Prof. Hartman jedzie ostro po bandzie, postulując zamykanie szkół, ale ma dużo racji, szczególnie co do jakości kształcenia uniwersyteckiego. Oburzenie minister Kudryckiej na profesorskie "barany wchodzą i barany wychodzą", jest albo wyrazem politycznej poprawności, albo tego, że sama pani minister jest dowodem w sprawie.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Według Kudryckiej w Polsce jest za mało studentów i każdy powinien mieć możliwość studiowania. To jest prawda, ale i polityczna demagogia, bowiem, jak mówi Hartman , 90 proc. dzisiejszych studentów nigdy nie powinno przekroczyć progu żadnej wyższej uczelni.

Podobnie 90 proc. tzw. uczelni wyższych nie powinno istnieć, szczególnie jeśli dostają dotacje od państwa. Uczelnia wyższa ma się zajmować edukacją, a nie przyuczeniem do zawodu. Student ma kształcić mózg, uczyć się myślenia, metod analizy i argumentacji, tak by na koniec studiów nie czuł respektu przed jakimkolwiek wyzwaniem, tak by obojętne mu było, co ma robić, bo ma taki aparat poznawczy! Przyuczaniem do zawodu sekretarek i urzędników bankowych niech się zajmą firmy lub instytucje, które oferują kursy zawodowe.

W Polsce jest ponad 350 wyższych uczelni. Znakomita większość kształci na poziomie niższym niż centra kształcenia zawodowego w czasach PRL-u. O ukończeniu decyduje opłacenie czesnego, a nie wiedza. Z polskich uczelni tylko uniwersytety Jagielloński i Warszawski mieszczą się w rankingach najlepszych uczelni globu, choć obie pod koniec w czwartej (sic!) setki.

Mylenie edukacji z przyuczeniem do zawodu wiedzie do biedy na uczelniach, i tych dobrych, i tych miernych, bo mizerne fundusze na edukację rozdrapywane są przez wielkie stado wilków. Tak jak zły pieniądz wypiera dobry, tak "barany" wypychają z rynku ludzi wykształconych i umiejących samodzielnie i twórczo myśleć.

Bo magister z byle jakiej uczelni jest tańszy niż magister z Politechniki Warszawskiej. Nie dziwota więc, że Polska jest w ogonie wynalazców w Europie. Świetni w powielaniu, nie wymyślamy nic nowego. Większość naszych absolwentów rzeczywiście jest jak te "barany" Hartmana. Prócz podstawowych umiejętności samodzielnego myślenia brak im odwagi do kwestionowania status quo, twórczej arogancji i zaufania do własnej wiedzy. I tu jest sedno sprawy.

Te cechy, niezbędne dla postępu, można nabyć tylko na elitarnych, szanujących się uczelniach, które są selektywne w doborze studentów i biorą tylko takich, którzy dowiodą, że rozumieją, dlaczego zostali studentami, mają alergię na głupotę i wstręt do zniewolenia umysłowego (patrz korporacje!).

Takie uczelnie nie zawahają się wywalić każdego, kto nie aspiruje do intelektualnej elity. Na takich to uczelniach młodzi ludzie nabywają odwagi, umiejętności analizy i dyskursu, poszanowania rzetelnej wiedzy, wstrętu do miernoty i nawyku zadawania trudnych pytań. Uczelnie powinny i muszą być elitarne w dobrym tego słowa znaczeniu, i otwarte tylko dla najlepszych, zarówno biednych, jak i bogatych, z dużych miast i maleńkich wiosek w Polsce B.

Więc jeśli Hartman postuluje demolkę naszego systemu edukacji, żeby uczelnie stały się wylęgarniami polskich elit intelektualnych, to mnie jest z nim po drodze.

Proponuję zakręcić natychmiast kurek z dotacjami dla instytucji, które miast zajmować się kształceniem, produkują barany. Zaoszczędzona kasa ma iść na dzieciaki, których miejsce jest na uniwersytecie, bo są inteligentne, głodne prawdziwej wiedzy i pracowite, ale dzisiaj mogą tylko pomarzyć o studiach, bo rodzice piją albo ich nie stać, albo tych rodziców w ogóle nie ma. A posyłać trzeba te dzieci tam, gdzie kształci się najlepiej, czyli na UJ, UW, ale też do Oksfordu, na Harvard czy University of Singapore, bo wiedza nie zna granic i żaden kraj nie ma na nią monopolu. Ale to już jest rewolucja, której ani ja, ani prof. Hartman nie doczekamy.

Co o tym sądzisz? Napisz: listydogazety@gazeta.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Mikołaj Chrzan poleca

Przydatne linki

Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
    Nie można zapominać, że obecni studenci to ofiary reformowanej edukacji. Trudno mieć do nich pretensje, że szkoły na kazdym etapie wymagaly myślenia odtwórczego, zabijaly samodzielność, uczyły "pod testy", "po łebkach"- bo jak inaczej nauczyć historii, geografii, fizyki czy chemii przy obecnej siatce godzin?. Po dwunastu latach podporządkowywania się naszemu systemowi edukacji każda indywidualność tępieje. Jeżeli rewolucja, to od podstaw, od pierwszych klas szkoły podstawowej. Tylko wtedy można selekcjonować dobór studentow na poszczególne uczelnie.
    @niktwazny126 Mądry komentarz, duży plus ode mnie :)
    już oceniałe(a)ś
    33
    3
    @niktwazny126 A do kogo mieć pretensje, jak nie do młodych ludzi, którzy nie myślą samodzielnie, nie kwestionują rzeczywistości i nie potrafią walczyć o swoje? Nie zgodzę się z twierdzeniem "każda indywidualność tępieje" - należę do wspomnianego pokolenia i wśród moich znajomych jest wiele kontrprzykładów.
    już oceniałe(a)ś
    2
    9
    Nie wiem, na ile miałeś kontakt z obecnymi studentami, ale jak ostatnio zadałem czterem grupom studentów, żeby opisali mi wpływ wycinania lasów na pogłowie jeleni, to wielu napisało, że przeniosą się na łąki i pola i zaczną gustować w podkradaniu pszenicy rolnikom :). Teraz jest taki wysyp matołków, że wyrobimy normę zidiocenia na następne dziesięć pokoleń :)
    już oceniałe(a)ś
    8
    3
    @europa40procent To juz efekt zapraszania mysliwych do szkół na pogadanki. Sama byłam świadkiem.
    już oceniałe(a)ś
    1
    1
    o ile trudno sie nie zgodzic ze stwierdzeniem ze kazdy powinien miec mozliwosc studiowania, o tyle pomysl zeby kazdy musial skonczyc studia jest cokolwiek chybiony.
    @bumcykcykhopsiup A gdzie Ty w artykule wypatrzyłeś taką tezę? Toż właśnie z nią Autor polemizuje.
    już oceniałe(a)ś
    10
    10
    @wj_2000 hartman twierdzi ze 90% osob nie powinno przekroczyc progu alma mater. z tym glownie polemizuje. druga czesc za jest w konflikcie z idea kudryckiej. lopatologicznie mowiac: kudrycka mowi "a" hartman mowi "b" a ja mowie "c" ktore jest pomiedzy nimi.
    już oceniałe(a)ś
    16
    5
    Artykuł prawdziwy aż do bólu. Ale co z tego że "Wyborcza" napisała gorzką prawdę o studiach w Polsce... Zbyt wielu ludziom w naszym kraju stan aktualny w szkolnictwie wyższym jest na rękę. Mam na myśli i kadrę naukową która się sprzedała i chałturzy na kilku etatach w pseudo-szkołach wyższych i studentów-nieuków tychże uczelni. Nie będzie zmiany na lepsze, jeśli ktoś taki jak pani Kudrycka zostaje ministrem i bredzi że "w Polsce jest za mało studentów i każdy powinien mieć możliwość studiowania". Daje zielone światło na otwieranie kolejnych prywatnych szkół wyższych wypuszczających absolwentów-durniów. Trzeba być osobą kompletnie nieodpowiedzialną i niedojrzałą do pełnienia publicznej funkcji jaką jest bycie ministrem, żeby wypowiadać takie herezje...
    Masz rację, tak jak autor artykułu. Zbyt wiele osób, pasie się całkiem dobrze, na tym co się nazywa szumnie ''szkolnictwo wyższe''. Nikomu tak na prawdę, nie zależy na zmianie obecnego systemu. Bo pomyślmy, co by się stało, jakby nagle zamknęli te ''pseudo uczelnie''. Co by było, gdyby te podobno dobre szkoły, polikwidowały nowo powstałe ''wymyślne'' kierunki studiów. Podejrzewam,że gwałtownie podniósłby się poziom bezrobocia. A to by się władzuni nie spodobało,oj nie. Już i tak, od lat owa władza próbuje oszukiwać w różnych rankingach, że niby u nas jest 14% bezrobocie. Ale nie tylko chodzi o bezrobocie. Myślę, że nasi włodarze, nie wiedzą jak się wykręcić z niesławnego systemu bolońskiego. Z gorliwością neofity , te paręnaście lat temu przyjęliśmy jego założenia...Przyjęliśmy je zupełnie bezrefleksyjnie : BO CHCIELIŚMY TAK BARDZO PRZYNALEŻEĆ DO TEJ CYWILIZOWANEJ, NOWOCZESNEJ EUROPY . Ów system , miał dać nam i innym krajom europejskim''kopa'' edukacyjnego, a po paru latach okazało się, że był to gwóżdż do trumny.szkolnictwa wyższego.
    już oceniałe(a)ś
    25
    1
    spoko spoko, to dzięki systemowi bolońskiemu zamiast pięciu lat udawania, że ja studiuję, uczelnia kształci i trzyma jakość a jej kadra się rozwija i podnosi swoją wiedzę etc., po 3 latach licencjatu zmywam się i kontynuuję studia na tym Zachodzie na 2-letnich magisterskich, nadrabiając braki w podstawowych czynnościach akademickich jak np. umiejętność analizy a nie tylko kopiuj/wklej na egzaminie i nadrabiając złe nawyki z POlszy.
    już oceniałe(a)ś
    8
    7
    @kotylia5 po 3 latach na UW, żeby nie było...
    już oceniałe(a)ś
    7
    2
    @kotylia5 Tak działający system jest formą ukrywania bezrobocia. Wg informacji GUS w roku akademickim 2011/2012 było 1,76 miliona studentów, co i tak jest niemal o 200 tys. mniej niż w roku 2005/2006.
    już oceniałe(a)ś
    2
    0
    System boloński jest świetny, jeśłi trzyma się poziom. Znam osoby, które są prymusami na studiach magisterskich, chociaż licencja mają z czego innego (chociaż oczywiście kierunki pokrewne). To jest dobre rozwiązanie, ponieważ pozwala poszerzyć horyzonty i tym samym perspektywy pracy. Rynek pracy wymaga interdyscyplinarności i bardzo dobrze, że tak jest. Np. nauczyciel w UK moze od razu zrobić magistra z pracy socjalnej (plus oczywiście nadrobienie ew. różnic programowch). To jest dobre, bo pozwala na zmianę zawodu zanim pojawi się wypalenie - ktoś z wieloletnim doświadczeniem w pracy z młodzieżą jako nauczyciel ma wszelkie szanse zostać bdb pracownikiem socjalnym albo terapeutą (do tego potrzeba już czegoś więcej niż mgr). Problem w tym, że w Polsce to furtka do robienia kasy i tyle. Wyższa Szkoła Bankowa np. przyjmuje na magisterskie z zarządzania po byle jakim licencjacie (np. po pedagogice), a w różnicach programowych nie ma mikroekonomii (albo makroekonomii - nie pamiętam, ale jednej z nich po prostu nie ma)....
    już oceniałe(a)ś
    0
    0
    Ma rację. Ze względów politycznych bezrobotnych zaproszono do szkół wyższych. A przecież tylko 10 % maturzystów nadaje się do studiów wyższych. Z tego 1/10 do doktoratu /czyli 1%/. Efekt: dyplomy bez wartości. W mojej firmie pracuje absolwent UJ który pisze z błędami ortograficznymi /np. napisał "alkochol"/. Szef próbował zatrudnić w recepcji absolwentkę germanistyki, ale się okazało, że nie mówi po niemiecku ! Znajomy profesor na uczelni zaczyna od programu gimnazjum /a czasem nawet podstawówki/. To nie znaczy, że nie ma zdolnej młodzieży. Jest. Ale tylko owe 10%, a nie pięć razy tylko !
    To zerknij w statystyki studiów doktoranckich. Niedługo bedziemy mieć doktorów na najbliższe 80 lat z okładem. i to przy niżu demograficznym i perspektywie zamykania całych wydziałów. Za 5 lat znów będę czytał lamenty "mam dochtora i nie mam pracy". Ludzie nie moga po prostu zrozumieć ze uniwersytety nie są szkołami zawodowymi tylko miejscem kształcenia kadr naukowych. Miejscem rozwoju nauki a nie metody kształcenia robotników gospodarce. Ale to jak grochem o scianę. Aleksander Filipiński wraz ze swoją świtą w latach 90 zwiększył limity przyjec na studia i w efekcie załatali dziurę w statystykach bezrobotnych magazynując wyż demograficzny na uczelniach. Następcy poszli tym sladem i w efekcie mamy masę ludzi którzy nei wiedzą co z sobą zrobić. No ale minister edukacji udaje ze tego nei rozumie, minister pracy dalej nie widzi ze w ogłoszeniach o pracę jest duży popyt na spawaczy ale mały na absolwentów kursów strzyzenia psów więc oferty PUP wyglądają jak wyglądają. Ten kraj to jeden wielki bajzel po prostu
    już oceniałe(a)ś
    37
    2
    @tacx Warto zauważyć, że wszystko równa w dół, studia doktoranckie też. Co z tego że jest sporo doktorów, jak ich poziom jest mizerny. To oczywiste, jeśli coś staje się zbyt masowe to przestaje to mieć wartość. Trochę idealizując, kiedyś studia były elitarne, dziś są masowe, zbyt masowe... Inna sprawa że na uczelniach na doktoratach nie zawsze zostają najzdolniejsi, lecz ci którzy do perfekcji opanowali karmienie ego pana profesora i sprawianie żeby się czuł miło:) Ale to zawsze było na uczelniach, i za tych lepszych czasów także. Mój były tutor to był matoł i do perfekcji opanował kreowanie się na mędrca - po latach widzę to o wiele lepiej niż wtedy gdy myślałem że tytuł "profesor" oznacza mądrość i oświecony umysł...
    już oceniałe(a)ś
    33
    3
    @duzy_pies_policyjny Za to cos innego idzie w gore. W Polsce wydaje sie wiecej tytulow czasopism naukowych niz w USA.
    już oceniałe(a)ś
    9
    2
    @duzy_pies_policyjny Jest jeszcze jedna motywacja do studiow doktoranckich: moja znajoma potraktowala studia doktoranckie jako 3 letni platny urlop macierzynski. Ani jej w glowie nie postalo robic jakis doktorat
    już oceniałe(a)ś
    16
    2
    "Uczelnia wyższa ma się zajmować edukacją, a nie przyuczeniem do zawodu. Student ma kształcić mózg, uczyć się myślenia, metod analizy i argumentacji, tak by na koniec studiów nie czuł respektu przed jakimkolwiek wyzwaniem, tak by obojętne mu było co ma robić, bo ma taki aparat poznawczy! Przyuczaniem do zawodu sekretarek i urzędników bankowych niech się zajmą firmy lub instytucje, które oferują kursy zawodowe." Nic dodać nic ująć. Od dawna próbuję przebić się z takim właśnie poglądem na niezłym przyrodniczym wydziale średniej wielkości publicznej uczelni. Bez skutku. Bezrefleksyjne stado forsuje tworzenie wciąż nowych śmiecowych kierunków pseudozawodowych o chwytliwych nazwach, pod publiczkę. Obawiam się, że profesor Hartman ma rację. Cały system edukacji trzeba zrównać z ziemią. Tego się nie da zreformować.
    @aeromonas Bzdura. Myślenia uczy zarówno projekt dla przemysłu jak i abstrakcyjne wykłady. Tak działa ludzki umysł, że trzeba mieć od początku praktykę, w której staje się przed problematyką oraz jednocześnie otrzymać teorię. Dopiero wtedy umysł łączy jedno z drugim, czyli: zrozumie, sprawdzi własne możliwości i je będzie potrafił rozwinąć. Mi dzisiaj jest obojętne przed jakim stanę problemem, różnica jest tylko w kwestii czasu. Natomiast jeżeli uczelnie - niektóre- nie zmieniły się od 10 lat, to wyobrażam sobie jak to wygląda w praktyce - oj co by tu zrobić, wymagają od nas nie wiadomo czego, a studenci to barany, co by tu wymyślać żeby to jakoś wyglądało...
    już oceniałe(a)ś
    3
    12
    @ epieniek niech czepialstwo będzie mi wybaczone, ale w końcu o edukacji i jej efektach ta dyskusja: czytając Ciebie trzeba stwierdzić, że połączenie teorii i praktyki języka polskiego pozostaje wyzwaniem aktualnym. Tak, wiem, znam te argumenty - "matematyk ma równanie napisać, a nie szesnastozgłoskowiec, chemik - wzór reakcji, a nie "nad Niemnem" itd. Jednak jeśli aspirują do miana inteligencji, to np. przy okazjonalnej kolacji chciałbym porozmawiać z nimi w ludzkim języku bez poczucia zażenowania.
    już oceniałe(a)ś
    14
    1
    Współczesny człowiek w szybko zmieniającym się świecie będzie wielokrotnie w ciągu swojego życia zmieniał nie tylko pracę, ale także zawód. Studia mają mu dać narzędzia mentalne: umiejętność samodzielnego uczenia się, poszukiwania i porządkowania informacji, wnioskowania i rozwiązywania problemó. Do tego potrzebna jest WIEDZA. Praktyka jest oczywiście potrzebna - ona w wystarczającym zakresie występuje w programie studiów przyrodniczych - jako ćwiczenia (mówię o sensownie zorganizowanych ćwiczeniach laboratoryjnych z "myślą przewodnią"). Praktyka zawodowa powinna mieć miejsce już w pracy - do wykonywania konkretnych zadań pracownika musi przyuczyć pracodawca.
    już oceniałe(a)ś
    12
    2
    --- @taglinda - "Mi" Twoje czepialstwo nie przeszkadza. ;-) 20:27
    już oceniałe(a)ś
    3
    3
    @taglinda wybaczone będzie czepialstwo ci. Jakom żyw takiego robokopo tudzież dziury szukania w całym nigdy nie spotkałem. Soc-przykładyzm realizmu wiecznie żywy, dzięki. Słyszał może kiedyś o nacechowaniu techniki w erze google? Ad personam coś mówi? A tak szczerze, na szczęście byłem tylko lekko pijany, prawo na ten temat nic nie mówi.
    już oceniałe(a)ś
    2
    1
    @taglinda A tak na marginesie, uzywasz może klawiatury ekranowej? Są niezbyt iintuicyjne w obsłudze, pozostaje jakaś nadzieja, że kiedyś opanuję tą jakże polską zdobycz techniki.
    już oceniałe(a)ś
    0
    1
    Barany z nieba nie spadły. Popyt steruje podażą. Kiedyś na absolwentów czekały huty, kopalnie, stocznie, flota, przetwórnie ryb, Cegielski, armia z jajami. Dziś parafie, GW, biura adwokackie, banki, agencje towarzyskie, ulica, innymi słowy demokratyczny bruk.
    już oceniałe(a)ś
    70
    15
    co to za Bełkot ??? to proszę - znajdź mi " tańszego " architekta !!! z uprawnieniami... ale nie po Politechnice ! Polska odsunęła - wzorem Włoch i Hiszpanii czy Niemiec - problem bezrobocia o pięć lat wysyłając milion dzieciaków na studia !!! i tyle...
    Niestety.
    już oceniałe(a)ś
    2
    2
    @greges58, pogo-0 Jako żywo. Dodać jeszcze należy, iż ponad 1 milion osób zatrudnionych jest w całym sektorze edukacji (raport GUS za 2012) Optymalizacja tego systemu skończyłaby się drastycznym wzrostem bezrobocia.
    już oceniałe(a)ś
    2
    1
    Prof. Hatrman powiedział głośno to co wszyscy wiedzą. Trudna do przełknięcia prawda , bo tysiące czytające ten artykuł to absolwenci którzy nie powinni dostać się na studia. Mój ojciec opowiadał mi , że w latach 60-tych miał nauczyciela akademickiego który wszystkim stawiał piątki bo walczył w ten sposób z systemem. Dziś system sam walczy z samym sobą. W ten sposób nie da się wykształcić elity, bo trudno oddzielić ziarna od plew. Przed wojną prawo w Wilnie , czy we Lwowie zaczynało studiować 5000 studentów na jednym roku, a kończyło 30-tu. Efekt - ustawy z lat 30-tych przezyły prawie socjalizm ( Kodeks handlowy, Prawo Upadłościowe, Prawo wekslowe i czekowe ). Potęgę polskiej inżynierii także wykuwano przed wojną. Co by tu nie mówić wielka była w tym zasługa Żydów zasymilowanych z polską elitą. Niestety coś skończyło się bezpowrotnie w 1989 roku. Od 1945 roku szkolnictwo było na barkach nauczycieli wychowanych przed wojną, a Ci wychowali bezpośrednio pokolenie uczące do 1989 roku. Upadek szkolnictwa zaczął się do kolejnego pokolenia wyedukowanego na nowych wzorcach po 1990 roku. Zgadzam się z wieloma opublikowanymi już głosami , że lepiej mieć 20 wybitnych magistrów niż tysiące idiotów z dyplomami.
    już oceniałe(a)ś
    30
    2