?Nazywam się Adam J. i szukam pracy? - nie wiem ile jeszcze razy wypowiem te słowa, które ciągną się za mną od czasu ukończenia studiów, czyli już dobre 2,5 roku. Dzień, w którym pożegnałem Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu z tytułem mgr geologii wypełnił mnie po brzegi euforią i przepiękną, pozytywną energią. Potem nadeszła rzeczywistość.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Pierwsze miesiące rozglądania się za zajęciem i już pierwsze niechętne, często po prostu wrogie spojrzenia i drzwi zamykane przed nosem, bez nawiązania chociażby krótkiego, cywilizowanego dialogu. Ludzie! Ja nie chcę was pożreć, napaść ani obedrzeć z zarobków, wydzierając wam z rąk posady! Chcę pracować tak jak wy, żeby móc żyć tak jak wy, więc chyba można poświęcić te kilka minut normalnej, ludzkiej rozmowy?!

Mam taki mało popularny (i wybitnie drażniący ludzi) zwyczaj odwiedzania każdego potencjalnego miejsca zatrudnienia osobiście. I głowię się dlaczego w większości przypadków ludzie reagują na mój widok jak nieucywilizowane, wypłoszone dzikusy (które nic nie wiedzą, nie widzą, nie słyszą i w ogóle ich tam nie ma) albo jak niedostępni, grobowi strażnicy o ubogich mimikach, broniący swojego miejsca pracy jak jakieś twierdzy, którą my - poszukujący zatrudnienia - mamy zamiar najechać, złupić i zrównać z ziemią do kupy gruzu! Ani jedni ani drudzy raczej nie są skorzy do udzielenia pomocnych wskazówek (o skierowaniu do szefa już nawet nie wspominając).

I wreszcie znalazła się pierwsza (zapowiadająca się pięknie) praca w zawodzie! Szukałem jej 7 miesięcy a straciłem po dwóch, bo tylko w takim okres byłem tam potrzebny. I znów bieganie po mieście, dzikusy, grobowi strażnicy itp.

Odpuściłem sobie pracę w zawodzie, tułając się za czymkolwiek przez kilka kolejnych miesięcy. W końcu znalazło się miejsce w jednym z magazynów (załatwione perfidnie po znajomości, mimo iż nikogo tam nie szukali), w którym spędziłem rajskie 8 miesięcy. Koledzy szybko dowiedzieli się, że wśród nich znalazł się "magisterek" i postanowili pokazać mi moją magazynową rangę. Toteż dostałem wyłączność na najbrudniejsze zajęcia, a mój gburowaty kierownik wraz z kolegami próbowali przy okazji każdego najmniejszego błędu uświadomić mi jak tępym jestem człowiekiem i udowodnić bezsens mojej egzystencji zawodowej oraz bezsens istnienia uczelni wyższych, z których wychodzą takie ofermy jak ja.

Czy może mi ktoś wyjaśnić logikę podejścia Polaka do Polaka? Czy praca nie byłaby efektywniejsza, gdyby stworzyć w niej pozytywną atmosferę? I co za różnica, kto jakie ma wykształcenie? Najwyraźniej dla ludzi w naszym kraju jest różnica. Ale przynajmniej była to jedyna jak dotąd w moim życiu praca na stałą umowę. W międzyczasie snułem marzenia o zajęciu, przy którym faktycznie można byłoby użyć popularnego ostatnio słowa "kariera". Była wielka chęć, ambicje, jednak nie było pola do działania. Każdego dnia po głowie krążyły myśli - "Co ty robisz? Tyle lat nauki i magazyn? Tylko na to cię stać?" Kiedyś załadowując ciężarówkę usłyszałem za plecami słowa ubarwione szydzącym śmiechem: "nie chciało się nosić teczki, trzeba nosić woreczki".

Po 8 miesiącach zadzwonił ktoś z kolejnej firmy geologicznej, a ja poczułem się jakbym dostał telefon z nieba.

Oferta pracy na okres próbny! Pożegnałem się z magazynem i zostałem asystentem geologa. Wreszcie coś zaczynało się układać! Aż po kilku miesiącach firma straciła płynność finansową i nagrodzono mnie wypowiedzeniem.

Mija 5 miesiąc od kiedy jestem bez pracy (i bez ostatniej wypłaty). I tak jak w przeciągu już ponad dwóch lat pukam od drzwi do drzwi, czasem rozmawiając wyłącznie z domofonem i trzymam w sobie nadzieję, że w końcu się uda. Przetrząsałem różne, mniej lub bardziej pokrewne do mojego zawodu dziedziny, potem doszły popularne na stronach z ofertami pracy stanowiska doradców klienta, sprzedawców, magazynierów itp.

I tak - w magazynie najpierw słyszałem, iż brakuje mi doświadczenia, teraz (po 8 miesiącach w hurtowni) słyszę, że mam zbyt małe doświadczenie. W drukarniach brak mi wykształcenia poligraficznego, doradcą klienta ani przedstawicielem handlowym być nie mogę, bo nowicjusza nikt nie chce w to wdrożyć (trzeba się urodzić najlepiej z kilkuletnim stażem na podobnym stanowisku). Ostatnio w jednej z sieci popularnych marketów spożywczych spławiono mnie, ponieważ "nie ukończyłem szkoły handlowej" - jak widać kwalifikacji do rozkładania mrożonek w lodówce także nie posiadam.

Z kolei prezes pewnej potężnej firmy geodezyjnej stwierdził, że "ktoś z wykształceniem mojej rangi (magister geologii) może u niego pracować co najwyżej przy łopacie".

W ten oto sposób, przemierzając coraz to nowe miejsca, dowiaduję się, że nic nie umiem i do niczego się nie nadaję.

I bardzo dziękuję kochanym rodakom za wpajanie mi tej racji, i za to, że tak szlachetnie traktują innych ludzi.

Bo dzięki nim utwierdziłem się w przekonaniu, że w Polsce to ludzie niszczą w innych ambicje i chęci, i to właśnie wszechobecne podejście ludzi utrudnia takim jak ja stawianie kroków w życiu zawodowym. Po wejściu do jakiegokolwiek biura, zakładu, sklepu czy urzędu z reguły czuję na sobie spojrzenia nie przedstawicieli homo sapiens, a bulterierów, które rzuciłyby się na mnie, bo za bardzo zbliżyłem się do ich miski. A dopuszczenie mnie albo mojego CV do szefa zagraża ich pozycji, toteż zagrożenia należy się pozbyć.

Rozmowa (także z kierownictwem) przeważnie jest krótka albo w ogóle jej nie ma, szczególnie gdy wyjawimy swój brak doświadczenia na stanowisku, o które się ubiegamy (czy doszkolenie jest dzisiaj czymś pozaziemskim?) I nie ma tutaj żadnego wytłumaczenia - każdego obowiązują te same zasady kultury!

Ja podchodzę kulturalnie i poważnie do pracodawcy, więc oczekuję tego samego w drugą stronę, nawet jeśli moja kandydatura nie spełnia jego wymagań! Szczególnie gdy mowa o kimś, kto zachwala jakże wysoki poziom swojej firmy, a na spotkaniu okazuje się nadętym bufonem, nie potrafiącym na poziomie przeprowadzić kilkuminutowej rozmowy.

Najbardziej jednak szokuje fakt, że niektórzy moi znajomi (jeszcze niedawno również bezrobotni) przyznają, że teraz to oni wyrzucają do kosza CV przynoszone przez innych, bo boją się o własną posadę i sami w takich sytuacjach nastawiają się negatywnie. Zastanówcie się, co wy robicie i do czego to nas wszystkich prowadzi?!

W ten właśnie sposób to ludzie ludziom serwują błoto zwane w naszym kraju bezskutecznym poszukiwaniem pracy i pogrążają się w nim nawzajem. Tak to ma wyglądać?

Zastanawiam się, czy ci, którzy od dawna są zatrudnieni, chcieliby być traktowani w taki sposób, w jaki często sami zwykli traktować innych. I gdzie jest tak często podkreślana miłość do bliźniego wynikająca z naszej religii? Kochani rodacy - samo meldowanie się w kościelnej ławce co niedzielę nie czyni z was "prawdziwych katolików".

A jeśli o mnie chodzi, to nadal jestem bezrobotny i nadal próbuję, jednakże energia wyniesiona z uczelni razem z dyplomem kończy się. a odwieczna regułka z biegiem czasu nie ulega zmianie - "Nazywam się Adam J. i szukam pracy".

Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl

icon/Bell Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
    podzielam opinię młodego autora. Polacy są nieżyczliwymi chamami. A już na drodze w ruchu drogowym to dopiero.... Nieraz obserwuję jak ktoś czeka przed przejściem dla pieszych w deszczu. Prawie nikt się nie zatrzyma żeby człowieka przepuścić.
    Wczoraj wsiadałem do tramwaju z "przystanku" na jezdni. Jeden z kierowców taki @#&!!% przejechał przez pasy a potem dalej obok nas omijając ludzi idących do tramwaju.
    już oceniałe(a)ś
    7
    0
    Artykuł naprawdę poruszający i pokazujący także tę tzw. polską duszę. Jestem od 25 lat na zachodzie gdzie z powodzeniem prowadzę biuro inżynierskie i moje doświadczenia z "rodakami" są jak najgorsze. Byłem wychowany w duchu idei że pieniądz jest małowartościowy a prawdziwymi wartościami są honor odwaga, wiedza, skromność i chęć pomocy oraz służenia innym. Jakże głęboko rozczarowałem się gdy moje ideały spotkały się z polską rzeczywistością. Ta polska rzeczywistość to chamstwo jakie trudno sobie wyobrazić, to poniżanie innego który znajduje się w trudniejszej sytuacji i nie wie co począć - prawdziwy polski patriota kopnie go. Początki mojej działalności jako przedsiębiorca prawie zniweczyli polacy i gdyby nie pomoc zaprzyjaźnionych niemieckich kolegów byłbym załatwiony. Jeden z moich polskich kolegów powiedział do mnie: polak może być sławnym po śmierci - nigdy za życia, może osiągnąć olbrzymie sukcesy za granicą pod warunkiem że trzyma dystans do "rodaków". Dlatego od tamtego czasu nie identyfikuję się z polską.
    Czysta prawda niestety. Co mnie poraza: takie zachowanie cechuje nie tylko nieznanych sobie ludzi, ale takze czlonkow rodziny!!! Jak slysze, ze Polacy to rodzinny narod pusty smiech mnie ogarnia....
    już oceniałe(a)ś
    7
    0
    Ta historia przypomina mi moj przyjazd do USA przed blisko 30-tu laty.Przyjechalem tu jako juz doswiadczony elektryk.Tylko ,ze moje Poskie uprawnienia na niskie czy wysokie napiecia nic tu nie znaczyly.Kazdy potencjalny pracodawca pytal o doswiadczenie w Ameryce.Mniej byla wazna moja niedostateczna znajomosc jezyka niz wlasnie DOSWIADCZENIE.A gdzie mialem je zdobyc jak nikt nie chcial mnie przyjac? Takze przez znajomosci , dostalem sie do fabryki.Najpierw byla to tasma produkcyjna,potem osluga maszyn CNC.Tu nauczylem sie programowac oraz oslugiwac AutoCad i SolidWorks. Teraz ,choc nie mam wyzszego wyksztaucenia,doswiadczenie w zawodzie pozwala mi pracowac na stanowisku inzyniera.I nikt mnie nie pyta o papier. Smieszne ale prawdziwe. Autorowi tego listu,zycze ,zeby mu sie powiodlo tak jak mi. Wiem ,ze do tego potrzeba troche szczescia ale nie trac nadziei. Kiedys na pewno sie do Ciebie usmiechnie.
    już oceniałe(a)ś
    51
    1
    Tu jest Polska! Tu jest Polska! Tu jest Polska!
    już oceniałe(a)ś
    46
    2
    No ja naprawdę nie rozumiem tych małodusznych zarzutów! Żyjemy przecież w uduchowionym ,religijnym kraju katolików, ojczyźnie Papieża Polaka! Gdzież do nas ateistycznym barbarzyńcom żyjącym jak zwięrzęta, bez Pan Boga z , dajmy na to , takiej Skandynawii, czy w ogóle zgniłej, laickiej Europy Zachodniej!!!
    już oceniałe(a)ś
    48
    5
    Polacy to w większości wykorzenieni chłopi, a wiesz jak chłopi spode łba potrafią patrzeć, a jakie nieufne, a jakie okrutne, a jak to zęby potrafi szczerzyć.
    To prawda-zawsze uważałem że problemem Polski jest postchłopskość Polaków.
    już oceniałe(a)ś
    13
    0
    "Spowiedż" poszukującego pracy jest wstrząsająca ! Człowiek nie gardzi żadną pracą,ale styka się ze ścianą nie do pokonania.Sądzę, ze niema bogatych rodziców i chce zarobić minimum na życie. I tu nasuwają się wywrotne myśli. Tu bieda - a w urzędach centralnych milionowe nagrody ! Gdzie tu moralność? Jeśli by nie było kryzysu,PKB 6 czy 7 %, ludzie mieli by możliwość znalezienia byle jakiej pracy,to jeszcze bym odpuścił. Ale w obecnej sytuacji taka pazerność "władców" jest karygodna, niemoralna. Kiedyś mówiło się o czerwonej burżuazji, a teraz jest PO-wska zgnilizna! Ja kiedyś jak w moim zakładzie pracy rosły długi, to dobrowolnie zgodziłem się na zmniejszenie mi wynagrodzenia o 1000 zł. A teraz drodzy internauci zastanówmy się na kogo głosować. Ja głosowałem na PO,jako na partię mającą jakieś morale.Ale teraz mocno się zastanowię ! Jesli zgadzacie się ze mną ,to piszcie masowo! Może stukną się w swoje wielkopańskie głowy Tuski,Kopaczowe, Komorowskie i wielu,wielu, innych!
    NIkt nie stuknie się w głowę, wszyscy po kolei rządzili i wszyscy zachowywali się tak samo - pogarda dla ludzi, pogarda dla innych niż swoje poglądów. Każdy mial jedynie słuszną rację i jedynie słuszną wizję. Nic się nie nauczyli i nic się nie nauczą.
    już oceniałe(a)ś
    9
    0
    Ale ja miałem głupią nadzieję, że Platforma jset partią o wyższym poziomie mądrości, etyki i moralności. Pomyliłem się Pozdrawiam wikonko!
    już oceniałe(a)ś
    3
    2
    Widzisz,to po to jest taka a nie inna ordynacja wyborcza.Zeby taki Tusk mogl wygrac,nawet jak dostanie tylko 5% poparcia w swoim regionie bo umiesci sie na 1 miejscu listy..Gdyby mozna bylo glosowac na konkretnych ludzi,juz dawno nie bylo by Tuska,Kaczynskiego i innych im podobnych.
    już oceniałe(a)ś
    2
    3
    Nie dziwię się tym tej sytuacji, temu nastawieniu. Każdy kto jeszcze ma pracę będzie robił wszystko aby jej nie stracić. Dlatego wszyscy pytający o pracę są dla nich potencjalnym zagrożeniem. Winić nie należy tech szarych pracowników ale tych złodziei na górze. To oni są winni temu że brak miejsc pracy. Nie kryzys. Rozbudowano paranoicznie administrację, na wszystkich szczeblach. Utworzono tysiące niepotrzebnych spółek zarządzających mieniem państwowym i samorządowym aby zdjąć z urzędów (urzędników ) odpowiedzialność a do budżetu wyrwać więcej kasy. Ogromne kominy płacowe w zdublowanych urzędach. Prawo pozwalające na kradzież olbrzymich kwot uchwalane pod interesy uchwalających. Vide głośne sprawy przyznawania premii nie tylko w sejmie i senacie ale w każdej instytucji i urzędzie budżetowym. Jedna premia 40tys zł to podatek 126 pracowników zarabiających 2500zł brutto czyli 1694,33zł do ręki. ponadto pracodawca odprowadza ponad 500zł. Więc nie dziwcie się że brak pracy. Ubogie społeczeństwo to brak popytu. Brak popytu to brak miejsc pracy i mniejsze wpływy do budżetu a to powoduje wzrost podatków bo tylko tyle potrafi nadworny księgowy Rostowski z swoją ferajną. Ale wciąż widać w mediach akceptację dla takich działań. Palikot potępiony. On jest winien, bo odważył się ukarać za przyznaną sobie premię przez p. wicemarszałek. Wielka kłótnia o kulturę wypowiedzi akurat teraz. Dla ogromnej grupy Polaków sytuacja że z każdym dniem stają się biedniejsi, stają się nędzarzami, jest nie tylko brakiem kultury ale draństwem, perfidnym złodziejstwem i uciskiem.
    ci "na górze" są winni temu że jesteś niesolidarny i nieuprzejmy?
    już oceniałe(a)ś
    7
    2
    To są winni brakowi miejsc pracy czy je stworzyli, rozbudowując administrację? :) Rozumiem ideę, ale trochę logiki.
    już oceniałe(a)ś
    2
    0
    :) Ale stworzyli ich o wiele za mało, powinni dorzucić jeszcze ze 2 mln pewnych, dobrze płatnych stanowisk w administracji - problem bezrobocia mamy z głowy. Że też nikt na taki prosty pomysł jeszcze nie wpadł.
    już oceniałe(a)ś
    1
    0