Ten artykuł to czarnowidztwo, zawijasy językowe, ekwilibrystyka słowna i trzy propozycje. Pierwsza - uwolnić polskiego podatnika od miliardów wydawanych na matematykę, fizykę i chemię. Druga - wypuścić dzieci z klasy, ale bez wskazania, gdzie je uczyć. I trzecia -uczyć logiki, filozofii i prawa.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Kilka uwag do artykułu Jana Hartmana "Umarła klasa"

Istota edukacji polega na przystosowaniu dzieci i młodzieży do dorosłego życia w całej jego złożoności. Na edukację składają się głównie nauczanie i wychowanie, które się nawzajem przenikają i uzupełniają.

Obowiązek nauczania, czyli dostarczania wiedzy potrzebnej do dorosłego życia, spada głównie na szkoły. Szkoły odwiecznie stały, stoją i będą stały przed dylematem, czego uczyć i jak uczyć.

Przy pytaniu, czego uczyć, trzeba zwrócić uwagę na dwa elementy. Po pierwsze, trzeba uczyć wszystkiego po trochu. Najczęściej młodzież, nawet na poziomie licealnym, nie wie dokładnie, co będzie robiła w życiu. W szkole uczą się potencjalni inżynierowie, lekarze, kucharze, mechanicy samochodowi, rolnicy, naukowcy itp. itd. Ale większość nie wie, kim będzie, i dlatego trzeba im podawać po trochu wszystkiego. Trzeba też pamiętać, że w dzisiejszych czasach trzeba nieraz zmieniać wielokrotnie pracę i nigdy nie wiadomo, jaka wiedza będzie potrzebna. Tak więc wiedza o kosinusie nie przyda się przyszłemu historykowi, ale na pewno będzie potrzebna przyszłemu inżynierowi. Tak jak przyszłemu inżynierowi nie będzie potrzebna wiedza o tym, kto zwyciężył pod Termopilami, ale będzie potrzebna przyszłemu nauczycielowi historii. Nie wspominam o potrzebie dość ogólnego wykształcenia, bo jest to trywialne.

Drugi aspekt z obszaru, czego uczyć, polega na ograniczonej pojemności przeciętnego mózgu czy pamięci. Uczeń przed drugą wojną światową uczył się tylko o pierwszej wojnie. Uczeń teraz musi się uczyć o obu wojnach. Do tego dochodzi wiedza o DNA, informatyce itp. nowościach. Jak upakowywać w głowach o tej samej pojemności coraz więcej informacji?

Jakiego prawa uczyć i gdzie?

Pan prof. Hartman proponuje wyrzucić z programu szkolnego połowę niepotrzebnych rzeczy i wprowadzić lekcje logiki, prawa, filozofii, elementów medycyny, i o bogatych, i biednych. Nie podaje jednak, jakie przedmioty usunąć. Z treści artykułu można się domyślić, że ma awersje do matematyki i fizyki, które w życiu się nikomu nie przydadzą. Słowa o miliardach wydawanych na matematykę i fizykę jako zmarnowanych kompromitują profesora Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Uczyć logiki? Przecież nie ma nic logiczniejszego niż matematyka. Jakiego prawa uczyć obok istniejącego WOS? Rzymskiego? Może naszego polskiego podatkowego, które doczekało się już kilkudziesięciu tysięcy rozlicznych interpretacji? Powiada Pan Profesor, że skoro ma być obywatelem, to trzeba go uczyć prawa. Ale tenże obywatel na co dzień ma więcej do czynienia z elektrycznością, zanieczyszczoną wodą niż z prawem. Trzeba go więc uczyć fizyki i chemii. Prawo w Polsce zmienia się na tyle często, że wiedza nabyta w szkole po jej ukończeniu już będzie nieaktualna.

Najtrudniej jest odpowiedzieć, jak uczyć, tak aby średni uczeń był w stanie podawaną mu wiedzę wchłonąć, bez większej niechęci. To chyba jest najsłabsza strona, nie tylko polskiego nauczania. W dalszym ciągu dominują lekcje z tablicą (nawet jeżeli jest multimedialna), dyktowaniem, odpytywaniem i testami/klasówkami. Przekazywanie wiedzy wypranej z elementów wciągających uczniów stanowi rzeczywistą bolączkę nauczania. Do tego dochodzą nie najlepsze podręczniki. Warto przypomnieć, że przed wojną szkolny podręcznik do matematyki pisał światowej sławy matematyk Stefan Banach.

Pan Profesor Hartman proponuje wypuścić uwięzione w klasach dzieci. Ale nie mówi, gdzie mają być uczone proponowanych przez niego przedmiotów - logiki filozofii i prawa.

Profesor wylewa osobiste żale

Starałem się wydobyć z całego artykuły propozycje prof. Hartmana dotyczące zmian w szkolnictwie. Po usunięciu czarnowidztwa, zawijasów językowych, ekwilibrystyki słownej pozostały mi trzy jego propozycje. Pierwsza - uwolnić polskiego podatnika od miliardów wydawanych na matematykę, fizykę i chemię. Druga - wypuścić dzieci z klasy, ale bez wskazania, gdzie je uczyć. I trzecia - uczyć logiki, filozofii i prawa. Cały artykuł robi wrażenie jakby wylania żalów za spędzone niepotrzebnie lata w szkole, w której nauczano go niepotrzebnych rzeczy. Pan Profesor szuka uczonego, który w szkolnej rupieciarni i brei znalazł fundamenty swojego wykształcenia i uczoności. Ze wstydem się przyznaję, że jestem takim, którego Profesor szuka.

I na koniec. W środowiskach naukowych jest dobry zwyczaj, że przed podejmowaniem jakiegoś tematu staramy się dowiedzieć, co o tym myślą lub robią inni. W tym wypadku, jak to jest z tymi szkołami w innych państwach. Nie wystarczy przedstawić polskie szkolnictwo jako czarną wyspę, bez odniesienia choćby do kilku krajów europejskich. Takie porównania są oczywiście trudniejsze i wymagają większego wysiłku niż uprawianie słowotoku.

PS Nietrudno sobie wyobrazić ucznia, który po przeczytaniu artykułu prof. Hartmana zapyta w szkole na lekcji fizyki/matematyki: Dlaczego Pani/Pan mnie uczy czegoś, co profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego uznaje za breję i co jest tylko marnowaniem pieniędzy?

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.

Przydatne linki

Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
    Ja popieram Hartmana. Nie uczyć fizyki! Wtedy będzie jeszcze więcej imprez lampionowych. I jeszcze więcej petard. I będzie jeszcze piękniej! A jak czysto!? [Dziwnym trafem ludziom wydaje się, że kijki z petard oraz druciki z lampionów nie spadną na ziemię. Może w ramach religii powiedziano im, że pójdą do nieba?]
    @xiv Jak ktoś potrzebuje lekcji z fizyki żeby wiedzieć że patyk rzucony do góry spada na dół to żadna szkoła mu nie pomoże.
    już oceniałe(a)ś
    2
    5
    Najwiekszym problemem jest naprawde "glupawa' pani minister! Zostala namaszczona przez Episkopat i jej jedynym zadaniem jest utrzymanie lekcji religii przez "wtyczki" panow bepe! Kto oddal edukacje na wszystkich poziomach w lapy Komisji Wspolnej Episkopatu i Rzadu, no kto? Totalna profanacja edukacji, glupi nauczyciele, glupie podreczniki za grube pieniadze od rodzicow! Dzieci sie smieja, rodzice przeklinaja, a pani ministerka rznie "glupa"!
    Hartman chce być nr jeden na liście wyborczej Palikota, więc musi się jakoś zasłużyć. Szkoda, że pluciem na to, co sam robi.
    już oceniałe(a)ś
    3
    4
    "Uczyć logiki? Przecież nie ma nic logiczniejszego niż matematyka. " Najpierw, żeby nie było że nie mam pojęcia o matematyce - jestem inżynierem. I niestety, ale elementy logiki matematycznej uczone na lekcjach matematyki nie sa w jakikolwiek sposób odniesione do życia - dla zdecydowanej większości uczniów pozostają one jakimiś durnymi znaczkami, które po zakuciu i zdaniu trzeba jak najszybciej zapomnieć. I jestem jak najbardziej za uczeniem w szkołach logiki - przede wszystkim reguł wnioskowania, tak porządnie, a nie licząc że uczniowie załapią to sami przy okazji rozwiązywania słupków na matematyce. I koniecznie należy nauczyć o podstawowych błędach we wnioskowaniu. Bo inaczej zawsze będą królować redaktorowie Gmyżowie, uznający wskazanie przyrządu sygnalizującego PRAWDOPODOBNĄ obecność śladów materiału wybuchowego za DOWÓD na eksplozję bomby. I jeszcze jest druga dziedzina wiedzy, w której Polacy (ale nie tylko) mają straszne braki, co ma bardzo poważne skutki społeczne - to statystyka. Nie nalegam żeby wszyscy umieli liczyć poważne testy statystyczne, ale powszechne zrozumienie całkowitych podstaw statystyki pozwoliłoby na przykład zmniejszyć znaczenie ruchów antyszczepionkowych. Tyle że kto miałby takiej reformy wprowadzić - żadna partia nie jest zainteresowana żeby ludzie umieli myśleć samodzielnie, rozumieli skutki jej działań i widzieli gdzie manipuluje. -- Blog o Niemczech i NRD: nrdblog.cmosnet.eu Blog hobbystyczny: hobbyblog.cmosnet.eu
    już oceniałe(a)ś
    12
    2
    Konieczna wiedza jest matematyka, fizyka, podstawy informatyki, troche chemii i wspolczesna biologia. Nauczyc ludzi czytac ksiazki o historii. Wytworzyc w ludziach zainteresowanie literatura piekna i sztuka. Nauczyc ludzi samodzielnie myslec. Nauczyc ludzi nikomu nie wierzyc i w nic nie wierzyc. Samemu rozwiazywac problemy. Wykluczyc indoktrynacje religijna badz tez po nauczanie podszytej ideologia historii. Oduczyc ludzi wiary we wszelkie zabobony. Wybic dzieciom z glowy religie. Beda mogly do niej wrocic jak dojrzeja.
    już oceniałe(a)ś
    10
    1
    Finansowanie religi w szkółach moze odwołać minister edukacji swoim rozporzadzeniem-nie trzeba zgody sejmu!, Dlatego kolejni ministrowie edukacji są wybierani przez Episkopat. A że takie osoby nie mają innych walorów,no to tym lepiej bo bedą bardziej wdzieczne za tak niezwykły awans.
    już oceniałe(a)ś
    10
    1
    Narzekanie, jedyna dyscyplina której warto uczyć i w której mamy osiągnięcia. Uniwersytetu Jagielońskiego i jego poziomu również bym nie przeceniał. Przykłady najnowszych i trochę starszych jego absolwentów mam każdego roboczego dnia. Poziom matematyki, logiki czy wiedzy ekonomicznej na porażająco niskim poziomie. Niektórzy cytują czasem książki, szkoda tylko że nie rozumieją co cytują i przytłaczającej większości tematów to jest nie na temat. No to sobie ponarzekałem. Co do "baranów" Hartmana to może nie użyłbym takiego słowa. Niedouczeniu i niesamodzielni (zespołowo też nie potrafią pracować). A i Baran to całkiem mądre zwierzę :)
    już oceniałe(a)ś
    10
    1
    Finansowanie religii w szkołach zależy od Ministra edukacji, bo finansowanie może odwołać swoim rozporządzeniem,nie jest potrzebna zgoda sejmu! Dlatego wybierani na tę funkcje są protegowani Episkopatu. A jeśli innych walorów minister nie ma, tym lepiej bo wdzięczność za taki nieoczekiwany awans większa.
    już oceniałe(a)ś
    8
    1
    Wielce szanowny Panie prof.Gutkowski, profesor Hartman dokonał krytyki polskiego systemu edukacji.Krytyka ta jest uzasadniona.Pan natomist domaga się,by prof.Hartman w krótkim artykule prasowym przedstawił całościowy,spójny program reformy polskiego szkolnictwa.Mam chyba prawo wymagać od członka Polskiej Akademi Nauk więcej niż od zwykłego Kowalskiego.Pan pwinien wiedzieć,że co innego krytyka pewnego stanu,a co innego budowanie nowego programu.Zresztą pan Hartman nie może i nie powinien wyręczać w tym odpowiednich organów państwa.Zarzut,że prof.Hartman nie odniósł się "choćby do kilku krajów europejskich" świadczy tylko o tym,że p.Hartman wie jak bardzo "kraje europejskie"borykają się z tym samym problemem,zaś Pan uznaje chyba jedynie drogę naśladownictwa,a przełamywanie pewnych stereotypów nie mieści się w Pana wyobraźni. Widać,że w "szkolnej rupieciarni" nie znalazł Pan niczego,co by z Pana mogło zrobić prekursora w czymkolwiek.Ponadto uważam,że używanie złośliwości w dyskusji z kolegą profesorem nie uchodzi.
    już oceniałe(a)ś
    8
    2