Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Przez wiele dni grupka rodziców wraz z dwójką niepełnosprawnych dzieci mieszkała na sejmowym korytarzu. Na początku ucieszyła mnie ta wiadomość, bo mimo kilku wcześniejszych demonstracji nie mówiło się o nas - rodzicach niepełnosprawnych dzieci - głośno albo wcale. Dlatego dobrze, że w końcu opinia publiczna dowiedziała się, że pieniądze, które otrzymujemy, są śmiesznie małe, a system opieki na naszymi dziećmi - chory i dziurawy.

Od dłuższego czasu śledzę poczynania organizatorki protestu Iwony Hartwig, bo to w dużej mierze dzięki niej doszło do cyklicznych spotkań ministerstwa i stron zainteresowanych, w czasie których pracowano nad nowym projektem wsparcia.

Faktem jest, że premier Donald Tusk podczas każdej z kampanii wiele obiecywał, a wspomniane spotkania zaczęły się odbywać z coraz mniejszą częstotliwością. I faktem jest, że opracowano plan wzrostu świadczeń w ciągu kilku lat w zależności od niesamodzielności dziecka. Założenie to jest proste i logiczne - często o orzeczenie o niepełnosprawności dziecka można starać się z błahych powodów, a rząd chciał ukrócić ciągnięcie z państwowej kasy pieniędzy przez tych, których dzieci mogłyby być pod opieką szkoły, przedszkola integracyjnego czy specjalnego, a ich rodzice iść do pracy. Skąd więc protest?

Pani Hartwig nie ukrywa swoich politycznych, toruńskich sympatii, ale okazało się, że pod jej akcję podczepili się wszyscy krajowi krzykacze - przewodniczący Duda, ksiądz Isakowicz-Zalewski, a wcześniej Piotr Ikonowicz.

Oburza mnie postawa obrażania przeciwników politycznych, obelżywe traktowanie rozmówcy, brak chęci negocjacji oraz staranie się wyłącznie o kasę!

Wiem, że wielu rodziców dzieci niepełnosprawnych klepie z tego powodu biedę, jest to wstydliwy problem w kraju cywilizowanym - tak jak głodne dzieci w szkołach czy limity na leczenie chorób śmiertelnych.

Ale mnie nie tylko o kasę chodzi. Chodzi mi np. o stan i poziom ośrodków opieki dla niepełnosprawnych, o stan szkolnictwa specjalnego (brak obowiązku przekazywania przez samorządy ogromnych dotacji oświatowych dla niepełnosprawnych uczniów do ich miejsca edukacji - przez co szkoły te są zazwyczaj w opłakanym stanie), brak odpowiedniej liczby ośrodków wczesnej interwencji, przez co rodzice z nowo narodzonym niepełnosprawnym dzieckiem są zostawieni sami sobie, kosmiczne ceny sprzętów i turnusów rehabilitacyjnych, przez co dofinansowujące je państwo traci wiele pieniędzy - te problemy można by mnożyć, ale to właśnie w nich są pogrzebane pieniądze, których tak usilnie domagają się strajkujący.

Czarę mojej goryczy przelała informacja o liście wysłanym przez nich do papieża Franciszka - jestem członkiem Kościoła katolickiego i takie stawianie sprawy mnie po prostu oburza! Po moim delikatnym proteście na Facebooku p. Hartwig wyrzuciła mnie z grona "znajomych", a post o liście do papieża - zlikwidowała. Hm...

Dodam jeszcze, że ani rząd SLD, ani rząd PiS nie ruszyły palcem w bucie w sprawie rodziców niepełnosprawnych dzieci! To za tego ostatniego rządu zostały mi przyznane w ogóle jakieś pieniądze, mam przynajmniej jakąś emeryturę - przedtem obowiązywały niewiarygodnie niskie progi dochodowe.

To jest moje zdanie. Całkiem subiektywne i dość emocjonalne.

Czekamy na Wasze listy. Napisz: listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.