Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Ze zdziwieniem i smutkiem zapoznaliśmy się z artykułem " NFZ przepłaca za zabiegi ", opublikowanym na łamach "Gazety Wyborczej" 8 października br.

Autorka, Redaktor Judyta Watoła, nie pierwszy raz krytycznie odnosi się do osiągnięć polskiej kardiologii. To, czego zazdrości nam Europa i świat - powszechnego dostępu chorych z zawałem serca do nowoczesnego, skutecznego leczenia inwazyjnego - staje się w przekazie Pani Redaktor "skokiem na kasę" NFZ.

Jak wynika z artykułu, w pogoni za pieniędzmi nieuczciwi kardiolodzy gotowi są każdej osobie z bólem w klatce piersiowej wszczepiać stenty. To błędna, złośliwa i szkodliwa diagnoza środowiska kardiologicznego. A jej skutki społeczne mogą być fatalne.

Jeszcze niedawno Pani Redaktor wspólnie z nami namawiała pacjentów z bólem w klatce piersiowej do jak najszybszego zgłaszania się do ośrodków kardiologii inwazyjnej. Niestety, dzisiaj po stwierdzeniu, że "zwykły ból w klatce piersiowej leczony jest jak zawał" autorka traci wiarygodność. Rozpoznanie zawału serca jest jasno określone i zdefiniowane. Tym samym zgodnie z aktualnym stanem wiedzy kardiologicznej i przejrzystymi wytycznymi naszych towarzystw naukowych nie można postawić rozpoznania zawału serca jedyne na podstawie wystąpienia bólu w klatce piersiowej.

Leczenie świeżego zawału serca w Polsce należy do najtańszych w Unii Europejskiej. Jeśli dochodzi do nadużyć w wykorzystywaniu nielimitowanego leczenia inwazyjnego ostrych zespołów wieńcowych, to NFZ dysponuje odpowiednimi narzędziami kontrolnymi i karami, żeby nieuczciwe ośrodki kardiologiczne pozbawić możliwości kontraktowania.

W tym zakresie chcemy ściśle współpracować z organami kontrolnymi NFZ. Służy temu między innymi wprowadzony przez Asocjację Interwencji Sercowo-Naczyniowych Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego system certyfikatów ośrodków kardiologicznych oraz kardiologów interwencyjnych, który niejednokrotnie przewyższa pod względem kontroli jakości wykonywanych zabiegów obecne standardy w krajach zachodnioeuropejskich.

Artykuł "NFZ przepłaca za zabiegi" może rodzić obawy i poczucie zagrożenia ze strony naszych chorych przyjmowanych do oddziałów kardiologii z rozpoznaniem zawału serca - obawy co do konieczności i celowości podjęcia właściwego i optymalnego leczenia, jakim jest leczenie inwazyjne ostrej fazy zawału serca. W konsekwencji może to skutkować brakiem zgody chorych na podjęcie zalecanego na całym świecie leczenia świeżego zawału serca, a taka sytuacja zagraża bezpośrednio ich zdrowiu i życiu.

Dlatego takie działania uważamy nie tylko za wysoce nieodpowiedzialne i niebezpieczne dla pacjentów, ale również szkalujące CAŁE ŚRODOWISKO KARDIOLOGICZNE w naszym kraju.

 

Prof. dr hab. med. Grzegorz Opolski, Konsultant Krajowy w dziedzinie Kardiologii

 

Prof. dr hab. med. Zbigniew Kalarus, Prezes Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego

Odpowiedź autorki: Sukcesy i wypaczenia

Po tekście na temat terapii, za które NFZ przepłaca, zaniedbując jednocześnie inne rodzaje leczenia, otrzymałam wiele wyrazów poparcia. Także ze strony kardiologów, choć wśród przepłaconych procedur wymieniłam leczenie zawałów serca. Pozwala to przypuszczać, że nie wszyscy podzielają pogląd, jakobym szkalowała całe środowisko kardiologiczne w Polsce.

W tekście nie ma mowy o wszczepianiu stentów dla zysku. Jest za to mowa o tym, że pracowni zawałowych jest w Polsce za dużo. Owszem, stawki za leczenie zawałów są u nas niższe niż w krajach zachodnich. Wciąż jednak na tyle dobre, że buduje się coraz to nowe pracownie zawałowe. Kardiolodzy mówią o tym problemie od kilku już lat, ale jak widać, nie umieją go rozwiązać.

Wymowny jest tu przykład z województwa pomorskiego, gdzie najpierw znani kardiolodzy orzekli, że pracowni jest już dość, a potem sami stworzyli nowe. Tymczasem szpital, który zgodnie z ich wcześniejszymi zaleceniami powstrzymał się od tworzenia nowej pracowni i skupił na leczeniu chorych z niewydolnością krążenia został za to ukarany utratą kontraktu z NFZ.

O przypadkach traktowania każdego bólu w klatce jak zawału słyszałam od samych lekarzy. I znów przykład: według wskaźników epidemiologicznych liczba zawałów w woj. śląskim to ok. 14,3 tys. Część chorych umiera, nim przyjedzie karetka, u części zabiegów wykonać nie można. Mimo to liczba zabiegów rośnie i zbliża się już do 15 tys. rocznie. Jak to wyjaśnić?

Są ośrodki, które chwalą się, iż umiera u nich tylko jeden na stu chorych z zawałem. Takich wyników nie mają najlepsi w świecie. Oczywiście można przyjąć, że nawet ci najlepsi leczą gorzej niż my. Ale można też podejrzewać, że nie wszyscy u nas leczeni istotnie mieli zawał i dlatego właśnie wskaźniki są tak dobre.

Reforma ochrony zdrowia z 1999 roku, a potem powstanie nowych pracowni kardiologicznych przyniosło wielki postęp w leczeniu zawału. O połowę spadła śmiertelność wśród chorych. Pisałam o tym nieraz, jako o wielkim sukcesie i wcale teraz go nie umniejszam.

Po sukcesie przyszły jednak i wypaczenia, które dziś nie służą chorym. Kardiolodzy sami to przyznają. Tym bardziej dziwi oburzenie, z jakim przyjęli artykuł. To znak, że zamiast zmierzyć się z problemem, wolą obronę własnych interesów.

 

Judyta Watoła

Czekamy na Wasze listy. Napisz: listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.