Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

"Ten trup się nie liczy. Tropimy policyjne statystyki" - tekst z Dużego Formatu

Miał rację jeden z największych zbrodniarzy XX wieku, pisząc, że: "istnieje kłamstwo, wielkie kłamstwo i statystyka"; ale miał rację o tyle, że zobaczył w statystyce doskonałe narzędzie manipulacji, fałszowania rzeczywistości, fundament propagandy; mylił się jednak, stawiając zarzut statystyce jako takiej, a nie tym, którzy chcieli ją wykorzystywać wbrew jej założeniom (tj. opisaniu rzeczywistości, jaką jest za pomocą liczb).

Nauki młodego policjanta

Policjant dowiaduje się o swoim pierwszym wrogu zaraz po kursie podstawowym (który to kurs trzyma go przez pół roku w naiwnym przeświadczeniu, że najważniejszym celem policjanta zgodnie z tym, co zapisano w ustawie o Policji, jest chronić życie, własność i zdrowie mieszkających i przebywających w pięknym kraju nad Wisłą).

Przełożeni szybko uświadamiają posterunkowemu/posterunkowej, że na ulicy nie dybie wcale na jego/jej życie groźny bandzior czy tylko chuligan, ale tajemnicza złowroga bestia, której na imię: statystyka; bestia, która domaga się krwi, czyli najczęściej mandatu ze ściśle określonej kategorii, albo ujawnionego "tego właśnie", bardzo konkretnego przestępstwa.

Policjant koniecznie musi "przynieść" (jak pies to pies) np. mandat za "spożywkę" (czyli spożycie alkoholu w miejscu objętym zakazem), ewentualnie ujawnić (złapać na gorącym) przestępstwo z Art. 208 kk.

Jeżeli policjant jest odważny i zapyta przełożonego o to, dlaczego "właśnie to" wykroczenie/przestępstwo ma ujawnić, a przełożony nie jest policjantem bardzo starej daty i w ogóle odpowie, młody funkcjonariusz usłyszy mniej więcej: "Bo na naszym terenie od pół roku nie złapaliśmy jeszcze nikogo, kto sprzedawałby alkohol małoletnim/nieletnim i statystyka nam siada, dynamika spada; zaraz się "góra" przy... i ja będę miał prze..., a jak ja będę miał prze... to wy tym bardziej...".

Jeżeli policjant jest naprawdę "waleczne serce" i nie ma instynktu samozachowawczego, spróbuje jeszcze dopytać i przy okazji wyrazi swoje zdanie (w tym momencie przegnie, bo wyrażanie swojego zdania nie mieści się w definicji zbitki słownej pt. "młody policjant").

Tak więc młody (w sensie świeżo po szkoleniu) policjant zauważy, że skoro nie ujawniono przestępstwa z Art. 208 kk, to być może nikt go nie popełnił, a jeśli wykroczeń z Art. 43'UoWTiPA jest dwa razy mniej niż w roku poprzednim, to może właśnie dlatego, że policjanci Prewencji odwalili kawał dobrej roboty, ścigali "spożywaczy" parkowych i chodnikowych, represja zadziałała i stąd spadek...

Gdy policjant - mimo wszystko - "robi swoje"

Nie muszę pisać, jak takie dopytywanie i wyrażanie własnego zdania się skończy. Młody policjant uświadomiony już co do największego wyzwania, jakie przed nim postawiono (powtórzmy: rzuć statystyce ochłap, to się nażre i cię nie pogryzie), rusza na ulicę i szuka tego, czego mu szukać kazano. Szuka/pracuje więc wybiórczo, zaniedbując tym samym swoje inne obowiązki (z punktu widzenia bestii w danym momencie mniej ważne albo nieważne); jednocześnie kombinuje, jak się z tą koszmarną statystyką poukładać. "Przecież, jeżeli przyniosę pięć mandatów z jednej służby, to rozciągnę statystyce żołądek i następnym razem będzie się domagała sześciu mandatów; przyniosę sześć... itd.". Masakra!

Młody policjant zorientuje się też szybko, że statystyka jako zwierzę nieobliczalne (o paradoksie!) musi mieć całe sztaby treserów, którzy próbują ją okiełznać, i że te zespoły zajmujące się danymi statystycznymi gros wysiłku poświęcają prawdopodobnie uzasadnieniu konieczności własnego istnienia.

Od tego momentu młody policjant będzie miał przeciwko sobie nie tylko tajemniczą, bezkształtną bestię żywiącą się cyferkami, ale też swoich wyższych rangą kolegów, którzy zostaną przez niego osądzeni od czci i wiary ("nie mają pojęcia, bo siedzą za biurkami", "na pewno plecaki").

Co, jeśli młody policjant, wiedziony na pokuszenie przez demona idealizmu, nie będzie się przejmował odgórnym terrorem statystyki i zacznie "robić swoje"? Otóż bardzo szybko się okaże, że jego "wyniki" są znacznie lepsze od "wyników" jego kolegów z ogniwa (plutonu, rewiru itd.). Jak to możliwe?

Po prostu: młody policjant, widząc sprawcę wykroczenia, ukaże go mandatem (bądź skorzysta ze środka oddziaływania pozakarnego... umówmy się: rzadko, bo statystyka ustami przełożonego dosadnie wyrazi swoje zdanie "w temacie pouczeń"); węsząc między i w czasie interwencji zbierze informacje do meldunków informacyjnych; nocą zamiast spać ("po kwicie już jest, służba obroniona, fajrant"), złapie bandytę na gorącym uczynku...

Realizując cel (zamiast koncentrowania się na narzędziu vel środku do celu), który stawia przed nim ustawa (państwo i naród), tj. zapewnienie ładu i porządku na ulicy, będzie pracował znacznie wydajniej, sensowniej niż ten, który "poukładał się" ze statystyką, traktując ją jak najważniejszy punkt odniesienia dla policyjnej roboty!

Za swoją pracę młody policjant zostanie oczywiście znienawidzony przez swoich kolegów i niekoniecznie doceniony przez przełożonych ("czy to aby na pewno dobrze, że Kowalski zawyża średnią wyników ogniwa, plutonu, rewiru?").

Znienawidzony zostanie z banalnego powodu: statystyka, która zastąpiła narzędzia kontroli i oceny pracy policjanta, jest dla wielu tych, którzy przyszli do Policji przede wszystkim po wcześniejszą emeryturę i "stabilizację", świetnym pretekstem do racjonalizowania swojego lenistwa i tchórzostwa (jeszcze jeden efekt uboczny działania bestii).

"Jeżeli liczy się statystyka, a nie praca (misja, służba), to najlepszym sposobem walki z systemem będzie działanie po najmniejszej linii oporu"- taki właśnie jest głos wielu policjantów.

Policjanta nikt nie obroni

Każda podjęta przez policjanta interwencja, każdy mandat karny, każde użycie środka przymusu bezpośredniego wiąże się przecież z ryzykiem: od narażenia swojego zdrowia począwszy, a na strachu (powszechnym) przed czyhającym wszędzie i za wszystko postępowaniem dyscyplinarnym skończywszy.

Większość ludzi unika niepotrzebnego ryzyka; prawda? Policjant też człowiek i chociaż składał przysięgę, że "nawet z narażeniem życia", to wiadomo, że przysięga przysięgą, a życie życiem i "nikt cię nie obroni, a już na pewno nie przełożony, który musi tłumaczyć się swojemu przełożonemu, który to też ma swojego przełożonego, a ten z kolei...".

Skoro apetyt bestii został uśpiony (powtórzmy: "jest kwit, służba odhaczona"), można się oddać błogiemu nicnierobieniu ("jestem, więc prewencyjnie działam, no nie?": parafrazując Kartezjusza), a że dodatkowo atmosfera w Policji, obok statystyki, bohaterskim czynom nie sprzyja (na strzelnicy lepiej strzelać źle, co najwyżej przeciętnie, bo "jakby co", to przeanalizują wyniki strzelań i im wyjdzie, że naprawdę strzelałeś w korpus, a nie środek czoła: na ulicy lepiej daj sobie naubliżać, daj splugawić mundur, bo jak użyjesz środka przymusu, nie daj Bóg skutkowo, to będzie skarga, raport, może zawieszenie, po premii i trzynastce, po stopniu; no i na pewno ktoś to nagrywa, wrzuci do sieci, ucierpi wizerunek, trzeba się będzie tłumaczyć..., ale to już temat na kolejną rozmowę o polskiej Policji).

"Jest kilka koszmarów, które wymknęły nam się spod kontroli": powiedział bohater horroru, patrząc na pobojowisko, po którym walały się kawałki członków i wnętrzności; nam w Policji bestia, której na imię statystyka, wymknęła się spod kontroli na pewno... Coś z tym trzeba zrobić; wszak większość z nas to chłopaki i dziewczyny z jajami i żadna wściekła bestia pętać nam się po podwórku nie powinna...

Znajdziesz nas na Twitterze , Google+ i Instagramie

 

Jesteśmy też na Facebooku. Dołącz do nas i dziel się opiniami.

 

Czekamy na Wasze listy: listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.