Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Gdy porównuję się z moimi rówieśnikami, to myślę, że mam ogromne szczęście - poza tym, że zaraz po studiach znalazłam pracę w zawodzie i stać mnie, by raz w miesiącu pójść do kina lub kupić dobrą książkę - to mam babcię i dziadka!

Mieszkają oni w czteropokojowym mieszkaniu w bloku z wielkiej płyty. Po termomodernizacji blok pomalowano na różowo, a babcia jest szczęśliwa, bo to jej ulubiony kolor.

Babcia Stasia chodzi na wysokich obcasach, nie uznaje nic niższego niż pięciocentymetrowy koturn. Cztery lata temu chciała wystąpić w teleturnieju wiedzy popularnej telewizji, ale zmieniła się prowadząca na taką, którą babcia nie darzyła sympatią, więc zrezygnowała.

Na lodówce w kuchni wiszą kolorowe kartki z trudnymi zwrotami i słówkami po angielsku. Babcia zbiera też magnesy, które przywozimy jej ze swoich podróży.

Kiedyś z dziadkiem Stasiem podróżowali, ale teraz twierdzą, że już nie te lata. Dziadek kocha motoryzację i ubóstwia niemieckie auta. Uwielbia rozwiązywać testy na prawo jazdy, kiedyś był nauczycielem w szkole kierowców. Jest bardzo pracowity. Nie znam nikogo bardziej pracowitego jak Dziadzia Stasiu.

Ich małą dumą jest ich małe podwórko vis-a-vis różowego bloku. Wraz z sąsiadami stworzyli tam bajkowy świat. W centralnym punkcie podwórka powstała kwiatowa rabata, są też kolorowe drzewka, małe budki dla ptaszków i zielona ławka. To miejsce spotkań i krótkich spacerów, to zielony plac na zabawy z wnukami, to ich mała wspólnota.

Każdy ma swoją rolę w realizowaniu nowych zadań na podwórku. Mieszkańcy i turyści zatrzymują się, by podziwiać nowe eksponaty na ulicy Wylotowej. W zeszłym roku dostali wyróżnienie od burmistrza miasta - za najładniejsze podwórko w mieście, powiesili je na klatce schodowej, by każdy widział.

Innym razem walczyli, by spółdzielnia nie sprzedała ich podwórka - udało się. Dziadkowie dzięki temu miejscu czują się częścią małej wspólnoty, cieszą się, gdy drzewo zaczyna puszczać listki, gdy tulipany zakwitły we wszystkich kolorach.

W tamtym roku po długiej chorobie odeszła pani Renia. To ona wymyśliła zielone podwórko, to ona wbiła pierwszą łopatę w ogródku. Była przyjaciółką babci, wymieniały się przepisami i historiami o wnukach. Dziś jej nie ma, ale idea zielonego podwórka wciąż żywa. Na wiosnę babcia chce zasadzić drzewko na podwórku i nazwać je Regina. Myślę, że to piękny pomysł.

Co sprawia przyjemność moim dziadkom? Nie muszę długo myśleć - to fakt, że my jesteśmy szczęśliwi! Wszyscy mamy pracę, wnuczki znalazły miłość życia, dzieci pobudowały domy, a prawnuczka uśmiechnęła się do zdjęcia. Są niesamowici!

Babcia nauczyła mnie pisać i czytać, dziadek pilnował, bym nie nabiła sobie guza - to, kim i jaka dziś jestem, jest w dużej mierze ich zasługą. I tradycyjnie przy Dniu Babci i Dziadka życzę im zdrowia, bo miłość i szczęście dostarczamy im każdego dnia.

Czekamy na Wasze listy. Napisz: listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.