Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Po inwazji na Krym przeczytałem wyniki sondażu o postawach Polaków. Na pytanie, co byś zrobił, gdyby wybuchła wojna, wiele osób odpowiedziało: po pierwsze, próbowałbym zagwarantować bezpieczeństwo rodzinie, po drugie, stanął do walki. Czyli, w skrócie: biorę dzieci, wsiadam w samochód i jadę do Niemiec. A jak Niemcy też niebezpieczne, to sprzedaję samochód i kupuję bilet do USA, Argentyny czy Nowej Zelandii. A później myślę o odzyskaniu kraju. Brzmi rozsądnie.

Ubiegałbym się o azyl, prosił, czekał. Ale w końcu, jakbym po pięciu latach suszy i czterech latach wojny domowej siedział w tłoku, nie wysypiał się, nie dojadał, nie miał dostępu do toalety czy prysznica, to bym się zaczął wściekać. I złorzeczył tym, co mnie nie chcą wpuścić. A jakbym w tych nowych krajach jeszcze widział, że ludzie chodzą w modnych ubraniach do drogich kawiarni, to już w ogóle by mnie szlag trafił.

A jestem 30-latkiem. Zdrowym i dosyć silnym... Gdyby mnie wtedy wsadzono do ciasnego obozu i siedziałoby tam sporo innych silnych i wkurzonych, to kto wie, jakie pomysły zaczęłyby nam chodzić po głowie. Takie miejsca to w końcu inkubatory radykalizmów.

Jakby nasze żony i dzieci płakały codziennie. Może oplułbym jakiś autokar, ukradł samochód, pieniądze czy jedzenie. Może nawet dopuściłbym się rzeczy gorszych. Bo jak się widzi śmierć na co dzień przez wiele lat, to myśli się o niej inaczej.

Nauka udowodniła, że ludzie nie rodzą się źli i dobrzy. Że takimi czyni ich wychowanie, suma doświadczeń i okoliczności.

------

Kryzys związany z uchodźcami jest. Czy tego chcemy czy nie, on jest i sobie sam nie pójdzie. Dotknął Europę i prędzej czy później dotknie też bezpośrednio Polskę. Myślę, że straciliśmy wielką szansę, żeby wyjść mu naprzeciw i politycznie zyskać na arenie międzynarodowej.

------

Niedawno mieliśmy dość duży problem. Za naszą wschodnią granicą wybuchła wojna. Ta wojna po cichu trwa nadal i w każdej chwili może dotrzeć i do nas. Jakbym teraz był Włochem albo Grekiem, to za nic w świecie nie okazałbym Polsce solidarności. Myślę, że niemieccy i francuscy politycy, a na pewno obywatele tych państw, mają teraz dobrą wymówkę, żeby nie ginąć "za Gdańsk" i nie przyjmować żadnych uchodźców.

------

Zupełnie inaczej rzecz by się miała, gdyby ktoś uchodźcom pomógł. W sposób zorganizowany, rozsądny i przemyślany. Wziął odciski palców, zarejestrował i ulokował w ośrodku dla uchodźców razem z nie aż tak dużą grupą innych uchodźców. W kraju, do którego ten niespecjalnie chciał jechać. Nie do końca nawet wiedział, że istnieje. I zimno jest. I język trudny. Zaoferować pomoc i nie musieć jej udzielić to wygrać podwójnie. A w takiej sytuacji jest w pewnym sensie Polska.

W Niemczech, Francji czy Skandynawii obywatele mogą przypuszczać, że uchodźcy będą chcieli się osiedlić na stałe. U nas wystarczy, że raz pójdą do szpitala, i od razu zaczną rozglądać się za biletem dokądś indziej.

------

Czytam, że Polacy boją się muzułmanów. Nie, że nie lubią (to osobna kwestia, moje doświadczenia też szalenie pozytywne nie są). Polacy po prostu się boją, tak statystycznie. Trudno się Polakom dziwić, skoro ze świata islamu docierają do nas tylko zamachy, terroryści i fanatycy. I wakacje all inclusive, które nie spełniają oczekiwań. A jest na świecie takie państwo. Trzecia co do wielkości demokracja świata. Nie, żeby raj na ziemi, ale jednak nikt tam nikomu na co dzień nie ścina głowy. To Indonezja, największe muzułmańskie państwo świata.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.