Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Te argumenty jednak nie wszystkich przekonują. I tak przeciwnicy przyjęcia uchodźców odwołują się do konserwatyzmu kulturowego i religijnego oraz do obaw przed ekstremalną formą islamu. Podkreślają, że przede wszystkim powinniśmy zabezpieczyć własny interes, a ponieważ przyjęcie uchodźców wiąże się z ryzykiem, to nie należy tego robić.

To właśnie dbałość o własny interes była paliwem dla kolonializmu, którego pokłosiem jest dzisiejszy kryzys, więc można by powiedzieć, że nie tędy droga, że musimy zdobyć się na gest altruizmu.

Nie widzę tu jednak konfliktu. Przeciwnie, uważam, że przyjęcie uchodźców leży właśnie w naszym interesie. I to nie tylko dlatego, że Polska powinna dbać o swój wizerunek w Unii Europejskiej, że powinniśmy wykazać się solidarnością, by móc liczyć na nią w przyszłości. I nie tylko dlatego, że uchodźcy to w przeważającej mierze ludzie młodzi, zdolni do pracy i nierzadko wykształceni.

Rzecz w tym, że dzisiejsze fale migracyjne to zaledwie mały ułamek tego, co może czekać nas w przyszłości. Różnice w dynamice demograficznej państw Starego Kontynentu i państw Południa oraz utrzymujące się globalne nierówności doprowadzą do napływu coraz większych mas ludności.

Przez jakiś czas możemy się oczywiście przed nimi bronić, o ile tylko znajdziemy rozwiązanie problemu starzejącego się społeczeństwa i zdecydujemy się na znoszenie globalnych nierówności.

Jeśli jednak migracje powodowane będą zmianami klimatycznymi czy walkami o dostęp do kurczących się zasobów, co wydaje się realne (przypomnijmy, że to długotrwała susza w pewnej mierze była powodem wybuchu kryzysu w Syrii), to nie zdołamy zawrócić migrujących mas ludzi.

Okaże się, że by utrzymać tak odpowiadające naszym konserwatystom status quo, będziemy musieli zacząć budować mury. Po jakimś czasie będziemy musieli uzbroić je w druty kolczaste, potem podłączyć pod prąd, wreszcie obsadzić snajperami.

Da się zamknąć granice przed imigrantami zarobkowymi, których jest stosunkowo niewiele i którzy mają możliwość pozostania u siebie. Nie uda się to jednak, gdy całe kraje przestaną nadawać się do zamieszkania. Uchodźców będą miliony i nie będą mieli nic do stracenia.

Co zatem możemy zrobić dziś, by przygotować się na przyszłość? Możemy już zacząć stawiać mury - coraz więcej widzimy ich w internetowych komentarzach. Zważywszy jednak, że ta droga prowadzi ostatecznie do użycia siły, np. do ostrzeliwania płynących do nas łodzi, to trudno będzie pogodzić nam ją z wartościami, którymi lubimy cię chlubić.

Pozostaje nam zatem otwarcie bram. Czy chcemy z tym czekać do czasu, gdy nie będzie innego wyjścia? Albo gdy nasze bramy zostaną sforsowane? Takie scenariusze nie wróżyłyby nam raczej pokojowej koegzystencji z przybyszami. Dlatego nie powinniśmy czekać, aż uchodźców będą miliony, lecz raczej zacząć przyjmować ich teraz, gdy są ich "tylko" tysiące, czyli liczby symboliczne dla czterdziestomilionowego państwa.

Nie chodzi tu jednak o wpuszczenie ich na "hura" z pominięciem procedur i pozostawienie samych sobie, czym straszą nas niektórzy przeciwnicy udzielenia pomocy.

Powinniśmy wykorzystać tę szansę na wypracowanie mechanizmów, które pozwolą uchodźcom bezpiecznie osiedlić się, pracować, kształcić się i uczestniczyć w życiu społecznym.

Ponadto dzięki temu oswoilibyśmy swoje lęki i za jedno czy dwa pokolenia stalibyśmy się społeczeństwem zarówno akceptującym odmienność, jak i potrafiącym radzić sobie z potencjalnymi problemami z integracją.

Słowem: gotowym na nieuchronne zmiany, na które dziś nie jesteśmy gotowi, a wręcz przeciwnie: po lekturze forów internetowych można odnieść wrażenie, że sami prowokujemy problemy, i to zanim jeszcze pierwszy uchodźca przekroczył naszą granicę.

Zatem jeśli argumenty humanitarne nam nie wystarczą i musimy odwoływać się do własnego interesu, by zdecydować o przyjęciu uchodźców, to wciąż korzystniejszy wydaje się wariant ich przyjęcia.

Jeśli natomiast nie sprawdzą się kasandryczne przepowiednie o masowych migracjach, to najwyżej zostaniemy społeczeństwem bardziej otwartym i tolerancyjnym, które w dodatku dziś pomoże ludziom w potrzebie. Czy to aż tak źle? Zatem przestańmy żyć mitami i strachami i przyłóżmy się do dobrej organizacji przyjęcia uchodźców już dzisiaj. We własnym interesie, by "żyć razem jak bracia" a nie "zginąć razem jak głupcy".

Znajdziesz nas na Twitterze , Google+ i Instagramie

 

Jesteśmy też na Facebooku. Dołącz do nas i dziel się opiniami.

 

Czekamy na Wasze listy: listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.