Mam dość! Dość wmawiania młodemu pokoleniu (mojemu pokoleniu), że jest niedouczone, że brak mu podstawowych kompetencji, że ich wykształcenie jest w dużej mierze bezwartościowe, jak również mam dość powtarzania, że wysiłek wieloletniej edukacji był bezcelowy lub co najmniej niewystarczający. Mam tego dość, nawet jeśli to wnioski nie bez przyczyn!
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Problem bezrobocia wśród młodych jest dziś medialnym tematem, i dobrze, bo problem jest realny. Budzi natomiast moją ogromną zgrozę ton, poziom bezczelności i głupoty niektórych ludzi mediów, gdy przychodzi czas na rozmowę o młodym pokoleniu.

Medialny koszmar

Piszę to na dzień przed maturą, a taki dzień jest dobry medialnie, by pochylić się nad dolą i niedolą młodzieży. I oto mamy główne wydanie "Faktów" TVN i materiał Renaty Kijowskiej "Egzamin dojrzałości?", a w nim szybka "setka" z Janem Wróblem , który mówi z charakterystyczną dla siebie pogodą ducha: "(Ktoś) spędza nawet kilka lat na takich studiach, kończy je, umiejąc nic, z dyplomem, który wart jest nic, z doświadczeniem życiowym, które jest nic niewarte... no, ten ma parę lat w plecy". Niebywałe! Takie rzeczy mówi nie tylko znany publicysta, autor książek, ale też człowiek edukacji, dyrektor liceum! Podkreślmy, człowiek, którego zadaniem jest dbać o jak najlepszą wiedzę wśród młodych, mówi, że ktoś po studiach posiada wielkie NIC!

Można tłumaczyć pana Wróbla tym, że mówił o kierunkach, o których powszechnie wiadomo, że nie ułatwiają znalezienia godnej pracy i płacy, ale to jest ledwie zauważalny kontekst, przekaz wielkiego NIC poszedł w świat, wystarczy, by wielu młodych poczuło się jak w spełnionym śnie Kononowicza, który akurat dla nich staje się koszmarem.

Przypominam sobie innego znanego dziennikarza i publicystę, który uległ podobnej nieodpowiedzialności w słowie, a chodzi o Jacka Żakowskiego, przeprowadzającego dłuższy czas temu w TOK FM wywiad z minister Barbarą Kudrycką . Pytał minister nauki i szkolnictwa wyższego, po co uczelnie produkują tylu dziennikarzy. - Przecież wiadomo, że w mediach są bądź będą same zwolnienia - mówił Żakowski.

Takie pytanie prof. Kudryckiej też bym chętnie zadał (też studiowałem dziennikarstwo), ale w toku rozmowy pan Żakowski dzieli się swoimi refleksjami dotyczącymi studentów w ogóle: "...jak się patrzy na twarze studentów, ja często jeżdżę z gościnnymi wykładami czy seminariami po uczelniach w Polsce, to w ogóle nie widać, by ta część populacji była zdolna do tego [tj. osiągnięcia wyższego wykształcenia]".

Złapałem się za głowę! Jacek Żakowski po twarzach poznaje ludzkie zdolności! To tak, jakby powiedzieć, że po twarzy pana redaktora Żakowskiego nie widać zdolności do abstynencji... Żakowski konkluduje, że "ulegliśmy jakiemuś mirażowi", że można wykształcić na wyższym poziomie 50 proc. obywateli. To znamienne, elita przestrzeni informacyjnej i prawodawczej ulega mirażom i entuzjastycznym tezom, a całe pokolenie ponosi cenę za to, co wydawało się pokoleniu ich ojców i matek.

Krzywdzicie nasze pokolenie

Rozumiem, że młodość nigdy nie cieszyła się szacunkiem starszych, co najwyżej ich pobłażliwością, ale im dłużej obserwuję debatę o sytuacji młodych na rynku pracy, tym bardziej rośnie we mnie wściekłość i frustracja.

W tej debacie jest mnogość negatywnych głosów o pokoleniu młodych ze strony tych, którzy mają dziś wszystko: głos, pozycję, pracę, doświadczenie, dorobek, pieniądze, a nawet klucze do drzwi, przez które młodzi chcą przejść.

Wszystko to trzymają dziś w rękach pracodawcy (w głównej mierze) i podmioty edukacji. Media, transmitując zwłaszcza pretensje pracodawców i profesorów postrzegających młodych jako nieprzygotowaną, roszczeniową hordę pustych nieuków, krzywdzą całe pokolenie, grzebiąc nie tylko zaufanie pracodawców do umiejętności młodych, ale również pewność siebie młodego pokolenia, jego determinację i wiarę, że kolejne inwestycje w siebie na polu edukacji i aktywności zawodowej zaprocentują awansem społecznym. Niszczy się też wartość edukacji jako takiej, uważanej coraz powszechniej za bezwartościową przez tych, którzy ją dają (o zgrozo!), i tych, którzy ją posiadają.

Dość kopania rowów

Dziś młodym proponuje się destrukcję, a nie konstrukcję. I ta destrukcja dotyczy większości ich dotychczasowej drogi życiowej. Namawia się ich do pragmatycznego i perspektywicznego myślenia, ale co to znaczy? Mówi się: może nie studiuj, pójdź do pracy, zobacz, w czym jesteś dobry, wybierzesz wtedy studia zgodne ze swoimi zainteresowaniami. Co za bzdura!

Kiedy osiemnastoletni chłopak z zamiłowaniem do matematyki i fizyki kończy ogólniak i nie wie jeszcze, co chce robić, a po dwóch lub trzech latach dostaje oświecenia, że jednak robotyka to jest to, czego chce, to wątpię, że dojdzie do tego wniosku dlatego, że ktoś pozwolił mu narysować system hydrauliczny lewej nogi robota kopiącego rowy, lecz raczej dlatego, że sam będzie już miał dość ich kopania.

A jaką "konstrukcję" myślową może przeprowadzić młoda tegoroczna maturzystka lubująca się w zagadnieniach informatycznych, gdy otworzy gazetę? Polska potrzebuje na gwałt programistów, no i jeszcze perfekt angielski, a najlepiej dodatkowo jakiś drugi. Poświęci od trzech do pięciu lat na naukę rozmaitych języków programowania i obcych, a przez ten czas rynek IT się nasyci bądź technologia zmieni o trzy-pięć generacji. Wtedy jej kompetencje staną się tak powszechne jak umiejętność przeniesienia danych na pamięć przenośną. Wtedy ta biedna dziewczyna otworzy znowu gazetę i przeczyta, że na wczoraj potrzebni Polsce są humano-programiści z umiejętnością pisania aplikacji na siatkówkę oka. Technologicznym guru świata będzie Raymond Kurzweil, a dziewczynie zostanie tylko myślowa dekonstrukcja.

0 pkt

Młodzi chcą systemu, chcą w nim uczestniczyć i egzystować oraz wymagają, by był skuteczny. Obecny system proponuje im tylko mydlaną bańkę, w której rozbudza się ambicje, oczekiwania i żądzę prestiżu, a która na końcu edukacyjnej drogi pęka pod własnym ciężarem.

Urodziłem się w 1986 roku, mój rocznik był pierwszym, który przeszedł pełną drogę według nowej reformy edukacji, tj. podstawówka - 6 lat, gimnazjum i liceum - po 3 lata (plus nowa matura), licencjat - 3 lata, magisterium - 2 lata. Gdy ta reforma wchodziła w życie, cieszyła się wielkim entuzjazmem polityczno-medialnym, zewsząd słyszałem, że jest ona gwarantem dobrego wykształcenia, a co za tym idzie - dobrej pracy. Dlaczego ja, kilkunastoletni wtedy chłopak, miałem temu nie wierzyć? I skąd miałem czerpać wyobrażenie o tym, że będzie zupełnie odwrotnie, skoro takiego wyobrażenia nie miały nawet elity budujące taki system edukacji? Może, gdybym uczył się samodzielnego myślenia, a nie metodologii rozwiązywania testów? Cóż, klucz odpowiedzi tego nie obejmuje. 0 pkt.

"Utopić w rzece"?

Nie chcę tu rozgrzeszać mojego pokolenia urodzonego w latach osiemdziesiątych, pokolenia szukającego lub wchodzącego właśnie na rynek pracy, której to pracy niespełna połowa nie może bądź nie chce znaleźć. Sam staram się nadrabiać swoje braki i dostosowywać do wymagań czasów. Ale oburzam się, gdy słyszę, że ja, moi koledzy i koleżanki z bliskich roczników nie jesteśmy nic warci.

Przecież musimy reprezentować sobą więcej niż jakiekolwiek pokolenie dotychczas szukające pracy, zgadzać się na brak ciągłości i stabilności zatrudnienia, często pracować więcej, jeszcze częściej zarabiać mniej, trzymać wróbla w garści, gdy wiele lat obiecywano nam gołębia na dachu.

Krzysztof Varga w swojej książce "Trociny" pisał tak o sytuacji młodych na rynku pracy w latach dziewięćdziesiątych i dziś (cytuję z pamięci): "Wtedy szczeniaki poiło się mlekiem i głaskało po grzbiecie, dziś pakuje się je do worków i topi w rzece". Trudno o lepszą puentę.

Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.

Przydatne linki

Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
    1. Młodzież rzeczywiście bywa niedouczona (cztery języki i w żadnym nic do powiedzenia), ale to również wina "staruchów", bo to oni są przynajmniej w połowie odpowiedzialni za edukację młodych (a same staruchy bywają niedouczone, niekulturalne i w ogóle szajs) 2.Liczbowo "staruchy" mają przechlapane omalże jak wy, bo jak nabiorą doświadczenia, to już nikt ich nie chce, bo nie rokują:-) 3. Inflacja wyższego wykształcenia istotnie skompromitowała ostatnimi czasy to pojęcie i wypaczyła jego sens. Jakaś społeczna pogarda wobec ludzi, którzy nie mają przynajmniej licencjatu wraz z koniecznością pokazania papierka ze studiów nawet przy staraniu się o posadę gosposi, powodują, że każdy wali na studia i większość je odwala. Cholera, nie bycie magistrem to nie powód do wstydu. Lepiej być świetnym hydraulikiem, jeśli się ma ochotę, (stolarzem, ogrodnikiem....) niż bezrobotnym dziennikarzem (studia dziennikarskie to jeden wielki pic na wodę moim zdaniem, albo ktoś jest medioznawcą, albo powinien skończyć jakiekolwiek studia, żeby znać się na czymkolwiek, aby o czymś móc nauczyć się pisać;) 3. Doskonale wiem, że tak naprawdę "nikt nie jest kowalem swojego losu" i nie chcę się wygłupiać stwierdzeniami typu "sami jesteście sobie winni", ale trochę tak jest: zamiast walczyć o swoje i próbować zmieniać system, w większości próbujecie wkręcić się w układ stworzony przez staruchów. Ten układ jest zły dla was i dla nas. Źle go zrobiliśmy i waszym psim (szczeniackim;-) obowiązkiem jest wywalenie go w powietrze. Sami macie urządzać ten świat, może wszyscy na ty skorzystamy:-)
    @moskwasadowa mam nadzieję, że młodzi potrafią liczyć do czterech lepiej niż my ;)
    już oceniałe(a)ś
    16
    2
    Co tu mozna powiedzieć ,zagłosujcie jeszcze raz na PO ? Pośmiejcie się z Babć,ewentualnie z Dziadków. Za parę latek zgarniecie emeryturę w wysokości 100 zł i w między czasie będziecie sie bić w garkuchni pomocy społecznej z jakimś muslimem ewentualnie żółtym
    już oceniałe(a)ś
    10
    21
    Masz dużo racji. Ja bym dodał jednak, że jak na przyszłego dziennikarza autor listu okazał się niezbyt wnikliwy. Już to powoduje, że powinien wybrać inną drogą. Wystarczyło poczytać życiorysy dziennikarzy z "wyrobionymi" nazwiskami, żeby zorientować się, że nie kończyli oni dziennikarstwa. Zresztą co to za kierunek dziennikarstwo? Studia poświęcone pisaniu reportaży, felietonów i not prasowych? Gdy ja studiowałem, to była politologia - takie studia dla mądrali, którzy mięli znajomości w telewizji, albo chcieli się realizować w partiach politycznych. Dziennikarzem może zostać każdy, kto się na czymś zna, a tak przynajmniej dawniej bywało. Dziennikarzami ekonomicznymi byli ekonomiści. Nie traktowali jako synonimów wzrostu gospodarczego i rozwoju gospodarczego i nie mylili recesji ze spowolnieniem jak dzisiaj. Dziennikarzami sportowymi byli ludzie znający się na sporcie. Podobnie było z innymi dziedzinami. Zostawała niewielka luka dotycząca wydarzeń politycznych i wieści gminnych, którymi mógł się zajmować każdy, kto poprawnie posługiwał się językiem polskim. A tu nagle kilka lat temu zaczęły mnożyć się prywatne szkoły rzucania ryżem w dal i biznesu i stworzyły cała masę dziwnych kierunków, jak dziennikarstwo, ekologia, bezpieczeństwo narodowe, strzyżenie zwierząt domowych czy aranżacja ogrodów. Zresztą uniwersytety też przyjmowały hurtowo na kierunki "ogólnorozwojowe" nie dające żadnej wiedzy fachowej. Człowiek po takich kierunkach może zajmować się wszystkim, czyli niczym. nie każdy ma szansę zostać na uczelni i rozwijać karierę naukową w dziedzinie humanistyki. Większość ludzi idzie do pracy w przedsiębiorstwach, opiece zdrowotnej, oświacie, administracji czy służbach mundurowych. A w firmach na stanowisku kadrowca zatrudnia się człowieka po zarządzaniu personelem, na stanowisku księgowego zatrudnia się ekonomistę, na stanowisku marketingowca, człowiek po marketingu, w produkcji zatrudnia się inżynierów. Zostaje dział handlowy, gdzie trafiają ludzie umiejący sprzedawać i sekretariat, gdzie pracują młode ładne kobiety o długich nogach. Nigdzie nie ma działów humanistycznych. Każdy kto szedł na takie studia musiał to wiedzieć. Nie można mieć dzisiaj pretensji, że jak się jest po socjologii czy dziennikarstwie, to nie można znaleźć pracy. niestety, wielu wykładowców oszukało swoich studentów mówiąc im, że czeka ich świetlana przyszłość. Nie można mieć o to do nich pretensji. To tak, jakby oczekiwać od właściciela komisu samochodowego, że nam powie, że ten samochód jest po wypadku, a tamten zalała powódź. Gdyby mówili prawdę, to nie zarobiliby na chleb. Trzeba było słuchać sąsiada, albo wujka, który ma firmę i mówił, że "humanistów" to on do niczego nie potrzebuje.
    już oceniałe(a)ś
    13
    2
    @moskwasadowa Powiedz teraz, kto jest odpowiedzialny za edukację w Polsce? Młode pokolenie? Kto uczy w szkołach, jeśli nie ci wykształceni za czasów "solidnej szokły" nauczyciele w większości nie wkładający nawet odrobiny wysiłku w swoją pracę? Kto znudzony odklepuje tematy lekcji ze swojego, 30-letniego zeszytu i liczy na to, że zaszczepi w ten sposób u 15-latków pasję do przedmiotu? Wreszcie - kto włącza dziecku kablówkę, zamiast poczytać książkę i tak po prostu z nim porozmawiać? To wszystko wina młodych?
    już oceniałe(a)ś
    9
    3
    @profesorgabka Święta Kunegundo, a gdzie ja napisałem, że to wszystko wina młodych? Toż w pierwszym zdaniu piszę, że tak nie jest! Natomiast denerwuje mnie mit, jaki pokutuje w w każdych czasach, polegający na tym, że kiedyś było lepiej. Nie było, do cholery, do podstawówki zacząłem chodzić w latach 70. i ukończyłem ją zgodnie z planem :-), zdałem do liceum i doskonale pamiętam, że spotkanie w jakiejkolwiek szkole nauczyciela z prawdziwego zdarzenia to była fiesta i święto, na palcach jednej ręki można było ich zliczyć. W dodatku na studiach wcale nie było lepiej, dla myślących nonkonformistycznie właściwie jeszcze gorzej. A perspektywy? Nie mieliśmy żadnych perspektyw. Jak komuna upadła, znaleźliśmy się w sytuacji koszmarnej, nikt w tym kraju nie wiedział, czym tak naprawdę jest wolność i kapitalizm i jak się w tym poruszać. I wcale nie chodzi mi o to, że mieliśmy gorzej, po prostu mieliśmy inaczej, ale przynajmniej nie winimy wszystkich dokoła za to, że było jak było...
    już oceniałe(a)ś
    5
    1
    Współczesna szkoła uczy wszystkiego, poza tym, jak się uczyć. Obecne pokolenie nie czyta już niczego, bo wszystko jest na wyciągnięcie ręki (w sieci). A tak, czytają... streszczenia i to, co potrzebne do testów... Tzw. wiedza ogólna nie służy do popisów erudycyjnych (choć może) ale sprawia, że na drodze skojarzeń, podobieństw znajdujesz rozwiązania nowych problemów, że szukając pomocy, wiesz choćby pobieżnie gdzie i czego szukać. W cyklu "Matura to bzdura" nie brak podstawowej wiedzy jest najsmutniejszy, ale reakcje "tego pokolenia" na owe filmy: "no co, w szkole nie mieliśmy, a zresztą na co mi ta wiedza?" - podczas gdy my oscylujemy między zażenowaniem a pełnym politowania śmiechem... Ale rośnie już następne pokolenie, pokolenie "mięsnego jeża" (ale śmieszne, no boki zrywać, nie jakieś niezrozumiałe starsze komedie czy inne montypajtony) - oni wolą siedzieć razem w sieci i nie robić nic niż usiąść czasem samemu i zrobić cokolwiek. Przecież gdy się przyzna, że przeczytał książkę, to go wykpią i to w tak wyrafinowny sposób... za pomocą LOL, xD, hehehe, OMG i podobnie wyrafinowanych komentarzy. Lepiej pociąć w lola i komentować (za pomocą równie wyszukanych zlepek znaków) fotki na fejsie. Tak więc głowa do góry, odgryziecie się jeszcze na młodszych, fala musi trwać.
    Szkoła owszem, naucza. Jednocześnie tabuny zdurniałych rodziców walczą jak mogą, aby ich młode nie przeciążały się w szkole. Co się dzieje z wymagającymi nauczycielami? Niestety, odkąd ktoś stwierdził, że rodzice są osobami kompetentnymi do mieszania w życiu szkoły, wtrącania się w realizację zadań nauczyciela, odkąd rozhisteryzowane matki czy schamiali ojcowie są chętniej wysłuchiwani niż specjaliści, którym państwo dało dyplom z prawem do nauczania, to będzie jak będzie. Dzieci, młodzież, to przede wszystkim odbicie własnego domu i co się z niego wyniosło. Ostatnio coraz częściej wynosi się kasę.
    już oceniałe(a)ś
    9
    1
    "Na co mi ta wiedza, to mi się w życiu nie przyda" brzmi śmiesznie, zwłaszcza w ustach 18-latka, który nie ma (chyba, że jest jasnowidzem) ZIELONEGO pojęcia o tym, co i kiedy mu się w życiu przyda. Przed takim dzieciakiem jeszcze kilkadziesiąt lat życia, nie wiadomo w jakich warunkach, co będzie musiał robić, a on już "wie", jaka wiedza mu się przez te lata przyda, a jaka nie. Głupota połączona z pewnością siebie- najgorsza mieszanka.
    już oceniałe(a)ś
    12
    1
    Oczywiście masz rację. Mogę sypać jak rękawa przykładami młodych, rozsądnych, wykształconych, otwartych ludzi .Wolna Polska miała być lepsza dla młodych. Nie jest. Muszą stąd wyjeżdżać. Po architekturze, po prawie, ekonomii, inżynierowie,po. lingwistyce i innych kierunkach. Ewa, Kasia, Justyna i Wojtek mieszkają w USA. Anka i Martyna skończyły studia w Londynie i tam pracują. Iwona broni się w czerwcu i wyjeżdża na stałe do Paryża.Mam też fajnych znajomych w Brukseli, w Irlandii. Tak się złożyło, że wszyscy urodziliśmy się bez koneksji, ale z ambicjami, odważni, niegłupi.Prawie wszyscy kończyliśmy tzw. renomowane licea i dobre jak na Polskę uczelnie. Wiem, że bezrobocie wśród młodych jest duże, ale ja nie mam bezrobotnych znajomych. Kto miał problem ze znalezieniem pracy lub zarobki były nędzne, dość szybko decydował się na wyjazd. Reszta lepiej zarabiających pracuje w Polsce, ale niektórzy już mówią, że niczego się nie dorobią i myślą, aby dołączyć do tych, co już wyjechali.
    i to jest rozwiązanie? wyjechać?też o tym myślę, niestety, ale myślę że coś jest nie tak w tym systemie skoro państwo płaci z wykształcenie młodych ludzi a potem nie zapewnia im NIC, zachęcając tym samym do wyjazdu; a za to jak młodzi ludzie są przygotowani do życia należy chyba winić system, który każe zakreślać odpowiedź zgodną z kluczem a nie kreatywną...
    już oceniałe(a)ś
    10
    4
    no, trochę się młody człowiek wkurzył i pojechał po bandzie. Prawda jak zwykle leży pośrodku. Znam bardzo fajnych młodych ludzi, którym się chce, maja ambicję, sa elastyczni, myślący i rozmowa jest z nimi przyjemnością. Ale widzę też takich, co k..a co drugie słowo, z komórki jakieś techno puszczą i heheh, małpy w zoo wydają się bardziej od nich zaawansowane umysłowo. Ja sama mam dwójkę znajomych po studiach. Jeden próbował paru kierunków, wszystkiego po semestrze, wreszcie wziął urlop coby się zastanowić dalej nad życiem. I go olśniło - zostanie księdzem. Poszedł do seminarium. A główka mu latała za dziewczynami ostro. Więc się go pytam - czy ty na pewno przemyślałeś te swoje powołanie? A on na to - no, ale jak nie zakon, to wojsko. Ja muszę żyć w koszarach, żeby mi ktoś życie zorganizował, sam nie dam rady. Przypadek drugi. Dziewczę urocze, studia na kierunku artystycznym, pasja, talent. Żyje się jednak z tego kiepsko. Zaczęły się poszukiwania - może to, może tamto, może juz nic. Sama nie wie, co chce robić, co ją interesuje. Próbuje coś pisać, działać jako dziennikarz, ale ani treść, ani język nie porywają. Próbuję doradzić, pytam "ale co byś chciała robić?". A ona na to - nie wiem, może być...doradcą zawodowym? Nie wiem, mam wrażenie, że w moim pokoleniu, o pokoleniu rodziców nie wspominając, było trochę inaczej. To, co dziś się postuluje, czyli otwartość na zmiany, gotowość do adaptacji w różnych warunkach, w różnych zawodach - to juz było. Przykład - wykształcenie matematyczno-ekonomiczne, praca jako dziennikarz, potem recepcja w klinice, sekretariat kancelarii prawnej.Albo wykształcenie muzyczne - praca jako dziennikarz, manager, rysownik, rękodzieło. Albo wykształcenie pedagog i dziennikarz - praca jako dziennikarz, ale też fotografik, a głównie artysta plastyk. Albo wykształcenie - wszystkiego po trochu, od anglistyki po geografię - potem własna firma w branży informatycznej, potem sklep z winami. Albo technikum gastronomiczne, a żyje ze śpiewania. Może jedynym utrudnieniem dzisiaj jest to, jak przebiega rekrutacja. Coraz mniejsza jest ufność pracodawców w zdolność szybkiego uczenia się kandydatów do pracy. Coraz mniejsza wiara w to, że mają wszechstronne umysły i duże zdolności adaptacyjne. Stąd żądania nieprawdopodobnej liczby certyfikatów na wszystko, doświadczenia, prawa jazdy - myślą naiwnie że się zabezpieczą przed inwazją baranów. A to nie tak. Może przyjść ktoś, kto nie ma ani jednego papiera, ale ma autentyczną zdolność do tego, czy tamtego. Ja w ogóle nie korzystam z tego, co się nauczyłam na studiach. Nawet w swoim zawodzie bazuję na późniejszym dokształcaniu i zbieraniu doświaczeń za granicą, co odsłoniło przede mną zupełnie nowe horyzonty. A na co dzień wykorzystuję albo jakieś naturalne talenty, albo te rozwinięte jeszcze w liceum, które miało porządną bazę nauczycieli od przedmiotów humanistycznych. Języka nauczyłam się sama poprzez przyjaźnie i współpracę z cudzoziemcami. Chłopak się buntuje przeciwko pogardzie, ale niech on te słowa skieruje do tych młodych, którzy psują opinię o ich pokoleniu. Niech oni wszyscy z tego pokolenia poczują się odpowiedzialni za to, jak postrzegani sa jako ogół. Niech wciągnie ten młodociany margines społeczno-umysłowy do jakichś działań, to zyskają na tym wszyscy. Niestety przekonywnie starszych "nie jesteśmy tacy źli" podczas, gdy codziennie można się spotkać z przykładami głupoty, ignorancji i braku pomysłu na siebie wśród młodych - nikogo nie przekona. Bo może 10% rzeczywiście nie zasługuje na krzywdzącą opinię. Ale niestety zawsze prędzej dostrzega się to, co złe i to "ci źli" pracują także na opinię tych mądrych.
    Świetny post, składny, inteligentny, czytam z przyjemnością. To miła odmiana po nieprzemyślanych wymiotach werbalnych jakich wiele tu na forum, z wplataniem wszędzie polityki, Tuska, afer, teorii spiskowych, z przerzucaniem się winą i z wklejaniem durnych linków.
    już oceniałe(a)ś
    13
    2
    @theorema <Znam bardzo fajnych młodych ludzi, którym się chce, maja ambicję, sa elastyczni, myślący i rozmowa jest z nimi przyjemnością. Znam wiele starszych osób którym się chce, są myślący i rozmowa z nimi jest przyjemnością. Przy 38 milionach populacji wszelkie uogólnenia typu "dzisiejsza młodzież" i "dzisiejsi tetrycy" musi być krzywdzące, ale o ile o dzisiejszych 40 i 50 pisze się albo w perspektywie emerytur (i zachęca młodzież do prokreacji, żeby miał kto na nie pracować!) albo w superlatywach, jako polskich baby-boomers, tych którzy uratowali Polskę po 1989. A o młodych pokoleniach pisze się wyłącznie negatywnie, albo wprost atakując, albo jako o "straconym pokoleniu", co jest równie demotywujące. Gdybym był złośliwy, powiedziałbym, że wystarczy wskazać które pokolenie jest właścicielem mediów, ale jako człowiek z gruntu łagodny, daruję sobie. Tak czy inaczej, autor ma dużo racji- jeśli wszystkie te negatywy o młodych pokoleniach byłyby racją, to w pierwszym rzędzie należałoby rozstrzelać każdego "baby boomera", bo przecież ta młodzież nie szła na "bezużyteczne" studia i nie uczyła się do "odmóżdżających" testów w szkole sama z siebie...albo rodzina kazała/sugerowała a prasa gorąco przytakiwała, albo było to odgórnie narzucone. Alternatywą jest uznanie, że to faktycznie ich wina, i że od człowieka w wieku lat 15-20 należy oczekiwać takiego samego doświadczenia życiowego i zdolności przewidywania jak od osoby o dwie dekady starszej, ale wtedy...wtedy prawa wyborcze od 15 roku, bo jeśli są odpowiedzialni za własny los w tym wieku, to mogą też być odpowiedzialni za państwo.
    już oceniałe(a)ś
    6
    3
    Nie wiem czy to wina wykształcenia, czy zmian kulturowych, ale po prostu - czytajcie więcej. Na razie jesteście przeważnie niezdolni do konstruowania dłuższych ciągów myślowych. No i stwarzacie problemy z komunikacją. Na przykład: nie potraficie odmieniać przez przypadki (wskazówka: nie ma takiego wyrazu, jak "ludzią"). Czepiam się? Nie, po prostu apeluję: dajcie się traktować poważnie, a nie jak grupa niedouczonych, ale za to roszczeniowych dzieciaków.
    @sir_fred Racja, to som ciężkie przypatki.
    już oceniałe(a)ś
    10
    0
    @sir_fred Cały problem leży właśnie w tym tym, że od programisty czy projektanta systemów hydraulicznych lewej nogi robota kopiącego rowy wymaga się kwiecistych wypowiedzi i znajomości dylematów moralnych postaci z książek Orzeszkowej. A nie solidnego zaprojektowania tego systemu, dlatego mamy w Polsce 38 milionów ekspertów pouczających wszystkich w kwestiach językowych, natomiast z osiągnięć technicznych możemy pochwalić się montowaniem śrubek w fabryce włoskiego koncernu.
    już oceniałe(a)ś
    25
    13
    @profesorgabka Wąska specjalizacja to gwarancja bezrobocia w średniej perspektywie czasowej. Dyskusja o dylematach moralnych rozwija mózg i pozwala się adaptować do zmiennej sytuacji. BTW, mamy również 38 milionów lekarzy, polityków i ekonomistów. Taki kraj jak wszystkie inne w Europie.
    już oceniałe(a)ś
    15
    2
    @rodzaj_konta Do tych wszystkich innych w europie ci eksperci jadą kłaść płytki i lać piwo, dziwne że osobie z tak szerokimi horyzontami nie daje to do myślenia.
    już oceniałe(a)ś
    6
    7
    Jadą i jechać będą. Przemysłu lokalnego resztki. Hodowla, świnie i krowy, poniżej minimum odtworzeniowego. Cały handel detaliczny francusko-niemieccko-portugalski ciągnie większość towarów z macierzystych krajów. Bankowość/finanse w całości lokalne filie zagranicznych matek. I tylko zielono przed oczami na tej wyspie dobrobytu. Pewnie od jedzenia szczawiu i mirabelek..
    już oceniałe(a)ś
    12
    4
    @rodzaj_konta A czyja to wina? Młodych, którzy chodzili w pieluchach kiedy wy, wykształceni, inteligentni, oczytani, z szerokimi horyzontami dawaliście się wydymać i wybieraliście ludzi doprowadzających kraj do obecnego stanu? Rozśmieszasz mnie coraz bardziej.
    już oceniałe(a)ś
    17
    3
    @rodzaj_konta p.s. dowcipy ze szczawiem zabawne były raz, może drugi jakieś dwa tygodnie temu, czy wykształconego, oczytanego człowieka naprawdę stać jedynie na powtarzanie tego samego po raz tysięczny?
    już oceniałe(a)ś
    10
    3
    @sir_fred Akurat wszyscy znani mi sensowni programiści to ludzie ponadprzeciętnie oczytani (i nie mam tu na myśli literatury technicznej). Nawiasem: najlepsi z nich to absolwenci nie informatyki, ale matematyki, fizyki lub astronomii, a więc kierunków, które nie dają (prawie) żadnych konkretnych umiejętności poszukiwanych przez rynek pracy, ale dają coś tysiąc razy cenniejszego: dyscyplinę umysłową.
    już oceniałe(a)ś
    8
    0
    @profesorgabka Nie, profesorze. Nie wymaga się kwiecistych wypowiedzi. Wymaga się znajomości języka na poziomie pozwalającym sprawnie się komunikować. Projektant systemów musi zrozumieć wymagania użytkownika. Nie może sobie swobodnie interpretować słów, których znaczenia nie zna. Nie może ignorować szyku zdania, decydującego czasem o znaczeniu. Musi też zrozumiale opisać to, co zaprojektował, żeby użytkownik mógł to zweryfikować przed rozpoczęciem kodowania (oczywiście upraszczam, bo sposób weryfikacji zależy od przyjętej metodyki wytwórczej, ale nie miejsce tu i czas na szczegóły). Z doświadczenia wiem, że większość błędów systemów IT wynika z niezrozumienia wymagań, nieprecyzyjnych zapisów i braków w komunikacji między uczestnikami procesu wytwórczego. Dlatego nie chciałbym zatrudniać projektantów IT, którzy nie władają językiem polskim. Nie chcę się wstydzić za ich pełną błędów korespondencję z klientem czy żenującą dokumentację, którą tworzą. Nie chcę, by tworzyli oferty, które jakiś stary dyrektor po stronie klienta wyśmieje. Nie chcę zatrudniać dodatkowo korektorów, którzy będą poprawiać po tych asach. A kompetencji językowych nabywa się przez czytanie i nie ma innej drogi. Oczywiście "ukrywanego w piwnicy" geniusza programowania z chęcią zatrudnię, nawet jeśli w CV walnie pięć ortografów, ale to wyjątek, a mój apel ma charakter ogólny - niestety większość stanowisk pracy wymaga intensywnej komunikacji międzyludzkiej i większość ludzi nie jest geniuszami.
    już oceniałe(a)ś
    3
    0
    Troszkę się Pan zagalopował, młody człowieku. Proszę nie zwalać na nauczycieli. Oni są wykonawcami decyzji ministerialnych. Nauczycielka mojego dziecka powiedziała mi wprost, że wstyd jej patrzeć w oczy rodzicom, bo ona wie, że szkoła już niczego nie uczy. Nauczycielowi nie wolno robić więcej, niż pozwala ministerstwo. Za poszerzanie treści programu nauczyciel może zostać pociągnięty do odpowiedzialności za... tworzenie nadmiernego stresu dla uczniów. Owszem, zdarzają się nauczyciele źli, ale dawniej było ich dużo więcej, a mimo to trudno powiedzieć, by pokolenia chodzące do szkół w latach 70. czy 80. były niedouczone, bo to one stworzyły tę rzeczywistość technologiczną i naukową, w której żyjemy. Tyle, że wtedy nikt nie słyszał o wychowaniu bezstresowym, do szkoły chodziło się, by harować, a nie dobrze się bawić, były kary dyscyplinarne za lenistwo. Wierzcie dalej w te swoje fetysze, że szkoła nie jest od tego, by uczyć, ale by pokazywać, jak się uczyć. Wierzcie dalej, że ze szkoły wystarczy wyjść z umiejętnością rozumienia tekstu i zdawania testów. Wierzcie dalej, że najważniejsze jest "wyszukiwanie informacji" (ale już nie jej przyswojenie). Poszukajcie sobie jeszcze więcej wykrętów, jak tu solidnie się nie pouczyć - na pewno góry będziecie dzięki temu przenosić. I jeszcze jedna refleksja: niestety rzeczywiście jest tak, że wykładowca w mgnieniu oka potrafi ocenić, czy słuchacze są partnerem i rozumieją, co się do nich mówi, czy jest to stado zapędzonych baranów. To widać po oczach i nie trzeba specjalnego doświadczenia, by odróżniać, z kim ma się do czynienia.
    Pan się mocno zagalopował. Nauczyciele w większości są przywiązani do Karty Nauczyciela lub innych przywilejów. Szkoły nie reagują na zmiany, stoją w miejscu, pomimo przemiany społeczeństwa. A wykładowca powinien mieć umiejętność przekazywania wiedzy to raz i dwa - zaktualizowanej. A z reguły większość z nich tego nie potrafi. Po co - studenci już opłatę wnieśli...
    już oceniałe(a)ś
    0
    1
    "Dość wmawiania młodemu pokoleniu (mojemu pokoleniu), że jest niedouczone, że brak mu podstawowych kompetencji" Kiedy to szczera prawda jest! Oczywiście twierdząc tak, czynię pewne uogólnienie, ale bez uogólnień nie ma dyskusji, bo nie damy rady rozmawiać o każdym z osobna. A wy, młodzi, mało czytacie i mało wiecie, bo wydaje wam się, że wiedza jest na wyciągnięcie ręki w Wikipedii i ogólnie w Internecie. Tak, ta wiedza tam jest, ale jeśli choć części z niej nie ma w waszych głowach, to owszem, JESTEŚCIE niedouczeni. Takie są fakty.
    @lagazzaladra Już Arystoteles biadolił, że młode pokolenie niedouczone korzysta z jego liczydła. Świat się kręci, świat się zmienia, czas otworzyć oczy.
    już oceniałe(a)ś
    14
    11
    Otwieram oczy i widzę. Młodzi niedouczeni, a wielu ograniczonych.
    już oceniałe(a)ś
    15
    7
    @rodzaj_konta Na szczęście stare pryki nie potrafiące odnaleźć się w nowej rzeczywistości i obwiniające za wszystkie swoje niepowodzenia Układy, SB i żydów są od nich lepsi. Ci wszyscy pikietujący z kartonowym tupolewem i pchający dzieciaki do komunii bo tak trzeba, co ludzie powiedzą, to elita intelektualna społeczeństwa tylko dlatego, że do szkoły chodzili w czasach edukacji pro-sowieckiej. Śnij dalej.
    już oceniałe(a)ś
    18
    6
    @lagazzaladra Istnieją niedouczeni młodzi ludzie. Tak samo jak istnieją niedouczeni pięćdziesięciolatkowie czy niedouczeni emeryci. Ale jakoś bardzo łatwo wyciąga się uogólnienia...
    już oceniałe(a)ś
    16
    1
    @rodzaj_konta i to bardzo ograniczonych !!!
    już oceniałe(a)ś
    3
    2
    Napisałem bardzo wyraźnie, dlaczego dokonuję uogólnienia: bez uogólnień nie ma rozmowy. A ja osobiście uważam, że to moje konkretne uogólnienie ma wyjątkową rację bytu - to nie jest tak, jak piszesz, że "istnieją niedouczeni młodzi ludzie", bo to jest stosowanie niewłaściwego kwantyfikatora. Należałoby napisać "Istnieją młodzi ludzie, którzy coś jednak wiedzą" - bo en masse to ci młodzi są niedouczeni.
    już oceniałe(a)ś
    8
    2
    @mieszkaniec_wszechswiatow Po pierwsze, zdanie zaczynamy z wielkiej litery. Po drugie nie stawiamy spacji przed znakiem interpunkcyjnym. Po trzecie, nadużywanie wykrzykników świadczy raczej o Infantyliźmie, niż o oczytaniu i solidnej edukacji.
    już oceniałe(a)ś
    6
    2
    Niestety, w narzekaniu na młodych jest bardzo dużo racji, mimo że takie wywody powodują masowe oburzenie (czyli jest w tym ziarno prawdy). I sam, gdybym był szefem/przedsiębiorcą to bym 3 razy obejrzał kandydata w wieku 2X lat, przemaglował go i przepytał zanim bym go zatrudnił. Jednoczesnie jako młody człowiek jestem w tym samym dołku co reszta. I teraz ktoś może pójść na myślową łatwiznę i zarzucic mi hipokryzję (narzekasz że nie zatrudniają a sam byś nie zatrudnił?!?!?!?!oneoneone). Ale ja po prostu nie jestem w stanie wyłączyć myślenia i nie mogę nie rozumieć podejścia pracodawców. Ludzie na studiach bimbają, ściagają, uczą się na blachę, nie chcą nawet nic rozumieć, nie czytają, mają gdzieś to czego sie uczą, nie wykazują żadnej inicjatywy chyba że ich przypili. Ludzi na studiach jest za dużo i wybierają bezcelowe, bezwartościowe studia. System im to ułatwia i czasami nawet oferuje kase za studia zamawiane. A młodzi idą po papier, nie po wiedzę. Nie mają ani charakteru, ani pasji. Potrafią wybełkotać to co zdołali zapamietać z notatek. A na koniec jeszcze jeden poważny problem: Ludzie po prostu za dużo chcą. Kiedyś dali sobie zaszczepić powiedzenie MGR INŻ= można g* robić i nieźle żyć. Wymagają cudów, ogromnej pensji i tego, że ktoś będzie w nich lekką ręką ładował kasę. Zdolnym sie udaje, ci mniej zdolni zostają w ogonie. I podają frytki w McD.
    Taki mgr inż. był kiedyś. Dzisiaj jest z reguły dymany od tyłu więc i czytamy od tej strony: żebyś nie wiem ile robił, gó.wno masz ;)
    już oceniałe(a)ś
    10
    2