Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

W odpowiedzi studentowi I roku, autorowi listu "Czy tytuł naukowy zezwala patrzeć na innych z wyższością i pogardą?"

Jestem studentką III roku prawa Uniwersytetu Warszawskiego i wkurza mnie podejście "nie zaliczyłem egzaminu, bo prowadzący mnie nie lubi".

Jako naiwny pierwszoroczniak też myślałam, że prowadzący jest dla studenta, że studia będą przygodą i poszerzaniem wiedzy oraz że wszystko uda mi się zdać śpiewająco, bo przecież lubię, to co robię. Bzdura.

W ciągu raczej ciężkich trzech lat okazało się, że studia to niesamowicie ciężka praca, obciążenia psychiczne i fizyczne, brak czasu na zjedzenie obiadu w czasie zajęć i prowadzący, którzy traktują studenta jak petenta. Może to i zły stan rzeczy - ale jednak stan rzeczy, który raczej nie ma się ku zmianie, więc trzeba zacisnąć zęby i przetrwać.

Bo, Toto, nie jesteśmy już w Kansas, liceum się skończyło - nikt studenta nie będzie prowadził za rękę, ani nie będzie dla niego specjalnie miły. Ale w życiu też nie będzie jakoś miło, drogi studencie prawa z Uniwersytetu im. Jana Pawła II w Lublinie.

Jeśli nie jesteś w stanie wytrwać na jednym z najbardziej wymagających i jednocześnie odsiewających najwięcej aspirujących prawników kierunku - może jednak zrezygnuj. Idź na coś przyjemniejszego, jak np. kulturoznawstwo czy filozofia, gdzie może będą Cię traktować z większą sympatią, nie będą wymagali ścisłej wiedzy i będą troszczyć się o to, by egzaminator, który od piętnastu lat przeprowadza dokładnie ten sam egzamin i wysłuchuje dokładnie tych samych odpowiedzi co semestr zimowy, nie uraził Twoich uczuć swoim znudzeniem.

Bardzo rozbawiło mnie zdanie "Większość wiedzy wymaganej na egzaminie student musi nauczyć się z książek". A niby z czego miałby się nauczyć? Wykład jest po to, żeby naprowadzić studenta na to, gdzie i jakich informacji szukać. Podawanie opracowanego materiału pod sam nos skończyło się wraz ze zdaną maturą. Wyszukiwanie informacji również jest istotną częścią zawodu prawnika, to wcale nie jest tak, że wykładowcy złośliwie się nie chce.

Życie ma w głębokim poważaniu Deklarację Praw Człowieka i Obywatela. Życzę Ci, Galu Anonimie z Lublina, żeby nie skopało Cię za bardzo w godność, której tak bardzo się domagasz.

Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.