Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Szanowny Panie Redaktorze,

 

nie zgadzam się z opinią, że PO popełniła błąd, wychodząc z sali obrad Sejmu podczas unieważniania przez większość, PiS i Kukiz'15, wyboru sędziów do Trybunału Konstytucyjnego. Oto dlaczego:

wybrani przez "My, Naród" posłowie i senatorzy potrzebni są PiS-owi jedynie po to, żeby - siedząc w ławach parlamentu, mimo że ich głos w ogóle nie jest brany pod uwagę - swoją obecnością stwarzali pozory, że demokracja wcale nie została w niczym naruszona (nic się nie stało, rodacy, nic się nie stało!), jako że opozycja może sobie gadać, składać wnioski i dyskutować, choć jej najbardziej nawet błyskotliwe wystąpienia w istocie nie mają żadnej wagi, skoro została sprowadzona do roli statystów.

Parlamentarzyści opozycji nie są już posłami, tylko statystami potrzebnymi PiS-owi do odpierania zarzutów i całej opozycji, i jej wyborców. Tym sposobem naruszona jest godność nie tylko posła, ale i jego wyborcy. Tutaj objawia się w całej krasie perfidia i hipokryzja rządzących, którzy odnoszą się z demonstracyjną atencją do listów, na których widnieje tysiąc podpisów, natomiast unieważniają totalnie opinie posłów opozycji, choć każdy z nich w demokratycznych wyborach uzyskał daleko więcej głosów, niż to widnieje na listach obywateli słanych do rządzących, traktowanych z demonstracyjnym szacunkiem przez adresatów.

Rzecz aż się prosi o jakąś formę strajku. Można bowiem odnieść wrażenie, że PiS wraz z rządem i prezydentem unieważniają wybory, degradując całą opozycję do zera. Protest przeciw ubezwłasnowolnieniu opozycji może przecież być różnorodny. Stąd dziwi mnie zmasowany atak mediów i niektórych polityków na opuszczenie sali obrad przez PO w tym samym czasie, kiedy posłowie Nowoczesnej błyskotliwymi wystąpieniami, trafnością argumentacji i kompetencją wywarli na wszystkich korzystne wrażenie. Jednakże zarówno wyjście PO, jak i rzeczowe wystąpienia posłów Nowoczesnej zasługują w równym stopniu na uznanie. Niestety media kurczowo trzymają się narracji opartej głównie na napuszczaniu jednych na drugich.

Jaki sens mają próby wbijania klina między partie będące razem w opozycji?

Z pozdrowieniem Urszula Kozioł

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.