Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Szanowny Panie Olafie!

 

Pozwoliłem sobie napisać do Pana za pośrednictwem "Gazety Wyborczej". Choć list ten równie dobrze mógłby być zaadresowany do każdego otyłego człowieka.

Po obejrzeniu programu "Tomasz Lis na żywo" 9 grudnia 2013 z Pana udziałem chciałbym powiedzieć, że nie zgadzam się z pańską argumentacją. W pełni rozumiem Pana żal za tzw. "normalnym" życiem. Z punktu widzenia człowieka otyłego jest ono czasami nie do wytrzymania. Nie tylko z powodu nieustannych ocen ze strony otoczenia, ale także niskiej samooceny, złego nastawienia do samego siebie itd.

Rozumiem to doskonale, ponieważ sam byłem kiedyś "grubasem" (używam tego określenia niezłośliwie, lecz w duchu jakim człowiek jest postrzegany przez innych). Jestem w Pana wieku i miałem kiedyś 40 kg nadwagi, dziś mam jej tylko 15 kg. Musiałem znaleźć odpowiednią metodę skutecznego odchudzania i co najważniejsze znaleźć w sobie siłę, chęć i motywację do tego aby się zmienić. Udało mi się. Twierdzę, że się da. Od 2 lat jestem "normalny", a "grubasa", który we mnie tkwił, a ściślej tkwił w moim umyśle, już nie ma!

Zadałem sobie wiele pytań, które powinien zadać każdy otyły człowiek. Samo ich zadanie jest sukcesem. Na odpowiedź porywają się nieliczni. Mnie się udało.

Dlaczego osoba otyła (jaką sam byłem): 1) marnuje sobie własne życie!? 2) nie szuka skutecznych metod pracy nad sobą w celu zmiany swojego życia?! lub szybko się poddaje w tym szukaniu? 3) nie próbuje zdobywać podstawowej wiedzy medycznej na temat otyłości, metabolizmu, fizjologii treningu itd.? 4) nie jest w stanie (jeśli już znalazł metodę) znaleźć w sobie tyle siły i samozaparcia, aby być wytrwałym w pracy nad zmianą siebie i reszty swojego życia? 5) woli biadolić nad tym, jak ciężko jest mu w życiu, zamiast podnieść się i walczyć jak prawdziwy człowiek, który się nie poddaje po zetknięciu z pierwszą kłodą? 6) szuka winy za otyłość, gdzieś poza swoją wolą, 7) woli prosić o tolerancję dla swoich słabości, zamiast potraktować nietolerancję jak sygnał do walki, ale nie z nietolerancyjnym człowiekiem, lecz - jako sygnał do walki z samym sobą (i broń Boże nie staram się tutaj usprawiedliwiać społecznej nietolerancji, którą potępiam).

Wie Pan dlaczego człowieka ze schorzeniem kręgosłupa nie nazywają garbatym? Dlatego, że to, co go spotkało, nie zależy od niego. Natomiast prawie każdy otyły, jest otyły na własne życzenie, za wyjątkiem niewielkiego promila przypadków klinicznych, które spowodowane są tylko fizjologią organizmu, zupełnie niezależną od woli człowieka.

Właśnie w takiej to "medycznej" szufladce większość otyłych (w tym również Pan) lubi się wygodnie usadowić i spokojnie rozgrzeszać swoje słabości. Natomiast przeświadczenie ogólnospołeczne, z którym się spotykamy na co dzień, utożsamia OTYŁOŚĆ z lenistwem, obżarstwem, brakiem szacunku dla własnego zdrowia, słabą wolą, słabym charakterem - słowem tymi cechami, których broń Boże nie chcielibyśmy odnaleźć w sobie, ani wśród swoich bliskich. Stąd ta niechęć społeczna. Czy uzasadniona...?

Powiedział Pan, że "otyłość to nie jest kwestia wyboru", i "przez zaniedbanie można przytyć 3 kg a nie 40!"

Jest to kiepska próba usprawiedliwienia słabego charakteru człowieka, który jak mały chłopiec, nie chcąc być skarcony za swoje lenistwo, wymyśla na poczekaniu prostą wymówkę.

Otóż, jeśli w ciągu jednego roku Pan się zaniedba, to istotnie przytyje Pan 3 kg. Natomiast jeśli się Pan zaniedbuje systematycznie przez całe życie, przez 20, 30 lat - to wówczas systematycznie po 20, 30 latach ma Pan 40, 50 a nawet i 60 kg nadwagi. Jeśli teraz ma Pan 40 kg nadwagi, to co Pan robił wtedy, gdy tej nadwagi było tylko 10 kg?

Dlaczego wtedy nie zaczął Pan działać, dlaczego nie poszedł Pan do lekarza, do trenera, do poradni żywieniowej? Dlaczego wtedy nie zadbał Pan o to, aby z 10 kg nadwagi nie zrobiło się 15? Proszę nie szukać przyczyn gdzieś poza własną wolą. Tam ich Pan nie znajdzie. Jest to dokładnie, wypisz wymaluj tylko kwestia własnego wyboru.

Podejrzewam, że nikt przez ostatnie 20 lat, nie przystawiał Panu codziennie pistoletu do głowy zmuszając do wchłonięcia kolejnej "entej" porcji jedzenia wywołującego otyłość. Robił Pan to, co robi większość z nas. Po prostu jadł Pan w nadmiarze to, na co ma ochotę, ponieważ jest to wspaniała przyjemność! Jest tak miło, fajnie i przyjemnie zjeść coś pysznego w gronie przyjaciół, rodziny - jest to taka "oczywista oczywistość", z której przecież się nie rezygnuje, bo... cóż to życie byłoby warte?! A Święta bez dobrego jedzenia!? - To herezja!

Tak myśli większość z nas - "grubasów". Słyszę to niemal codziennie z ust "sześćdziesięcioletnich", trzydziesto- i czterdziestolatków, podobnych do Pana i do mnie. Podejrzewam, że również nikt Panu nie zabraniał uprawiać sportu, korzystać z porad lekarskich, czytać literatury fachowej na temat otyłości i w ogóle nikt nie zabraniał Panu dbać o własne zdrowie przez ostatnie 10, 15 lat!

Z tego punktu widzenia, twierdzenie pańskie, że to nie jest kwestia wyboru człowieka, jest delikatnie rzecz ujmując nieuczciwe, żeby nie powiedzieć żałosne.

Bardzo Pana szanuję, za to co Pan zrobił dla polskiej kultury. Wydaje mi się, że jako osoba publiczna winien być Pan wzorem do naśladowania, i nie mówię tu o sportowej sylwetce, lecz o SILE CHARAKTERU i umysłu, z której wszyscy winni brać przykład, a której to brak Pan wykazał w programie u red. Lisa.

Niechże się Pan w końcu weźmie do roboty i zrobi coś dla siebie i dla innych. Tych, w których obronie w telewizji Pan wystąpił. Tych, których nazywają "GRUBASAMI". Takie są właśnie intencje mojego listu: aby nie czynić ze słabości zalety, aby nie epatować słabym charakterem dając komuś wątpliwy "wzór" do naśladowania. Aby ta wygodna kruchość charakterów, tak łatwo usprawiedliwiająca nasze słabości, nie rozprzestrzeniała się masowo w mediach wśród ludzi, którym potrzeba siły, zapału, motywacji, a nie fajnej wymówki, podanej przez celebrytę!

Dlatego bardzo PANA proszę, aby znalazł Pan: 1) skuteczną metodę odchudzania, 2) motywację, żeby się zmienić, 3) siłę, żeby wytrwać, 4) wytrwałość, aby utrzymać osiągnięty cel.

Wtedy będą Pana pokazywać w każdej telewizji po pięć razy dziennie i bez zbędnych słów, zrobi Pan coś dobrego. Niech Pan będzie silny a nie słaby! Niech Pan da przykład innym "grubasom" - również mi, że można się zmienić!

W ten sposób zrobi Pan 1000 razy bardziej wartościową i lepszą robotę w mediach niż "żebranie na antenie o jałmużnę w postaci większej tolerancji dla otyłych". Otyłemu nie jest potrzebna tolerancja - tylko wsparcie, wzór do naśladowania, metoda, wytrwałość, motywacja.

Albert Einstein kiedyś powiedział, że "życie jest jak jazda na rowerze, aby utrzymać równowagę trzeba poruszać się do przodu". A Pan stoi i płacze, że ma niewygodne siodełko!

Z wyrazami szacunku

 

Andrzej Bzibziak, lat 45

Czekamy na Wasze listy. Napisz: listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.