Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Jako Włoch mieszkający w Polsce od 12 lat i ojciec małej córeczki, która w tym kraju prawdopodobnie będzie rosła, muszę przyznać, że podejście polskiej polityki i większości Polaków w sprawie uchodźców mnie zbulwersowało.

Subtelnym, ale na pewno okazałym dowodem był sam fakt, gdy w trakcie ostatniej debaty prezydenckiej dziennikarka, która ją prowadziła, zadała pytanie o to, czy przyjąć lub nie rodziny chrześcijan uciekających z Syrii. Tylko chrześcijan. Oczywiście dlatego, że dla polskiego polityka sama mowa o przyjęciu także muzułmanów może oznaczać samobójstwo wyborcze. Podejrzewam, że już tylko tu i w krajach Europy Środkowo-Wschodniej mogą paść pytania tego rodzaju, gdzie z góry wyklucza się jedną grupę z dyskusji tylko z powodu swojego wyznania. W całej Europie Zachodniej byłoby to nie do pomyślenia. Tam granice poprawności politycznej w tak ważnych kwestiach są zawsze przestrzegane. To nie oznacza, że w reszcie Europy nie ma uprzedzeń lub nawet czystej nienawiści do obcych.

We Francji, Włoszech, w Niemczech i w Wielkiej Brytanii istnieją ksenofobiczne formacje polityczne, które mają często znaczące poparcie społeczne. One same, by zachować wiarygodność przed swoimi sympatykami, muszą często złagodzić swoje skrajne postulaty. W Polsce natomiast jesteśmy, niestety, świadkami bezczelnej walki dla zadowolenia najbardziej agresywnych, paranoidalnych i stereotypowych poglądów. Często politycy, którzy ich nie podzielają, znajdują się na z góry przegranej pozycji i nie mają odwagi im się przeciwstawić. Raczej chowają się z boku, starając się uniknąć trudnych tematów tak długo, jak się da.

Trochę rozumiem strach Polaków przed innością

Polska jest krajem bardzo jednolitym etnicznie, kulturowo i wyznaniowo. Nie zna na przykład różnicy północ - południe, z którą mój kraj codziennie się konfrontuje. Polska nigdy nie przyjęła tylu obcokrajowców co Niemcy, Wielka Brytania, Francja i Włochy w ostatnich dekadach. Więc do pewnego poziomu można zrozumieć strach przed innością. Ale Polska to kraj emigrantów, którzy wyjeżdżają w poszukiwaniu lepszego życia. W związku z tym jeszcze bardziej powinna zrozumieć tych, którzy uciekają od wojen i braku perspektyw. Polscy emigranci nie są lepsi od innych.

 

Polska w ostatniej dekadzie otrzymała dużo od Unii Europejskiej. Swój obecny rozwój gospodarczy i społeczny jest także wynikiem środków i solidarności, którą otrzymała i otrzymuje od bogatszych krajów. Między innymi od Niemiec, Wielkiej Brytanii, Francji, Włoch. Więc w momencie potrzeb nie powinna tego zapomnieć. Nikt nie wymaga od Polski wysiłków większych niż swoje możliwości. Kraje zachodnie mają prawo oczekiwać od Polski i od Polaków, by wzięli udział w toczącym się kryzysie, a nie ciągłego zasłaniania się nad kiepską sytuacją ekonomiczną i z góry podyktowanymi przekonaniami religijnymi.

 

Znajdziesz nas na Twitterze , Google+ i Instagramie

 

Jesteśmy też na Facebooku. Dołącz do nas i dziel się opiniami.

 

Czekamy na Wasze listy: listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.