Oskarżam tak zwane środowiska prolife o świadome i celowe wprowadzanie opinii publicznej w błąd w kwestiach dotyczących in vitro. Ich ideologiczne przekonania nie mają nic wspólnego z naukową rzeczywistością. Są stekiem prymitywnych bzdur, przeinaczeń, manipulacji, niedopowiedzeń, wyolbrzymień. Epatują kompletnym brakiem zrozumienia nie tylko dla człowieka, o którego jakoby się troszczą, ale przede wszystkim brakiem elementarnej wiedzy na temat jego biologii.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

W swoim mniemaniu toczą wojnę, kłopot tylko w tym, że toczą ją z wrogiem, którego sami sobie wymyślili. A jak wojna, to i agresja, arogancja, wszystkie chwyty dozwolone, konieczne ofiary muszą być, najlepiej po tej drugiej stronie.

W dobie internetu nie ma fizycznej możliwości... Nie ma sposobu, by prezentować tak żenująco niski poziom wiedzy nie tylko na temat in vitro, ale również na tematy natury ogólniejszej, medycyny i psychologii człowieka.

Wiara w Słowo zastąpiona wiarą we własne słowa

Ktoś, kto twierdzi, że naprotechnologia jest skuteczniejsza od in vitro i pomoże zajść w ciążę matce z niedrożnością jajowodów, spełnia co najmniej jeden z trzech warunków. Albo jest załganym, zaślepionym swoją ideologią kłamcą, w swoim mniemaniu walczącym o tak zwane wyższe dobro, albo cynicznym manipulantem klepiącym jakiś swój polityczny "interesik", albo ma problemy natury intelektualnej tudzież psychologicznej i cudzym kosztem walczy ze swoimi "demonami" z przeszłości lub teraźniejszości.

Przypuszczam, że dowolna klinika in vitro, jeśliby się do niej w tej sprawie zwrócić, przedstawiłaby pełną informację na temat tej metody. Kłopot tylko w tym, że nie ma takiego zapotrzebowania. Nie o fakty tu przecież chodzi, tylko o wycięcie przeciwnika, zakrzyczenie go pseudonaukowym bełkotem wspartym bredniami o "przemyśle aborcyjnym".

To są ludzie, którym wiarę w Słowo już dawno zastąpiła wiara w ich własne słowa. Ich zachowanie ma tyle wspólnego z chrześcijańską miłością do bliźniego, którą to epatują w mediach, ile karate z baletem.

Dziennikarze, ordynarnie nabijacie słupki oglądalności kosztem cierpiących ludzi

Oskarżam media o celowe podsycanie niezdrowych zachowań wokół tematu in vitro. Działacie wyłącznie dla zysku, co samo w sobie nie dziwi i nie jest zarzutem, niemniej zapraszanie do tego samego programu ideologa tak zwanych ruchów prolife i specjalistów z dziedziny in vitro świadczy o Waszej motywacji. O chęci ordynarnego nabijania słupków oglądalności bez względu na koszty, jakie ktoś z tego tytułu poniesie. Tam gdzie zaczyna się ideologia, kończy się nauka, a zmuszanie ludzi z dwóch kompletnie do siebie nieprzystających światów do dyskusji jest co najmniej nieetyczne.

Jakiego "eksperta" zaprosicie do programu o problemie uzależnień od alkoholu? Pijanego dresa spod pobliskiej budy z piwem? Słupki na pewno skoczą, zwłaszcza gdy "gość" zachowa się w sposób, jakiego się można po nim spodziewać.

Niestety, do świadomości społecznej przedostają się najprostsze przekazy, najczęściej agresywne, niewymagające własnej wiedzy. Wy, dziennikarskie hieny, o to dbacie. Pozwalacie, by ktoś z uśmiechem na ustach wycierał sobie twarz słowami, których nie rozumie, czyjąś godnością, szacunkiem, życiem. Na szczęście jest dla Was przeciwwaga, niemniej, jeśli porównywać siłę rażenia, są to media często niszowe.

I po stronie in vitro muszą pojawić się fajterzy

Pokuszę się o stwierdzenie, iż problemem ludzi borykających się z problemami płodności jest brak reprezentacji w publicznym przekazie. Nie ma fajterów gotowych na dowolną niegodziwość, byleby tylko obronić swoje i wykazać niższość wroga. Nie ma żadnej "komisji bioetycznej", która zajmowałaby się wyłącznie propagandą niemającą nic wspólnego ani z biologią, ani etyką. Wojna o polityczne wpływy i profity przesłania rzeczywisty problem i cierpiących ludzi. Milcząca większość może polec w tej wojnie ubita przez mało liczną, ale głośną ekstremę, z prozaicznej przyczyny - po jasnej stronie mocy nie ma nikogo, kto byłby gotów się zniżyć do metod tej ekstremy.

Przy tej okazji mam pytanie do kryjących się z tym faktem rodziców dzieci z in vitro. Jak się czujecie, gdy ktoś mówi na temat Wasz i Waszego dziecka farmazony? Jak się z tym czujecie, gdy jest to Wasz niczego nie świadomy znajomy, kolega, członek rodziny. Jak Wam wtedy smakuje rodzinny obiad, gdy ich słuchacie, patrząc na swoje dziecko? Nie wzywam nikogo do jakiegoś "comingoutu", wzywam do uczciwości wobec siebie. W kupie siła i zdziwilibyście się podejściem wyważonej części Waszego otoczenia, tej milczącej większości.

Swoją drogą, przykro jest patrzeć na tych wszystkich tak zwanych prolajfowców. Wasza wiara musi być niezwykle płytka i żałosna, skoro tak panicznie reagujecie na wszystko, co (Waszym zdaniem) w nią godzi. Chciałem napisać, że jest mi Was żal, ale nie mogę. Z prozaicznego powodu. Przecież jesteśmy na wojnie.

Znajdziesz nas na Twitterze , Google+ i Instagramie

 

Jesteśmy też na Facebooku. Dołącz do nas i dziel się opiniami.

 

Czekamy na Wasze listy: listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej na ten temat
Komentarze
Zaloguj się
Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
Nie wiem, kto to ten Maciej Rożalski, ale pisze z talentem i zacięciem. Dobrze pisze.
już oceniałe(a)ś
25
6
List bardzo emocjonalny, ale żadnych konkretów, jak np., że mrożenie w ciekłym azocie nie zabija zarodków, można je nawet po latach umieszczać w macicy i mieć zdrowe dzieci.
już oceniałe(a)ś
6
3
"Gdy rozum śpi, budzą się demony". W Polsce toczy się wojna ideologiczna i wszystkie chwytu są dozwolone. Stona pro-life nie jest zinteresowana żadnymi argumentami natury medycznej czy naukowej. W Polsce nie ma również kultury debaty. Wszyscy wszystkich zakrzykują. Zgadzam się z p. Rożalskim, że przyczynia się do tego - częściowo - formuła programów publicystycznych i sposób doboru tzw. 'dyskutantów'. Dyskusja zdarza się sporadycznie - regułą jest totalna awantura, chamskie epitety i bezczelne kłamstwa (tak jak te o skuteczności naprotechnologii). Trudno temu tak naprawdę zaradzić: jest tu poplątanie porządków: w medycynie są 'zarodki', a w ideologii - 'dzieci nienarodzone'. Obie strony mówią różnymi językami. Prolajfowcy językiem ideologii (religii), którą chcą narzucić wszystkim, także tym, którzy w nią nie wierzą. Druga strona mówi językiem nauki. Tu w ogóle nie ma punktów stycznych. I nigdy nie będzie. A odrębną kwestią jest chamstwo i arogancja tych, którzy są przekonani o własnej nieomylności. I to daje im 'prawo' do obrażania zarówno rodziców jak i dzieci poczętych metodą in vitro.
już oceniałe(a)ś
1
0
Jakies dwa tygodnie temu, w odpowiedzi na inny list podalem argumenty czysto biologiczne i wylacznie takie przeciwko tej metodzie zaplodnienia. Trudno je bylo zwolennikom in vitro obalic, gdyz - jak wiafomo - debata o tym odbywa sie w Polsce nas gruncie wylacznie wiary i religii. Napisalem tez, ze in vitro ma kiepskie perspektywy bezradnych obroncow majac. Panski list jest przykladem takiej bezradnosci: niczego w nim nie ma. Moze to Pana mocno zadziwi ale rzeczywistosc nie jest taka czarno biala jak Pan sobie wyobraza. Ja jestem gejowskim aktywista i lewakiem (wystarczy poczytac moje komentarze) ale znam, w odroznieniu od Pana, powazne powody przeciwko tej metodzie zaplodnienia i mimo, iz gdyby to ode mnie zaslezalo biskupi polscy zostali by derportowani do Watykanu, to - znowu w odroznieniu od Pana - przekonania polityczne i swiatopoglad nie przycmiewaja mi umyslu i mam odwage byc przeciwny in vitro. Nie bede sie powyarzal dlaczego rozpowszechnienie in vitro oznacza problemy dla genetyki populacji, moze Pan przeszukac tutejsze forum. Podalem tez zrodlo informacji, ktore przytaczalem i cala logiczna argumentacje za tyum. Pan ubolewa, ze przeciwnicy in vitro argumentuja tylko ideologicznie a tymczasem Pan nie pokazuje niczego poza emocjami.
@kadykianus To wyłuszcz Pan uprzejmie te 'poważne powody', a ja Panu spokojnie wytłumaczę, jak mało poważne są one w rzeczywistości. Istnieją, to prawda - nieco zwiększona częstość wad wrodzonych, minimalnie zwiększona zapadalność na ostre białaczki. Tyle, że ja w odróżnieniu od Pana znam się nieco na statystyce medycznej i potrafię zrozumieć artykuł naukowy. Zatem konkretne cytacje z literatury, Drogi Panie Aktywisto - proszę uprzejmie, zaczynamy.
już oceniałe(a)ś
2
3
@turpin Jeżeli nie wiesz z kim klikasz nie zaczynaj dyskusji pisząc, że w odróżnieniu ode mnie ty się znasz na tym i na tamtym, bo nie wiedząc z kim rozmawiasz popełniasz pierwszy grzech każdej wojny: niedocenianie przeciwnika. A już poza tym, to istnieje coś takiego jak "statystyka medyczna"? Ja wydziale matematyki uczyłem się statystyki. Nikt nie wspominał, że jest "medyczna", fizyczna", "górnicza", czy "taksówkarska". Czyżby pan Czebyszew wyprowadzając swoją nierówność miał na myśli jej przeznaczenie dla konkretnych zawodów? :) A co się tyczy wad wrodzonych u dzieci po in vitro, to częstość ta w porównaniu z tymi spłodzonymi in vivo jest nie o kilka procent większa lecz kilka razy większa. A kilka razy to jest "o kilkaset procent więcej" a nie "kilka procent". Nie będę się dla ciebie powtarzał tutaj, napomnę tylko, że to nie jest takie trudne wydedukować, że in vitro to nic dobrego. Można do tego dość nawet wtedy, kiedy się nie ma dostępu do "statystyki medycznej" na podstawie kilku stwierdzeń: 1) Populacje naturalne, w tym populacja człowieka balansuja blisko wartości krytycznych presji mutacyjnej. Zwiększenie tej presji w wyniku procedury in vitro to szaleństwo. 2) W proces wybierania plemnika przez komórkę jajową (tak, ona sobie wybiera) zaangażowanych jest 1000 genów z rodziny genów receptorów węchowych - najliczniejszej rodziny genów u większości ssaków. In vitro (szczególnie ICSI) uniemożliwia to, zapładniając komórkę jajową plemnikiem losowym. 3) Konsekwencją 2) jest zaburzenie piętnowania rodzicielskiego. U zwierząt efektem tego jest m.in. syndrom dużego płodu. W grupie dzieci po in vitro obserwujemy nawet 10-krotnie większą częstość zespołu Beckwiha-Widemenna. 4 - prozaiczny a jednak) Nie istnieje sposób spłodzenia płodnego syna metodą in vitro (ani żadną inną) jeżeli powodem nie możności poczęcia dziecka była bezpłodność mężczyzny spowodowana mikrodelecjami na chromosomie Y. Taki syn, nawet jeśli się urodzi, na pewno będzie bezpłodny (i być może kolejnym klientem kliniki in vitro. Taki mały koszmar, co?). Literatura: Sutcliffe A.G i.in. 2006, Assisted reproductive therapies ..., "Human Reproduction", 21: 1009-11. Reefhuis J. i in. 2009, Assisted reproductive technology ..., "Human Reproduction", 24: 360-366. Moll A.C., 2003, Incidence of retinoblastoma in children born after in vitro fertlisation, "Lancet", 361: 309-310. Viot G. i in., 2010, Is there an increased risk of congenital malformations after ART?, "Human Reproduction", 25.
już oceniałe(a)ś
3
3
@kadykianus >> już poza tym, to istnieje coś takiego jak "statystyka medyczna"? Ja wydziale matematyki uczyłem się statystyki. Nikt nie wspominał, że jest "medyczna",<< Ubawiłeś mnie jak, mało kto. Wpisz sobie w gógla: 'medical statistic textbook' i używaj ad libidum. Potem naucz się pisać po polsku. I wtedy może pogadamy.
już oceniałe(a)ś
1
2