Zanim mój list znajdzie się w koszu, proszę o przeczytanie go i zastanowienie się nad moją historią. Chodzi o zdawanie egzaminów na prawo jazdy. Marzyłabym, żeby moje przesłanie dotarło do wszystkich. Może komuś zdejmie klapki z oczu.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

W sierpniu zeszłego roku zaczęłam kurs prawa jazdy. Szybko nauczyłam się prowadzić samochód (oczywiście z drobnymi błędami, które na drodze są często nieuniknione). Sprawiało mi to ogromną przyjemność do czasu, gdy nadszedł moment zdawania egzaminu na prawo jazdy w Rybniku.

Nie jestem na pewno jedyna, która ma ten problem. Teorię zdałam za trzecim podejściem, wszystkie niezdane egzaminy to kwestia 1 punktu, taki niefart.

Zaś egzamin praktyczny to masakra. Potrafię dość dobrze jeździć autem, a nie mogę zdać! Za każdym razem pojawia się jakiś wyimaginowany problem, że zderzak wystaje mi trzy centymetry za linię "koperty" (według egzaminatora = a jak pani wjedzie do garażu?), że zatrzymałam się przy znaku 'stop' i w celu poprawienia widoczności przybliżyłam się odrobinę do krawędzi zakrętu (według egzaminatora = niezatrzymanie na znaku 'stop' w ogóle), nie wspominając o tym, że źle opuszczam hamulec ręczny. Nie zdają nawet ci, którzy jeżdżą autem cały rok, mając zaliczony kurs, ale nie mają prawa jazdy.

Pracowałam rok, żeby zarobić na prawo jazdy, a teraz czuję się okradziona z moich pieniędzy. Jak to jest możliwe, że egzaminator szuka ofiary, żeby ją klasycznie oblać, nie patrząc zupełnie na umiejętności zdającego?

W Rybniku szukają przysłowiowej "dziury w całym", żeby jak najwięcej zarobić i jak najwięcej kursantów nie zdało egzaminu. Podejrzewam, że tak jest w większości ośrodków. Jestem po prostu załamana!

Za najmniejszy błąd, który nawet nie stwarza zagrożenia w ruchu drogowym, można przypłacić "wynikiem negatywnym" i kolejną wpłatą na konto WORD-u równą 140 zł, która zostanie oczywiście następnym razem bezpowrotnie pochłonięta.

Mój pierwszy egzamin trwał zaledwie dziesięć minut - zdążyłam się przedstawić, pokazać kilka elementów pod maską, nawet nie ruszyłam samochodem i okazało się, że nie zdałam! Przecież to jest oczywiste wyciąganie pieniędzy z portfela, bo wiadomo, że decydując się na prawo jazdy, będziemy dążyć do uzyskania wreszcie pozytywnego wyniku. Dlaczego wszyscy przyzwalają na to?!

Jak już wspomniałam, nie jestem jedyna z tym problemem. Takich jak ja są tysiące w Polsce. Moje rozwiązanie jest proste, powrócić do starych zasad, na których zdawali moi rodzice, płacili za kurs łącznie z egzaminem. Wtedy nie zdawał 1 na 100, a teraz jest odwrotnie...

Może opublikowanie mojego listu choć w pewnym stopniu zmieni chore zasady panujące przy zdawaniu egzaminów?

Czekamy na Wasze listy. Napisz: listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
Komentarze
Zaloguj się
Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
Mam prawo jazdy 30 lat i przez ten czas nie spowodowałem ANI JEDNEJ kolizji. Mimo to wątpię, abym dzisiaj zdał egzamin za pierwszym razem. Obecna filozofia wymogów egzaminacyjnych koncentruje się nieistotnych drobiazgach a nie ogólnej umiejętności bezpiecznej jazdy. To jest filozofia szukania pułapek dla uwalenia kandydata za byle pierdołę. Próbkę miałem podczas zdawania egzaminu na prowadzenie nieco cięższej przyczepy za autem. Na początek sprawdzenie poziomu płynu w spryskiwaczu - o mało nie oblałem, bo złośliwie zapytałem egzaminatora, czy w przyczepie? Kto i po co wymyśla takie idiotyzmy? Potem jazda z przyczepą do tyłu po łuku przez ok. 50m - po jaką cholerę? W realnych warunkach w ogóle nie wykonuje się takich manewrów. A potem sprawdzenie, przy zajmuję prawidłowo pozycję za kierownicą i dobrze ustawiam lusterka. Już nie pytałem, czy w przyczepie, tylko grzecznie wykonałem. Obserwowałem, jak znaczny czas egzaminu nowym kandydatom na kierowców są bez sensu katowani wykonywaniem różnych "aptekarskich" prób parkingowo-manewrowych. Jak zestresowani ludzie są uwalani za to, że w stresie zapomnieli włączyć kierunkowskaz wyjeżdżając z zatoki na polu manewrowym. Ja się z autorką w pełni zgadzam. Z opowiadań znajomy z zagranicy wynika, że egzaminy w Polsce są znacznie bardziej stresujące i nastawione na oblanie kandydata za byle co niż wypuszczanie rzeczywiście bezpiecznie jeżdżących kierowców.
Gorzej, że większość "dobrych", czyli skutecznych instruktorów nie uczy dobrej jazdy, tylko zdania egzaminu. Po zdanym egzaminie wydawało mi się, że jeżdżę całkiem całkiem, wiadomo, doświadczenie nie to, ale nie jest źle. Dopóki nie wsiadłam do samochodu z tatą. Dopiero on nauczył mnie zachowania w niektórych sytuacjach, które nie są "egzaminacyjne", więc żaden instruktor nie zwraca na nie uwagi, ale niestety zdarzają się często podczas jazdy. I co z tego, że umiem pojechać łuk jak ani razu na kursie nie zrobiłam parkowania tyłem w normalnych warunkach? Chociaż nowych testów będę bronić. Pytania o wymiary tablicy rejestracyjnej to legenda, a pytania z filmikami faktycznie sprawdzają wiedzę i odgarnięcie kierowcy - trzeba być skupionym i szybko przetwarzać informacje. No i wystarczy przeczytać ze 2 razy prawo o ruchu drogowym zamiast kuć na pałkę 500 pytać.
już oceniałe(a)ś
9
0
Też niedawno zdawałem egzamin na przyczepę, po czym sporo pojeździłem z przyczepą wymagająca takiego prawa jazdy i pozwolę się przynajmniej częściowo nie zgodzić.. Rzeczywiście sprawdzanie poziomu płynów w nieswoim samochodzie jest sztuką dla sztuki. Natomiast jazda po łuku do tyłu jest manewrem, który zdarza się wykonywać, ba często zdarzają się manewry trudniejsze niż wykonywane na egzaminie. A ważąca 2 tony przyczepa to ustrojstwo zbyt ciężkie, by w trudniejszych sytuacjach je odpinać i przepychać ręcznie.
już oceniałe(a)ś
3
1
@antychreza Też myślałam, że pytanie o wymiary tablicy rejestracyjnej to legenda, dopóki na nie nie trafiłam...
już oceniałe(a)ś
5
0
"Mój pierwszy egzamin trwał zaledwie 10 minut - zdążyłam się przedstawić, pokazać kilka elementów pod maską, nawet nie ruszyłam samochodem i okazało się że nie zdałam!" Takie coś jest karygodne, jeśli ktoś opłacił cały egzamin ma prawo do zaliczenia całego programu z jazdą włącznie. Przecież może popełnić więcej błędów o których by się dowiedział od razu a nie na raty czyli przy następnym podejściu.
@prawdziwy-bankrut Ciekawe czy te kamery wspominane przez marcinatorwe też to nagrywają.
już oceniałe(a)ś
12
0
@prawdziwy-bankrut Jeśli dziewczyna na przykład nie włączyła świateł (o tym szczególe zapomina wielu kierowców), to słusznie nie zdała egzaminu, bo po ruszeniu spowodowałaby ogromne zagrożenie na drodze. Centralizacja egzaminów na prawo jazdy ma wiele wad (rzeczywiście w 20-30 minut trudno jest rzetelnie ocenić umiejętności kierowcy, a do tego stres uniemożliwia niektórym zaprezentowanie ich w pełni), ale do minimum ogranicza korupcję i "zdawanie" po znajomości.
już oceniałe(a)ś
6
27
@kuba_szymkowiak "Jeśli dziewczyna na przykład nie włączyła świateł [..], to słusznie nie zdała egzaminu, bo po ruszeniu spowodowałaby ogromne zagrożenie na drodze." To był żart, prawda?
już oceniałe(a)ś
19
3
@kuba_szymkowiak Dlaczego żart? W nocy, w deszczu, we mgle - samochody są generalnie słabo widoczne. Jak zapomina w ciągu dnia to i w nocy da radę.
już oceniałe(a)ś
4
11
Mój syn, według mnie nieźle jeżdżący przed egzaminem, zdawał 4 razy w Gdyni - z wynikiem negatywnym. Za każdym razem chodziło o jakiś nieistotny drobiazg, co się zdarza także doświadczonym kierowcom. Zniechęcony - za moją namową przeniósł papiery do Poznania, gdzie studiował i mieszkał czasowo. Zdał za pierwszym podejściem, mimo jazdy w trudnym mieście ( Starówka, tramwaje ). O czym to może świadczyć ?...
już oceniałe(a)ś
87
5
Mam podobne doświadczenia - dwa razy nie zdałam w Warszawie, raz w Rybniku. Manewry trenowałam na starej Toyocie Yaris rodziców (łącznie z "kopertą"). Egzamin w Rybniku zdawałam na nowiutkiej Toyocie Yaris. Nawet nie wyjechałam na miasto. Oblali mnie właśnie na kopercie. Przyzwyczajona do starych klocków hamulcowych starej toyoty wcisnęłam hamulec odpowiednio wcześnie - oczywiście nowy samochód zareagował błyskawicznie. I teraz pytanie - skąd osoba siedząca w danym samochodzie po raz pierwszy ma wiedzieć takie rzeczy (np. jak bardzo zużyte są hamulce i w związku z tym jak długa będzie droga hamowania)? W Stanach mają bardzo mądre rozwiązanie - zdajesz prawo jazdy na swoim samochodzie - albo samochodzie, na którym uczyłeś się jeździć. Fair? Fair. Przy czym dostajesz "driving permit" po zdaniu teorii, który pozwala Ci na jeżdżenie po mieście i uczenie się u boku bardziej doświadczonego kierowcy, któremu nie musisz płacić 50 zł za godzinę jazdy.
@cucoriedka Racja. Gdy wypozyczam samochod, to przez pierwsze pol godziny ucze sie jego zachowania. Nie mowiac o uczeniu sie gdzie ma jakie guziki
już oceniałe(a)ś
27
0
@cucoriedka Jak ktoś jest gamoń,to niech lepiej chodzi pieszo.Ciekawe co mają zrobić kierowcy komunikacji miejskiej,jak nieraz muszą jechać innym wozem.Kierowca musi wszystko przewidzieć,bo inaczej pozabijał by ludzi.Każdy samochód jest jak broń,trzeba umieć rozważnie nim operować.
już oceniałe(a)ś
3
31
@cucoriedka straszne pierdoły opowiadasz, przejechane kilka metrów "nowym" autem i już wiesz jakie jest sprzęgło, hamulec, jak reaguje kierownica - to jest konieczność. wielokrotnie jeżdżę autami z wypożyczalni, są baaaardzo różne i muszę wiedzieć jak się zachowuje pojazd przed włączeniem się do ruchu - dla bezpieczeństwa innych i mojego. Odnośnie "stawania dęba" czyli hamowania na maxa, "w miejscu" (i inne nazwy). Kiedyś ABS to był rarytas, teraz praktycznie fabrycznie montowany w standardzie, ale też zmienia się podejście policji do wjeżdżania w " tyłek" przy hamowaniu - niekoniecznie zawsze" wjeżdżający" będzie sprawcą kolizji...ale to inny temat
już oceniałe(a)ś
7
10
Znajoma ponienka odpadla w przedbiegach, "bo nie sprawdzila poziomu plynu hamulcowego" To jakis idiotyzm. Ja moim samochodem jezdze 7 lat i nawet nie wiem jak sie maske otwiera. Ostatni raz sprawdzalem poziom plynu hamulcowego w samochodzie Syrena 102. Od otierania maski jest mechanik. Egzaminy sa tylko do robienia kasy. Bo jak sie patrzy jak kierwcy jezda po Warszawie, to wlosy deba staja. Z przerazenia
@mamula66 "Ja moim samochodem jezdze 7 lat i nawet nie wiem jak sie maske otwiera.". Nie za bardzo masz się czym chwalić...
już oceniałe(a)ś
15
24
@kukacz74 no to iech Pan sie chwali ze umie otwierac maske. cos jeszcze pan umie? Prosze sie pochwalic
już oceniałe(a)ś
22
10
@mamula66 W nowoczesnych samochodach kierowca w zasadzie nie ma czego szukać pod maską. Wymaganie od kursantów sprawdzania poziomu płynu hamulcowego to jakiś relikt z przed 20-30 lat.
już oceniałe(a)ś
32
5
@k-ac Bo?
już oceniałe(a)ś
2
15
@mamula66 Parę podstawowych czynności związanych z obsługą samochodu, dzięki czemu nie muszę jechać do ASO, żeby mi np. przesunęli fotel do przodu lub do tyłu.
już oceniałe(a)ś
15
11
@kukacz74 Ale to maja byc umiejetnosci OBOWIAZKOWE? Po ch.... ?
już oceniałe(a)ś
22
5
@kukacz74 z tą maską to był skrót myślowy, otworzenie maski w nowych samochodach, zwłaszcza tych z wysokiej półki, niewiele zmienia - taka sama płaska powierzchnia, trudno znaleźć nawet wlew płynu do spryskiwacza - takie i nawet inne błahe czynności wykonują serwisy. No ale trzeba jeszcze paru lat żeby auto-majsterkowicze skapitulowali wobec elektroniki.
już oceniałe(a)ś
11
0
@wit.tar No nie żartujcie. Każde auto ma w instrukcji obsługi konieczność sprawdzenia poziomu oleju co ileśtam kilometrów. Każdemu kończy się płyn w spryskiwaczu. Też z tym jeździcie do serwisu? Z zapaćkanymi szybami, przez które nic nie widać? Gratuluję. Wiedza, gdzie jest płyn do spryskiwacza, płyn hamulcowy i płyn chłodzący nie jest wiedzą tajemną. Nawet w autach najnowszej generacji akurat te trzy zbiorniki są widoczne, reszta to rzeczywiście płaska powierzchnia, z której wystaje bagnet do sprawdzania poziomu oleju. Zawsze mnie uczono, że przed długą podróżą mam sprawdzić poziom tych trzech płynów + ciśnienie w oponach. I tak robię od ponad 30 lat. Z tym też jeździcie do serwisu?
już oceniałe(a)ś
10
9
@mamula66 To o otwieraniu maski bardzo mi się podoba takie podejście do autka. Autko jest urządzeniem służącym tylko do przenoszenia się z punktu A do punktu B. Od zaglądania pod maskę jest specjalista. (nie musisz wiedzieć nawet gdzie jest dziurka na wlewanie benzyny, zapłacisz na stacji benzynowej to ci naleją...)
już oceniałe(a)ś
2
2
jestem instruktorem nauki jazdy.każdy samochód egzaminacyjny ma zamontowane 4 kamery.Jeżeli egzaminator wmawia że sie ktoś nie zatrzymał na stopie,to wystarczy napisać odwołanie do dyrektora ośrodka,są na to 2 tygodnie od momentu przeprowadzenia egzaminu.wtedy sprawdza się nagrany obraz i dźwięk i na tej podstawie można domagać się powtórzenia egz. na koszt word-u a egzaminator narażony jest na kary.proszę sobie poczytać instrukcję przeprowadzania egzaminu i kryteria jego oceniania.ta wiedza dużo daje.
@marcinatorwe A ja nie rozumiem. Jeżeli egzaminator oblał kogoś NIESŁUSZNIE (np. za niezatrzymanie się przed znakiem 'Stop'), to dlaczego ten ktoś ma powtarzać egzamin, nawet na koszt WORD-u, ponownie przechodzić stres i tracić czas? Dla mnie nie brzmi to fair. Taki egzamin, po przejrzeniu dowodów z monitoringu, należy uznać za zdany.
już oceniałe(a)ś
37
4
@kukacz74 No bo za ponowny egzamin jest ponowna kasa. Zapewne
już oceniałe(a)ś
19
4
@mamula66 Kasa od kogo, jeśli to WORD płaci?
już oceniałe(a)ś
10
2
Bardzo mi przykro, ze nie udziele autorce listu wsparcia, ale tez mi sie wydaje, ze jej pretensje sa troche naciagane. Kryteria zdanego egzaminu na prawo jazdy powinny byc jasno zdefiniowane (np. "Podczas parkowania na kopercie zderzak nie ma prawa wystawac wiecej, niz 1 cm") i jesli autorka ich nie spelnia (np. wystaje 3 cm), to powinna automatycznie oblac egzamin niezaleznie od WORDu. Kamery sa po to, zeby zasadnosc oceny egzaminatora mozna bylo zweryfikowac, wiec jezeli autorka czuje sie pokrzywdzona, to zawsze moze to zrobic. Zreszta w przypadku zderzaka egzaminator ma racje - jak autorka chce zamknac garaz, walac drzwiami po zderzaku az auto sie przesunie? Moze tez byc tak, ze kryteria zdawalnosci sa absurdalnie wysrubowane, ale to akurat nie jest wina WORDów?... A z innej beczki: bardzo, ale to bardzo irytuje mnie i zniesmacza sposób, w jaki mlode pokolenie uzywa slowa "masakra". Autorko, na litosc bogów Olimpu: masakra to byla w Rwandzie w 1994, gdzie zamordowanych zostalo ponad 500 tysiecy ludzi! Oblany egzamin to moze byc porazka, nawet osobista tragedia, ale nazywanie tego "masakra" obraza pamiec ofiar prawdziwych ludobójstw.
już oceniałe(a)ś
26
31
@naels Więc proponuję nie wychodzić z domu i puszczać sobie nagrania z lat 50' , jeśli walczysz o konserwację języka, nie rozumiejąc, że rzeczą naturalną jest jego rozwój i powstawanie nowych znaczeń starych słów ( specjalnie napisane prostym językiem...). Kryteria są absolutnie wyśrubowane. Co prawda było to parę lat temu, ale w Polsce oblałem 4 razy, za każdym razem za jakieś totalne głupstwo, nie miałem czasu, ani nerwów na więcej podejść. Po wyjeżdżeniu godzin w UK, zdałem egzamin za pierwszym razem. Do Polski przyjechałem samochodem raz i już tego więcej nie zrobię, bo dzicz na drogach i nie mam ochoty się niepotrzebnie denerwować, gdy ktoś trąbi na mnie za to, że przepuszczam pieszego...
już oceniałe(a)ś
26
11
@kukacz74 Nie wazne SKAD idzie kasa, wazne DOKAD idzie kasa
już oceniałe(a)ś
9
1
@naels ""Podczas parkowania na kopercie zderzak nie ma prawa wystawac wiecej, niz 1 cm"" A dlaczego nei milimetr? Polacy przyzwyczaili sie do idiotyzmow I idiotyzmy uwazaja za normalnosc. Czy jakis cierowca jezdzi po meiscie z linijka I mierzy czy tam gdzies ne iwystaje o entymetr albo i trzy?
już oceniałe(a)ś
19
3
@mamula66 jeśli "zaparkuje" swojego starego poloneza w Twoim nowiutkim autku i zbagatelizuje ten fakt słowami "przecież to niecałe dwa centymetry wgniecionego błotnika i obu drzwi - o co tyle hałasu" - proszę zrobić sobie słitfocie z rąsi- mina bezcenna
już oceniałe(a)ś
9
12
@wit.tar No to twoja polisa pokryje naprawe mojego nowjutkiego auta, a ty zapłacisz mandat za spowodowanie stłuczki.
już oceniałe(a)ś
11
4
Może i pokryje koszt naprawy, ale za c...a nie wyrwiesz kasy za utratę wartości samochodu. Zapytaj tatusia .. synku.
już oceniałe(a)ś
1
7
@avan1 Subtelnie Ci przypominam że aktualnie bardzo dużo nowych mieszkańców miast kupiło sobie autka za sprzedaną ziemię rodziców i odreagowuje swoje pochodzenie na drogach. Cham nie przepuści pieszego, bo w ten sposób chce pokazać że jest " Pan" bogaty...w autku. Kulturalny kierowca szanuje pieszego, cham nie.
już oceniałe(a)ś
3
1
@marcinatorwe HA HA Ha Panie instruktorze przecież wiemy dobrze że jeśli takie odwołanie do dyrektora ośrodka trafi na biurko (to kursant zda za 10 razem bo obecne wymogi na drodze są nie do ogarnięcia ( bo nie tylko od kierującego zależy a także od sytuacji , samochodu , podejścia , naszego stresu ) Bynajmniej tak jest w Toruniu. JEŚLI OBIECA MI PAN INSTRUKTOR ŻE JEŚLI MOJA KOBIETA OBLANA PRZEZ INSTRUKTORA W TORUNIU NAPISZĘ ODWOŁANIE I ZDA A NIE BĘDZIE MUSIAŁA POWTARZAĆ EGZAMIN To Osobiście taki wniosek napisze i wyśle panu Butelkę Dobrego markowego alkoholu jeśli napisze mi pan jeszcze że nikt z was pracowników się tam nie zna i nie rozmawia o kursantach to DOŚLĘ DRUGĄ !! :) mojego brata dupneli w toruniu za złe zaparkowanie ponieważ nie mógł egzaminator całym obwodem otworzyć drzwi samochodu a sam kazał tam zaparkować !! chciałbym dodać iż mój brat teraz taki plac robi w zamkniętych oczach, i jeździ zawodowo :) pytanie brzmi co tu jest grane skoro jesteście panowie tak uczciwi ? czy polacy są inteligentnym krajem? tak więc dlaczego tylko w naszym kraju zdawalność na kategorię B czy inne jest tak niska? Pozdrawiam czekam na odp. niektóre zdania nie odnoszą się do pana bo jest pan instruktorem ale do ludzi którzy oblewają za byle co i by skrócić troszkę uszka tym z Torunia.. bo nie dość że prywatnie są Chamowaci to jeszcze w pracy nie dają ludziom zdawać bo mają zły Humor lub wstali lewą nogą..:) Biorę pod uwagę to że nie jestem Anonimowy w internecie są to mocne słowa ale prawdziwe! Jestem patriotą ale żyjemy w Demokracji znaczy że mam prawo do własnego zdania nawet tutaj w internecie ! a to że ktoś może poczuć się obrażony ( nie obrażam tutaj świętych , prawych , Uczciwych ludzi )!! ale chcę by się to zmieniło !!by zdawanie egzaminu było możliwe na 50% a nie tylko na 30% bo trafiliśmy na jakiegoś pana który nie lubi ludzi :)
już oceniałe(a)ś
1
0
@lastic amura PS OBLANA PRZEZ INSTRUKTORA Z JEGO WINY <<
już oceniałe(a)ś
0
0
"zatrzymałam się przy znaku 'stop' i w celu poprawienia widoczności przybliżyłam się odrobinę do krawędzi zakrętu (według egzaminatora = niezatrzymanie na znaku 'stop' w ogóle)" Ha! Norma w wielu ośrodkach. Na kursie, gdy jeździłem po trasie egzaminu, instruktor uczulał mnie na takie skrzyżowanie "do oblewania" - zatrzymując się na "stopie" gó... było widac, bo zasłaniały krzaki, trzeba było postać chwilę, żeby egzaminator "zauważył" ten fakt, następnie dojechać do samego zakrętu, zatrzymać się ponownie i rozejrzeć. Oczywiście trasa wybrana "przypadkowo"... A co do paranoi z "kopertą" i tym podobnych idiotyzmów typu "a jak pan/pani będzie wjeżdżać do garażu..." Ku...! MÓJ samochód, MÓJ garaż, a jak kogoś przytrę to MOJE OC i MÓJ problem!
Bo na egzaminie masz pokazać, że wiesz gdzie się zatrzymać na znaku stop. A nie udowadniać jakiś ty bystry. A jak parkując KU... TWÓJ samochód wgnieciesz MÓJ KU... błotnik na jedyne 3 cm, to też tylko twój problem? Czy mój już też?
już oceniałe(a)ś
6
12
rozumiem doskonale zdawalem jakies 15-16 lat temu, teoria odrazu, praktyczny 5 razy, jezdzac jak wielu chlopakow bez prawka majac jakies 15-16 lat (oczywiscie gdzies bocznymi drogami), wyjechalem i powiem jak to wygladalo w za granica w USA: teoria za pierwszym razem(tu sie balem bardziej bo po angielsku byly w ktorym silny nie bylem), praktyczny na automatycznej skrzyni kilka ulic i jak babka zobaczyla ze umiem jezdzic dostalem prawko w kilka dni (cena taz byla jakas smieszna moze 20-30 dolarow, zero kursow ktore musialbym przechodzic), bardzo UBOLEWAM ze nic sie nie zmienilo przez 15 LAT!!!
już oceniałe(a)ś
45
2