Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Byłam wtedy na ostatnim roku studiów i byłam zameldowana w Krakowie na czas określony. W poprzednich wyborach rzadko uczestniczyłam, ale zawsze dostawałam odpowiednio wcześniej "urzędowy" list z informacją, że jako osoba zameldowana czasowo zostałam dopisana do listy wyborców i mogę głosować w okręgu właściwym dla miejsca tymczasowego zamieszkania.

Bardzo chciałam zagłosować...

W 1989 roku nie dostałam żadnego zawiadomienia, ale byłam pewna, że będę mogła zagłosować przy placu Matejki. Na miejscu okazało się, że jednak tym razem nie jest tak prosto. W tych wyborach władze nie chciały mi niczego ułatwiać i "założyły", że zagłosuję w miejscu stałego zameldowania (ponad 160 km od Krakowa).

Panie i panowie z komisji bardzo chcieli pomóc. Poradzili, żebym sprawdziła jeszcze komisję przy ul. Grochowskiej, tuż obok ul. Rakowickiej, gdzie w poprzednich wyborach byłam "z urzędu" dopisywana do listy wyborców. To nie jest daleko od placu Matejki. Dołączył do mnie kolega z Warszawy - sam nie mógł w Krakowie głosować i bardzo mu zależało, żeby mnie się udało.

W komisji przy ul. Grochowskiej także wszyscy chcieli pomóc. Poradzili, żeby wrócić na plac Matejki i tam poprosić przewodniczącego komisji o to, żeby skontaktował się z szefem okręgu wyborczego, który może wydać zgodę na dopisanie mnie do listy.

Wróciliśmy z Tomkiem na plac Matejki. Kolega przekonał przewodniczącego komisji, że przecież nie jestem w stanie dojechać do swojego rodzinnego domu i tam zagłosować, że nie ma ryzyka, że oddam dwukrotnie głos. Już nie pamiętam, ale chyba obaj - przewodniczący komisji z placu Matejki i mój kolega - rozmawiali przez telefon z osobą, która mogła wydać zgodę na dopisanie mnie do listy. I udało się! Mogłam zagłosować, oddać głos, który naprawdę miał znaczenie, mógł coś zmienić! Cieszyliśmy się bardzo - ja, mój kolega i członkowie komisji - niezależnie od tego, którą stronę reprezentowaliśmy.

Niesamowity 4 czerwca 1989 roku

Niesamowity był też dzień, kiedy zaczęto ogłaszać wyniki wyborów. Listy były wywieszane na drzwiach komisji wyborczych. W Krakowie jest wszędzie blisko - chodziliśmy od drzwi do drzwi, czuło się niesamowitą wspólnotę - obcy sobie ludzie cieszyli się razem z wyników! To były jedne z najwspanialszych dni w moim życiu. 4 czerwca powinniśmy świętować jako dzień wspólnoty i solidarności. Żadna data związana z Solidarnością nie jest świętem państwowym. Wspomnienie 4 czerwca 1989 roku powinno się stać takim świętem. Myślę, że ta data - ważna dla wielu z nas - byłaby pierwszym radośnie obchodzonym świętem państwowym.

 

Znajdziesz nas na Twitterze , Google+ i Instagramie

 

Jesteśmy też na Facebooku. Dołącz do nas i dziel się opiniami.

 

Czekamy na Wasze listy: listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.