Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Po kontrowersyjnych wypowiedziach Kai Godek z Fundacji "PRO - Prawo do Życia" w programie "Bez retuszu" nadanym w TVP info 22 marca 2015 r. napływają na skrzynkę mailową stowarzyszenia Nasz Bocian listy od zbulwersowanych i dotkniętych wypowiedziami Godek rodziców.

Przesyłamy je redakcji "Gazety Wyborczej" z prośbą o publikację i w celu zwrócenia uwagi na zjawisko, o którym mówimy od wielu lat i poświęciliśmy mu także sejmowe wysłuchanie obywatelskie w Sejmie RP w 2012 r. zatytułowane "Dzieci z in vitro w debacie". Już wtedy alarmowaliśmy opinię publiczną i media, iż język polskiej debaty o in vitro staje się coraz bardziej agresywny wobec naszych dzieci.

W telewizyjnym programie 22 marca po raz kolejny doszło do skandalicznej sytuacji. Zostaliśmy zaproszeni przez TVP Info jako organizacja ekspercka reprezentująca osoby niepłodne i prowadząca działania rzecznicze w tym zakresie, a tematem programu miał być projekt ustawy o leczeniu niepłodności przyjęty przez polski rząd.

Upewnialiśmy się o celu nagrania w trakcie rozmowy telefonicznej jeszcze przed potwierdzeniem naszej obecności. Zawsze pytamy wydawców o listę zaproszonych gości, ponieważ mamy w stowarzyszeniu Nasz Bocian zasadę, że nie uczestniczymy w sporach ideologicznych.

Chcemy mówić o merytorycznych kwestiach debaty, od tego jesteśmy i na tym opieramy swoją eksperturę społeczną. Nie wypowiadamy się na tematy polityczne ani religijne. Nie zostaliśmy jednak w ogóle poinformowani o zaproszeniu Kai Godek i gdybyśmy mieli tę wiedzę wcześniej, po prostu nie przyjęlibyśmy zaproszenia.

Dopiero w studiu okazało się, że pani Godek będzie uczestniczyć w rozmowie, którą zresztą całkowicie zdominowała, głosząc obraźliwe dla niepłodnych rodzin stwierdzenia i robiąc to dzięki uprzejmości mediów publicznych, które udostępniły pani Godek antenę.

Dzięki wielkoduszności publicznego wydawcy polscy widzowie mieli okazję zapoznać się z następującymi stwierdzeniami Kai Godek (wybór cytatów):

"Ta ustawa, która jest dzisiaj, nie jest nie do zaakceptowania. Z wielu przyczyn, ona powinna zostać odrzucona, bo jest tu szereg nadużyć. A skąd biorą się te nadużycia? () Te nadużycia wynikają z istoty in vitro".

"Przy tym jest jeszcze kwestia tego dziecka, które się rodzi, kwestia przedmiotowości tego dziecka. Dziecko w trakcie całej tej procedury jest traktowane przedmiotowo".

"Invitrowcy są proaborcyjni".

"Niektórzy ludzie są wylewani do zlewu".

"Biznes in vitro i zwolennicy tej ustawy gardzą dziećmi z in vitro, handlują nimi, poczynają je w sposób, który uwłacza człowiekowi".

Nie opuściliśmy studia i z dzisiejszej perspektywy uważamy, że był to błąd. Jako pacjenci nie chcemy i nie będziemy więcej toczyć rozmów na tak żenującym poziomie ani legitymizować swoją obecnością podobnie kompromitujących debat.

Listy od rodziców dzieci z in vitro, które nadeszły do Naszego Bociana w reakcji na medialne wystąpienie p. Kai Godek w TVP info, 22 marca 2015 r.

Minęło dwa lata...

W lutym 2013 r., pełen goryczy i przerażenia napisałem list do "Gazety Wyborczej" w sprawie wywiadu, jakiego udzielił dla jednego z tygodników ks. prof. Franciszek Longchamps de Berier, członek zespołu ekspertów ds. bioetycznych Konferencji Episkopatu Polski. Minęły dwa lata. Dwa lata, w ciągu których mój kochany syn stał się dumnym przedszkolakiem. Dwa lata obserwacji jego rozwoju fizycznego i intelektualnego. Dwa lata, które każdego kochającego ojca wprowadzają w stan ekstazy, zachwytu i dumy związanej z rozwojem swojego następcy i potomka. Dwa lata, w których pokładałem naiwną nadzieję, że coś się zmieni w języku debaty na temat in vitro i zapłodnienia pozaustrojowego.

Po raz kolejny czara goryczy przelała się wraz programem "Bez retuszu" emitowanym 22 marca 2015 r. w TVP Info. Program miał być debatą poświęconą rządowemu projektowi ustawy na temat in vitro. Jednym z pięciu zaproszonych gości była pani Kaja Godek z Fundacji "PRO - Prawo do Życia".

Nie jestem na tyle naiwny, żeby nie sądzić, że jak każda telewizja, tak i publiczna zaprasza często niektórych gości na zasadzie "kibicowskiej ustawki", co daje gwarancję "dziania się" i podnoszenia słupków oglądalności. Mimo wszystko wierzyłem, że tak zwana misja i opłacony abonament dają uzasadnienie dla pewnego merytorycznego poziomu programu.

Co otrzymałem? Potok kalumnii, oszczerstw i podłości pani Godek bez jakiejkolwiek rozmowy na temat ustawy. Usłyszałem: "Niektórzy ludzie są wylewani do zlewu", "Biznes in vitro i zwolennicy tej ustawy gardzą dziećmi z in vitro, handlują nimi, poczynają je w sposób, który uwłacza człowiekowi", "Przy tym jest jeszcze kwestia tego dziecka, które się rodzi, kwestia przedmiotowości tego dziecka. Dziecko w trakcie całej procedury jest traktowane przedmiotowo", "Wiele dzieci przy tej procedurze ginie", "In vitro to morderstwo" i inne.

Minęły dwa lata. W ciągu tych dwóch lat ruszył ministerialny program refundacji zabiegów in vitro, który został przejęty euforycznie przez tysiące ludzi, którzy z powodów finansowych często skazani byli na bezdzietność. W tym czasie samorządy wielu miast wprowadziły programy finansowego wsparcia takich zabiegów dla swoich mieszkańców. W końcu mamy jakiś rządowy projekt ustawy gwarantującej bezpieczeństwo prawne pacjentów i procedury. To również niezmienne poparcie społeczne (według różnych sondaży od 70 do 80 proc.)

Minęły dwa lata. Język przedstawicieli Kościoła i prawicowych środowisk stał się jeszcze bardziej brutalny.

W 2007 r. byłem niepłodnym facetem. Szybko się okazało, że ojcem mogłem zostać tylko w drodze zapłodnienia pozaustrojowego. To dla mnie ważny rok, gdyż los i przeznaczenie zadecydowały poniekąd za mnie. Ludzie nieprzychylni moim wyborom i decyzjom życiowym zadecydowali za mnie po raz kolejny. Ja i moja rodzina staliśmy się podmiotem niekończących się ocen, rad, aksjologicznych rozważań i ataków. W 2007 r. zostałem najpierw sam, a później z całą rodziną wrzucony do medialnego szamba, do którego kolejni głosiciele prawd jedynie słusznych wrzucają swoje granaty nienawiści i podłości.

Minęły dwa lata. Nie zmieniło się nic, a w zasadzie zmieniło się wiele. Kolejne granaty zostały wrzucone. Gawiedź stoi na krawędzi i przygląda się zdziwiona, że jeszcze nie utonęliśmy. Nie utonęliśmy! Pływamy w tym, co fundują nam ludzie tak deklarujący miłość bliźniego. Nie utonę ja ani moja rodzina. Jednak obawiam się, że dzięki waszemu fanatyzmowi będziemy w tym szambie pływać wiecznie. Ojciec dziecka z in vitro

Muszę moje dziecko chronić przed złem, a to zło ma twarz pani Godek

Droga pani Kaju Godek,

 

Zapewne nigdy nie przeczyta pani tego, co napiszę, i nigdy nie dowie się o moich odczuciach, jakie towarzyszyły mi podczas oglądania programu "Bez retuszu" 22 marca 2015 r. w TVP Info.

Jestem mamą. Od 9 lat jestem mamą. Mamy tylko jedno dziecko. Staraliśmy się o więcej, ale nie wyszło. Moje dziecko nie jest przedmiotem, jest odrębną istotą ludzką, człowiekiem niezależnym, który w wieku 9 lat ma swoje zdanie. Zdanie, które my z mężem staramy się respektować. Jego przyjście na świat było największym szczęściem w moim życiu, zaraz po drugim największym szczęściu, jakim było zobaczenie na ekranie monitora pulsującego pikselka podczas USG. Takich szczęść od tego czasu przeżywam codziennie wiele. Są też smutne chwile - choroba, problemy wychowawcze, złe stopnie w szkole. Takie normalne życie.

Jak było przedtem? Zaszłam naturalnie w ciążę. Czułam to, ale jeszcze potwierdziłam testem. Jakoś nie mogłam się ucieszyć. Coś było nie tak? Było nie tak. Zarodek umiejscowił się w jajowodzie, jajowód pękł, mnie ratowano operacją. Po kilku miesiącach powiedziano mi, że jedyną szansą dla mnie jest IVF. I zacisnęłam zęby i podeszliśmy z mężem do IVF. Pani Kaju Godek, nie jestem "invitrowcem". Jestem mamą, która musiała o swoje dziecko walczyć.

Nie jestem "invitrowcem", jestem człowiekiem, który ma swoją godność, i proszę mi tej godności nie odbierać! Żaden z naszych zarodków nie został podczas IVF zabity czy też "wylany do zlewu". Do każdego podchodziliśmy z troską, wykonując setki badań, aby mój organizm był jak najlepiej przygotowany na ich przyjęcie. Nasze zarodki to były nasze potencjalne dzieci! Po to podchodzi się do IVF: aby powstały zarodki. Nikt nie zabija zarodków podczas IVF - to są fakty!

Minęło ponad 9 lat i już nie pamiętam wszystkiego dotyczącego IVF. Nie miałoby to już właściwie żadnego znaczenia w naszym życiu. Nie miałoby, gdyby nie ludzie tacy jak pani.

Moje dziecko wie, że poczęło się dzięki IVF, ponieważ mama ma chory brzuszek. Wie, na czym IVF polega: na połączeniu jajeczek i plemników na szalce Petriego i transferze powstałego zarodka do macicy, gdzie może rozwinąć się dzidziuś. Nie ma z tym problemu. Jest jednak w wieku, kiedy mogłoby panią usłyszeć. I tego się boję. Proszę zrobić sobie rachunek sumienia: to pani wykorzystuje moje dziecko do światopoglądowej walki, gardzi pani uczuciami mojego dziecka i innych dzieci poczętych dzięki IVF.

Nie wspomnę o rodzicach tych dzieci - odmawia im pani miłości do własnych dzieci. Pani, która sama jest matką! To pani twierdzi, że IVF należy zabronić. Pani chce zabronić niektórym dzieciom żyć ze względu na ich poczęcie. Moje dziecko by nie żyło, gdyby nie IVF - to są fakty.

Muszę moje dziecko chronić przed złem, a to zło ma pani twarz. Monika Adamczyk-Popławska

Moje dzieci są piękne, mądre, wrażliwe i zdolne

Moje dzieci mają matkę, dla której są największymi cudami świata, najbardziej dumnego z nich ojca, babcie i dziadka, którzy uważają ich za wyjątkowych, i ciocie, wujków i kuzynów, dla których są ważną częścią świata.

Moje dzieci urodziły się dzięki metodzie in vitro. Procedurze medycznej (nie politycznej i nie religijnej), która pozwoliła na wyleczenie naszej niepłodności. Tak, uważam się za wyleczoną, bo mam dzieci!

Klinika i lekarze, którzy nas leczyli, są światowej klasy specjalistami, pasjonatami swojego zawodu, a także pięknymi ludźmi, którzy dbali o nas, nasze zarodki i cieszyli się z naszych dzieci.

Co dzień staram się ze wszystkich sił wychowywać moje dzieci z miłością i szacunkiem. I uczę ich, jak żyć, szanując innych ludzi. I ich poglądy. Uczę ich również sprzeciwu wobec kłamstwa, ubliżania, niegodziwości...

Ale nie żyjemy w próżni....

Choć unikamy mediów, które prezentują poglądy urągające naszym umysłom oraz poczuciu przyzwoitości, to czasami docierają do nas wypowiedzi kłamliwe oraz obrażające nas i nasze dzieci. Nie chcę nazywać autorów tych wypowiedzi, bo nie zależy mi na ich popularności. Ale nie wyobrażam sobie, żeby misja publicznej telewizji zawierała oszczerstwo, nienawiść i pogardę.Anita

Nasze dzieci poczęte są z wielkiej miłości, wiary i nadziei

Właśnie zjedliśmy kolację i Noel wdrapał się na moje kolana. Położył głowę na mojej piersi. Dwie rączki i dwie nóżki (żeby nie było wątpliwości, bo z in vitro ) objęły mocno moje ciało. Cudowne uczucie takie tulenie. "Jesteś moim wazonem, a ja Twoim kwiatkiem mamuś" - powiedział mój pięciolatek. Odpłynęłam. To właśnie jest szczęście. Od siedmiu lat. Od czasu, kiedy urodziło się nasze pierwsze dziecko. Lilly. I nasze życie stało się inne.

O dziecko staraliśmy się pięć lat. Podeszliśmy do procedury IVF. Udało się przy czwartym transferze zarodka. Każde niepowodzenie opłakiwaliśmy, przechodziliśmy żałobę. Dwa lata po urodzeniu córki urodziły się nasze chłopaki. Noel i Leon.

Żaden z naszych zarodków nie został wylany do zlewu, żaden nie został sprzedany.

Nasze dzieci wprawiają nasz świat w ruch. Są naszym słońcem. Bez nich nasze życie pogrążone było w ciemności. Nie przesadzam. Kochaliśmy się bardzo. Szanowaliśmy się bardzo. Oprócz miłości łączyło nas wspólne nieszczęście. Żyliśmy jakby w zawieszeniu. W szarej sferze bezdzietności.

Moją sielankę mąci mi nieustannie Polska. Ojczyzna. Każdy, kto wyjechał za granicę, zna to uczucie patriotyzmu. Jesteśmy ambasadorami poza granicami naszego kraju. Ja również chcę być dumna z Polski. Nie tylko z Kowalczyk czy z drużyny piłki ręcznej, nie ze smaku naszych kabanosów, ale z poziomu intelektualnego Polaków, naszej wiedzy, tolerancji, szacunku dla odmienności, dla drugiego człowieka. Chcę, żeby Polska była krajem cenionym na arenie europejskiej, krajem przodującym, nie jej zaściankiem.

Oglądam po raz kolejny "Bez retuszu" z 22 marca 2015 r. i wciąż nie mogę uwierzyć, że słowa pani Godek, jednej z zaproszonych do programu osób, zostają wypowiedziane na antenie telewizji polskiej, bezkarnie, bez odpowiedzialności.

Czy chodzi o tanią rozrywkę? O "Chleba i igrzysk" czy o dyskusję o projekcie ustawy, której jako ostatni kraj Unii Europejskiej nadal nie mamy.

Przeżyłam Pieronka, de Berier, Terlikowskich, Kaczyńskiego i wiele innych postaci, które w dyskursie na temat in vitro wykazały się nie tylko brakiem wiedzy, ignorancją, ale także brakiem empatii. Słowa Godek są kroplą, która przepełniła czarę goryczy...

Godek zieje jadem, mówi o przedmiotowości naszych dzieci, o poczęciu uwłaczającemu ich godności, egoizmie "invitrowców", handlu, produkcji, biznesie, masturbacji, gardzeniu dziećmi, wylewaniu do zlewu ludzi...

Jej słowa z siłą uderzają w moją rodzinę. W mój wazon, w moje kwiaty. W szacunek, miłość, tolerancję. We mnie, w mojego męża i nasze ukochane dzieci. Jej słowa ranią. Jej słowa naruszają godność naszej rodziny. Są perfidne, niesprawiedliwe i złe. Jestem wazonem, którego nie jest pani w stanie rozbić. Nie potrafię jednak zrozumieć przyzwolenia na medialne oszczerstwa w stosunku do rodzin in vitro.

Polsko, nie zawódź mnie więcej. Nasze dzieci poczęte są z wielkiej miłości, wiary i nadziei. Najwidoczniej są to wartości obce pani Godek, podobnie jak i wiedza na temat procedury in vitro. Dagmara Weinkiper-Häling, mama dzieci z in vitro

Wynoście się z mojego życia. Wynoście się z publicznej debaty

Jestem matką dwóch synów. Jeden urodził się dzięki in vitro. Te dwa zdania wyjaśniają, dlaczego zdecydowałam się napisać ten list po występie Kai Godek w programie "Bez retuszu".

Zaczynając od faktu, że kompletnie nie rozumiem, w jakiej roli pani Godek została zaproszona do programu poświęconego projektowi ustawy o leczeniu niepłodności: czy pani Godek jest społeczną ekspertką? Jaki jest jej mandat? Ma dzieci urodzone dzięki in vitro? Jest lekarką, embriolożką? Reprezentuje pacjentów? Jest współautorką projektu ustawy?

Czy może po prostu jest jedną z tych medialnych pieniaczek, które publiczna telewizja uwielbia zapraszać do programów, bo gwarantują wysoki poziom adrenaliny i oglądalności, a także dają potem powód do wielkich medialnych jeremiad, jak to media się intelektualnie pauperyzują? Co ciekawe, autorami tych jeremiad są zazwyczaj sami dziennikarze.

Chcę powiedzieć jasno: to wy, dziennikarze, psujecie jakość debaty nad in vitro.

Zapraszając ludzi pokroju Kai Godek i dając im wolny dostęp do mediów w porze wysokiej oglądalności, zmieniacie życie nasze i naszych dzieci w niekończący się społeczny koszmar.

Słuchaliśmy, że jesteśmy realizatorami idei Frankensteina. Dziękujemy ci, biskupie Pieronku, za wzbogacenie naszego życia nową wykładnią chrześcijańskiej miłości.

Słuchaliśmy idiotyzmów o bruździe dotykowej na twarzach naszych dzieci. Dziękujemy ci, księże Franciszku Longchamps de Berier, za twój wartościowy wkład w tę debatę.

I dziękuję ci, Kaju Godek, za autorytarne stwierdzenia o tym, że moi synowie są pozbawieni godności, którą ja, ich matka, im zabrałam, ponieważ zrobiłam wszystko, aby mogli się urodzić.

Nikt nie ma prawa orzekać o godności moich dzieci. Ja, matka, zabraniam wam tego: księża, prawicowi publicyści, Kaju Godek i wszyscy małostkowi ludzie, dla których wytrysk nasienia do pochwy kobiety stanowi o godności zapłodnienia. Dla których geografia poczęcia jest wartością samą w sobie i którzy nie mają skrupułów, aby miażdżyć godność moich synów na drodze do osiągnięcia ideologicznego celu.

Nie wiecie nic o sile wzajemnej miłości dwójki ludzi, którzy przechodzą przez próby, cierpienie i cierpliwość oczekiwania na dziecko. O naszym poświęceniu. O wydeptywaniu ścieżek pod gabinetami.

Ani o tym, że kochamy nasze dzieci jeszcze przed ich zaistnieniem tak bardzo, że jesteśmy gotowi przejść bolesne, obnażające naszą intymność procedury, aby te dzieci mogły się urodzić.

Wynoście się z mojego życia. Wynoście się z publicznej debaty.

Jeśli wciąż mylicie język dyskusji z językiem nienawiści i oszczerstw skierowanych pod adresem naszych dzieci i nas samych, nie ma dla was miejsca w tej debacie.

Publiczne media, ogarnijcie się wreszcie. To wy jesteście za to odpowiedzialne. To wy pozwalacie na to, aby dorosłe dzieci urodzone dzięki in vitro, ich rodzice, dziadkowie i przyjaciele mogli słuchać, że:

 

"nadużycia wynikają z istoty in vitro"

 

"invitrowcy są proaborcyjni"

 

"niektórzy ludzie są wylewani do zlewu"

 

"biznes in vitro i zwolennicy tej ustawy gardzą dziećmi z in vitro, handlują nimi, poczynają je w sposób, który uwłacza człowiekowi".

Uwłacza mi fakt, że medium, na które płacę abonament, serwuje mi podobne obelgi. Panie redaktorze Czyż, pan jest osobiście za to odpowiedzialny. Naprawdę słupki oglądalności są największą wartością polskich mediów? Naprawdę prawda leży pośrodku?

Bo widzi pan, redaktorze, jeśli Kaja Godek twierdzi, że gardzę swoimi dziećmi, a ja twierdzę, że nimi nie gardzę, to wypadająca pośrodku prawda stanowi, że gardzę nimi połowicznie. Chciałabym, aby pan i pana koleżanki oraz koledzy wytłumaczyli moim dzieciom, dlaczego ich matka nie może spełnić danej im obietnicy "lepszego świata".

Kiedy byłam w ciąży z obydwoma chłopcami, marzyłam o tym, aby móc zmienić ten świat na trochę lepszy. Dla nich. Ponieważ kocham ich ponad wszystko i wszystkich. Dziś moi synowie słyszą w publicznych mediach o kupowaniu poczętych dzieci, o wylewaniu ich do zlewu i o tym, że złamałam ich godność, ponieważ pani Godek uroiła sobie tę wizję, a pan pozwolił jej się wypowiedzieć w domach milionów Polaków i na ich oczach. I nie przerywał pan.

I niech nie pisze pan, że nie jest pan osobiście odpowiedzialny. Żyjemy w czasach rozmytej odpowiedzialności, gdzie jako usprawiedliwienie zawsze wskazujemy politykę medialną, wewnętrzne zalecenia działu PR czy inne bezsensowne dokumenty, które zebrane razem niszczą życie półtora miliona niepłodnych polskich rodzin.

I tak, również pan jest za to odpowiedzialny. Matka dwóch synów

Pani Godek, proszę po prostu zamilknąć

W dniu, w którym kieruję do pani Godek poniższe słowa, mój synek kończy 6 lat. On i jego młodsze siostry wnieśli do naszego życia światło, radość i poczucie spełnienia. Nadali mu prawdziwy sens, a swoim istnieniem uzasadnili nasze. Uszczęśliwiają codziennie swoją obecnością nie tylko nas - rodziców, ale też liczne grono innych osób: nasze rodziny, naszych przyjaciół, swoich przyjaciół. Nie mam wątpliwości, że ich pojawienie się na świecie uczyniło go lepszym. Moje dzieci są fantastycznymi, wrażliwymi ludźmi, najlepszymi z możliwych ambasadorami in vitro. Tak, in vitro, bo wszyscy troje zostali poczęci dzięki tej metodzie leczenia.

Pamiętam dzień, kiedy po raz pierwszy o pani usłyszałam. Zobaczyłam panią we fragmencie jakiegoś programu telewizyjnego, w którym opowiadała pani, w jak podły sposób ludzie odmawiają prawa do istnienia pani synkowi. Rozumiałam panią. Współczułam. Kibicowałam. Potępiałam agresorów. Życie zatoczyło koło. Znowu miałam okazję zobaczyć panią w telewizji. Był to program "Bez retuszu" emitowany w TVP. Dzisiaj to pani jest agresorem.

W bezpardonowy sposób, przy użyciu piętnujących porównań, krzywdzących przeinaczeń i zwykłych kłamstw, atakuje pani dzieci poczęte metodą in vitro oraz ich rodziny. Pod płaszczykiem fałszywej troski o ich godność uparcie stara się pani im ją odebrać, odmawiając prawa do życia, obrażając je, wartościując ze względu na sposób poczęcia i stygmatyzując.

Nie pozwolę pani na to! Nie interesują mnie pani poglądy, ale też nie odbieram pani możliwości ich posiadania. Odmawiam pani prawa obrażania mnie, mojej rodziny, a nade wszystko obrażania moich dzieci.

Proszę przyjąć do wiadomości, że nie jestem "invitrowcem", jestem matką, prawo do posiadania potomstwa nie czyni mnie niczyją właścicielką, jak zechciała pani nikczemnie imputować.

Nie kupiłam moich dzieci ani też nikt nimi nie handlował. One się zrodziły z miłości i w miłości. Nie zostały "uratowane z in vitro", one dzięki tej metodzie oraz determinacji swoich rodziców żyją. Są. Czynią świat lepszym. Jeśli nie jest pani w stanie tego oczywistego dobra docenić, proszę po prostu zamilknąć. Z pominięciem wyrazów szacunku Monika Bulmanska-Wingett

Przestańcie nas naznaczać i zacznijcie traktować z godnością i szacunkiem

Ze zdziwieniem, szokiem, bólem obejrzałam program "Bez retuszu'', gdzie miała być mowa o ustawie in vitro. Zacznę od dwóch cytatów, które były wypowiedziane przez panią Godek: "Ustawa lobbuje kliniki in vitro", "Tysiące ludzi po in vitro wraca do naprotechnologii", a czy to drugie stwierdzenie z pani ust nie jest lobbingiem? Lobbuje pani naprotechnologię, a czy zadała pani sobie trud, by porozmawiać z kimś, kto tak naprawdę został dotknięty problemem niepłodności, czy pani tak sobie tylko duma na mój temat, że z lenistwa... z chęci łatwego kupienia... to ja przeszłam tę ciężką i trudną drogę?!

Pani Godek, każdy pierwsze kroki stawia w naprotechnologii, tak jak ja znam swoje ciało w tej materii, nie zna nikt, zmarnowałam kilka lat na naprotechnologię, zanim poszłam krok dalej. Takich par jest tysiące, jeśli nie miliony. Przecież pani wie lepiej, bo czyta...

Boli mnie, moją rodzinę, jak zostałam sprowadzona do roli oprawcy, który "wylewa ludzi do zlewu", każdy mój zarodek, ten, który nie chciał się implantować, również, kochałam od pierwszej komórki. Boli porównywanie in vitro do aborcji. Boli, kiedy pani mówi, że moje jeszcze nienarodzone dziecko jest dla mnie przedmiotem, bo nie jest, jest kochane i wyczekiwane. Zostaliśmy sprowadzeni do roli potworów, dlaczego? Nie tego mnie uczono w rodzinie, nie tak powinno się traktować bliźniego. Daj żyć i pozwól żyć, daj mi prawo do wolnego wyboru. Nie osądzać, bo nie przeszło się tej samej drogi.

Pokładam nadzieję, że moje nienarodzone dziecko nie będzie musiało spotkać takich ludzi w swoim życiu i walczyć z nimi, że nie będzie osądzane i piętnowane, tylko dlatego, że jest upragnione i długo wyczekiwane. Nadzieję w tym, że przestaniecie nas naznaczać i zaczniecie traktować z godnością i szacunkiem, bo na to zasługujemy. Beata, już niedługo szczęśliwa mama

Nie zgadzam się na oszczerstwa kierowane do moich dzieci i wnuków

Pani Godek, dlaczego pani to robi? Dlaczego zabiera pani głos na temat, którego nie pojmuje?

Nie wystarczy czytać książki medyczne, aby je zrozumieć, trzeba mieć przygotowanie, a tym najwyraźniej pani nie grzeszy.

Obraża pani rodziców dzieci z in vitro, obraża pani dzieci, obraża mnie, ich babcię...

Czy poczęcie po libacji czy z gwałtu jest dla pani godniejsze?

Jestem babcią pięciorga wnuków, trójka z nich jest poczęta dzięki zapłodnieniu pozaustrojowemu. Cała piątka to piękne, mądre i zdrowe dzieci. Nie ma między nimi różnic. Są naszą radością, naszym szczęściem, moim słońcem, w najbardziej niepogodne dni, balsamem na wszelkie babcine bóle I NIE ZGADZAM SIĘ! aby pani publicznie wypowiadała bzdury, niemające naukowego poparcia.

Jestem babcią, ale też lekarzem, i wiem, że fenomen in vitro jest takim samym procesem zapłodnienia komórki jajowej jak ten naturalny, odbywa się tylko w innym środowisku.

A żeby nie było nadużyć, potrzebna jest ustawa regulująca i pomagająca osobom, których dotknęła choroba. Nie ma pani pojęcia, jak wielka musi być miłość tych ludzi, jaka determinacja, skoro decydują się na kroczenie w kierunku rodzicielstwa tak trudną drogą, jaką jest leczenie in vitro.

Wstyd, że my, Polacy, naród mądry, z barwną i inspirującą inne narody historią, jesteśmy jednymi z ostatnich, którzy nie mają ustawy - a nie mamy jej właśnie dzięki takim ludziom jak pani - WSTYD... babcia Krysia

Znajdziesz nas na Twitterze , Google+ i Instagramie

 

Jesteśmy też na Facebooku. Dołącz do nas i dziel się opiniami.

 

Czekamy na Wasze listy: listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.