Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Poruszyć pragnę drażliwy dla części naszego społeczeństwa temat, mianowicie rasizm - rasizm, którego doświadczam na co dzień na własnej skórze.

Mam też świadomość, że większość czytelników od razu wzdrygnęła się na samo słowo "rasizm" i pomyślała: "O nie, znowu to...".

Wygodnie jest udawać, że to zjawisko nie istnieje, prawda?

I bynajmniej nie chodzi o to, że się tego wstydzę. Przez podwójne pochodzenie łączę w sobie dwie kultury, kultywuję w sobie najlepsze wartości dwóch narodów. Jednak niektórym Polakom ciężko jest uznać za Polaka osobę na Polaka niewyglądającą. Z czego to wynika?

Gdy słowa bolą najbardziej

Doszło do tego, że każdego dnia idę ulicą z opuszczoną głową, wręcz skulony. Nie ma dnia, by jakiś Polak, mój - o ironio! - rodak nie wychłostał mnie słowem pogardy, perfidnym, jawnym wbijaniem szpili.

Każdego cholernego dnia, gdy idę do szkoły, nerwowo rozglądam się, czy przypadkiem ktoś nie rzuca mi nieprzyjemnych spojrzeń, czy ktoś nie wytyka mnie palcem. Powoli, acz nieuchronnie popadam w depresję. Nie mogę się skupić na przygotowaniach do matury, ciągle jestem przepełniony stresem.

Parę razy za swój wygląd oberwałem. Jednakże nie boję się już spoliczkowania - najbardziej bowiem ranią mnie wyzwiska, wykrzykiwane nawet z drugiej strony ulicy, przez jakichś łysych jegomościów. "Żółtek"; "chinol"; "kitajec" - to wszystko jest na porządku dziennym.

Czasem ktoś grzecznie, lub mniej grzecznie (jeśli wiecie Państwo, co mam na myśli) zasugeruje mi, bym wracał na wschód, "do siebie". Cholera, przecież ja jestem u siebie! Nic nie daje ostentacyjne wymachiwanie dowodem osobistym, gdzie jasno i wyraźnie napisane jest: "Rzeczpospolita Polska". Dla nich żółtek to żółtek.

Chcą ryżu w McDonaldzie

Idąc po ulicy, często widzę, jak kierowcy przejeżdżających samochodów mało co skrętu szyi nie dostają od patrzenia na mnie. Przechodząc koło robotników kopiących rowy, słyszę: "cing, ciang, ciong!". Tak jest zawsze. Gdy zaś próbuję olewać te idiotyczne zaczepki, ich intensywność i wulgarność wzrasta.

Ci ludzie są jak ***** gzy. (W miejsce gwiazdek proszę sobie wstawić wulgarny substytut sumy słów: namolny, uciążliwy, męczący, dokuczliwy".)

Do tego te "wyrafinowane" rasistowskie aluzje. Przykład? Zamawiam hamburgera w McDonaldzie, a grupa nastolatków stojąca przy kasie usilnie zagaduje sprzedawczynię, czy dostaną ryż.

Niby nic, może nie stać ich było wcześniej na takie frykasy i nie wiedzą, jakie jedzenie jest w tej jadłodajni serwowane, jednak słowo "ryż" połączone z uszczypliwym spojrzeniem na mnie i tak wyraźnie akcentowane, tak dobitnie, i tak mocno, że trudno nie dopatrzyć się złośliwości dotyczącej Azjatów.

Wyobrażam sobie, że ci sami ludzie na co dzień w szkole deklarują tolerancję i szacunek dla innych ras. Cóż za cholerna obłuda!

Polski rasizm podróżny

Jako że jeżdżę co dzień autobusem do szkoły, także w tym miejscu spotykają mnie niemiłe sytuacje. Pewnego słonecznego dnia, gdy autobus był zatłoczony, siadły naprzeciw mnie dwie starsze panie. Krzyżyk na szyi, więc katoliczki, członkinie również i mojego Kościoła. Wtem jedna z nich rzuca do drugiej: "Lepszego miejsca nie mogłaś znaleźć?" - i sugestywnie wskazała na mnie paluchem. Tylko przygryzanie języka pomogło mi powstrzymać się od nawymyślania im od zgrzybiałych dewotek.

Jadę pociągiem relacji Warszawa - Wrocław. Specjalnie wybrałem najdroższe połączenie, bo mam świadomość, że spotkam tam mniej chuliganów niż w tańszym pociągu i tym samym moja szansa na uniknięcie nieprzyjemności jest o jakieś 90 proc. większa.

Niestety w przedziale siedzą dobrze umięśnieni panowie, nienagannej postury, aczkolwiek niezbyt eleganccy. Po jakichś dwudziestu minutach, mimowolnie wsłuchując się w ich rozmowę, wywnioskowałem, że to żołnierze Wojska Polskiego. Jeden z nich wrócił z misji na Bliskim Wschodzie. Na wysokości Kędzierzyna-Koźle wszyscy czterej otworzyli po piwie. Jest to co prawda zakazane i grozi za to niemała grzywna, ale nie chciałem im zwracać uwagi, by się nie narazić.

Jednakże najwyższy z nich zauważył, że delikatnie spojrzałem na jego puszkę, którą z takim uwielbieniem dzierżył w swej żołnierskiej dłoni. I wtedy się zaczęło. Z ust żołnierza wylało się szambo. Zadał mi on bowiem wymowne pytanie: "Chcesz wpi***?". I zostałem ponownie nazwany "żółtkiem".

Przykro mi było, że żołnierz polski, o którym tak wiele słyszałem, w którym pokładałem tak wiele nadziei, i od którego wymagam - jako obywatel - szczególnej kultury osobistej, wykazał się takim brakiem wstrzemięźliwości w mowie.

Oczywiście później mnie przeprosił, tłumacząc, iż "nie wiedział, że mówię po polsku". Lecz czy to go tłumaczy? Przeszła mi chęć na służbę w Wojsku Polskim, choć jako patriota czułem się w obowiązku dać coś ojczyźnie, zanim czegoś od niej zażądam - moim darem miała być służba w wojsku.

Ale widząc, jak w dba się o kulturę żołnierzy - podziękuję.

Nauczycielka: jesteś kundlem

Takich sytuacji mogę wymienić z tysiąc - i wcale nie przesadzam!

Kiedyś moja nauczycielka w szkole powiedziała mi: "Jesteś kundlem, z mieszanego małżeństwa. Nie jesteś Polakiem, nie ma w tobie nic z Polaka".

Cóż, moja rodzina walczyła w powstaniu wielkopolskim i w warszawskim. Mój polski dziadek, jako wybitny pianista, zdobył liczne medale i odznaczenia. Ja sam wyrwany o czwartej nad ranem ze snu, mogę zaśpiewać Mazurka Dąbrowskiego, Rotę. Za najwyższe dobro uważam ojczyznę, za najwyższą cnotę - patriotyzm i miłość. Ile jest we mnie polskości?

Zastanawia mnie, dlaczego we własnym kraju muszę się bać o swoje życie? Dlaczego mam taki opór przed wyjściem gdzieś dalej, niż kilometr od domu? Mogę być przewrażliwiony, jednak jest to efekt zachowań rasistów względem mnie.

Moi rodacy zawsze i wszędzie dają mi do zrozumienia, że do nich nie pasuję i nigdy pasować nie będę. Że choć w kodeksach jesteśmy równi, to istnieje jakaś szklana ściana oddzielająca mnie od reszty społeczeństwa. Że choć jestem Polakiem, oni nigdy go we mnie nie dostrzegą.

I tutaj też znajduje odbicie dewiza głoszona przez środowiska skrajnie prawicowe: "Każdy inny, wszyscy biali"

PS: Dziękuję moim przyjaciołom, a w szczególności Jerzemu i Sebastianowi - bez Was nie odważyłbym się spisać swych odczuć, a szczególnie nie odważyłbym się wysłać ich do gazety.

A czytelników nakłaniam do refleksji: Usiądźcie w fotelu i paląc swego ulubionego papierosa pomyślcie, jak to wygląda z mojej perspektywy - z perspektywy Polaka, który wygląda na Azjatę. Gwarantuję, że zrozumienie mnie nie zajmie Wam więcej niż jeden wieczór.

Młody przesadza? Czekamy na Wasze listy. Napisz: listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.