Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Zobaczyłam "Idę" zaraz po jej sukcesie w Gdyni i po prostu zakochałam się w tym filmie.

Jeśli film był ze strony reżysera "listem miłosnym" do Polski, to tak właśnie odebrałam to nieprawdopodobne piękno wizji i formy wydobyte z najmroczniejszych czasów historii XX wieku. Celowo nie piszę "z najmroczniejszych czasów historii Polski w XX wieku", bo przypisywanie temu filmowi partykularnych barw narodowych czy etnicznych wydaje mi się po prostu niestosownym brakiem wrażliwości.

Biało-czarny format, spowolnione tempo, nawet pewna statyczność i unikanie detalicznego realizmu nadają temu filmowi alegoryczny wymiar. To opowieść o "każdym", o poszczególnych losach ludzi uwikłanych w okrucieństwo historii i stawianych przed niemożliwymi wyborami moralnymi.

Polski kontekst historyczny wydaje się tutaj niemal przypadkowy, wynika po prostu z indywidualnych doświadczeń i wiedzy reżysera/autora.

W istocie rzecz dzieje się wszędzie, wszędzie gdzie toczy/toczyła się wojna, gdzie ludzie, którzy ją przeżyli, muszą pytać siebie, w jaki sposób przeżyli, za jaką cenę i co z ocalonym życiem dalej począć.

Film nie sądzi. Nikt z pokolenia wnuków nie powinien sądzić, jeśli ma choć trochę moralnej wyobraźni i ludzkiego współczucia. Ten film jest przede wszystkim pełen współczucia - bohaterów wzajemnie dla siebie i reżysera dla jego bohaterów "ponad martwymi ideologiami, nawet ponad winą i karą".

W moim odczuciu tu właśnie kryje się sekret niezwykłego powodzenia "Idy" w dzisiejszym przesiąkniętym agresją, resentymentami i wrogością świecie. To film tragiczny, ale "ku pokrzepieniu serc".

Od czasu polskiej premiery filmu intensywnie polecam go znajomym w kraju i za granicą. Pisząc o swoich pozytywnych reakcjach i dziękując za podpowiedź, moi zagraniczni znajomi nigdy nie wspominają ani "sprawy polskiej", ani Holocaustu, ani stalinowskiego terroru jako problemów filmu.

To naturalne, bo na najgłębszym, zasadniczym poziomie, na którym toczy się akcja filmu, wszyscy jesteśmy przede wszystkim ludźmi, a dopiero potem Polakami, Żydami, Niemcami, komunistami, katolikami czy agnostykami.

Oglądanie (i ocenianie) "Idy" przez partykularne filtry "sprawy polskiej", Holocaustu, katolicyzmu czy antykomunistycznych resentymentów wydaje mi się zawstydzającym niedostatkiem współczującej wrażliwości, więcej - niedostatkiem Człowieczeństwa.

I boli mnie, że polska recepcja "Idy" nie okazała się na miarę wagi listu, który Paweł Pawlikowski do nas zaadresował. Szkoda...

 

Ida - zwiastun

 

Znajdziesz nas na Twitterze , Google+ i Instagramie

 

Jesteśmy też na Facebooku. Dołącz do nas i dziel się opiniami.

 

Czekamy na Wasze listy: listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.