Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Panie Redaktorze,

 

jest co najmniej kilka powodów, dla których po lekturze artykułu "Gwałt w grze" zwracam się do Pana, nie natomiast - jak przystało w takich przypadkach - do autorki tekstu.

Po pierwsze i chyba najważniejsze, ponieważ znam i cenię Pana teksty na temat naszych południowych sąsiadów, bliskie mi o tyle, że sam pochodzę znad południowej granicy (Głuchołazy w pow. nyskim, sześć kilometrów od granicy, trzydzieści od miejscowości Jasenik) i widząc różne narastające, a wynikające z niewiedzy i uprzedzeń, stereotypy, schematy i uproszczenia, zrobiło mi się przykro. Pańskie teksty wiele w tej sprawie zmieniły, a mnie pozwoliły uznać Pana za rzetelnego dziennikarza i człowieka z pasją.

Powód drugi to pani Małgorzata Łojkowska. Doceniając słuszność sprawy, o którą ta pani walczy i wspierając tejże sprawy główne założenia, nie popieram kastrowania szerokich tematów pod tezę ani też walki za wszelką cenę i bez względu na ofiary, ponieważ trąci to fanatyzmem, którego się wystrzegam, i którym się brzydzę.

Trudno mi rozmawiać z ludźmi tak mocno zapatrzonymi we własną sprawę bez emocji, a te nie byłyby w przypadku tak delikatnej sprawy jak poruszona w artykule wskazane.

Wreszcie powód trzeci - bardziej niż sam artykuł poruszyła mnie Pańska video zapowiedź tegoż, w której, znowu szczerze i uczciwie, informuje Pan, że to w zasadzie pierwsze Pana spotkanie z tematem gier RPG. I od razu takie. Potrafię sobie wyobrazić, jaki obraz musiał powstać w Pańskiej głowie i spieszę go nie tyle naprostować, co podświetlić ze wszystkich stron.

Bo wiadomo, co może z każdą, najpiękniejszą nawet twarzą, zrobić odpowiednia gra cieniem.

Wyobraźnia i opowieść

Zacznę zatem od tego, co już Pan wie. Gra RPG to gra, dla której silnikiem jest wyobraźnia i opowieść. Odwołujące się do tradycji ogniskowych gawęd, wzbogacone o element interakcji tak zwane sesje, to zazwyczaj spotkania grupy przyjaciół chcących spędzić razem czas na kreatywnej, rozwijającej rozrywce. Postacią centralną podczas każdej sesji jest tak zwany Mistrz Gry, gawędziarz, który buduje świat przedstawiony (albo korzysta z już gotowego), snuje historię i wciela się głosem we wszystkie postaci, które nie są graczami. To on, MG, opisuje nam każdy budynek, każdą potyczkę, mimikę i reakcje napotkanych postaci, rezultaty działań. Reszta uczestników to gracze. Czasami ściśle współpracujący z Mistrzem (wtedy przejmują oni zarys scenariusza, ścisłe zadania etc. i pełnią rolę przewodników), zwykle jednak mający pełną swobodę działań, oczywiście w obrębie przedstawionego świata.

A te, to znaczy światy, bywają różne. Od siedmiu mórz i okrętów pirackich, po statki kosmiczne. Starożytna Japonia czy TechnoTokio z dwudziestego piątego wieku. Bywają sesje dziejące się tu i teraz, bywają pozbawione elementów fantastycznych. Sam takie prowadziłem, uczestniczyłem jako gracz i wspominam jako bardzo ciekawe przeżycia. Tak, właśnie. Przeżycia.

Jestem pisarzem zawodowym, zajmuję się tym od dziesięciu lat, wydałem kilkanaście książek, w większości całkiem popularnych. Pasjonuję się historią opowieści, tym jak przez tysiąclecia wpływała na nas, jak potrafiła i wciąż potrafi zmieniać historię tak na bieżąco, jak i wstecz. Można chyba powiedzieć, że znam większość sztuczek, jakie stosuje się, wymyślając historie, a mimo to wiele sesji RPG dostarczyło mi nie lada przeżyć, wskazało inny kąt niejednej sprawy, pozwoliło niejedną sprawę unaocznić.

Dość powiedzieć, że uczestniczyłem w sesji, gdy każdy gracz wcielał się w postać kaleką i zmagał nie tylko z fabułą, ale też z codziennymi problemami napotykającymi osoby niepełnosprawne. Jak z książką, Panie Redaktorze, przy pomocy RPG można pokazać wiele, można go użyć do dobrego i złego, opowiedzieć historię dla zaspokojenia najniższych instynktów, jak również taką, która skłoni do refleksji.

Czy teraz, wiedząc jaki jest rynek książki w Polsce, jakie jest podejście ludzi do tematu, zdecydowałby się Pan na pojedynczy, sensacyjny i być może nawet po części prawdziwy artykuł, pokazujący jedynie wąski aspekt czytania?

Czy puściłby Pan tekst o pedofilii w literaturze - w oparciu o "Lolitę" Nabokova i na przykład "Opowieść o smutnych dziwkach" Márqueza - wiedząc, że być może będzie to jedyny tekst na temat literatury, jaki przeczytają Pańscy (w sensie prowadzonego przez Pana pisma) czytelnicy?

RPG to narzędzie

Żebyśmy się, Panie Redaktorze, dobrze zrozumieli. Daleko mi do potępiania tego tekstu, bo jestem zwolennikiem teorii, że każda idea ma kogoś, kto podpiąwszy się pod nią, realizuje swoje najniższe instynkty. Wątpię, by RPG było od tego wolne i z pewnością, gdybyśmy mieli okazję się spotkać i porozmawiać, byłbym w stanie wskazać Panu i inne, może nawet równie paskudne zachowania graczy czy mistrzów.

Ale byłaby to jednocześnie kropla w morzu historii o introwertykach, którzy otworzyli się dzięki RPG, o młodzieży, która dzięki nim zaczęła czytać. Godzinami mógłbym mówić o cudownych ludziach, którzy nauczyli mnie, jak nie bać się tłumu, jak rozmawiać o trudnych sprawach z innymi (w tym z własnymi dziećmi), jak znajdować rozwiązania w trudnych sytuacjach i myśleć szybko.

I tak, narzędziem, którego do tego użyli było RPG. Panie Redaktorze, nie piszę tego listu z oburzeniem, ani ze smutkiem - choć oba te uczucia towarzyszyły mi zaraz po lekturze.

Piszę z nadzieją i wiarą w Pana dziennikarską rzetelność i dążenie do Prawdy. Tak, tej z dużej litery. Proszę dać się zaprosić na sesję RPG w dowolnym mieście i w wygodnym terminie. Proszę stworzyć okazję graczom i twórcom RPG i LARP-ów, by opowiedzieli Panu o tym ciekawym zjawisku. Obiecuję - będzie bez laurek. Blaski i cienie. Jestem przekonany, że tak dobry dziennikarz jak Pan bez trudu rozpoznałby fałsz.

Z tych samych przyczyn i powodów pragnę zaprosić Pana na przyszłoroczny Pyrkon, na festiwal pasjonatów, hobbystów, ludzi, którzy nie potrzebują wiele, by świetnie się ze sobą bawić, by doskonale spędzać czas.

W tym roku było nas w Poznaniu ponad dwadzieścia tysięcy i to jedna z największych, o ile nie największa taka impreza w Europie. Zapraszam, Panie Redaktorze i zachęcam do poznania nas - RPG-owców, miłośników fantastyki i w ogóle szeroko rozumianej popkultury. Bo raz, że jesteśmy fajni, dwa, że wielką pokładamy nadzieję, w tym, że gdy pojawi się kolejny artykuł tworzony jak ten, pod tezę, będzie miał Pan oręż, by nas bronić.

Wierzę w siłę słowa, wierzę w potęgę dziennikarstwa. Ale podobnie jak RPG, to narzędzie, które można wykorzystać dla dobrego i dla złego. W tej walce o Prawdę i Rzetelność, jesteśmy, Panie Redaktorze, po tej samej stronie.

Z poważaniem

 

Jakub Ćwiek, pisarz

Czekamy na Wasze listy. Napisz: listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.