Zawsze sobie wyobrażałem, że moi przodkowie przybyli na Nizinę Środkowoeuropejską z Azji. Zjechali konno z Uralu, przedarli się przez Nizinę Wschodnioeuropejską i zatrzymali w miejscu, gdzie mieli dość paszy i wody dla koni oraz dość zwierząt, na które mogli zapolować. A może i natrafili na tubylców, których mogliby złupić. A jak było naprawdę? Odpowiedzi na to pytanie szuka Tomasz Ulanowski w jutrzejszym "Piątku Ekstra".
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Moja rodzinna pamięć nie sięga więc dalej niż do dziadków, których zresztą właściwie nie znałem. Pamięć moich rodziców sięga oczywiście głębiej - do ich dziadków i pradziadków. Ale skąd ci ludzie wzięli się w miejscach, w których mieszkali?

Zapiski genealogiczne prowadzone są pieczołowicie tylko w niewielu rodach szlacheckich, a co dopiero w tych drobnomieszczańskich i chłopskich. Nie mówiąc już o mrokach dziejów sięgających przed pierwszych Piastów, do których żadne zapiski nie docierają. Tu możemy zdać się jedynie na pomoc antropologów, archeologów i językoznawców, a od niedawna - genetyków.

To od kiedy istnieją Polacy? - Pojęcia "Polska" i "Polacy" pojawiły się dopiero w XI w. - odpowiada mi prof. Przemysław Urbańczyk z Instytutu Archeologii i Etnografii PAN w Warszawie. - Wcześniej mieszkali tu po prostu Słowianie zachodni, a najwcześniej, bo już ok. 250 tys. lat temu - Neandertalczycy. No dobrze, to skąd się wzięli Piastowie? - Dobre pytanie! - mówi na to profesor. - Moim zdaniem z Moraw, ale to tylko hipoteza. Mieszkowi I przypisuje się też pochodzenie normańskie, ruskie i południowoeuropejskie. Nikt do tej pory nie udowodnił, skąd się wziął ów książę, który zwrócił swoje księstwo ku zachodniemu chrześcijaństwu. Jego poddani są - przynajmniej częściowo - naszymi przodkami. Ale nie można ich nazywać Polakami w takim rozumieniu tego słowa, jakie stosujemy dziś. Pojęcia narodów wykształciły się przecież dopiero w XIX w. Prof. Urbańczyk śmieje się nawet, że język "ogólnozachodniosłowiański" ostatecznie zróżnicował się dopiero po drugiej wojnie światowej, choć już w pełnym średniowieczu języki używane przez Słowian zachodnich (Czechów, Polaków, Słowaków) miały odmienne cechy.

Zatem - ile jest Polaka w Polaku? I czy w ogóle ktoś taki jak stuprocentowy Polak istnieje?

Odpowiedzi na to pytanie szuka Tomasz Ulanowski jutro na stronach nauki w Piątku Ekstra .

A czy Ty czujesz się Polakiem? Jeśli tak - dlaczego? Na Wasze listy czekamy pod adresem: listy@wyborcza.pl .

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej na ten temat
Komentarze
Zaloguj się
Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
Oczywiscie, ze "stuprocentowi Polacy" istnieja. Posel Artur Gorski. Poeta Rymkiewicz. Antoni Macierewicz. Starczy? Bardzo udany basen genmetyczny. Od nich mozna rozpoczac hodowle prawdziwych rasowcow-POlakow.
Wipler też posiada typowe cechy polskie!
Moja pani od biologii mówiła nam w sekrecie, że pochodzimy od małpy. Ale przyszła pani katechetka i rózgami z nas tę fałszywą plotkę wypędziła...
już oceniałe(a)ś
A ja myślałem, że wszyscy od Adasia i Ewci.
już oceniałe(a)ś
Plemiona Mazowszan, Polan, Ślężan, Małopolan, Lędzian, Litwinów, Wołynian, Pomorzan łączy wspólny język staropolski i wspólne pochodzenie od starożytnych Chrobatów zamieszkujących te ziemię.
@7xi1917 Ruski to ruski:))
Tak, Litwinów w szczególności.
Litwinów to bym w to nie mieszał. Dzisiejsi Litwini to całkowicie odrębna grupa etniczna z językiem pochodzącym od narodów nadbałtyckich, do których należą Litwa, Łotwa i Estonia. Historyczna Litwa należąca do Unii Polsko-Litewskiej to dzisiejsza Białoruś, a także Rusini, nacja praktycznie prawie w całości eksterminowana przez Stalina.
Estończycy to raczej ugrofinowie, także ich język nie pochodzi od narodów nadbałtyckich, natomiast języki bałtyckie należą do szerszej grupy języków bałtosłowiańskich, także wykazują zdecydowanie więcej wspólnych cech.
"Zjechali konno z Uralu, przedarli się przez Nizinę Wschodnioeuropejską i zatrzymali się w miejscu"... No właśnie, chyba dalej się nic zmieniło w tej kwestii, bo prostactwo i prymitywizm to Polaka znak spostrzegawczy.