Nasze chrześcijańskie sumienie jest uśpione, osobiste bezpieczeństwo stawiamy wyżej niż otwartość serca, a rozum podpowiada, że zło przychodzi do naszego świata wraz z innymi, obcymi.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Zastanawiam się czasami, gdy odczytuję słowa Ewangelii w kościele, czy one przechodzą ponad głowami, czy zapadają gdzieś głębiej, do serca, rozumu? "Byłem głodny, a daliście mi jeść; byłem spragniony, a daliście mi pić; byłem przybyszem, a przyjęliście mnie. Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych moich braci najmniejszych, mnieście uczynili". W Biblii jest wiele nakazów dotyczących przyjmowania i okazywania miłości potrzebującym, cudzoziemcom. Gdyż ci, którzy opuścili swój dom, wygnani, są zdani na innych. Tak jak dzieci czy starzy lub chorzy cudzoziemcy nie potrafią żyć bez pomocy innych. Ale też Biblia przypomina: "Sami byliście cudzoziemcami w Egipcie". Motywacja biblijnej gościnności w stosunku do potrzebującego może wypływać z miłosierdzia, a może wypływać z wiary.

Dzisiaj te słowa przestają być teoretyczne. Nie jesteśmy pokoleniem, które by doświadczyło przesiedleń po II wojnie światowej. To już odległa historia, a nasza osobista pamięć nie odnosi się do doświadczenia gościnności w absolutnej potrzebie. Biedy, wojny i głodu. Dlatego nasze chrześcijańskie sumienie jest uśpione, osobiste bezpieczeństwo stawiamy wyżej niż otwartość serca, a rozum podpowiada, że zło przychodzi do naszego świata wraz z innymi, obcymi. Ale tak naprawdę stajemy przed egzaminem z chrześcijaństwa, z Ewangelii. Przyjmując potrzebującego, uchodźcę, w jego twarzy możemy dostrzec Chrystusa. On też nie jest abstrakcją, On się wciela w swoich braci. Brat Albert Chmielowski w swoim obrazie "Ecce homo" chciał pokazać, że cierpiący Chrystus jest w każdym ubogim, odrzuconym, potrzebującym. Jego twarz to twarz tego człowieka.

My, dominikanie i nasi przyjaciele, obchodzimy w Polsce uroczystości: świętego Dominika, świętego Jacka, Wniebowzięcie NMP. Przygotowujemy się do 800-lecia zakonu w 2016 roku. Mam pytanie: czy żyjemy także w duchu solidarności z tymi z naszych sióstr i braci w zakonie, którzy są w obozach przesiedleńców wygnani ze swoich klasztorów, swoich domów? Są tam tysiące ludzi, wśród nich chrześcijanie innych wyznań i muzułmanie.

Myślę o Iraku, Syrii, myślę o wojnie na wschodzie Ukrainy. My mamy bezpieczeństwo i pokój. Listy, które przychodzą od sióstr dominikanek z Iraku, są wstrząsające. Także od francuskich i arabskich braci. Ale czy nas to w ogóle interesuje? Żyjemy swoimi problemami, a uchodźcy dobijający do Włoch czy Grecji, a teraz Węgier, to daleki i obcy świat. Papież Franciszek płacze. Zepsuty Zachód, bezbożny i liberalny, próbuje jakoś tej sytuacji zaradzić, wiedząc, że to są już działania na lata lub nawet pokolenia. A my? Celebrujemy siebie, radość i pokój wokół nas. Gdzie jest Solidarność, nasz mit narodowy? Gdzie głos w naszym polskim Kościele, w naszym zakonie w Polsce? Zaczynam się wstydzić, boleję i jestem bezradny. My sami krzyczymy donośnie, że u nas Kościół jest prześladowany, a prawdziwych prześladowań nie dostrzegamy. Własnym krzykiem zagłuszamy prawdziwy ból i krzyk rozpaczy. Wypędzonych i biednych. Oni stoją już u bram naszych domów.

 

Tak konkretnie możesz pomóc uchodźcom

A tradycja naszego zakonu, choćby w XX wieku, zna zaangażowanie na rzecz wypędzonych. Belgijski dominikanin ojciec Dominique Pire, który w 1958 roku dostał Pokojową Nagrodę Nobla, jest u nas w Polsce, w zakonie, zupełnie nieznany. Ojciec Pire został wyróżniony właśnie za pomoc na rzecz wypędzonych i uchodźców, których były miliony po II wojnie w Europie. Prowadził fundację tworzącą wioski dla uchodźców. Kilka dni temu dostałem list od dominikanki klauzurowej z Prouilhe w Langwedocji, najstarszego naszego klasztoru na świecie, która pisze: "Dobrze jest świętować, ale jeszcze lepiej zaprosić do tego świętowania innych, którzy nie mają powodów do świętowania. Do naszego klasztoru we Francji dochodzą często bezpośrednie wieści o dramatycznej sytuacji w Iraku, w Syrii i na Ukrainie. Państwo francuskie próbuje jak może rozwiązać tę sytuację uchodźców; jest bardzo wiele dylematów, ale nie brakuje dobrej woli. Święty Dominik troszczył się o bliźniego, który znajdował się w sytuacji biedy moralnej, duchowej, ale i materialnej. Jak wiadomo, święty sprzedał swoje wszystkie książki, by wspomóc biednych. Może nasz dominikański Jubileusz pomoże coś odnowić z tego charyzmatu świętego Dominika. Niekoniecznie sprzedać swoje zasoby, ale może znaleźć inną formę, przynajmniej znaleźć miejsce w sanktuarium naszego serca.

Myślę o nawet tak prostej inicjatywie jak duchowa adopcja jakiejś rodziny czy dziecka uchodźców na terenie parafii czy klasztorów Dominikańskich. Kiedyś było popularne wzięcie odpowiedzialności finansowej, np. na rok, na utrzymanie lub sfinansowanie potrzeb szkolnych ubogiego dziecka z Afryki; obecnie może to dotyczyć dziecka z Iraku, Syrii czy Ukrainy. A może byłaby możliwa taka Jubileuszowa opcja, inicjatywa dodatkowa, by objąć w jakimś stopniu opieką uchodźców z Bliskiego Wschodu czy Ukrainy?".

W Polsce mamy ponad 10 tys. parafii. Gdyby każda przyjęła choćby jedną rodzinę uchodźców. Zaopiekowała się nimi. Mamy setki klasztorów. Olbrzymie budynki, infrastrukturę. Jesteśmy pracodawcami, którzy zatrudniają wielu ludzi. Nie wszystko musi robić za nas państwo, samorząd. Możemy sami w ramach tego, co jest dla nas możliwe. Parafie ze swoją strukturą geograficzną i możliwościami są podstawową wspólnotą Kościoła. Słyszałem już o jednej diecezji, gdzie biskup nakazał zbadanie możliwości otwarcia na uchodźców swoich zasobów. Więc można takie myślenie wykazać.

I także wielu z nas, księży, duchownych, ludzi Kościoła, może w ramach tego, co robi, poszerzać świadomość chrześcijańskiej odpowiedzialności. Przez kazania, publikacje, katechezę, rozmowy. To jest konkretne zaangażowanie tam, gdzie żyjemy. Mamy duże możliwości, chciejmy je wykorzystywać. Ludzie się boją, często mówią różne głupoty, trzeba tłumaczyć, że Chrystus i Ewangelia uczą otwarcia na potrzebujących. A życie chrześcijańskie domaga się konkretnego zaangażowania.

Jest silny głos płynący z Rzymu. Papież Franciszek przypomina, a to wypływa z jego argentyńskiego doświadczenia spotkania z ubogimi, że bogaci, bezpieczni, najedzeni nie rozumieją biednych, głodnych uciekinierów. Boją się ich, ale ten lęk trzeba przekraczać. Franciszek powie także: "Bieda to ubóstwo bez zaufania, bez solidarności i bez nadziei". A moralne ubóstwo, które z tego wypływa, można nazwać "rozpoczynającym się samobójstwem". Papież Franciszek nie lubi mówić abstrakcyjnie. Co tydzień powtarza i prezentuje swoje priorytety ewangeliczne konkretnym językiem. Raz w czasie audiencji generalnej na placu św. Piotra powiedział: "Kiedy w jedną zimną noc niedaleko stąd, w ulicy Ottaviano, zmarł człowiek, w gazetach o tym nie napisano. To, że w wielu miejscach świata dzieci nie mają co jeść, wydaje się nam normalne. Ludzie są tak wykluczeni, jakby to były jakieś śmieci". A w Evangelii Gaudium: "Media nie mogą zauważyć faktu, że z wychłodzenia zmarł stary człowiek zmuszony do życia na ulicy. W tych samych mediach podaje się każdego dnia nowe kursy giełdy". Papież jest radykalny, a może konkretny i nieobojętny. Jego krzyku rozpaczy też nie słyszmy. Zajmując się interpretacją pseudokatolicką tego, co on chciał powiedzieć. I klasyfikujemy jego wypowiedzi - na prawo, na lewo od ortodoksji. A to czysta ewangelia, w konkrecie życia.

Powtórzę raz jeszcze: jest mi miejscami wstyd. Możliwości mamy duże jako chrześcijanie. Nikt za nas pracy nie wykona. Nie można oglądać się na innych. Jako naród, społeczeństwo doświadczaliśmy emigracji, przesiedleń, wojny i zagłady. Doświadczaliśmy solidarności w stanie wojennym. Pamiętajmy: tyle nas, ile w drugich.

* Tomasz Dostatni - dominikanin, duszpasterz inteligencji, publicysta. Zaangażowany w ruch ekumeniczny, dialog społeczny. Urodzony w Poznaniu, był dyrektorem wydawnictwa W drodze. Teraz w Lublinie prowadzi m.in. Debaty Dwóch Ambon, dominikańską fundację Ponad Granicami, a w ramach Konfrontacji Teatralnych w Lublinie cykl spotkań z filozofami "Jak żyć?". W Poznaniu wspólnie z PKO BP organizował konwersatorium "Przedsiębiorczość - kultura - religia", a w SWNHiD debaty "Ponad granicami".

Przeczytaj o tych, którzy dla lepszej przyszłości ryzykują życie. E-booki dostępne na publio.pl >>

Z powodu wyjątkowo agresywnych treści propagujących przemoc, sprzecznych z prawem, wzywających do nienawiści rasowej, etnicznej i wyznaniowej zamykamy możliwość komentowania pod naszymi tekstami o uchodźcach.

 

Wygląda na to, że Zachód, a więc i Polska, nie wie, jak pomóc ofiarom wojny w Syrii. Nie rozumiemy, co tam się dzieje, boimy się islamskich terrorystów. Ale uchodźców jest coraz więcej. Ich problem sam się nie rozwiąże. Europa mówi, że przyjmie ich 100, może 200 tysięcy. Ilu może i powinna przyjąć Polska? Jak im pomóc? Jak ich przyjąć, żeby dobrze się u nas odnaleźli? Czekamy na Wasze listy, najciekawsze opinie opublikujemy w wydaniu papierowym "Wyborczej" i w internecie na Wyborcza.pl: listy@wyborcza.pl

icon/Bell Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej