Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Od kilku tygodni budzę się w rzeczywistości, w której zwolennicy przyjmowania uchodźców z Syrii zarzucają Polakom zbyt mało solidarności wobec nieszczęścia innych, a przeciwnicy widzą już szariat i powstające w Polsce meczety.

Jestem w rozterce, bo chcę pomóc - jestem pewien, że Polska Akcja Humanitarna dobrze spożytkuje pieniądze, które wpłaciłem na akcję PAH organizowaną wspólnie z "Wyborczą". Mam także wiele obaw związanych z pojawieniem się dużej liczby uchodźców/emigrantów w Europie. Niestety, dyskusja, jaka toczy się w mediach i wśród polityków, została zredukowana do "jesteś za" lub "jesteś przeciw" i do przerzucania się liczbami osób, które mają być przyjęte, a które wydają się kompletnie abstrakcyjne wobec zmian, jakie może wywołać masowa migracja do Europy.

Zgodnie z ocenami ekspertów obecny kryzys to początek fali migracyjnej. Jak Europa poradzi sobie z kolejnymi grupami emigrantów? Czy wpuszczenie kilkuset tysięcy uchodźców i emigrantów nie będzie zachętą, aby przybywali kolejni? Czy ludzie, którzy mają przyjechać do Europy, będą mieszkali w ośrodkach dla uchodźców, czy będą się swobodnie osiedlać? Jak pojawienie się tysięcy ludzi wpłynie na europejski rynek pracy? Czy będą chcieli się uczyć? Wielu z nich wprost mówi, że chce jechać do Niemiec.

Czy ci, którzy zostaną rozlokowani w innych krajach, będą później uciekać za naszą wschodnią granicę? Czy w związku z tym należy obawiać się, że projekt Schengen upadnie? Oglądając obrazy, gdzie emigranci atakują policję i krzyczą "we want go!" lub ogłaszają strajk głodowy w obozach dla uchodźców w Turcji, bo chcą dostać się do Europy, obawiam się, że w ten sposób, wymuszając ustępstwa, będą zachowywać się w Europie.

Zastanawia mnie także, dlaczego tej energii nie włożą w walkę o to, żeby kraje, w których mieszkają, zmieniały się? Polacy w czasie ostatniej wojny zbudowali podziemne struktury wojskowe, dbano o kulturę i edukację. Podobne działali w czasach zaborów i w komunizmie. Wiele generacji walczyło o to, żeby Polska dziś i na poziomie kraju, i na poziomie pojedynczych obywateli mogła się rozwijać odnosić sukcesy. W rozmowach, które prowadzę z bliskimi i znajomymi, słyszę, że mają oni podobne pytania, na które polscy i europejscy politycy nie udzielają jasnych odpowiedzi.

Jonathan Haidt w "Prawym umyśle" pisze, że ewolucja na poziomie genetycznym i społecznym przygotowała nas do tego, żeby konkurować w grupach z innymi grupami. Chętniej współpracujemy i pomagamy podobnym do siebie. Wydaje się, że wielu z nas tak też patrzy na chcących przybyć do Europy - jako na konkurentów o zasoby, miejsca pracy i obowiązujące wartości.

Nie lubimy także "pasażerów na gapę", a tak mogą być oceniani ci, którzy migrują do Europy z przyczyn ekonomicznych, a nie uciekając przed bezpośrednim zagrożeniem wojną. W tym kontekście nie należy ganić tych ludzi, którzy nie chcą, w automatyczny sposób, pomagać każdemu przybyszowi na Stary Kontynent.

Tłumaczy to także, dlaczego współczuciu i chęci pomocy wobec biedy, wojny i cierpienia może towarzyszyć "nie" dla osiedlania się setek tysięcy uchodźców i imigrantów w Europie. W tym kontekście wydaje się, że część europejskich polityków nie rozumie obaw zwykłych ludzi i potrzebna jest szersza dyskusja o pomocy dla uchodźców i imigracji do Europy.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.