Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Mój 4 czerwca 1989 roku zaczął się w 1986 lub 1987 roku. Sierpień '80 pamiętam, jak przez mgłę, bo miałem wówczas 10 lat. Ale jako interesujący się światem nastolatek podczas choroby, a wtedy z definicji dawali 2 tygodnie zwolnienia od szkoły, od deski do deski przeczytałem "przedwojenne" numery "Tygodnika Solidarność".

W gorący rok 1988 - i dorosłe życie - wchodziłem już z konkretnymi poglądami. Jeśli miałem jakieś wątpliwości co do strajków w kwietniu, to przez chwilkę, bo w sierpniu '88 mocno już kibicowałem "Solidarności".

Pamiętam doskonale swoją radość, gdy Lech Wałęsa podczas pamiętnej debaty telewizyjnej rozłożył na łopatki pysznego Alfreda Miodowicza. W 1989 roku roznosiłem ulotki Komitetu Obywatelskiego "S" w rodzinnym

Wolsztynie, do wyborów szedłem ze znaczkiem "Solidarności" w klapie, a nad urną palcami zrobiłem dumne "V".

A potem zaczęła się wolna Polska...

 

Znajdziesz nas na Twitterze , Google+ i Instagramie

 

Jesteśmy też na Facebooku. Dołącz do nas i dziel się opiniami.

 

Czekamy na Wasze listy: listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.