejszym zadaniem jest dostarczanie najlepszej możliwej wartości biznesowej dla organizacji dla której pracuję.

Od wielu już lat obserwując scenę polityczną zadaję sobie pytanie: dlaczego nie możemy potraktować kraju jak firmy, rządu jak pracowników, a zmian i ustaw jak projektów?

Dlaczego wszyscy przyjmujemy za coś normalnego ustrój, w którym wybory to "kiełbasa i obietnice bez pokrycia", a sprawowanie władzy to nietransparentny proces realizowany przez (przeważnie) mało kompetentnych ludzi dbających o swoje, oderwane od dobra publicznego, interesy?

I nie mam na myśli tylko obecnej partii rządzącej. Dotyczy to ogółu partii, które miałem (nie)przyjemność obserwować na przestrzeni ponad 20 lat.

Zmieńmy więc na chwilę perspektywę, przez którą patrzymy na politykę. Spróbujmy pomyśleć o niej jak o wielkim projekcie, w dużej korporacji zarządzanej przez fachowców, gdzie my, Polacy, jesteśmy jednocześnie klientami i akcjonariuszami.

Przychodząc do nowej firmy jako pracownik, przechodzimy przez etap rekrutacji. Opowiadamy o swoim doświadczeniu, planach na przyszłość i oczekiwaniach. Choć normalne jest, że czasem "kolorujemy" niektóre fakty, to szydło zawsze wyjdzie z worka, gdy zostaniemy zatrudnieni.

Po pierwsze - same referencje i CV mówią o nas całkiem sporo. Po drugie - nasze obietnice weryfikuje nasza praca i zaangażowanie. Wystarczy kilka miesięcy i można z łatwością zweryfikować nasze dokonania.

Czemu zatem wybory są raz na 4 lata? Czy znacie firmę, w której nowy pracownik, niezależnie od wyników dostaje kontrakt na 4 lata bez możliwości wcześniejszego zwolnienia go?

Jak dużo firm znacie, w których można dostać zarobki rzędu kilku-, kilkunastu tysięcy złotych nie mając żadnego doświadczenia? Widzieliście kiedykolwiek programistę zatrudnionego jako specjalista od finansów albo księgowego, który pisze kod?

Dlaczego tak łatwo i przez palce patrzymy na najważniejszych menedżerów w tym kraju (czyli ministrów), którzy bez doświadczenia i przygotowania podejmują decyzje w firmie liczącej 38 mln klientów?

Rozkładając cały proces na czynniki pierwsze, chciałbym zaproponować 5 filarów skutecznego zarządzania projektem "Polska".

Odpowiedzialność

W firmach dość jasno określony jest podział obowiązków i schemat podejmowania decyzji. Oczywiście, im większa firma, tym bardziej skomplikowany i mniej przejrzysty proces.

W mniejszych startu-pach decyzje podejmuje wąskie grono osób, które nastawione jest mocno zadaniowo - dzięki temu możliwy jest szybki wzrost, innowacyjne projekty i wysoka jakość.

W korporacjach jedna decyzja wymaga zazwyczaj kilku (czy kilkunastu) podpisów, prezentacji i uzgodnień. Niemniej w przypadku każdego projektu jego sukces czy porażka są łatwo mierzalne i identyfikowalne. Z oceną pracowników firmy radzą sobie różnie - formalnie i mniej formalnie. Czasem są to rozmowy w cztery oczy, czasem ankiety 360 stopni. Bez jakiejkolwiek oceny nie jest możliwy rozwój organizacji i awans lub wymiana kadr.

Patrząc jednak na proces legislacyjny, zaskakująco często nie wiemy, czyją inicjatywą jest dana ustawa, kto decyduje o jej kształcie i podejmuje finalne decyzje. Dość łatwo schować się za stwierdzeniem "Sejm przegłosował". Czy wyobrażacie sobie wdrażanie projektu zatwierdzanego przez 460 osób? Jaki jest tego sens?

Wystarczy, by każda ustawa miała osobę, która jest za nią odpowiedzialna od początku do końca. Od etapu pomysłu, poprzez wyliczenia, ustalanie szczegółów, konsultacje, wdrożenie i ewaluację. Tak, ewaluację - czyli sprawdzenie skuteczności projektu. Dla firmy nie jest ważna realizacja projektu, tylko jego rynkowy sukces. Po owocach nas poznacie.

Walczmy o to, by oceniać menedżerów zarządzających projektem "Polska"!

Komunikacja

Każda firma, która odnosi sukces, oferuje produkty i usługi dopasowane do rynku.

To mit, że Apple za czasów Steve'a Jobsa przygotowywała produkty nie konsultowane z rynkiem. Naczelna zasada Steve'a była inna: nie pytać rynku jak ma wyglądać produkt tylko słuchać jakie potrzeby ludzi możemy zaspokoić. Inaczej nie mógłby powstać iPod.

Apple nie chciało rozwiązać problemu braku przenośnych urządzeń do słuchania muzyki. Oni odpowiedzieli na problem łatwego dostępu do milionów piosenek w kieszeni każdego konsumenta. Żadna firma nie przetrwa wdrażając projekty tylko dla poprawy swojej rentowności, ignorując albo idąc w poprzek oczekiwaniom rynku.

Dla odmiany spójrzmy teraz, jak wyglądają komunikaty związane ze zmianami prawa w naszym kraju.

"Podniesiemy podatki, żeby zwiększyć dochody budżetu", "Wprowadzimy opłatę recyklingową, żeby było mniej wraków na drogach".

To nie są projekty, żeby nam pomóc! Nam, klientom. To są działania obliczone tylko na poprawę wyników firmy. Ludzie ich nie rozumieją, bo takie działania są przeciwko nim.

Podejście powinno być zgoła inne.

Posłuchajcie wpierw, co jest problemem, a potem znajdźcie satysfakcjonujące rozwiązanie. Przychody budżetu są za niskie? Zobaczmy, na jakich wydatkach możemy zaoszczędzić. Chcemy zwiększyć przychody? Spróbujmy działań stymulujących rynek, zwiększających sprzedaż, a wpływy z podatków wzrosną same.

Tracimy dużo na nielegalnym obrocie papierosami? Zmniejszmy akcyzę, zatrudnijmy fachowców do realnej, a nie fikcyjnej kontroli i problem będzie dużo łatwiejszy do rozwiązania.

Dużo wraków zalega w lasach i ich usuwanie jest kosztowne? Dopłacajmy do każdego oddanego na złom samochodu.

Oczywiście w dużym stopniu upraszczam, ale chciałbym pokazać, jak możemy zmienić kierunek rozumowania wprowadzania zmian. Dla klientów (nas wszystkich), a nie bez nas i przeciwko nam.

Dobry menedżer słucha rynku, chodzi na spotkania z klientami, jest blisko całego procesu. Nie podejmuje decyzji w 3 minuty.

Referenda nie są rozwiązaniem, bo tak jak Coca-Cola nie robi referendum na projekt najlepszej butelki (bo większość z nas nie zna się na designie), tak z góry można przewidzieć głosy obywateli w odpowiedzi na propozycję podwyżki podatków.

Wracając do analogii - Coca-Cola regularnie robi jednak badania, ankiety oraz sprawdza nowe możliwości. Może więc warto, by menedżerowie projektu Polska poszli właśnie w tym kierunku? Zaczęli słuchać obywateli?

Etapowość

Podejściem, który święci triumfy w zarządzaniu, jest iteracyjność i zwinność. Termin i proces powstał w latach 80. w Toyocie i pozwolił na radykalne skrócenie procesu wytwarzania samochodów przy jednoczesnym znacznym wzroście jakości końcowego produktu.

Obecnie większość firm, także dużych korporacji, wdraża właśnie takie metody zarządzania.

Główne zalety to szybkie dostarczanie projektu na rynek, możliwość sprawdzenia pierwotnych założeń i modyfikowanie projektu tak, aby jak najlepiej spełniał pierwotne założenia.

Jak może to wyglądać w przypadku stanowienia prawa?

Weźmy na warsztat projekt "500+"

Założeniem projektu jest pomoc średnio zamożnym rodzinom w wychowywaniu dzieci, a tym samym ułatwienie podjęcia decyzji o powiększeniu rodziny. Na etapie naszego kraju chodzi o zwiększenie populacji Polaków.

Obecne wdrożenie polega na wypłacaniu środków niemal wszystkim zainteresowanym od pierwszego i drugiego dziecka. Z kryteriów dochodowym ustawionym na 800 zł na osobę. Dlaczego właśnie tyle? Czy poniżej albo powyżej tej granicy nie ma/są ludzie ubodzy? Czy taka zmiana spowoduje wzrost urodzin, czy może wzrost sprzedaży alkoholu i interwencji policji?

Jak można by zrobić to lepiej?

Jako menedżer zarządzający projektami proponowałbym wybranie kontrolnej, niewielkiej grupy osób, na której chcemy sprawdzić efekt projektu. Mogłyby to być na przykład osoby średnio sytuowane, z mniejszych miejscowości, w wieku 25-35 lat.

Innymi słowy: tworzymy "persony" - przykładowy profil klienta do weryfikacji projektu.

Przez kilka miesięcy takie osoby mogłyby otrzymywać 500 zł, w zamian za podzieleniem się kluczowymi informacjami - wydatki, liczba ciąż, status materialny. Na tej podstawie można by podjąć decyzję o zmianie niektórych zasad (np. większość rodzin kupowałaby samochód - więc zamiast gotówki warto byłoby płacić w bonach żywieniowych) lub ich utrzymaniu (liczba dostarczonej gotówki liniowo przełożyłaby się na liczbę noworodków).

W obecnej sytuacji przyjdzie nam jednak zapewne czekać na nieuniknione zmiany zasad programu, czytając wpierw o liczbach awantur domowych lub kupionych używanych samochodów kontra przykłady, ile czołgów i samolotów dałoby radę za to kupić.

Mierzalność

Czymś normalnym w sprawnie funkcjonującej organizacji jest ustalanie celów i mierzenie ich realizacji. Jest wiele różnych metod definiowania i kontroli takich założeń, ale naczelna zasada jest jasna - ustalamy cele i sprawdzamy, jak idzie ich wdrażanie.

Jako akcjonariusze przedsiębiorstwa chcemy być na bieżąco informowani o jego stanie. W firmie, w której pracuję, mamy jeden, bardzo duży monitor pośrodku biura, który pokazuje najważniejsze wskaźniki - przychody, realizację celów biznesowych, liczbę użytkowników - wszystko to, co uznajemy za kluczowe do rozwoju naszej organizacji. Wszyscy widzimy, w dowolnym momencie, jak nam idzie. I co możemy poprawić.

W skali kraju odpowiednikiem takich celów jest budżet. Jeden dokument, bez wyraźnie określonych celów i niezbyt łatwo dostępny. Wystarczy, by każdy z ministrów opracował cele dla swojego resortu na rok i podział na kolejne kwartały. Pokazał, na czym mu zależy (zmniejszenie kolejek, lepsze bezpieczeństwo wschodniej granicy, darmowe książki dla każdego pierwszoklasisty), a następnie zdefiniował mierniki, które pozwolą ustalić, czy wszystko idzie we właściwym kierunku. W przeciwnym razie ciągle będziemy stykali się ze stwierdzeniami: "nie wiem, na co idą nasze podatki". I nie jest niczym niezwykłym opóźnienie projektu albo jego porażka.

Drodzy politycy, dajcie nam, Waszym klientom i wiernym akcjonariuszom, szansę na czerpanie zysków z rozwoju tej wspaniałej firmy jaką jest nasz kraj.

Znajdziesz nas na Twitterze , Google+ i Instagramie

 

Jesteśmy też na Facebooku. Dołącz do nas i dziel się opiniami.

 

Czekamy na Wasze listy: listy@wyborcza.pl REGULAMIN użytkownika "Gazety Wyborczej" >>> Szanowni Państwo, kontynuujemy prace nad systemem komentarzy i ich ocen. Wspólnie możemy sprawić, że nasze forum będzie miejscem przyjaznym i wolnym od agresji.

 

Pomóżcie nam:

 

- nie dyskutujcie z trollami,

 

- jeśli widzicie komentarze, które powinny być skasowane - zgłoście je moderatorowi poprzez kliknięcie kosza przy wpisie,

 

- wpisy i uwagi do systemu moderacji przysyłajcie mailem na adres: forum@wyborcza.pl.

 

Dziękujemy.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.