Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Zacznę od "Witam serdecznie",

 

Przeczytałam ostatnio jakąś niekończącą się wypowiedź profesorów, językoznawców i krytyków na temat tego, że studenci zaczynają maile (listy - jak się niektórzy upierają) do wykładowców właśnie od "witam serdecznie", że niby kogo witają? Już żadnego szacunku do autorytetów nie mają, że to niegrzecznie itd., itp.

Chciałam tylko powiedzieć, że owszem, jest wielu, którzy szacunku nie posiadają, ani taktu, ani stylu, a koło uprzejmości nawet nie leżeli, ale na pewno nie zaczynają maili od "witam serdecznie".

Za to na pewno ci ludzie witają profesorów w swoim świecie przeżyć, pełnym lęku i obaw o przyszłość, problemów i niewygód, pracy i zajęć (nierzadko weekendowych), staży, praktyk, kursów albo rodziców, którzy ledwo wiążą koniec z końcem, bo muszą utrzymać dzieci na studiach, kursach, stażach itd.

Jestem wręcz obscenicznie ciekawa, jak niewychowanym i niekulturalnym trzeba być człowiekiem, żeby zostawić z tego szanownym personom jedynie serdeczności?

Następnym tematem jest cudzysłów. I komu się oberwało jak z ambony od proboszcza? Młodym, niewdzięcznym bałwanom - że dwie proste kreski, że cudzysłów się otwiera i zamyka i, że to takie kropeczki z takim dzyndzelkiem, i że (o zgrozo!) używają prostego skrótu klawiaturowego z wygody! (bo tak się szybciej pisze).

Cóż, może gdyby pisali listy na papierze czerpanym, gęsim piórem, to na pewno poprawiłoby ich wizerunek u językoznawców, i pierwszych lepszych obrażonych, ale na pewno nie pomoże im w życiu, w którym muszą co dwa lata zmieniać kwalifikacje, dokształcać się czy pisać codziennie dziesiątki lub setki maili. Kiedyś mieliśmy w języku polskim czas zaprzeszły, ale jakoś mi się nie obiło o uszy, żeby cała śmietanka intelektualistów tęskniła za konstrukcją "jak żem był".

Dalej kolejne zarzuty, znowu pełne pogardy, nabzdyczenia, i świadczące raczej o roszczeniowej postawie tych, którzy wiecznie zarzucają tym młodym ludziom, że ich obowiązkiem jest spełnianie cudzych zachcianek, nawet jeśli są absurdalne.

No, ale czytam i co wyczytuję? Że pokolenie jest roszczeniowe, a argumentem jest to, że jakaś panna spóźniła się na rozmowę kwalifikacyjną, a w zasadzie to w ogóle nie przyszła, że jakaś parka wzięła kredyt i im nie jest źle, i że pracodawcy mają problem, żeby tych młodych nierobów roszczeniowych pozwalniać.

Nie wiem jak Państwu, ale mnie coś się wydaje, że oferta musiała być niesamowicie intratna, skoro zgłosiła się jedna dziewczyna i w dodatku śmiała nie przyjść, tak, tak, to prawda, że młodzi ludzie biorą kredyty, a potem przez 40 lat się nie widują, bo żeby go spłacić, mąż pracuje na nocki, a żona na dzienną zmianę, ale co do ostatniego się nie zgodzę - jak żyję, jeszcze nie widziałam, żeby pracodawca miał problem z tym, żeby kogoś zwolnić, natomiast nigdy nie ma problemu, żeby przez ogólnoświatowy kryzys obniżyć pracownikom pensję albo wysłać ich na tzw. samozatrudnienie czy jakąś inną formę "umowy", która na pewno poprawi jego sytuację finansową.

I coś jeszcze... wmawia się tym ludziom ciągle, że mają szukać pracy, że praca jest jakimś złotym runem, do którego mają dążyć, i inne jakieś bzdury tego typu.

Więc już nie ma ludzi "po pracy", którzy mogą spokojnie zająć się myśleniem o rzeczach ważnych, przyszłości swoich dzieci i wnuków, analizie historii, gospodarki czy polityki. Mamy ludzi, którzy ciągle są albo w pracy, albo przy telefonie tudzież mailu, jedyną formą aktywności, jaką im się serwuje (jeśli mają szczęście i posiadają "multisporta"), jest aktywność fizyczna, żeby jakoś ta maszynka dotrwała do tego 67. roku życia.

Albo są w pracy, albo w trybie "gotowości". Może to i lepiej, bo jeszcze by usiedli i pomyśleli, że nie praca jest tym złotym runem, ale KASA. Bo to kasa pozwala wykorzystać środki zarobione w czasie pracy wedle osobistego upodobania.

Był taki system, gdzie wszyscy mieli pracę i nazywał się niewolnictwem. Co najdziwniejsze, te wszystkie tęgie głowy skądś muszą czerpać swoje pomysły na temat cudzysłowu czy nagłówków w mailach. Może mają za mało pracy, to mają czas na wymyślanie absurdalnych pseudoproblemów?

Tak, wtedy to pokolenie roboli będzie spełniać ich zachcianki i być może nie będzie miało czasu usiąść i pomyśleć, że urodzili się w kraju, w którym muszą spłacać długi zaciągnięte jeszcze "za komuny", pracować na emerytury i renty, spłacając długi poprzedniego systemu, że to "starsze pokolenie" zostawiło im kraj rządzony przez nieudolnych polityków, marnujących każdą złotówkę?

Teraz każe im wybierać między dwiema opcjami, z których żadna nie jest do przyjęcia. "No, to teraz sobie młodzi rządźcie, ale najpierw się wykształćcie! Co prawda na to kształcenie musicie sobie zapracować sami". No to mamy teraz pokolenie "lumpeninteligencji", której poziom zarówno wykształcenia, jak i jakości pracy jest nijaki. Tyle że teraz to oni już pokończyli studia, a żadna z obietnic elit rządzących nie obiła się nawet szerokim łukiem o ich uszy i (o ile nie mieli szczęścia mieć bogatych rodziców tudzież jeszcze nie wyjechali za granicę) zaczynają się powolutku denerwować.

Zarówno ci z "lumpeninteligencji", jak i ci "lumpenpracujący", biedota wykształcona niezawodowo, jak i pracujący i zarabiający - za to z niewymownym poczuciem, że ich dzieciom może być jeszcze gorzej.

Na razie trochę im państwo upuszcza krwi - podstawiając pod nos jakiegoś starego komunistę, a tu da im się wykrzyczeć na jakiejś paradzie, wybuduje stadion - żeby się zajmowali spłacaniem długów po robocie; pozwoli zorganizować jakiś marsz, a niech się pobiją! Będzie można potem z nich wszystkich zrobić łysoli z szalikami i faszystów!

"Ubierzcie się i zacznijcie mówić po polsku, to z wami będziemy gadać!". No to się jeden wykształcił, ubrał i poświęcił dużo pracy, żeby się "przebić". Zaprosiła go niejaka Monika R. do programu i kiedy okazało się, że gość ma systemy polityczne, historię, socjologię i prawo w jednym paluszku, pani R. stwierdziła, że opowie mu co nieco o życiu, zrobi mu taką pogadankę uświadamiającą. "Bo kiedyś nie można było kupić mieszkania za granicą - wyjaśniła - a teraz można!".

Faktycznie! To dlatego powstają polskie getta na Greenpoincie i na lotniskach w Anglii są napisy po polsku! Jaka głupka ze mnie! Te 40 milionów Polaków za granicą kupuje tam mieszkania! Ta przeinteligentna dziennikarka zakończyła rozmowę na temat ważnych spraw społeczno-gospodarczych, pokazując slajdy ze ślubu jakiejś piękności.

Kiedy jej gość zapytał: "A jak to się ma do obecnej sytuacji politycznej w naszym kraju?", to mu dała do zrozumienia, że jest za młodym i za głupim partnerem do dyskusji!

Tym sympatycznym akcentem chciałabym zakończyć mój przydługawy wywód o roszczeniowej postawie przygłupich nierobów, którzy są przyszłością tego kraju.

Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl

Odpowiedź na list Małgorzaty: "Sprzątaczki mają wyższą kulturę osobistą niż niektórzy studenci"

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.