Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Szanowni Państwo,

 

Tak zamierzam zacząć swój list elektroniczny do Państwa, ponieważ uważam, że nie po to moi przodkowie walczyli (czy to z bronią w ręku czy też z narażeniem życia, prowadząc lekcje j. polskiego) i ginęli za piękną polską mowę, abym miała jej nie używać.

Odniosłam wrażenie, iż w komentowanym przeze mnie liście "Przydługawy wywód o przygłupich nierobach, którzy są przyszłością tego kraju", p. Małgorzata W. na siłę usiłuje sobie znaleźć wrogów klasy robotniczej - byli już tacy, którzy próbowali szukać wrogów klasowych i dzielić społeczeństwo - jak to się skończyło, większość z nas wie.

Na pierwszy ogień poszli językoznawcy - banda leni, którzy nie mają nic innego do roboty, tylko pilnować czystości polskiego języka - komu w ogóle jest potrzebny czysty język polski? Nikomu, bo nie ma już czasu zaprzeszłego i jakoś nikt za nim nie tęskni, usuńmy więc i poprawne formy grzecznościowe, i poprawną interpunkcję, bo ciężko pracująca młodzież nie ma czasu na naciskanie shifta.

Zachęcam p. Małgorzatę W., aby przyszła i powiedziała coś takiego w oczy ludziom, którzy poświęcili zdrowie, i często życie, po to, abyśmy mogli używać języka Mickiewicza i Słowackiego. Może zechciałaby to powiedzieć mojej matce, która w 1968 roku stanęła w obronie polskiej kultury i została tak spałowana, że straciła dziecko i do dziś ma problemy z nerkami.

Już to widzę "p. Filutowska, dzięki Pani mogę teraz wyrażać się z pogardą o polskiej inteligencji i nikt mnie za to nie spałuje, a w ogóle, po co się tak Pani burzyła o tego Mickiewicza - to tylko książka".

Profesorowie, o których p. Małgorzata mówi z takim lekceważeniem, zwrócili uwagę na to, co od dawna powszechnie wiadomo, czyli że duża część studentów jest chamami, którzy nie powinni oglądać uczelni wyższych nawet z zewnątrz. Doprowadziliśmy do tego, że uczelniane sprzątaczki, proste kobiety, mają wyższą kulturę osobistą niż niektórzy studenci. Razi to szczególnie, ponieważ to są ci, którzy mają się stać inteligencją, której obowiązkiem jest stać na straży wartości niematerialnych - takich właśnie jak język polski, kultura, historia, wiedza przyrodnicza, prawna czy medyczna.

Pani Małgorzato W., mam wrażenie, że usiłuje Pani gloryfikować nieudaczników, bez odwagi, by zmienić swoje życie, bez polotu i bez pomysłu na siebie - to oni stanową większość tego tzw. ludu pracującego, który użala się na łamach "Gazety Wyborczej" na wszystko i wszystkich. Jednakże rzeczywisty lud pracujący w milczeniu używa swojej zaradności i polotu, by swoje życie utrzymać w swoich rękach, przychodzi on na rozmowy o pracę, uczy się języków i ma kasę, jeśli nie w kraju, to poza nim.

Sama, mimo iż pochodzę z rodziny inteligenckiej, jestem takim człowiekiem, który w życiu niczego, oprócz odpowiedniej postawy, nie miał darowanego, gdy ja zaczynałam pracę, nie byliśmy jeszcze w UE, więc wyjazd z kraju nie był taki prosty, bezrobocie sięgało ponad 25 proc., większości ludzi, w tym mojej rodzinie, nie powodziło się zbyt dobrze - trzeba było iść do pracy, a nie na wymarzone studia.

Warto wspomnieć, iż matura i studia "za moich czasów" nie służyły tylko do rozdawnictwa dyplomów komu popadnie, do oszukiwania "klasy robotniczej" i do odciągania jej przedstawicieli od zawodów, w których mogliby się wykazać i być szczęśliwymi na rzecz podnoszenia sobie statystyk. Co za tym idzie, naprawdę trzeba było się uczyć.

W obecnych czasach człowiek nie musi się co dwa lata przekwalifikowywać, wystarczy, że będzie miał jakieś zainteresowania poza czubkiem własnego nosa. Ja nie mogłam iść na wymarzoną biologię, więc zostałam administratorem systemów i sieci - co też kocham robić.

Pani Małgorzato W., obecnie jestem pracującą studentką - w końcu mogę studiować swoją wymarzoną biologię. Studiuję, pracuję na pełen etat, mam własny projekt naukowy i dostatecznie dużo czasu, by pisać do profesorów "Szanowny Pani Profesorze" oraz by wstawiać prawidłowe cudzysłowy.

Po kilkunastu latach pracy nie uważam, że to "KASA" jest złotym runem. Dla myślącego człowieka posiadanie kasy nie powinno być celem samym w sobie, gdyż to właśnie taka postawa prowadzi do opisywanych przez Panią zachowań - że ludzie pracują od świtu do zmierzchu i nie widują domowników. "KASA" jest wyłącznie środkiem do realizacji celów - od przetrwania po fakultet z ukochanej dziedziny wiedzy.

Dalej w komentowanym liście jest opis, jak to dziennikarze, zwłaszcza telewizyjni, ogłupiają ludzi. Myślę, że to kolejna próba obwinienia kogoś trzeciego za swoją nieudolność, zwłaszcza że telewizja emituje to, co ludzie chcą oglądać. Nie wiem jak p. Małgorzata W., ale ja nie uważam "klasy robotniczej" za bezmózgie worki kości i mięsa, ale za ludzi - pełnoprawnych obywateli obdarzonych wolną wolą. Nie trzeba należeć do klasy inteligenckiej, aby wiedzieć, gdzie znajduje się przycisk "power" na pilocie do telewizora. Poza tym klasa inteligencka jest teraz klasą otwartą - każdy Mietek murarz i Halinka sprzątaczka mogą się kształcić i zostać intelektualistami, którzy będą uczyć (bo taka jest rola inteligencji), jak poprawnie używać naszego pięknego języka, co się tak pani Małgorzacie W. nie podoba.

Poza tym to właśnie "klasa robotnicza" ma w swoich rękach władzę do tego, aby obalać nieudolne rządy, bo z "klasy inteligenckiej", która stanowiła kiedyś przeciwwagę dla rządzących, zostały nędzne niedobitki. Pani Małgorzato W., oczekuje pani, iż profesorowie pójdą robić zamieszki na ulicach?

To właśnie nasze przyzwolenie na nieudolne rządy jest powodem, dlaczego w tym kraju jest tak a nie inaczej.

Zmielono, o ile pamiętam, półtora miliona podpisów, gdzie wtedy była "klasa robotnicza"? Ktoś mi powie "była zajęta zasuwaniem za ochłap" - a kiedyż w historii "klasa robotnicza" była zajęta czymś innym?

Co do podpisu, to wychowano mnie w duchu cywilnej odwagi i nie boję się podpisywać pod tym, co piszę.

Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.