Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Chciałabym się podzielić moimi przemyśleniami na temat kryzysu humanitarnego na Bliskim Wschodzie i w Europie.

Na początku chciałaby pogratulować "Gazecie Wyborczej" za obiektywne i spokojne relacje z tragicznych wydarzeń rozgrywających się wbrew pozorom tak niedaleko polskich granic. Dziękuję także za zablokowanie funkcji zostawiania komentarzy pod artykułami. W ten sposób zapobiegli Państwo dalszemu wzbieraniu fali przerażającej nienawiści, ksenofobii i rasizmu. Wiem, że ona przez to nie zniknęła, ale przynajmniej nie wypływa w przestrzeń internetową jak śmierdząca zawartość pękniętej rury kanalizacyjnej.

 

A teraz ad meritum:

 

Jestem głęboko przekonana, że Polskę jako państwo stać na udzielenie pomocy ludziom uciekającym przed śmiercią w pożodze wojennej. I z pewnością powinno ich być więcej niż te 2 tys. osób, o które rozgorzała teraz w kraju taka awantura.

Koszty tej pomocy to sprawa księgowości, to liczby i arkusze kalkulacyjne. Ekonomicznie na tym na pewno nie zarobimy, przynajmniej na początku nie. A musimy?

I tu dla mnie pojawia się pytanie o to, co się z nami wszystkimi stało. Gdzie podziała się prosta ludzka solidarność wobec potrzebujących w chrześcijańskim ponoć kraju? Dlaczego działanie w obliczu tragedii ludzkiej musi nam się opłacić? Co się stało z całym światem, w którym zysk i materialny dobrobyt tak bardzo się liczą, że już nic nie zostaje dla innych?

Ta histeria i populistyczna burza rozpętana z powodu 2 tys. uchodźców jest jak lustro, w którym mamy teraz okazję się przejrzeć. I to, co widzimy, jest przerażające. Widzimy strach i nienawiść do innego.

Mam ponad 40 lat, studiowałam i długo mieszkałam za granicą w dwóch krajach Europy Zachodniej. Jeszcze przed akcesją Polski do Unii Europejskiej. Na własnej skórze doświadczyłam potęgi stereotypów. Stereotypy wynikają z myślowego lenistwa i bardzo ułatwiają życie ludziom o wąskich horyzontach, którym nie chce się samodzielnie dochodzić do własnych opinii.

Już teraz należy opracować program pomocowy dla uchodźców

Wróciłam do Polski dwa lata po naszym wejściu do Unii. Ale miałam jeszcze kontakt z najświeższą falą emigracji w Wielkiej Brytanii. I z przerażającą pogardą dla ludzi o innym kolorze skóry i etnicznym pochodzeniu. To od nowo przybyłych polskich imigrantów ekonomicznych po raz pierwszy usłyszałam słowo "ciapaty".

Wiele razy i od osób, które w Polsce zdobyły wyższe wykształcenie: od ekonomistki z Łodzi, od muzyka z Warszawy i od innych nieodrodnych synów i córek polskiego zaścianka mentalnego. "Prowincja to stan umysłu". (Nie chcę tu powiedzieć, że nie spotkałam Polaków otwartych na inność, ale pogarda wielu nowo przybyłych dla ciemnoskórych obywateli Wielkiej Brytanii była porażająca. Próbowałam dyskutować i łopatologicznie tłumaczyć, że ci ludzie mają tak naprawdę większe prawo tam być niż moi rozmówcy czy ja sama. Oni się tam po prostu urodzili).

Wydaje mi się, że teraz jest trochę za późno, żeby stworzyć uchodźcom takie warunki, by się u nas dobrze poczuli. Polska jest krajem przepełnionym agresją i nietolerancją. Tego nie uda się zmienić, tak by w przyszłym roku nowi przybysze z Syrii czy Iraku mogli się u nas poczuć bezpieczni i akceptowani. Ale możemy chociaż spróbować. Należy już teraz opracować program pomocowy. Program na poważnie, a nie na odczepnego.

Program stworzony w konsultacjach z NGOs-ami, które mają doświadczenie w tej materii i w kooperacji z naszymi zachodnioeuropejskimi sąsiadami.

Na pewno nie wolno umieszczać wszystkich przybyłych razem w obozach dla uchodźców ani ich izolować. Powinni mieć możliwość jak największego kontaktu z mieszkańcami miejscowości, w których się znajdą. Państwo powinno im oczywiście zapewnić kursy językowe (myślę, że również wielu wolontariuszy będzie gotowych podjąć się tego zadania).

Dzieci powinny iść jak najszybciej do szkoły. Jeśli rodzice małych Polek i Polaków tego nie zepsują, to w szkole właśnie dojdzie do błyskawicznej edukacji w zakresie tolerancji. Dzieci są naturalnie ciekawe innych, jeśli dorośli im nie przeszkadzają swoimi przesądami i uprzedzeniami.

Prawo uchodźców do własnej tożsamości kulturowej i religijnej musi być bardzo solidnie strzeżone. Wszyscy powinniśmy więc zajrzeć do słowników języka polskiego i doczytać, jaka jest różnica między integracją a asymilacją.

Musimy odrobić lekcje z tolerancji

Ale to my sami jako społeczeństwo mamy do wykonania największą pracę: edukację z przedmiotu pod nazwą tolerancja. Nie ma już po co się rozpisywać o dawnej wielokulturowości i wieloetniczności w naszym kraju. Ostatnia wojna i polityczne akcje po niej "wyczyściły" ten kraj z różnorodności bardzo skutecznie. Ale oby nie na zawsze...

Polska może się stać szansą na normalne życie dla uchodźców. A przynajmniej dla tych, którzy zdecydują się tu pozostać po zakończeniu konfliktu w ich ojczyznach (nie oszukujmy się, że jesteśmy aż tak atrakcyjni. To chłodni Islandczycy mają więcej do zaoferowania, i nie mam tu na myśli dóbr materialnych).

Ale tak naprawdę to uchodźcy są ogromnym darem i szansą dla Polski. Dla nas wszystkich szansą na wyjście z cywilizacyjnego zaścianka. Chyba zbyt wiele osób uwierzyło, że miarą cywilizacyjnego sukcesu Polski jest sieć autostrad i Pendolino...

Zabierzmy się więc do poszerzania naszych wąskich horyzontów. I pamiętajmy, że tak jak nauka każdego obcego języka otwiera drzwi do nowego świata, tak poznanie człowieka pochodzącego z innej kultury to prezent otrzymany od życia.

 

Cieszmy się na te prezenty...

 

PS Warto by również sprecyzować słownictwo - to są uchodźcy, a nie imigranci. Język to potężne narzędzie...

 

Znajdziesz nas na Twitterze , Google+ i Instagramie

 

Jesteśmy też na Facebooku. Dołącz do nas i dziel się opiniami.

 

Czekamy na Wasze listy: listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.