Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Droga Redakcjo,

 

Przez ostatnie tygodnie czułam się zawstydzona, słysząc o zagrożeniu, jakim są dla nas uciekający przed wojną ludzie z Bliskiego Wschodu. Pierwsze skojarzenie, jakie mi się nasunęło, to statki z naszymi europejskimi Żydami uciekającymi przed Holocaustem, którym odmawiano prawa azylu. I co? My też mamy się zachować tak egoistycznie i ludziom w ich bezradności, zmęczeniu i traumie odmówić dachu nad głową i posiłku. I serdeczności, poczucia, że nie są sami i zapomniani przez resztę świata.

Pamiętam, jak jakiś czas temu zobaczyłam zdjęcie, na którym kilka starszych pań ze Szwecji, chcąc wesprzeć Polaków, u których był stan wojenny, przygotowywało robótki ręczne. Bardzo mnie to wzruszyło, bo wtedy wydawało mi się, że jesteśmy gorsi, samotni i niewiele warci. A tu się okazało, że w tych szarych i ciężkich czasach ktoś w tym świetlistym, nieosiągalnym Zachodzie o nas myślał. Pochylał się nad naszą beznadzieją i poświęcał dla swój czas i pracę. Nie byliśmy jednak samotni i niewiele warci.

Cóż nam szkodzi zrobić to samo i poświęcić trochę czasu i uwagi, by pomóc i podtrzymać na duchu sponiewieranych przez wojnę ludzi. Pozwolić im poczuć, że nie są bydłem, które można bezkarnie wyrzynać, że ich życie przedstawia wartość, jest cenne.

Jesteśmy przecież sąsiadami, uczyliśmy się od siebie nawzajem przez wieki. Nasze kultury się splatały i obdarowywały tym, co najlepsze. Ten świat nie jest nam wcale taki obcy. Zwłaszcza Polakom, przecież nasze kontusze, zakrzywione szable, szerokie pasy, kołpaki szlacheckie i niektóre piękne ozdoby pań przyszły z Bliskiego Wschodu, od muzułmanów. Oni przecież w czasie średniowiecza przechowywali w swoich bibliotekach prace starożytnych filozofów greckich, rozwinęli astronomię, poezję, matematykę (liczymy za pomocą cyfr arabskich, nie rzymskich!). A ten, kto myśli ciągle, że to obcy świat, niech sobie przypomni przygody Sindbada Żeglarza lub Alibabę i 40 rozbójników.

Dla mnie jest ważny jeszcze jeden aspekt. Dorastałam w monolitycznym PRL-u. Sami Polacy katolicy, czasem Cygan i nic więcej. A w domu słyszałam opowieści babci z Kresów Wschodnich o wspólnym i zgodnym życiu Polaków, Ukraińców, Żydów, Ormian, Hucułów... Jak bardzo jej zazdrościłam, ona naturalnie nauczyła się innych języków poza polskim. Miała takie bogactwo ludzi i obyczajów wokół siebie. Czułam, że to jest normalne, że daję poczcie otwartości, swobody i lepszego rozumienia świata.

Polacy przecież przez wieki byli ciekawi innych kultur. Pozwoliliśmy osiedlać się u nas i funkcjonować po swojemu wygnanym z innych regionów Europy Żydom. Mamy swoich Tatarów, którzy są pełnowartościowymi Polakami wyznającymi islam. Dobrze czuli się u nas Niemcy. Nie wspominając już o innych narodach współbudujących nasz kraj, jak Litwini, Ukraińcy, Białorusini. Gościnność i zrozumienie dla odmienności "mamy we krwi".

Cóż, "Hitler i Stalin zrobili co swoje". Pozwoliliśmy chyba wymazać sobie pamięć o wartości naszego narodu, która była budowana właśnie przez ludzi otwartych na odmienność.

Może jednak nie jest tak źle, bo ostatni sondaż pokazuje, że ponad połowa Polaków chce pomóc uchodźcom.

Postanowiłam, że co miesiąc przeleję niewielką kwotę na konto fundacji pomagającej Syryjczykom w ich kraju i w Syrii. Podpisałam też petycję do naszych władz, by sprawnie zorganizować ich przyjęcie. I czekam na nich we Wrocławiu. Może się okaże, że będę mogła coś dla nich zrobić, poświęcając kilka godzin w tygodniu, tak jak te starsze panie ze Szwecji wspierające nas w stanie wojennym.

Znajdziesz nas na Twitterze , Google+ i Instagramie

 

Jesteśmy też na Facebooku. Dołącz do nas i dziel się opiniami.

 

Czekamy na Wasze listy: listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.