Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Szanowni Państwo!

 

Nazywam się Joanna Szymańska-Godard, jestem gdańszczanką od pokoleń, od kilku lat pracuję w międzynarodowych organizacjach praw człowieka w Strasburgu i Wilnie, zajmuję się prawami człowieka w Europie Wschodniej. Wstrząsnęła mną dzisiejsza manifestacja antyimigrancka w Gdańsku i chciałam się podzielić moją opinią.

Patrzę na zdjęcia z tej manifestacji w Gdańsku i oczom nie wierzę. Gdańsk, moje miasto, miasto, które tyle przeszło w swoich dziejach, dało dziś popis najgorszego hejterstwa. Slogany wykrzykiwane przez "prawdziwych patriotów" w związku z uchodźcami uciekającymi przed wojną nie mają nic wspólnego z prawem do wypowiadania swojego zdania i z wolnością słowa. "Zrobimy z wami to, co Hitler z Żydami", "Zawsze i wszędzie imigrant jeb y będzie" - to nawoływanie do nienawiści, coś, co powinno być ścigane z urzędu, a same manifestacje natychmiast przerwane. Nasze państwo jest zbyt słabe i po raz kolejny nie zdało egzaminu, bagatelizując to zło, które coraz częściej wychodzi na nasze ulice.

Oglądam zdjęcia z Gdańska i widzę powtórkę z historii. Jako potomkini przedwojennych polskich gdańszczan - będących wtedy w mniejszości - zbyt dobrze wiem, do czego prowadzi taka eskalacja nienawiści w społeczeństwie.

Tak samo w latach 30. po ulicach miasta maszerowały bojówki SA, na drzwiach restauracji wieszano tabliczki z napisem: "Psom i Polakom wstęp wzbroniony", a większość marzyła o etnicznie czystym mieście tylko dla jednej nacji. "Danzig ist Deutsch!" - krzyczano wtedy. Teraz krzyczą: "Gdańsk jest dla Polaków!". Nie, nie godzę się na to, żeby w moim mieście, które przez takie poglądy swoich mieszkańców zostało potem zrównane z ziemią i przeżyło prawdziwą apokalipsę, działy się teraz takie rzeczy.

Wielu ludzi powołuje się na demokrację, w której to większość decyduje i twierdzi, że opinia większości jest najlepszą z możliwych. Nie jest to prawdą. Hitlera wybrano w demokratycznych wyborach i cieszył się on poparciem większości.

Demokracja potrafi być okrutna i naruszać wolność części swojego społeczeństwa, i dlatego tak ważne jest podpierać ją czymś więcej. Dlatego wymyślono prawa człowieka, podpisano wiele międzynarodowych konwencji, które w swoim założeniu mają chronić wszystkich i każdego z osobna.

Bez względu na to, kim jesteśmy.

A jeśli się dobrze zastanowić, to każdy z nas jest częścią jakiejś mniejszości, grupy słabiej reprezentowanej. Czy to kobiety w świecie mężczyzn, czy Polacy w Wielkiej Brytanii, czy też osoby leworęczne w świecie praworęcznych. Każdy z nas jest częścią jakiejś mniejszości. I każdy z nas może kiedyś spotkać się z dyskryminacją, hejtem i naruszeniem swoich fundamentalnych praw.

Dlatego z przerażeniem przysłuchuję się od wielu tygodni dyskusji, która towarzyszy sprawie przyjęcia uchodźców z krajów objętych konfliktami zbrojnymi. Szczególnie Polacy jako naród, który emigrował nie tylko w czasach wojen, ale często także z powodów ekonomicznych, powinni wykazać się solidarnością z tymi ludźmi. Dzieje się jednak inaczej. Nie zdaliśmy egzaminu z człowieczeństwa.

Wina leży też w nas samych, tych, którzy z takim stanem rzeczy się nie godzą. My milczymy. Sami pozwalamy na to, by deptano po naszych wartościach, by nawoływano do ograniczenia praw człowieka - dopóki nie dotyczy to bezpośrednio nas, to nie mamy z tym problemu, nie przeciwstawiamy się tej fali nienawiści. My nadal nie wyciągamy lekcji z historii. Na myśl przychodzą może i oklepane, ale ciągle bagatelizowane słowa niemieckiego pastora Niemoellera:

Kiedy naziści przyszli po komunistów, milczałem,

 

nie byłem komunistą.

 

Kiedy zamknęli socjaldemokratów, milczałem,

 

nie byłem socjaldemokratą.

 

Kiedy przyszli po związkowców, nie protestowałem,

 

nie byłem związkowcem.

 

Kiedy przyszli po Żydów, milczałem,

 

nie byłem Żydem.

 

Kiedy przyszli po mnie, nie było już nikogo, kto mógłby zaprotestować.

Żeby tylko nie okazało się, że karą za nasz dzisiejszy brak empatii będzie to, że kiedyś to nam nie pomogą, kiedy to my będziemy w potrzebie.

Znajdziesz nas na Twitterze , Google+ i Instagramie

 

Jesteśmy też na Facebooku. Dołącz do nas i dziel się opiniami.

 

Czekamy na Wasze listy: listy@wyborcza.pl

 

Zobacz też: Manifestacje poparcia i niechęci dla uchodźców odbyły się w wielu polskich miastach

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.