Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Człowiek w życiu zmuszony jest do podejmowania wielkiej liczby decyzji. Czym się kierujemy? Decydujące dla nas znaczenie może mieć dobro drugiego człowieka, a celem np. kształtowanie młodych umysłów (nauczyciel), formowanie sumień (ksiądz), leczenie chorych (lekarz, pielęgniarka), ale też np. pomoc w zrozumieniu instrukcji napisanych w obcym języku (tłumacz). Jednak czy dzisiaj traktujemy dobro drugiego człowieka jako priorytet? Co dla nas, Polaków, jest fundamentalną wartością?

Oczko w głowie

Trudno o dobre mierniki, które pozwalają na jednoznaczne sprecyzowanie tego, co dla nas jest ważne, wartościowe. Jednakże wydaje się, że działania, na których koncentrujemy nasze wysiłki, mogą za taki probierz posłużyć. Wokół czego zatem skupiamy nasze dążenia? Czy jest to międzyludzka solidarność, społeczna sprawiedliwość, odpowiedzialność za innych? A może coś zgoła odmiennego?

Budżet publiczny jest ograniczony, dlatego konieczna jest odpowiedź na pytanie, co stawiamy na pierwszym miejscu. Czy jest to ludzkie zdrowie i życie? Czy w związku z tym przeznaczamy odpowiednie fundusze na służbę zdrowia? Czy ważna jest dla nas dbałość o kształtowanie umysłów i sumień młodego pokolenia? Albo aktywizacja osób społecznie wykluczonych? A może znacznie bardziej palącym kłopotem są "niewielkie" inwestycje drogowe i brak miejsc do zaparkowania auta?

Kultura w promocji

Porozjeżdżane trawniki, pozostawiane autami i splamione olejami silnikowymi chodniki to najbardziej rzucająca się w oczy cena, którą płacimy za wciskanie samochodu w każdy możliwy zakątek. To zastanawiające, że społeczeństwo przewrażliwione na punkcie nienagannej aparycji jednocześnie wykazuje się całkowitym lekceważeniem dla przestrzeni miejskiej.

Ta sprzeczność rodzi pytanie, czy dbałość o estetyczny wygląd osobisty jest świadomym sposobem wyrażania szacunku dla innych? A może jest raczej wynikiem marketingowej nagonki firm powodującej społeczną obsesję na punkcie idealnej prezencji?

Tak czy inaczej, estetyka otoczenia jest bardzo ważna. Najbliższa okolica naszego miejsca zamieszkania powinna zachęcać do wyjścia na spacer, sprzyjać zawiązywaniu nowych znajomości i spędzania wolnego czasu przed domem. Nieatrakcyjne otoczenie z kolei sprawia, że zamiast spacerować, wolimy pozostać w naszych czterech kątach lub zamykamy się w jeżdżących "puszkach" izolujących nas od innych ludzi. Czy takie odosobnienie sprawia, że jesteśmy szczęśliwsi? A może bardziej samotni?

Ulice bez twarzy

Spacery i codzienne podróże autobusem czy pociągiem są świetną okazją do odbywania spontanicznych rozmów, zawiązywania międzyludzkich kontaktów. My jednak wolimy zamknąć siebie i nasze dzieci w wygodnej przestrzeni samochodu, który na dodatek "chroni" nas przed coraz bardziej kłopotliwymi spotkaniami z drugim człowiekiem.

W imię wolności kierowców cierpimy wszyscy, jednak to najmłodszemu pokoleniu wyrządzamy największą krzywdę. Ulice pełne samochodów powodują, że rodzice rzadko pozwalają samodzielnie poruszać się swoim pociechom po mieście, o beztroskich harcach tym bardziej nie ma mowy.

Jednak czy jest lepszy sposób na zawiązywanie spontanicznych kontaktów i długotrwałych przyjaźni wśród dzieci niż zabawy na świeżym powietrzu przed domem? Jak inaczej młode pokolenie ma nauczyć się kontaktu i współpracy z drugim człowiekiem, poznawać swoje mocne strony? Tkwiąc wiele godzin przed komputerem, a może bez wytchnienia goniąc codziennie ze szkoły na różne dodatkowe zajęcia?

Zasiłek dla zdrowych, bogatych i bezdzietnych

Mówi się, że podatki zawarte w cenie paliwa z naddatkiem pokrywają koszty funkcjonowania dróg krajowych. To prawda. Szkopuł w tym, że "drogi krajowe" i "wszystkie drogi w kraju" to nie to samo, bo oprócz dróg krajowych mamy jeszcze drogi wojewódzkie, powiatowe i gminne. Te trzy ostatnie stanowią ok. 95 proc. sieci dróg w Polsce. Podatki paliwowe pokrywają więc z naddatkiem nie koszty funkcjonowania wszystkich dróg, ale zaledwie 5 proc. ich długości. Pozostałe 95 proc. jest za darmo dostępna dla kierowców.

Jednak funkcjonowanie dróg nie kończy się na wydatkach na ich budowę i utrzymanie, gdyż trzeba jeszcze pokrywać m.in. wydatki na funkcjonowanie policji drogowej czy też koszty zdarzeń drogowych. Zgodnie z aktualnymi szacunkami same tylko koszty wypadków i kolizji to niebagatelna kwota 34,5 mld zł rocznie. Obowiązek pokrycia tego wydatku w głównej mierze spada na finanse publiczne, pochłaniając niemal dziesiątą część przychodów budżetu państwa.

Obecna polityka transportowa promująca lub wręcz wymuszająca na obywatelach posiadanie samochodu prowadzi nie tylko do marnotrawstwa pieniędzy na ogromną skalę, ale przede wszystkim do rozwarstwienia społecznego.

Czy człowiek ubogi, który głoduje, gdyż pieniędzy nie wystarcza mu na pożywienie, kupi sobie samochód, zapłaci za paliwo? Albo czy człowiek schorowany, który odchodzi od aptecznej lady z kwitkiem, bo nie stać go na wykupienie leków, może sobie pozwolić na luksus posiadania auta? A może darmowe parkingi są dla rodzin wielodzietnych, które równie często ledwo wiążą koniec z końcem?

Nie, wysokie dotacje do dróg oraz możliwość darmowego parkowania niemal w każdym miejscu najwięcej korzyści przynoszą osobom zdrowym, bogatym i z niewielką liczbą dzieci, a nie tym żyjącym w niedostatku. Często jednak również ludzie będący na skraju ubóstwa są zmuszeni do posiadania auta, w przeciwnym razie grozi im nędza i wykluczenie społeczne.

Mandaty za brak auta?

Dofinansowanie transportu samochodowego oraz pokrywanie z pieniędzy publicznych jego absurdalnie wysokich kosztów zewnętrznych pociąga za sobą brak odpowiednich funduszy na wsparcie innych środków transportu.

Autobusy i pociągi do miejscowości oddalonych od dużych aglomeracji nie docierają zatem albo wcale, albo ich rozkład jazdy jest szczątkowy. Przyczynia się do tego nie tylko brak odpowiedniego finansowania, ale przede wszystkim fatalne zarządzanie transportem w Polsce. Mimo że opisane problemy zaczynają być dostrzegane, to i tak wydostanie się z wielu miejscowości jest możliwe tylko dla osób dysponujących własnym autem.

W Polsce tereny wiejskie i niewielkie miasta w porównaniu do dużych aglomeracji cechują się jednak zazwyczaj znacznym stopniem ubóstwa, dlatego też posiadanie samochodu jest dla wielu ludzi nieosiągalne. Obywatele żyjący w niedostatku przez brak połączeń autobusowych i kolejowych są zatem uwięzieni we własnej miejscowości bez szans dojazdu do pracy w sąsiednim mieście, czyli bez szans na wyjście z biedy. Zabierając tym ludziom przysłowiową "wędkę" w postaci transportu publicznego, uczymy ich biernej postawy.

Często wytykani palcami ludzie ubodzy radzą sobie jednak, jak mogą. Wysyp samochodów dostawczych i busów zatłoczonych ludźmi ponad dopuszczalne normy to wynik wieloletniego braku zaangażowania państwa (i każdego z nas!) w problemy osób żyjących w nędzy. A przecież tym ludziom należy zapewnić możliwość dojazdu do pracy tak samo jak mieszkańcom dużych aglomeracji. Co osiągniemy, karząc ich mandatami? Gdyby wciąż i wciąż nie likwidowano połączeń kolejowych i autobusowych, ludzie z ubogich rejonów nie byliby zmuszeni podróżować w tak skandalicznych warunkach!

Bezczynna maszyneria

Choroba niedokrwienna serca, udar mózgowy, cukrzyca, niektóre rodzaje nowotworów, choroby układu mięśniowo-szkieletowego, stany depresyjne i lękowe - to dolegliwości wymieniane przez WHO, do których przyczynia się m.in. brak aktywności fizycznej. Powszechne są również choroby związane z zanieczyszczeniem powietrza - np. alergie, astma. Jednak codzienne, choćby kilkusetmetrowe spacery (np. na przystanek autobusowy) lub kilkuminutowa jazda rowerem do pracy mogą zmniejszyć ryzyko zachorowania na grypę, poprawić samopoczucie, a w dłuższej perspektywie są w stanie uchronić nas przed znacznie poważniejszymi schorzeniami.

Nadmierne inwestycje w infrastrukturę drogową to zatem nie tylko pieniądze wydane na jej budowę i utrzymanie, ale też koszty utrwalenia niezdrowych przyzwyczajeń wśród obywateli. Ludzie nawykli do siedzącego trybu życia, a na dodatek parkujący auto tuż pod bramą, są często odzwyczajeni od choćby niewielkiego wysiłku fizycznego. Brak aktywności ruchowej przyczynia się do większej podatności na różne choroby, finanse publiczne są więc w ten sposób obciążone kosztami hospitalizacji i rekonwalescencji dodatkowych pacjentów. Czy nie lepiej zapobiegać, niż leczyć?

Naiwna wiara

To bardzo niepokojące, że w XX i XXI w. nie budujemy świata na drodze nieustannego, mozolnego dochodzenia do prawdy, ale na podstawie wygodnych dla nas urojeń. Bezkrytyczna wiara w to, że szybka jazda samochodem uczyni życie Polaków lepszym, jest na to tylko jednym z wielu przykładów.

Łudzimy się, że odgradzając się od innych, będziemy wiedli życie pozbawione problemów. Nie chcemy dostrzegać drugiego człowieka, lecz dbać wyłącznie o swoje interesy. O tym, że budowanie szczęścia na cudzej krzywdzie jest niemożliwe - zapomnieliśmy już dawno temu. Ślepy bieg za dobrobytem najwyraźniej pozbawił nas nie tylko serca, ale także rozumu.

Piasek czy skała?

Rozpad więzi społecznych, cierpienie niewinnych osób, hektolitry przelanej na drogach krwi - to cena płacona za wygodę osób zasobnych i wpływowych, w największym stopniu płacona przez bezbronną część społeczeństwa. Nie od dziś przecież wiadomo, że dzieci, schorowani i ubodzy głosu nie mają. Jeżeli jednak my zapominamy o ich potrzebach, to skąd potem zdziwienie, że młodzież tak często nie okazuje nam zaufania ani szacunku, buntuje się przeciwko pustym, bezdusznym konwenansom?

Jedność społeczna jest strukturą poranioną, spękaną, rozsypującą się tu i tam. Klejem spajającym społeczeństwo jest bowiem wzajemna miłość. Na szczęście każdy z nas może dołożyć małą cegiełkę zmiany. A wystarczy tak niewiele - dzielenie się z innymi tym, co mamy: szczerym uśmiechem, naszym czasem i zaangażowaniem, umiejętnościami i uzdolnieniami, a wszystko to zawsze z troską o drugiego człowieka. Przecież nie ten jest bogaty, kto wiele ma, ale ten, kto wiele może dać.

Czekamy na Wasze listy. Napisz: listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.