Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Szanowny Świecki Katoliku, podpisuję się pod Pana słowami w stu procentach.

 

List świeckiego katolika do polskich biskupów tutaj

 

W moim życiu miałam szczęście spotkać niezwykłą siostrę nazaretankę Agnieszkę, która wprowadzała mnie w tajniki wiary, i wspaniałego księdza proboszcza Stefana. Od dziecka śpiewałam w chórze harcerskim. Było to oczywiście harcerstwo "czerwone", bo innego wtedy nie było. I tu mógłby powstać konflikt na linii państwo - Kościół (na moją malutką skalę) - ale nie powstał. Często po koncertach biegłam do księdza Stefana i opowiadałam mu o naszych sukcesach artystycznych, również tych odnoszonych na koncertach uświetniających uroczystości partyjno-państwowe. Na obozach druh nigdy nie zabraniał nam uczestniczenia w niedzielnej mszy św. I konfliktu nie było. Konfliktu nie było również wtedy, kiedy koncertowaliśmy we wsiach i małych miasteczkach i w pierwszym rzędzie zgodnie obok siebie siedzieli sekretarz partii i miejscowy proboszcz.

Księdza Stefana będę pamiętała do końca życia

Gdy mój tata ciężko chorował, to właśnie ksiądz Stefan wezwał mnie do kancelarii i wręczył kawę i czekoladki (produkty absolutnie deficytowe na początku lat 80) na "łapówki" dla lekarzy i pielęgniarek, żeby dobrze zajęli się tatą. Ksiądz proboszcz dobrze wiedział, jaka jest nasza sytuacja finansowa. O ile pamiętam, dawanie "łapówek" było i jest potępiane. Może nawet jest grzechem?

Ten niezwykły gest księdza będę pamiętała do końca życia. Wiem, że nie byliśmy jedyną rodziną, która była dyskretnie "wspomagana". Skąd ksiądz wiedział, komu należy pomóc? Bardzo chętnie rozmawiał z ludźmi o ich zwykłych, codziennych sprawach. Również spotkania "po kolędzie" były okazją do rozmów o życiu, a nie tylko do zbierania pieniędzy. Czasem te spotkania kolędowe kończyły się późno w nocy, ale nikt, kto pomocy potrzebował, nie został jej pozbawiony. Od tych parafian, którym było bardzo ciężko, ksiądz nigdy nie przyjmował pieniędzy.

Po śmierci taty poszłam do spowiedzi. Przez dwa lata nie chodziłam do kościoła, bo w jednym czasie opieki wymagały dwie osoby z naszej rodziny: tata i babcia. Leżeli w różnych szpitalach. Do opieki byłyśmy tylko dwie z mamą, więc często na mszę nie starczało czasu. Modliłam się tam, gdzie mogłam: w szpitalu, w domu, nawet w czasie jazdy autobusem. Jednak ksiądz, który mnie spowiadał, stwierdził, że nie jest to wystarczający powód do opuszczenia mszy i dał mi rozgrzeszenie warunkowe. Za kilka dni, po pogrzebie, miałam wrócić i spowiadać się ponownie. "Mój" ksiądz Stefan był zaskoczony tym "warunkowym rozgrzeszeniem", bo dotychczas nie słyszał o takiej formie.

Szybko zrozumiałam, czym może być konflikt państwo - Kościół

Już w czasach naszej młodej demokracji zrozumiałam, czym może być konflikt państwo - Kościół. Tata mojej przyjaciółki zabronił jej córce chodzenia na zbiórki harcerskie, bo harcerstwo to potępił ksiądz dyrektor Radia Maryja. Nowy ksiądz proboszcz, który przyszedł do mojej mamy "po kolędzie", stwierdził z przekąsem: "A co to, gazetki się czyta!" (Mama w oczekiwaniu na księdza czytała "Gazetę Wyborczą"). Poświęcił mieszkanie, zainkasował kopertę i tyle go widziałyśmy. A! jeszcze zostawił święty obrazek.

Rozeszłam się z mężem. Usiłowałam uzyskać tzw. rozwód kościelny, ale sprawa się rozmyła z powodu braku pieniędzy.

Wkrótce przestałam chodzić na msze, bo przerodziły się w arenę agitacji za jedynie słuszną partią. W kościele chciałabym słuchać o religii, usłyszeć, że wszyscy ludzie są równi, bo w każdym z nas jest cząstka Boga.

Tego akurat dowiedziałam się w tym moim niedobrym, "czerwonym" harcerstwie. Druh uczył nas, że w każdym człowieku, nawet tym pozornie złym, jest jakaś cząstka dobra, jakiś talent, jakaś zaleta i wystarczy je tylko znaleźć i pokazać.

Wiem, że biskupi, księża, kler muszą dbać o morale swoich owieczek. Ale czy te owieczki naprawdę muszą być świętsze od swoich pasterzy?

Chciałabym, żeby moje dzieci i wnuki spotkały księży z taką charyzmą, jaką miał "mój" ksiądz Stefan czy nasz druh. Bo nauczyć można tylko przykładem. Od każdego można nauczyć się czegoś dobrego. Szkoda tylko, że nasi dostojnicy kościelni usilnie chowają przed nami swoje zalety, a tak bardzo eksponują nasze wady.

Chciałabym, żeby z Pana listu wyniknęło coś dobrego.

 

Znajdziesz nas na Twitterze , Google+ i Instagramie

 

Jesteśmy też na Facebooku. Dołącz do nas i dziel się opiniami.

 

Czekamy na Wasze listy: listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.