Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Kaja Godek nie ma skrupułów, miażdży godność dzieci w ideologicznym celu. A publiczna TV jej na to pozwala [LISTY]

Oto kolejne listy od rodziców zbulwersowanych i dotkniętych wypowiedziami Kai Godek z Fundacji "PRO - Prawo do Życia", które przyszły po jej wypowiedziach w programie "Bez retuszu" nadanym w TVP Info 22 marca 2015 r.

Jakie znaczenie ma poczęcie?

"Chciałam przemilczeć, przejść obok, jak zawsze, ale pani Godek zmusiła mnie do napisania tego listu. Od 2004 roku walczyliśmy o dziecko, w 2009 roku zostaliśmy szczęśliwymi rodzicami trzech synów. Jeden z nich począł się w sposób niegodny, na szkle. Niestety, począł się w kochającej rodzinie, która nie traktuje go przedmiotowo, nie jest on też zabawką, którą zamówiliśmy.

Wbrew powszechnie głoszonym opiniom przez osoby przeciwne ivf urodził się w terminie z wagą 4 kilogramów i otrzymał 10 pkt Apgar. Niestety, nie chciał się urodzić wcześniej z małą wagą urodzeniową i na przekór wszystkim nie umarł zaraz po porodzie. Nadal na przekór badaniom przeciwników ivf nie ma bruzdy dotykowej, nie musi korzystać z ośrodków psychiatrycznych ani innych instytucji tego typu. Rozwija się jak najbardziej prawidłowo. Jego rodzeństwo nie zostało wylane do zlewu ani zamordowane w inny wyrafinowany sposób.

Pozostała dwójka dzieci poczęła się jak najbardziej godnie poprzez włożenie penisa do pochwy i pozostawienie tam nasienia, z którego po 9 miesiącach narodził się syn. Ich matka w sposób specyficzny okazywała im miłość, pozostawiając dzieci same na wiele godzin bez opieki.

Czasami podrzucała je babci, by zniknąć na tydzień lub dwa. Babcia, wbrew ogólnie przyjętym zasadom, nie pochyliła się nad dziateczkami, ale ignorowała je, nie zajmując się nimi. Całymi dniami malutkie dzieci błąkały się po mieście, spały na klatkach schodowych lub piwnicach, szukając jedzenia w śmietnikach. Zdarzało się, że babcia spojrzała na dziecko po to, by je uderzyć lub przegonić.

Gdy w drzwiach pojawiła się opieka, by dzieci odebrać, matka odetchnęła z ulgą - zabierajcie ich w końcu, będę miała święty spokój. Chłopcy trafili do nas, gdy mieli odpowiednio 6 lat i 4,5 roku. Starszy rozwija się prawidłowo z małymi wadami postawy, które są wynikiem złego odżywiania w pierwszych miesiącach życia. Drugi syn ma problemy z nauką, działa zbyt impulsywnie, reaguje nieadekwatnie do sytuacji, nie potrafi myśleć abstrakcyjnie. Powodem tego jest pity przez matkę alkohol w ciąży. Mam pytanie, jakie znaczenie ma poczęcie dziecka, które wychowuje się w kochającej rodzinie, kto je urodził i w jaki sposób w tej rodzinie się znalazło. Dla mnie żadnego. Wieczorem przechodząc przez pokój chłopców, widząc jak spokojnie śpią, dziękuję Bogu za in vitro, dziękuję mu również za kobietę, która urodziła mi synów, amen.

 

Magdalena spełniona matka"

Małość pani Godek

"Piszę w imieniu swoich dzieci. Dziewięcioletnich, kochanych, rozumiejących wszystko, małych obywateli tego kraju. Staram się je chronić przed osobami pokroju Kai Godek. Dlaczego?

Bo nikt nie dał tej pani prawa do obrażania w najbardziej ohydny sposób. Uderzania w dzieci, odzierania ich ze szczęścia i radości.

Czy zamiarem tej pani jest doprowadzenie dzieci do płaczu? Czy zamiarem tej pani jest wpędzenie dzieci w poczucie winy z tego powodu, że istnieją? Jak one mają się czuć w obliczu słów ciężkiego kalibru skierowanych w ich stronę?

(Nie poruszam w tym liście merytorycznej zawartości pani wypowiedzi, tak niskiej, że mi osobiście wstyd byłoby zabierać głos przy takiej ignorancji).

Czy stanie pani przed moimi dziećmi i powie im prosto w oczy, że nie powinny istnieć? Robi to pani publicznie, czy twarzą w twarz przyjdzie pani równie łatwo?

Miarą człowieka jest jego stosunek do słabszych od siebie. Jak małym człowiekiem jest pani?

 

Elżbieta"

Tyle jadu i nienawiści!

"Jestem mamą dzięki in vitro. W trakcie oglądania jednego z odcinków "Bez retuszu", którego prowadzącym jest Marek Czyż, ciśnienie mi się podniosło, a na usta cisnęły się same niecenzuralne słowa.

Minęło już kilka dni, a ja dalej nie mogę przejść nad tym, co jedna z uczestniczek (Kaja Godek) mówiła na temat in vitro i dzieci urodzonych dzięki tej metodzie, do porządku dziennego.

Pozwolę sobie zacytować niektóre wypowiedzi: "Ta ustawa, która jest dzisiaj, nie jest do zaakceptowania. Z wielu przyczyn, ona powinna zostać odrzucona, bo jest tu szereg nadużyć. A skąd biorą się te nadużycia. () Te nadużycia wynikają z istoty in vitro"; "Chcę zakazu in vitro"; "Przy tym jest jeszcze kwestia tego dziecka, które się rodzi, kwestia przedmiotowości tego dziecka. Dziecko w trakcie całej tej procedury jest traktowane przedmiotowo"; "Kwestia dziecka, które rodzi się z in vitro - myślę, że mało mamy wiedzy na temat tego; jak odbywa się in vitro. Ono się odbywa w taki sposób, że w momencie, kiedy są pobrane komórki jajowe od kobiety, mężczyzna wchodzi do pokoju wypełnionego gazetami pornograficznymi. (...) Po 20 minutach ma przynieść nasienie i tak powstaje człowiek"; "Niektórzy ludzie są wylewani do zlewu"; "Biznes in vitro i zwolennicy tej ustawy, gardzą dziećmi z in vitro, handlują nimi, poczynają je w sposób, który uwłacza człowiekowi".

Już dawno nie słyszałam w jednym programie tylu wypowiedzi zawierających takie ilości kłamstw, jadu i nienawiści. Jaki los jest przewrotny, że wyszły one wszystkie od osoby, której wiara charakteryzuje się miłością do bliźniego.

Rzeczywiście z powyższych słów pani Godek promieniuje miłość. Najważniejsze dla mnie jest to, aby pani Godek nigdy nie wypowiadała się na temat godności dzieci poczętych metodą in vitro, na temat godności mojego dziecka.

Wg Sądu Najwyższego RP "godnością osobistą jest własne wewnętrzne przekonanie danego człowieka o jego etycznym i moralnym nieposzlakowaniu oraz oczekiwanie czci wobec siebie rozumianej jako pozytywne nastawienia innych osób wobec niego ze względu na społeczne i osobiste wartości, które reprezentuje. Tak rozumiana godność nie podlega wartościowaniu, a jej naruszenie występuje, gdy bez uzasadnionych podstaw, zwłaszcza w obecności osób trzecich, traktuje się kogoś negatywnie i wyraża się o nim w sposób poniżający".

Niech Pani może zastanowi się nad tym, czy nie uwłacza godności ludzi starających się o dziecko metodą in vitro, czy nie uwłacza Pani godności dzieci poczętych dzięki in vitro.

Moje dziecko ma dopiero 3,5 roku, ale już teraz zastanawiam się, co mu powiem, jak dorośnie i przeczyta te wszystkie powtarzane przez Panią i Pani podobnych bzdury.

Zastanawiam się, co muszą czuć starsze dzieci, które rozumieją, co Pani mówi. I w imię czego to Pani mówi? W imię miłości do bliźniego? Do "nienarodzonych"? Czy "nienarodzeni" są dla Pani większą wartością niż dzieci, które się urodziły i dorastają? Zapewniam Panią, że mój Syn ma się świetnie, rośnie zdrowo i jest szczęśliwy (tak mi mówi).

Jest moim światem, od początku nim był. Nigdy nie zapomnę momentu, kiedy do pokoju transferowego wszedł embriolog i niósł w rękach słomkę. Jak dławiąc się łzami, ściskałam rękę męża. Jak zamarłam w trakcie wizyty tzw. serduszkowej, kiedy lekarz nie mógł znaleźć serduszka. Jak wybuchłam płaczem, kiedy w końcu je znalazł. To były łzy szczęścia, które do tej pory nam towarzyszą, gdy patrzymy razem z mężem, jak NASZ SYN rośnie, gdy mówi, że nas kocha, gdy słyszymy słowa: mamuś i tatuś. Mamy siebie nawzajem, dziecko rodziców, rodzice dziecko. Jak w tysiącach rodzin w Polsce. Dzięki metodzie in vitro.

 

Monika"

Moje dzieci nie są dziećmi Frankensteina

"Od niemal sześciu lat każdego wieczora zanim położę się spać okrywam kołdrą i całuję najwspanialszą istotę na Ziemi - moją córkę. Każdego wieczora od niespełna roku mam przeogromne szczęście powtarzać ten rytuał dwukrotnie. Każdego dnia przepełnia mnie miłość i wzruszenie, których nie jestem w stanie opisać słowami. Każdego dnia czuję wdzięczność i niedowierzanie - bo przecież miało ich nie być...

Jakie są? Piękne na zewnątrz, ale przede wszystkim piękne w środku. Pełne radości, miłości i zachwytu nad wszystkim, co je otacza. Są doskonałe.

Narodziły się z ogromnej miłości - takiej jak w bajkach - która pokonuje wszystkie przeszkody. Urodziły się po latach trudnej walki z niepłodnością, dzięki fantastycznym lekarzom, wbrew woli rzekomych obrońców życia i zakłamanych hierarchów społeczności, której częścią kiedyś się czułam...

Moje dzieci nie są dziećmi Frankensteina. Moje dzieci nie mają bruzd dotykowych. Ich narodziny nie zostały okupione niczyją śmiercią, a podczas leczenia, któremu się poddaliśmy, nie wylano do zlewu żadnego zarodka. Porównywanie zabiegu medycznego, dzięki któremu są na świecie, do aborcji jest szczytem głupoty. Insynuowanie, że moje córki są towarem, który można kupić, jest szczytem bezczelności.

Nie zgadzam się na napiętnowanie i odzieranie z godności mojej rodziny. Nie zgadzam się na przyzwolenie mediów i wymiaru sprawiedliwości na jawną dyskryminację, kłamstwo i nienawiść skierowane przeciwko nam i naszym dzieciom. Nie zgadzam się na łamanie Konstytucji RP, według której "nikt nie może być dyskryminowany w życiu politycznym, społecznym lub gospodarczym z jakiejkolwiek przyczyny". Nie zgadzam się.

Wierzę gorąco, że w końcu ktoś się otrząśnie. Może marni redaktorzy, może sami pseudoeksperci w postaci państwa Terlikowskich, biskupa Pieronka czy Kai Godek, którzy zorientują się, że jedyną ich rolą jest podnoszenie słupków oglądalności kiepskich programów publicystycznych. Mam nadzieję, że stanie się to na tyle szybko, że moje córki nie będą musiały się zanurzyć w bagnie narodowej dyskusji o in vitro. Nie przestaję wierzyć, że zanim dorosną dyskusji o in vitro nie będzie. Bo o czym tu dyskutować?

 

Marta"

Warto było tyle cierpieć

"To dzięki in vitro jestem mamą, to dzięki in vitro mam w domu dwoje najbardziej ukochanych chłopców. Chłopców roześmianych, choć bywa, że i smutnych, czasami bardzo słodkich, czasami niegrzecznych. Chłopców, z których bywam dumna i na których czasami jestem zła, chłopców normalnych, zwykłych, nieróżniących się w żaden sposób od rówieśników. Chłopców moich i mojego męża, naszych.

Przeszłam cztery pełne procedury, wiele bólu, cierpienia i rozczarowań, o których nikt nie mówi, ale są niestety nieodłącznym elementem dłuższych starań o dziecko. Ale warto było tyle cierpieć, bo chłopcy, pojawiając się w naszym życiu, zmienili go na bardziej wartościowe, pełne. Już nie jesteśmy tylko MY, jesteśmy rodziną, pełną rodziną. I jesteśmy bardzo wdzięczni współczesnej medycynie za umożliwienie nam tego.

Mieszkamy na stałe poza granicami Polski, więc mój 8-letni syn nie słyszy tego, co dzieje się w mediach, a dotyczy procedury in vitro, nie słyszy tych bzdur wypowiadanych przez osoby typu Kaja Godek, co bardzo mnie cieszy.

Cieszy, bo uczę moich synów tolerancji, akceptacji i otwartości, której mam wrażenie tak brakuje niektórym ludziom w naszym kraju. I przykro mi z tego powodu, bo jednak w tym kraju czasami bywamy i docierają do moich dzieci strzępki informacji, które tak trudno zrozumieć, wytłumaczyć, nawet dorosłym, a co dopiero dzieciom.

A mój syn jest dociekliwy, wie, że jest z in vitro i dużo pyta... Przykro mi także, bo w tym kraju mamy rodziny, które muszą tych wszystkich bredni wysłuchiwać i potem się z nimi zmagać i tłumaczyć w rozmowach ze znajomymi, sąsiadami, bliskimi. Nie wszyscy to lubią, nie wszyscy potrafią z tym walczyć.

Mama dwóch najwspanialszych chłopców na świecie

 

Iwona"

List od Przyszłej Mamy do Kai Godek

"Nawet nie wiem, jak zacząć ten list... Jestem w ciąży po in vitro i po Pani ostatnich słowach nie było dnia, bym nie płakała przez to co usłyszałam w programie "Bez retuszu".

Nie mogliśmy mieć z mężem dzieci, leczyliśmy się przez 4 lata, wyczerpane oszczędności, "wypompowana" finansowo rodzina, wzięty kredyt na leczenie...

4 lata comiesięcznej walki, wizyt u wielu specjalistów, wiele leków, badań, diet, bólu fizycznego i psychicznego, zero przyjemności z seksu, który musiał być dostosowany do leków/dni płodnych/monitoringów etc. - bolało, bolało jak diabli, a każdy miesiąc z negatywnym testem ciążowym był jak nóż, który coraz głębiej wbijał mi się w serce.

Pojawiła się szansa - in vitro.

Czytałam, pytałam, dzwoniłam, umawiałam się z wieloma specjalistami, tak by wiedzieć o tym możliwe najwięcej. Jak dostałam gwarancję bezpieczeństwa mojego, moich komórek, nasienia męża, a w konsekwencji naszych zarodków, zdecydowaliśmy się, ale obiecaliśmy sobie, że nikt z otoczenia nie dowie się o naszej decyzji.

Wie Pani dlaczego? Dlatego, że wiele osób nie wie, co to tolerancja, wiele osób uważa się za lepszych od innych, co według nich z automatu upoważnia ich do osądzania reszty, do wybiórczego rozumowania problemu, do szybkiej oceny i do uogólniania...

Pani Kaju czuje Pani aluzję w Pani stronę?

Zaczęliśmy stymulację, od początku mieliśmy z mężem założenie, że w pierwszym transferze zabieramy ze sobą dwa zarodeczki, resztę mrozimy i wracamy po nie w następnym roku. Jakiż był ból, gdy okazało się, że urosły we mnie tylko cztery pęcherzyki (a jak zapewne Pani wie, niestety bardzo rzadko zdarza się, by w każdym pęcherzyku była dojrzała komórka) - wie Pani, jak wtedy chciałam porozmawiać z moją mamą? Jak chciałam jej się wyżalić? Jak chciałam, by powiedziała mi, że i ja doczekam kiedyś tego cudu, jakim jest dziecko?

- Nie zrobiłam tego, wie Pani dlaczego? Dlatego, że moja mama to bardzo wrażliwa osoba, i wiedziałam, że jak kiedyś nie daj Boże trafi na program typu "Bez retuszu" z Pani udziałem czy też posłucha człowieka o wielkiej nienawiści i swobodzie w ocenie innych p. Terlikowskiego - będzie cierpieć, będzie cierpieć tak jak ja i mój mąż, gdy słyszymy tyle nienawiści dla nas i dla naszego jeszcze nieurodzonego dzieciątka.

Bałam się, że dopóki nie urodzę ślicznego, zdrowego bobasa, moja mama, kobieta, którą kocham najmocniej na świecie, będzie się martwić, gdyż usłyszy gdzieś kłamstwa odnośnie zdecydowanie częstszych wad u dzieci poczętych drogą zapłodnienia pozaustrojowego - chciałam jej tego szczędzić, wystarczyło, że ja i mój mąż cierpimy, że czujemy się wykluczeni ze społeczeństwa, że boimy się ujawnić z problemem.

Doszło do punkcji, pobrano trzy komórki. Wszystkie się zapłodniły, jedna ładnie się rozwijała, dwie słabo, w trzecim dniu po punkcji miałam transfer dwóch zarodków, trzeci nie przetrwał.

Dziesiątego dnia po transferze zobaczyłam po raz pierwszy w życiu, że poziom hormonu ciążowego w krwi podniósł się powyżej wartości uznawanej za negatywną. Od tamtego dnia jestem inną kobietą, powrócił mi uśmiech, powróciła radość z życia.

Boże, gdyby zobaczyła Pani mojego męża, jego radość, to, jak codziennie wraca z pracy i tuli się do mojego brzucha w poszukiwaniu serduszka naszego maleństwa, gdyby mogła poczuć Pani to, co ja czuję teraz w sercu.

Czekamy na szczęśliwe rozwiązanie, wszystkie badania wykazują, że nasze dziecko rozwija się jak najbardziej prawidłowo, żaden lekarz oprócz lekarza z kliniki, z którą już się pożegnałam, nie wie, że to ciąża po ivf i żaden nie zasugerował nawet jakiejkolwiek nieprawidłowości czy nie zasiał cienia niepokoju.

Pani Kaju, nie wylałam swoich dzieci do zlewu, nie zamroziłam żadnego zarodka (czego akurat żałuję, że trzeci nie chciał z nami zostać) - czy myśli Pani czasem o takich przypadkach jak mój? Czy w takim wypadku in vitro to wciąż zło największe?

W programie i innych swoich wypowiedziach bardzo uogólnia Pani całą problematykę ivf, czy zdaje sobie Pani sprawę, że wrzucanie wszystkiego i wszystkich do jednego worka jest bardzo krzywdzące?

Znam wiele par, które przeszły przez in vitro - żadna, ale to żadna z nich "nie wylała swoich dzieci". Po wielu latach starań, proszę uwierzyć (bo niestety nie może Pani tego znać z autopsji, która zapewne diametralnie zmieniłaby Pani punkt widzenia), każda para zrobi wszystko dla uzyskania zarodków, z których na świat przyjdą ich dzieci, tu nie ma mowy o niechcianych dzieciach, o aborcjach na życzenie, tu jest walka, prawdziwa walka o każdy zarodek, bo każdy z nich był tak długo oczekiwany.

Pani Kaju, jestem autonomiczną osobą, homo sapiens, działającą według prawa polskiego, wierzącą w Boga - Boga, który kocha i rozumie. Czy jest Pani wierząca? Gdzie zatem Pani miłosierdzie - przecież ono nie jest wybiórcze, kocha Pani i broni moje dzieci, nie szanując zarazem mnie? Gdzie Pani pokora, która tak mocno zakorzeniona jest w każdej religii? Bo przecież pokorą nie można nazwać Pani pewności siebie w swoich poglądach i ocenach innych?

Pani Kaju, czy uważa się Pani za lepszą ode mnie, jednostkę "wyższą", że tak łatwo przychodzi Pani wystawianie mi łatki niemoralnej morderczyni, oceny mojego postępowania, negowania mojego życia?

Rodzice wychowali mnie w duchu filozofii mówiącej o wzajemnej tolerancji. Dopóki ktoś nie krzywdzi mnie oraz innych nie zasługuje na potępienie. Swoją decyzją o in vitro nie skrzywdziłam nikogo, nie czuję się zatem gorsza od Pani, boli tylko, że tak wiele ludzi nie myśli samodzielnie, że tak wieloma ludźmi tak łatwo manipulować, to, że tak wiele ludzi usłyszy z Pani bądź kogoś innego ust słowa nienawiści i w nie wierzy wierzy i tak samo potępia, mimo iż zupełnie nie ma do tego podstaw, a wtedy ja, w tym świecie, mimo że tak samo mam wszystkie prawa do życia w społeczeństwie, muszę się ukrywać z czymś, co dało mi największe szczęście w moim życiu.

Pani Kaju, nie boi się Pani, że kiedyś stanie Pani przed Bogiem, a on potępi Pani pewność siebie i swobodę w ocenianiu i sprawianiu bólu innym ludziom?

Mimo wszystko pozdrawiam Panią i życzę, by jak najszybciej zrozumiała Pani, że często słowa potrafią bardziej ranić niż czyny.

 

Przyszła mama"

Dziecko, które urodzę, dostanie gwiazdkę z nieba, jeśli tylko zapragnie

"Piszę do Pani list jako przyszła mama dziecka poczętego metodą in vitro.

Jestem przerażona Pani wypowiedziami w programie telewizji publicznej "Bez retuszu". I w odpowiedzi na te wszystkie oszczerstwa, piszę do Pani jako kobieta pragnąca tak samo jak Pani i miliony kobiet być matką.

Przeszłam z mężem długą drogę zanim podjęliśmy decyzję o in vitro i była to najlepsza decyzja w naszym życiu, ponieważ teraz pod sercem noszę kilkunastotygodniowy cud.

Innej możliwości niż in vitro nie było. Naprotechnologia nie jest dla każdego, ale skąd Pani może to wiedzieć, skoro Pani tylko czyta, a nigdy nie spotkała się z problemem niepłodności. Cud, który noszę pod sercem, powstał z wielkiej miłości dwojga ludzi pragnących zostać rodzicami.

Pani słowa przeraziły mnie i bardzo zabolały. Osoby takie jak Pani powinny mieć zakaz wypowiadania się na temat in vitro publicznie, jeśli nie ma Pani o tym pojęcia.

A gdyby chciała Pani poznać choć trochę uczucia takich osób jak ja, to proponuję założyć konto na portalu Nasz Bocian i poczytać wątki, gdzie tysiące kobiet pisze o swoich doświadczeniach, o swoim bólu, swoich radościach, jak uda się zajść w ciążę.

Albo najlepiej udać się do Klinik i zobaczyć, ile takich osób jak ja tam jest każdego dnia i popytać o nasze uczucia. Wtedy może Pani podejście by się zmieniło, chociaż trzeba mieć serce, aby nas zrozumieć.

Nie wyobraża sobie Pani, co przez ostatnie 5 lat przeżywałam na uroczystościach rodzinnych, gdzie w koło jest pełno planowanych dzieci. Wie Pani, jaki to był ból, jak wszyscy wychwalali czyjeś dzieci, a nie moje? Dzień Dziecka, Mikołaj, Gwiazdka... obdarowywałam prezentami inne dzieci w rodzinie, a moich nikt, bo ich nie mogłam mieć? Przede mną pierwsza Wielkanoc, gdzie w końcu nie będę płakała w ukryciu, bo w końcu jestem szczęśliwa.

Jak może Pani mówić, że dziecko traktowane jest przedmiotowo albo sposób poczęcia uwłacza takim dzieciom?!

Zarodki wylewane do zlewu? W głowie się nie mieści, jakie bzdury Pani mówi!

Wszystkie moje zarodki, które uzyskałam podczas trzech procedur, zostały mi albo podane, albo po prostu nie przetrwały. Nikt ich nie zabił! Po prostu obumarły w sposób naturalny. Jest to taka sama naturalna selekcja, jak w naturalnym poczęciu, gdzie zarodek powstaje, a nie zagnieżdża się, a nawet czasem obumiera na wczesnym etapie ciąży.

Każdą porażkę bardzo mocno przeżyłam. Każdy zarodek był dla nas na wagę złota, był naszym dzieckiem. Mamy jeszcze kilka zamrożonych zarodków i zapewniam Panią, że nikt nimi nie będzie handlował, nikt ich nie zniszczy! Na pewno po nie wrócimy!

Bardzo przykro słucha, czyta się takie osoby jak Pani. Które chcą nam odebrać prawo do szczęścia, odebrać naszym dzieciom to prawo! Walczyła Pani o prawo do istnienia Pani chorego dziecka, a mojemu póki co zdrowemu Pani takie prawo chce odebrać? Jakim prawem się pytam?

Dziecko, które urodzę, będzie dla nas najbardziej wyczekanym i największym skarbem. Dostanie gwiazdkę z nieba, jeśli tylko zapragnie. I jestem pewna, że kiedyś będzie nam wdzięczne za to, że tak o nie walczyliśmy, taką trudną i bolesną drogę przeszliśmy, aby je posiadać.

Współczuje Pani takiej zaborczości i niechęci, pogardy do rodziców, a przede wszystkim do dzieci, które powstały z metody in vitro. Jestem tylko ciekawa, jakby się Pani zachowała, gdyby Pani dziecko zaprzyjaźniło się w szkole z dzieckiem z in vitro. Jaki wtedy szacunek do Pani będzie miało pani dziecko, jak się dowie, jakie ma Pani podejście do tej metody i ile bolesnych słów Pani wypowiada o takich dzieciach.

 

Joanna"

In vitro uratowało moje zdrowie i pewnie życie też

"Chciałabym opisać historię moich dzieci. Pani Kaju, twierdzi Pani, że inf niczego nie leczy, a podczas procedury giną zarodki. Myli się pani w obu przypadkach. Przez 5 lat walczyłam w nowotworem autoimmunologicznym, zwanym endometriozą.

Choroba co roku atakowała moje jajniki, powodując torbiele czekoladowe. Po 5 operacjach, w wieku 38 lat zostałam z połową jednego jajnika. Chorobę mogą zatrzymać dwie rzeczy - ciąża lub klimakterium. Niestety choroba również powoduje bezpłodność i jest jednym z najczęstszych czynników bezpłodności kobiet. Moja ginekolog z kliniki Invimed mówiła o 60 proc. pacjentek.

Mój jajnik powoli przestawał pracować. Nie było czasu na zabawy w naprotechnologię, którą Pani tak lansuje. Dopiero przy trzeciej stymulacji udało się wyhodować kilka pęcherzyków, z których pobrano 3 komórki. Powstał z nich tylko jeden zarodek. Dziś ma 20 miesięcy i jest cudownym, fantastycznie rozwijającym się dzieckiem.

W pół roku po porodzie, na fali hormonów ciążowych, które wygasiły endometriozę, zaszłam w kolejną, naturalną ciążę. Moje dzieci dzieli rok i 2 miesiące. Dzięki in vitro mam dwoje dzieci i szansę na normalne życie bez endometriozy.

 

Sylwia z rodziną"

Nie pozwalajmy, aby ktokolwiek tak nas traktował!

"Długo zastanawiałam się, czy napisać ten list. Czy p. Kaja Godek jest godna mojej uwagi? Przeczytałam listy przesłane do Stowarzyszenia i uznałam, że nasz wspólny głos, głos rodziców dzieci poczętych metodą in vitro jest ważny i musi być słyszalny.

Dla nas to problem ogromny, może dla niektórych marginalny. Od pięciu lat jestem mamą synka poczętego metodą in vitro i ani razu przez ten czas nikt mnie tak nie zranił jak pani Godek.

Wiem, że nie tylko mnie. Kochani! Nie popełniliśmy przestępstwa! Daliśmy życie! Piszę, abyśmy nadal wspierali się wzajemnie i nie pozwolili na takie traktowanie! Dotyczy to przede wszystkim naszych dzieci! One nie są inne!

A ich rodzice to nie "invitrowcy"! Nie pozwalam na takie podejście jakie reprezentuje pani Godek, mamy wolność słowa, ale w takiej postaci to naruszenie dóbr osobistych! Mój niewiadomy tej sytuacji dziś 5-letni syn może za kilka lat natknąć się na takie wypowiedzi i to sprawia mi największy ból i obawę! Proszę pani! Nie pozwalam, nie pozwalam na takie traktowanie tych osób! Proszę nie zapominać o ich godności. W zamierzchłych czasach na przegranej były tzw. bękarty, dzieci z nieślubnego łoża. Na szczęście czasy te minęły. Czy teraz na taki sam los skazuje pani dzieci z in vitro? Kim pani jest, że ma do tego prawo? To wszystko wydaje się śmieszne, by z powodu wypowiedzi takiej osoby stawać w ich obronie, a jednak. Ktokolwiek by to nie był - Godek czy nie Godek - niech nie głosi herezji, niech pamięta, że wypowiada je wobec osób żyjących i tych, którzy mają się urodzić, wobec tych, na których czekają Rodzice. Nikt nie zabierze ich miłości, radości, i normalnego życia! Dziś w przedszkolu u mojego synka Rysia był "bal wiosny", a Ryś przebrany był za bociana, dopiero teraz uświadomiłam sobie, jaką miał przy okazji misję! On - dziecko poczęte metodą in vitro!

 

Iwona

Znajdziesz nas na Twitterze , Google+ i Instagramie

 

Jesteśmy też na Facebooku. Dołącz do nas i dziel się opiniami.

 

Czekamy na Wasze listy: listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.