Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Słoneczne, ciepłe popołudnie. Po usłyszeniu wiadomości o ustalonym właśnie terminie wyborów usiedliśmy pełni radosnych nadziei przy rodzinnej kawie. I nagle dotarło do nas: to przecież już za sześć tygodni! Coś trzeba robić! Tylko co? Zadzwoniliśmy do naszego przyjaciela, niegdysiejszego "chłopca spod Parasola", Zbyszka Gąsiora, wiedząc, że ma dobre kontakty z solidarnościową opozycją - niech coś wymyśli. I rzeczywiście, po kilku dniach zaprowadził nas na plac Konstytucji do Niespodzianki, dawnej kawiarni o nie najlepszej ostatnimi czasy reputacji. Lokal duży: parter plus antresola i jeszcze kawałek piwnicy. Teraz miał się tu znajdować sztab Warszawskiego Komitetu Obywatelskiego. Naszym zadaniem było zrobić (piorunem!) projekt wnętrz tak, aby pracować się dało i by móc przyjmować mnóstwo interesantów. Zaczęliśmy od dyspozycji: pomalować wszystko na biało - od razu zrobi się czysto i jakoś widniej. Potem we wskazanych miejscach poustawiano parawanowe ścianki, a na balustradzie antresoli na wprost wejścia umieszczono duże, panoramiczne zdjęcie z któregoś z solidarnościowych wieców.

Ruch panował ogromny. Jedni przenosili meble, inni malowali transparenty wyborcze. Każdego dnia zgłaszali się nowi chętni do pomocy. Niezapomniany widok: Zbigniew Hołdys z malowniczo zwisającymi szelkami, żywo gestykulując, przekonuje do swoich koncepcji prowadzenia kampanii. Na antresoli działa już zorganizowana przez Japończyków obsługa komputerowa. W oknie wystawowym na monitorze oglądać można zakazane dotąd filmy. Coraz więcej odwiedzających - Zbigniew Brzeziński, Yves Montand, Stevie Wonder.

Miejsca w środku za mało, trzeba wyjść na zewnątrz. Proponujemy wykonanie konstrukcji - najlepiej z elementów rusztowań - aby na nich można było zawiesić nazwiska i fotografie kandydatów z "Drużyny Lecha Wałęsy". Dzięki pomocy Zbyszka Bujaka już po kilku godzinach jakieś przedsiębiorstwo budowlane dostarcza wolno stojące rusztowania, tzw. warszawskie.

Wpada nam do głowy kolejny pomysł: zaangażujmy w formie zabawy dzieci. Na posadzce placu powstaje zarys planu Warszawy z wypisanymi nazwami dzielnic, w czym dzielnie pomagają studenci pobliskiego Wydziału Architektury Politechniki Warszawskiej. Teraz dzieciarnia może już na tym podkładzie malować "Warszawę swoich marzeń". W kościele Zbawiciela trwa właśnie "biały tydzień". Pod koniec nabożeństwa ksiądz Piasecki, proboszcz tamtejszej parafii, udostępnia nam ambonę, abyśmy mogli zaprosić rodziców wraz z pociechami przed Niespodziankę. Trzeba natychmiast zdobyć odpowiednią ilość pędzli i farby i znaleźć znów kilka osób potrafiących zawiadywać liczną grupą małych malarzy.

4 czerwca, 5 rano. Jedziemy na Górnośląską do komisji wyborczej. Po drodze widzimy plakaty z Garym Cooperem. Ponad dobę ciężkiej pracy, powrót dopiero następnego dnia koło południa. Kilka godzin snu i do Niespodzianki! Na tablicy podawane są kolejno, według tego jak spływają, wyniki głosowań na naszych kandydatów. Ludzie śmieją się, płaczą, wpadają sobie w ramiona... Wracamy znów do domu. - Mamo - mówimy do naszej 84-letniej matki. - Musisz pojechać z nami na plac Konstytucji. Tam już nie ma komunizmu.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.