Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Ponadto lepszym rozwiązaniem jest zastosowanie tabletki zagęszczającej śluz "po", od przymuszania dziewczyny do bycia matką w nieodpowiednim wieku. Straty będą bez porównania mniejsze.

Mam 19-letnią córkę, a ta jest w związku od czterech lat. Nikt z nas nie udawał, że temat współżycia nie istnieje - rozmawialiśmy o wszystkim. Co więcej, we troje, a nawet we czworo - z chłopakiem i jego mamą.

Jeździmy z córką do dobrej ginekolog - badamy się obie. Córka mogła świadomie dobrać właściwą antykoncepcję - krążek z uwalniającymi się hormonami (płacę za niego ok. 40 zł miesięcznie). Zysk dla wszystkich - brak dziecka, które obecnie byłoby problemem. Zysk dla niej - wyregulowany i skrócony okres, który stał się o wiele mniej bolesny. Dodatkowo młodzi używają prezerwatyw, które kupuje partner córki.

Antykoncepcja nigdy nie była w naszym domu tematem tabu. Priorytetem są bezpieczeństwo i zdrowie. Stąd badania kontrolne.

Nie odcinajmy nastolatek od pigułki "dzień po"

Ponieważ pracuję w oświacie, współczuję młodzieży, która o antykoncepcji nie ma zielonego pojęcia, a w jej domu nie asygnuje się pieniędzy na ten zakup.

Rzadko słyszy się też, by rodzina świętowała np. pierwszą miesiączkę dziewczyny. Na ogół dostaje ona wtedy (w najlepszym razie) paczkę podpasek. To tak smutne jak brak rozmów o miesiączce z chłopcami, bo oni nawet nie uczestniczą w tzw. lekcjach przygotowania do życia w rodzinie, gdy są omawiane te tematy (następuje wtedy rozdział ze względu na płeć).

Skąd więc młodzi mężczyźni mają wiedzieć, jak (i dlaczego) czuje się kobieta, gdy ma okres? Moja córka rozmawia z kolegami na te tematy i z jej relacji wynika, że to zagadnienie powszechnie nieznane. Słuchają jak bajki, zadają pytania; szkoda że nie edukują ich w tej materii rodzice, szkoda że to temat tabu między rodzeństwem (w wielu domach).

Warto by rozmawiać z dziewczętami o świadomym stosowaniu antykoncepcji hormonalnej także w kontekście wyrównywania szans edukacyjnych. Córka ostatnio wpadła na sensowny pomysł, by nie robić przerwy i zamienić jeden krążek z hormonami na drugi. W ten sposób w czasie matur nie będzie miała w ogóle okresu i związanych z nim dolegliwości. Pomysł został przekonsultowany z panią ginekolog i córka zrobiła stosowną próbę. Uważam, że to powinno być zwyczajną informacją udzielaną wszystkim dziewczętom, by mogły wybrać świadomie.

Chłopcy nie mają okresu, a w czasie ważnych egzaminów tej "subtelnej" różnicy nikt nie uwzględnia.

Współczuję wszystkim rodzicom, którzy sami skazują się na brak dialogu z dziećmi na tak ważny temat, jakim jest ich seksualność. Ja rozmawiam z córką o wszystkim, co nas interesuje. I bardzo cenię sobie to, że ta relacja stanowi coraz częściej równoprawną wymianę.

Tym bardziej współczuję dziewczętom, z którymi nikt nie rozmawia w domu ani o miłości, ani antykoncepcji. Za to coraz częściej zdarza się, że piszą one egzamin gimnazjalny, będąc w zaawansowanej ciąży.

PS Proponuję posłuchać mądrych i świadczących o dużej świadomości autorek tekstów piosenek zespołu "Same Suki" (suka biłgorajska to ludowy instrument muzyczny, na którym grają dziewczyny z tej kapeli).

 

Znajdziesz nas na Twitterze , Google+ i Instagramie

 

Jesteśmy też na Facebooku. Dołącz do nas i dziel się opiniami.

 

Czekamy na Wasze listy: listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.