Ogromnie cieszą mnie coraz częściej pojawiające się głosy dotyczące koncepcji edukacyjnych i nowych kierunków uczenia się zorientowanych na potrzeby uczących się, czyli dzieci i młodych ludzi. Co więcej, pojawiają się też konkretne działania, takie jak te zmierzające do tworzenia szkół demokratycznych w Warszawie, Poznaniu i Łodzi.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Rolą edukacji jest przygotowanie młodych ludzi do życia poza szkołą; nie tylko do życia pełnego gotowych testów, ale do testu życia. Art Costa

Już w 1969 roku Carl Rogers podkreślał, że jedynym wyedukowanym człowiekiem jest ten, kto nauczy się, jak się przystosowywać i zmieniać; człowiek, który zdał sobie sprawę z tego, że żadna wiedza nie jest bezpieczna, a jedynie proces poszukiwania wiedzy stwarza podstawy do bezpieczeństwa. Zmiana, poleganie raczej na procesie niż na statycznej wiedzy to jedyny, który wydaje się sensowny, cel edukacji we współczesnym świecie".

Jeśli dorzucimy do tego zmiany technologiczne, jakie od tego czasu dokonują się w otaczającym nas świecie każdego dnia, zmiany w systemie "testocentrycznym" i "nauczycielocentycznym" - ciągle mocno zakorzenionym w oświeceniowym modelu oddzielania umysłu od ciała i emocji oraz nastawionym na dostosowanie się do ery industrialnej - wydają się konieczne.

Współcześnie powstaje wiele nowoczesnych teorii i koncepcji edukacji biorących pod uwagę zarówno naturalne predyspozycje człowieka jako spontanicznie i radośnie uczącej się od pierwszych dni życia istoty, opartych na wewnętrznej motywacji, jak i przemiany technologiczne i społeczne.

Te, które fascynują mnie najbardziej, czerpią właśnie z psychologii humanistycznej Carla Rogersa, przede wszystkim self-directed learning (Knowles, Brookfield, Roger and Hiemstra, Gibbons, Merriam, Caffarella, etc).

Wydaje mi się, że koncepcja self-directed learning jest jeszcze słabo w Polsce znana, zwłaszcza w literaturze, pojawia się czasem jako "uczenie samosterow(al)ne" lub "samokształcenie". Co więcej, odnoszona jest przede wszystkim do uczenia się dorosłych. Warto jednak podkreślić, że sam twórca terminu "andragogika" - Malcolm Knowles - zamiast przeciwstawiać ją pedagogice, zaproponował skalę od uczenia się zorientowanego na nauczyciela do uczenia się zorientowanego na ucznia.

Czyli takiego uczenia się, w którym to uczeń kierowany wewnętrzną motywacją przy WSPARCIU nauczyciela określa swoje cele uczenia się i sposoby ich realizacji, przeprowadza, dokumentuje, monitoruje i ewaluuje ten proces zarówno indywidualnie (autorefleksja), jak i we współpracy rówieśniczej (peer-learning) i nauczyciela-facylitatora.

Ważna jest sama treść, czyli CZEGO się uczymy, oraz W JAKI SPOSÓB się uczymy, rozwijamy swoją kompetencję uczenia się. I tu znowu pojawia się autorefleksja (inaczej samoocena - bo to ja wiem najlepiej, czego się uczę, można taką refleksję prowadzić na różne mniej i bardziej interaktywne i metaforyczne sposoby), jak i informacja zwrotna od innych. Czyli ucząc się czegoś, warto na każdym etapie co pewien czas zatrzymać się na chwilę i przyjrzeć się, co w danej sytuacji pomaga, a co przeszkadza w uczeniu się, biorąc pod uwagę zarówno wewnętrzne, jak i zewnętrzne uwarunkowania/potencjał.

Poprzez wewnętrzne czynniki rozumiem osobowość, dotychczasowe doświadczenie i potencjał, a poprzez zewnętrzne to, co może wspierać nasze uczenie się w naszym otoczeniu: ludzie i ich różne role, materiały, czasoprzestrzeń.

Uczenie się samosterowne jest związane z koncepcją HOLISTYCZNEGO uczenia się z dwóch perspektyw. Pierwsza oznacza, że proces uczenia się obejmuje całą osobę (łącznie z jej emocjami, ciałem, wyobraźnią, itp.), a nie, parafrazując sir Kena Robinsona, jest ograniczony "od szyi w górę" do wiedzy intelektualnej.

Odwołania do holistycznych koncepcji uczenia się odnajduję np. w modelu uczenia się Davida Kolba oraz w modelu facylitacji Johna Herrona. Z drugiej perspektywy proces samosterowalnego uczenia się, choć oparty na indywidualnych potrzebach i wewnętrznej motywacji, nie przebiega w odosobnieniu. Oparty na współpracy z innymi uczącymi się, facylitorami czy nauczycielami, różnymi osobami z otoczenia szkoły i ucznia (rodzicami, biznesem, organizacjami pozarządowymi, mediami itp.). Zależy od konkretnych realnych sytuacji, w której zachodzi proces uczenia się oraz od szerszych strukturalnych czynników politycznych, kulturowych, społecznych itp.

To w teorii. A jak jest w praktyce?

We własnym życiu zawodowym jako trenerka i facylitatorka uczenia się wdrażam zarówno powyższe, jak i inne - kontekstowe i społeczne np. - w praktykę. Od ośmiu lat prowadzę szkolenia dla młodych ludzi (w tym także nauczycieli i przyszłych nauczycieli) i organizacji pozarządowych w ramach edukacji pozaformalnej, współpracując z Fundacją Rozwoju Systemu Edukacji, głównie programem "Młodzież w działaniu", w oparciu o potrzeby i oczekiwania uczestników, w interaktywnej formie dającej przestrzeń do współpracy i refleksji. Wierzę, że granice edukacji pozaformalnej i formalnej są płynne (o czym można przeczytać m.in. w moim artykule w publikacji "Learning Mobility and Non-formal Learning in European Contexts", która niedługo zostanie wydana przez Radę Europy).

I wierzę, że warto stopniowo wprowadzać modele zorientowane na ucznia w polskich szkołach, poczynając od pierwszych klas szkoły podstawowej, a na studiach kończąc. Mimo iż podstawa programowa zakłada różne elementy współpracy uczniowskiej, pracy projektowej itp., moim zdaniem to nie wystarczy, aby faktycznie rozwijać potencjał, talenty i kompetencję uczenia się dzieci i młodych ludzi.

W Polsce badania pokazują, że z jednej strony duża część lekcji i zajęć polega wciąż na zakładaniu tej samej wiedzy początkowej u wszystkich uczniów, jednostronnym przekazywaniu wiedzy nauczyciel - uczeń, indywidualnym zewnętrznym ocenianiu. Z drugiej strony są nauczyciele i dyrektorzy szkół, którzy stosują nie tylko interaktywne metody oparte na doświadczeniu, ale także zapraszają swoich uczniów do "wyjścia poza pudełko standardowego myślenia" współpracy i refleksji.

Reasumując, każda sytuacja stwarza przestrzeń do uczenia się. Jak ta możliwość jest wykorzystana, zależy od wielu czynników, zarówno indywidualnych, jak i środowiskowych. Pozostaje zatem pytanie, co już działa w polskich szkołach, zarówno oddolnie, jak i systemowo w kontekście wspierania odpowiedzialnego, holistycznego i samosterowalnego uczenia się zarówno uczniów, jak i nauczycieli.

Co jeszcze można zmienić, wprowadzić, aby nauka była jeszcze ciekawsza, skuteczniejsza i odpowiadająca osobistym i społecznym potrzebom? Mam nadzieję, że te i inne "nowoczesne" i alternatywne teorie uczenia się będą dalej rozwijane i badane przez naukowców i że przede wszystkim zachęcą edukatorów - w tym nauczycieli - do poszukiwania nowych dróg wspierania uczenia się własnego i swoich uczniów.

Jednocześnie bardzo gorąco polecam film "Zakazana edukacja" (https://www.youtube.com/watch?v=JLyo8yjKeGY&feature=youtu.be), który z polskimi napisami opracowanymi przez Edukację Demokratyczną (www.EdukacjaDemokratyczna.pl) pokazuje różne formy szkół i to, że doskonały model nie istnieje, trzeba tylko podążać za naturalnymi potrzebami uczących się i samemu nie ustawać we własnym rozwoju.

*Marta Brzezińska-Hubert, trenerka edukacji pozaformalnej i międzykulturowej, absolwentka Międzynarodowych Stosunków Gospodarczych i Politycznych Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu i Centre for Social Studies IFiS PAN i Uniwersytetu Lancaster, mama pięcioletniego Ignasia

Co o tym sądzisz? Napisz: listydogazety@gazeta.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
    Czytam i czytam i widzę wodolejstwo a nie konkrety. Holistyka, andragogika, facylitatorzy iid. Wiecej obcojęzycznych zapozyczeń nie dało sie wsadzić? Wyglądałoby to jeszcze bardziej "szpanersko". Miałem już do czycienia z ludźmi posługującymi się takim bełkotem. Zawsze padali gdy słyszeli że mają przestać lać wodę i mówić konkretnie.
    już oceniałe(a)ś
    22
    4
    Długo przed koncepcjami holistycznymi i samosterowalnymi, ludzie wymyślili relację uczeń - mistrz. Mistrz posiadał wiedzę, doświadczenie oraz umiejętność i chęć dzielenia się nimi, uczeń rozwijał w sobie szacunek do mistrza, do wiedzy i do siebie. Taka relacja zakładała, że uczeń chce się uczyć (nawet przy uwzględnieniu sztubackiego lenistwa i krnąbrności), a mistrz przyjmuje na siebie ciężar i odpowiedzialność... bycia mistrzem dla innych. Czy taka relacja jest możliwa w dzisiejszej, masowej, szkole? Odpowiem pytaniem: jak to jest, że niektórzy nauczyciele są szanowani, mimo, że są surowi i wymagający? Posiadanie autorytetu, szacunku jest możliwe - ale te cechy posiada CZŁOWIEK, a nie przedmiot tej czy innej koncepcji pedago-socjo-psycho-logicznej, nie pełniacy rolę określoną w normie ISO-ileś-tam, nie realizator wytycznych otrzymanych "z góry". Podstawowym błędem dzisiejszego szkolnictwa jest postrzeganie go jak jakiegoś procesu produkcyjnego, w którym z materiału (sześciolatków) produkuje się wyrób (magistrów). Czy w tym procesie zastosuje się maszyny parowe czy neuroprogramowanie oparte o najnowsze osiągnięcia naukowe - to naprawdę nie zmienia istoty sprawy.
    już oceniałe(a)ś
    11
    1
    Pracuje w szkolnictwie szwedzkim i znam metody opisywane przez autorke. Moje doswiadczenia wyniesione z kraju nie sa dla polskiej edukacji laskawe. Absolwent wyzszej uczelni wierzy swiecie w swoj dyplom i rzadko sie doksztalca. Gdyby tak po paru latach zrobic mu test ze zdobytej wczesniej wiedzy, okazalo by sie, ze juz dawno z jego glowy wyparowala. Polak nie ma potrzeby wiedzy, nie weryfikuje jej, nie nadaza za zmianami. Jest konserwatysta nieznajacym swiata, obcych jezykow a nawet je lekcewazacy. Pokazaly to ostatnie badania z czerwona Polska na tle innych krajow EU. Polak musi wierzyc w autorytety, ktore dzis juz nimi najczesciej nie sa. Stad rasizm, homofobia i brak zrozumienia dla wspolczesnego patriotyzmu. Polski Kosciol takze zostal daleko w tyle za innymi katolickimi Kosciolami. Zmiany w szkolnictwie nalezy wprowadzic, takie jak tu nam przedstawione. Samoksztalcenie sie jako cel.
    już oceniałe(a)ś
    12
    2
    Nawet się zgodzę ze znaczną częścią wywodu choć mnie też drażni używany język...no ale potem przychodzi rzeczywistość szkolna...w każdym jej wymiarze.... i tu można stworzyć dłuuuugą listę.
    już oceniałe(a)ś
    4
    0
    dzień dobry, Dziękuję bardzo za komentarze. Mój głos w dyskusji jest z pogranicza naukowo-praktycznego, a taki a nie inny wybór słów sugeruje, że być może właśnie brak polskich określeń na współczesne zjawiska edukacyjne. Wierzę, że język tworzy w dużej mierze rzeczywistość, i bardzo chciałabym aby się to zmieniło. Więc jeśli ktoś może zaproponować mi użycie innego określenia na słowo facylitatorka uczenia się ( sama określam siebie czasem jako "wspierająca uczenia się" ) to będę bardzo wdzięczna. Angragogika to termin mający podobną etymologię do słowa pegagogika - z tym, że pedagogika odnosi się do uczenia - dosłownie "prowadzenia" dzieci, a andragogika dorosłych. Co więcej, to właśnie Polska jako jedna z nielicznych wyszczególnia na uczelniach kierunek andragogiczny. Jeśli chodzi o konkrety, to oprócz filmu "Zakazana edukacja", o którym pisałam, polecam też tę krótką animację, którą znalazł dzisiaj mój kolega z zespołu trenerskiego: www.youtube.com/watch?v=K96c-TGnSf4
    już oceniałe(a)ś
    1
    1
    Racja, człowiek winien być jak kameleon, niczym automat do wszystkiego. Jak ktoś jest do wszystkiego to jest do niczego. Nie widziałem jeszcze takiego co by się znał na słupie i na dupie.
    @aekielski No i dlatego wlasnie przecietny Polak malo potrafi i swiata nigdy nie pozna. Wiej juz wszystko po ukonczeniu szkoly sredniej, nie wspominajac juz o dyplomie (czesto falszywym) uczelni wyzszej. Gratuluje.
    już oceniałe(a)ś
    5
    0