Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Polub nas na Facebooku

Szanowna "Gazeto Wyborcza",

 

Chciałabym się wypowiedzieć w sprawie przyjmowania (bądź nie) uchodźców w Polsce.

Na początek cytat, oddam głos poecie, który się na ten temat wypowiada ironicznie, trafnie i dosadnie (pozwoliłam sobie na skrócenie utworu):

Różewicz Tadeusz

 

List do ludożerców

 

(...) kochani ludożercy

 

poczekajcie chwilę

 

nie depczcie słabszych

 

nie zgrzytajcie zębami

zrozumcie

 

ludzi jest dużo będzie jeszcze

 

więcej więc posuńcie się trochę

 

ustąpcie

(...)

 

nie mówcie odwróceni tyłem:

 

ja mnie mój moje

 

mój żołądek mój włos

 

mój odcisk moje spodnie

 

moja żona moje dzieci

 

moje zdanie

Kochani ludożercy

 

Nie zjadajmy się Dobrze

 

bo nie zmartwychwstaniemy

 

Naprawdę

Teraz do rzeczy - w dyskusji o uchodźcach obie strony mówią innym językiem i dlatego nie mogą się spotkać. Mam pewien pomysł, skąd się to wzięło, ale o tym za chwilę.

Jedna strona (po której i ja się opowiadam) alarmuje, że nie czas na dyskusje o asymilacji, strachu przed inną kulturą, kiedy ludzie umierają u naszych granic. Najpierw trzeba ich przyjąć pod dach, a potem zastanowić się spokojnie, co dalej. Owa pierwsza strona tłumaczy tej drugiej, przeciwnej przyjmowaniu uciekinierów przed wojną i głodem, że przecież i my, Polacy, byliśmy kiedyś uchodźcami, macha zdjęciami martwych dzieci, zapłakanych rodziców. Nie tędy moim zdaniem droga. Wszystkie te argumenty nie czynią na przeciwnikach przyjmowania uciekinierów żadnego wrażenia.

Bo ta druga strona nie przyjmuje tych argumentów. Dla niej uchodźcy to przecież nie ludzie, tylko TERRORYŚCI. W tej wizji świata mężczyźni albo już są TERRORYSTAMI, albo wkrótce się nimi staną, kobiety to MATKI TERRORYSTÓW, a dzieci to oczywiście PRZYSZLI TERRORYŚCI. A terrorystom nie należy się przecież pomoc, tylko od razu kula w łeb. Wszyscy do gazu! - krzyczą Polacy, ten spokojny, zamożny już przecież kraj lemingów, biegaczy, czytelników skandynawskich kryminałów, rodziców sześciolatków, czyli rozwiniętej, europejskiej cywilizacji.

Skąd ta nienawiść?

Przecież w Polsce muzułmanów nie ma, jak zatem można ich tak bardzo się bać? A może właśnie dlatego? Przeciętny Włoch (mieszkam w Rzymie od ponad dwunastu lat) zna nie tylko muzułmanina, ale i osobiście zna Ahmeda, Hannan, zna Seifa czy Giannę i widzi w nich sklepikarzy, lekarzy, stróżów nocnych, szkolnych kolegów swych dzieci. Zgadza się, w Europie narasta sprzeciw wobec imigrantów, ale łączyłabym to raczej z kryzysem ekonomicznym, ze strachem o pracę, z rywalizacją, z coraz częstszym widokiem imigranta bezdomnego. A my przecież rozmawiamy o Polakach.

A skąd Polak zna muzułmanina - STRASZNEGO TERRORYSTĘ? Oczywiście z telewizji. Z prasy. Z radia. Przez wiele lat uporczywie media w Polsce (i nie tylko) dokonywały powolnego odczłowieczania muzułmanów. Oglądaliśmy ich zatem zawsze brodatych, w odartej odzieży, nieco zacofanych, z bronią, machających karabinem, palących amerykańskie flagi, odcinających ludziom głowy. I nie jest ważne, że większość z nich ucieka przed tymi samymi właśnie terrorystami, których my sami tak się boimy. Ważne, że w naszych głowach od lat dokonało się utożsamienie islamu ze zbrodnią, z zagrożeniem, z wojną. I zrozumiałe, że takie zagrożenie, które media nazywają "falą", "najazdem", "inwazją" wywołuje śmiertelny wręcz strach.

W dodatku w Polsce dokonuje się też nowa rewolucja, która rozpoczęła się po śmierci Jana Pawła II - Polacy chcą państwa świeckiego, często są irracjonalnie antyklerykalni, antykatoliccy, trudno więc oczekiwać od nich tolerancji dla religii daleko bardziej oderwanej od współczesności, która kobietom każe zakrywać się burkami, jaką jest islam, albo jaką nam się wydaje, że jest. Aż strach pomyśleć, jakie wyobrażenie można mieć o naszej zachodniej cywilizacji, jeśli poznaje się ją tylko przez telewizyjne wiadomości o zabójstwach, napadach i seryjnych mordercach, albo gorzej jeszcze, przez współczesną popkulturę. Może tak zamieńmy najpierw ze dwa zdania z tymi ludźmi OSOBIŚCIE, nim zaczniemy nawoływać do wysłania ich do gazu?

Ludzie w wieku 25-40 lat dorastali w cieniu tragedii 11 września, zamachów w Europie i państwach Bliskiego Wschodu. Zamiast wytykać Zachodowi kolonizacyjną przeszłość (niewątpliwie prawdziwą), należy Polakom przypomnieć, że braliśmy udział w wojnach w Iraku i w Afganistanie, że zatem odpowiedzialność ciąży i na nas. Pamiętam wielkie poparcie opinii publicznej dla tej wojny. Więcej, pamiętam, jak zacieraliśmy ręce, że Amerykanie pozwolą nam dobrać się do irackich kontraktów, może nawet do irackiej ropy? Pamiętam to dobrze, sama popierałam tamtą wojnę, także Ty, droga "Gazeto", i chyba wszystkie ówczesne polskie media. Jeśli czegoś się wstydzę, to właśnie tamtych opinii, być może to w tych przeszłych wydarzeniach należy szukać odpowiedzi na pytanie, dlaczego Polacy tak się boją przyjazdu uchodźców do Polski.

Dziś z tamtych projektów niewiele zostało, ale wobec zagrożeń ze strony Rosji wiele firm polskich puka do bram Afryki w poszukiwaniu intratnych kontraktów, chce tam robić interesy. Jak to, kochani rodacy, ropa jest w porządku, pieniądze jak najbardziej, tylko ludzie uciekający przed wojną są już dla nas niewygodni? Polakom podoba się globalizacja, swoboda podróżowania, inwestowanie na całym świecie, czas oswoić się z myślą, że częścią globalizacji musi się stać także globalny rynek pracy albo ludzie będą umierać z głodu. Aha, zapomniałam, to nie ludzie przecież, tylko TERRORYŚCI. I to wszyscy bez wyjątku, jak leci. Paradoks polega na tym, że im więcej z nas będzie tak myśleć, tym więcej powodów dostarczymy muzułmanom do tego, aby bać się nas i naszych pomysłów na asymilację. A stąd prosta już droga do zwycięstwa terrorystów, którymi tak gardzimy - udało im się osiągnąć cel - wzbudzili paniczny, instynktowny strach na Zachodzie przed własnymi braćmi w wierze. Tak, kochani, bo celem terrorystów jest skazać nas na zwierzęcy, bezpodstawny lęk, zasiać nienawiść między nami a muzułmanami. Zezwalanie na to, aby lęk kierował naszymi wyborami społeczno-politycznymi, to tak, jakby terroryzm już wygrał.

W Polsce każdy ma swój własny powód, aby bać się i nienawidzić islamu - starsi, bo boją się "czarnych", młodsi, bo boją się odcinania głów, słabo wykształceni boją się zalania naszego rynku pracy, a wykształciuchy po przeczytaniu nowej książki Houellebecqa boją się, że pewnego dnia demokratycznie wybierzemy sobie pierwszy muzułmański rząd. Ech...

Wszystko to oczywiście nie wyczerpuje tematu. Trzeba przecież dorzucić do tej dyskusji temat europejskiej polityki rolnej i cen zaporowych na żywność, problemy z suszą w Afryce Subsaharyjskiej, bezwzględną, okrutną eksploatację złóż tego pięknego kontynentu (dziwi mnie, że Polacy tak serdecznie nienawidząc muzułmanów, nie mają żadnych problemów z kupowaniem produktów wytworzonych z surowców wydobytych przez tych samych okropnych TERRORYSTÓW). Problem migracji, jak każdy współczesny poważny problem jest skomplikowany i niejednoznaczny. Trudno ograniczyć go do kilku stron tekstu.

Podchodzę do islamu krytycznie, jak do każdej religii. Z moją muzułmańską przyjaciółką kłócę się o niego chyba tak często jak z moimi włoskimi przyjaciółmi o katolicyzm i papieży (Włosi wciąż kochają Jana Pawła II, chyba bardziej nawet niż Polacy, o ironio historii), ale to nie przeszkadza mi widzieć w Hannan człowieka. To jest najważniejsze - kiedy z tym się zgodzimy, dalsza dyskusja stanie się dużo łatwiejsza.

Kochani ludożercy,

 

Nie zjadajmy się Dobrze

 

Pozdrawiam serdecznie całą redakcję "Gazety Wyborczej"

PS Popieram wyłączenie komentarzy pod artykułami o imigrantach. Lubię wolność wypowiedzi, dyskusję, kontrowersyjne argumenty, ale nawoływanie do nienawiści jest w naszym pięknym kraju nielegalne. I niech tak pozostanie.

http://corvonero.blox.pl/html

Znajdziesz nas na Twitterze , Google+ i Instagramie

 

Jesteśmy też na Facebooku. Dołącz do nas i dziel się opiniami.

 

Czekamy na Wasze listy: listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.