Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

W piątej części w swojej Ewangelii św. Mateusz pisze:

 

"Wtedy odezwie się (Syn Człowieczy) i do tych po lewej stronie; "idźcie precz ode mnie, przeklęci(...) Bo byłem głodny a nie daliście Mi jeść, byłem spragniony a nie daliście Mi pić, byłem przybyszem a nie przyjęliście Mnie" (...)

 

Wówczas zapytają i ci; "Panie, kiedy widzieliśmy Cię głodnym albo spragnionym, albo przybyszem?" (...)

 

Wtedy odpowie im; "zaprawdę powiadam wam; wszystko, czego nie uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, tegoście i Mnie nie uczynili"".

 

Te słowa Chrystusa zna każdy chrześcijanin. Słyszał je wielokrotnie. Słyszeli je niemal wszyscy z prawie połowy naszych rodaków wyrażających sprzeciw wobec przyjęcia uchodźców. Słyszeli je niemal wszyscy nasi politycy próbujący zbić swój kapitał polityczny na tym sprzeciwie. Słyszeli je niemal wszyscy bluzgający jadem i nienawiścią wobec obcych na różnych forach internetowych.

 

Ale gdyby ich dzisiaj zapytać: nie boisz się, że za to co dziś robisz, Chrystus kiedyś powie ci "idź precz ode mnie, przeklęty"? , odpowiedzą z pełnym przekonaniem: nie, nie boję się, bo ja nie byłem przeciw uchodźcom...

Ja byłem przeciw tym wszystkim islamistom, fanatykom religijnym, złodziejom i gwałcicielom.

I w tym właśnie tkwi cały problem zjawiska, które obserwujemy - strach wynikający z niewiedzy. Przekonanie, że być może w tej grupie uchodźców są i jacyś porządni ludzie, ale w zdecydowanej większości to gwałciciele i fanatycy gotowi obciąć głowę każdemu napotkanemu innowiercowi.

Przekonanie, że ci ludzie chcą przyjść do nas tylko po to, żeby żerować na naszym i tak biednym przecież społeczeństwie, dając w zamian jedynie podkładanie bomb, strach, śmierć i zniszczenie.

Przekonanie, że 10-tysięczna grupa uchodźców w tej swojej masie zaleje religijnym fanatyzmem 40-milionowy naród...

Kto jest winien temu przerażającemu stanowi wiedzy naszego społeczeństwa na temat islamu i jego przedstawicieli?

Kto ponosi odpowiedzialność za to, iż przeciętny Kowalski kojarzy islam jedynie z wykorzystywaniem kobiet i nienawiścią do giaurów?

Odpowiedź na to nie może być jednoznaczna. Nie ulega jednakże wątpliwości, iż w pierwszej kolejności winę za taki stan ponoszą media...

Przez ostatnie lata zarówno na pierwszych stronach gazet, jak i portali internetowych informacje ze świata islamu sprowadzały się do sensacji typu: gdzie wybuchła jakaś bomba i ile osób zabiła, kto komu podciął gardło czy ile samochodów i sklepów spalono w kolejnych rozruchach.

Informacja o tym, że w Szwecji, od kiedy osiedliła się tam 300-tysięczna mniejszość muzułmańska, liczba gwałtów wzrosła o 300 procent, była okraszona kilkuset nienawistnymi komentarzami, które portale bez skrępowania publikowały, w ramach wolności słowa oczywiście.

I nikomu nie przeszkadzało, że sami Szwedzi śmieją się z tej statystyki. Bo definicja gwałtu w Szwecji jest taka, że jeśli na przykład kobieta zgłosi się na policję i powie, że przez ostatni rok była regularnie gwałcona przez męża, to policjant ma obowiązek odnotować w statystyce 300 gwałtów - łatwo więc wyliczyć, że pięć w taki sposób zgwałconych Szwedek statystycznie odpowiada wszystkim przypadkom gwałtów w Polsce - około 1 400 rocznie.

W opisach kolejnych ludzkich tragedii media najczęściej zapominają o jednej rzeczy: kojarzenie popełnianych przestępstw z jakąkolwiek religią jest po prostu zwykłym nadużyciem. Zamachy czy seryjne zabójstwa popełniane są jedynie przez zwyczajnych psychopatów, którzy w celu usprawiedliwienia swoich psychopatycznych motywów dorabiają sobie ideologię, która im najbardziej pasuje.

Największy taki europejski psychopata ostatnich lat, Anders Breivik, sam siebie określa jako głęboko wierzącego katolika, który kiedyś był protestantem. Czy to znaczy, że my mamy go za takiego uważać? Czy człowiek z zimną krwią strzelający do niewinnych ludzi może mieć cokolwiek wspólnego z jakąkolwiek wiarą w Boga? Na tej samej zasadzie należy więc także traktować fanatyków spod znaku Allaha. Mają tyle samo wspólnego z Allahem, co Breivik z Chrystusem.

Czy odgradzanie się od uchodźców to najlepsze rozwiązanie? Jesteście pewni?!

Oczywiście nie można przy tym zaprzeczyć, iż wskaźnik przestępczości w świecie muzułmańskim jest znacznie wyższy od takiego samego wskaźnika w Europie. Wynika to jednakże tylko i wyłącznie z biedy oraz poziomu szkolnictwa. Prawie połowa społeczeństwa w państwach muzułmańskich to analfabeci. Dokładnie z takim samym problemem dużej przestępczości borykają się przecież także biedne państwa Ameryki Łacińskiej czy Afryki, które nic wspólnego z islamem nie mają.

I tutaj najważniejsze pytanie do polityków krzyczących o zagrożeniach nadciągających wraz z falą uchodźców: czy naprawdę uważacie, że odgradzanie się od tego ubogiego świata jest najlepszym rozwiązaniem? Czy pokazywanie im zaciśniętej w kułak pięści z jednoczesnym warczeniem w stylu "won z naszego świata" załatwi sprawę? Czy straszenie społeczeństwa polskiego nadciągającą islamistyczną zarazą, a więc wzbudzanie ksenofobicznych nastrojów, nie jest przypadkiem strzelaniem sobie samemu w stopę?

Wiedzą o tym dobrze politycy centroprawicowych partii z Europy Zachodniej, którzy dziś z przerażeniem obserwują wzrost poparcia dla narodowców i neofaszystów w swoich krajach.

Dwie twarzy islamu. Obie prawdziwe

Kilka lat temu, zwiedzając Malezję, kraj w przeważającej części muzułmański, zostaliśmy okradzeni. Złodzieje na motorku wyrwali żonie torebkę wraz z pieniędzmi, dokumentami, kartami kredytowymi, telefonami - i tyle ich było widać.

Pierwsze kroki skierowaliśmy oczywiście na policję. Na posterunku pani oficer w czarnej chuście starannie zakrywającej włosy przeprosiła mnie najpierw "w imieniu narodu malezyjskiego" za zaistniały fakt, a potem dała do wypełnienia kwestionariusz. Następnie udałem się do najbliższego miejsca, skąd mogłem zadzwonić do Polski i zablokować karty kredytowe. Było to biuro turystyczne.

Pracownica biura, też w czarnej chuście, po wysłuchaniu mojej historii w geście przeprosin zgięła się prawie wpół. Ze łzami w oczach zaczęła mi tłumaczyć, jak strasznie jest jej wstyd za swoich rodaków, dodając na końcu: "Oni nie mają nic wspólnego z naszą wiarą".

O płaceniu za telefon do Polski oczywiście nie było mowy. W imieniu narodu malezyjskiego za to, co się stało, przepraszano mnie jeszcze potem dwukrotnie - w hotelu i na lotnisku przy wyjeździe.

Dziś, z perspektywy czasu zastanawiam się, która wówczas twarz islamu była prawdziwsza.

Czy ta dwóch drobnych złodziejaszków na skuterze czy też ta zawstydzonych ludzi, którzy za swoich prymitywnych rodaków przepraszali.

I wniosek jest tylko jeden - obie są prawdziwe. Są takie same jak twarze innych religii i społeczeństw w dowolnym kraju.

A ja, gdyby mi przyszło dziś stanąć przed jakąś syryjską rodziną uchodźców, do której dotarłyby wcześniej obelgi naszych patriotów, obrońców ojczyzny, pewnie bym się ukłonił i powiedział: "Przepraszam was w imieniu narodu polskiego... a tamci, co plują nienawiścią... oni nie mają nic wspólnego z naszą wiarą...".

 

Znajdziesz nas na Twitterze , Google+ i Instagramie

 

Jesteśmy też na Facebooku. Dołącz do nas i dziel się opiniami.

 

Czekamy na Wasze listy: listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.