Mało tego, uważam, że państwo powinno stworzyć mi warunki, żebym w końcówce życia nie musiała cierpieć za czyjekolwiek zbawienie. Przykro mi, redaktorze Terlikowski, ale taka już jestem ułomna.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Jestem chora na nieuleczalny nowotwór i częściej niż dawniej myślę o całkiem nieodległym końcu. Nie boję się śmierci, ale bardzo boję się bólu i cierpienia, które mogą sprawić, że nie uda się odejść godnie. Nie pomoże mi świadomość, że cierpię dlatego, bo tak jest zgodnie ze światopoglądem wielu moich rodaków. Nie ukoi ona mojego bólu i nie sprawi, że będę go dzielniej znosiła.

Cieszę się, że w Polsce coraz więcej pisze się o problemie eutanazji, choć wiem, że jest to zaledwie początek długiej drogi. Mnie ta debata już nie pomoże. Śledzę ją jednak uważnie, bo nie jest mi obojętne ustanowienie prawa w moim kraju. Będą mu podlegały moje dzieci i ludzie, którzy są mi bliscy. Gdy śledzę ten spór, widzę i słyszę jak koncentruje się on na potencjalnych kryminalnych nadużyciach, a umyka w nim to, co dla mnie powinno być jego humanitarną istotą, a co wywodzi się ze znaczenia słowa "euthanasia" - "dobra śmierć". "Dobra śmierć" to moim zdaniem taka, która zgodnie z życzeniem chorego ma skrócić jego cierpienie, to śmierć godna.

Uważam, że sednem tej debaty powinno być "prawo do godnej śmierci". Takiego prawa nie zapewni "testament życia", który w najlepszym razie może uchronić przed "uporczywym leczeniem", choć przyznaję, że w obecnej sytuacji i "testament" byłby dużym osiągnięciem. Nie dotyczy on jednak sytuacji, kiedy w wypadku silnego bólu lekarz nie decyduje się na dawkę rzeczywiście przynoszącą ulgę cierpiącemu, z obawy, że jego serce "może nie wytrzymać". W takim przypadku, obawiam się, może zwyciężać maksyma "przez cierpienie do zbawienia", której nie wszyscy hołdują. Przez cierpienie niewierzącego pacjenta do zbawienia wierzącego publicysty, czy posła.

Jestem zdania, że zapoczątkowana dyskusja powinna być uzupełniona wypowiedziami ekspertów, którzy uczciwie przedstawiliby stosowane praktyki opieki paliatywnej. Opinia publiczna powinna poznać możliwości, jakie stwarza współczesna medycyna i dowiedzieć się o tych, które mają, lub mogą mieć, zastosowanie w naszych warunkach.

Czy nie jest tak, że z jednej strony dowiadujemy się o osiągnięciach medycyny w zwalczaniu cierpienia, a z drugiej czytamy w kolejnych wspomnieniach o śmierci bliskich, którzy "odeszli po długiej walce z ciężką chorobą", lub słyszymy o bólu, którego nieraz bliscy są bezradnymi świadkami?

Wiara nie jest w naszym kraju obowiązkiem. Mój światopogląd w sprawie skrócenia mojego własnego cierpienia nie wymusza bólu lub możliwości jego uniknięcia przez kogoś innego.

Nie wierzę, że moje cierpienie pomoże komukolwiek. Chciałabym, żeby państwo, w którym żyję, gwarantowało mi prawo do godnej śmierci.

Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl

icon/Bell Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
    Życzę Pani, aby Pani nie cierpiała, choć wiem, że to właściwie niedorzeczne w Pani sytuacji słowa. Byłem świadkiem odejścia bliskiej mi osoby, która umierała na nowotwór, więc wiem trochę, jak to się odbywa. Staraliśmy się wszyscy, by jej ból był jak najmniejszy., ale w polskich warunkach starania te przynoszą mizerne niestety rezultaty. Bardzo poruszył mnie Pani list i Pani godna szacunku postawa. Obyśmy wszyscy, jeśli przyjdzie taka konieczność, mogli wybierać zgodnie z Pani życzeniem. Nie, o Terlikowskim tym razem ani słowa. W tym kontekście byłoby z mojej strony to nie na miejscu - wszytko, co trzeba, Pani już napisała.
    już oceniałe(a)ś
    115
    2
    Nigdy nie zapomnę mojej mamy umierającej na raka trzustki. w ostatnim stadium była oczywiście w domu pod opieką rodziny, na telefon przychodziła zakonnica, która dawała środki znieczulające. Byliśmy z szokowani jej arogancką postawą. Za każdym razem miała ogromne pretensje, że nie pozwalamy umierającej cierpieć, za każdym razem prawiła mojej mamie jakieś dziwne wyniosłe kazania. W końcu zbulwersowani tą sytuacją całkiem po prostu wyrzuciliśmy " siostrzyczkę miłosierdzia ". za drzwi, na jej miejsce przychodziła zwykła, świecka pielęgniarka. To zatrważające jak ludzie uzurpujący sobie misje od Boga bywają zimni, okrutni, po prostu głupi. Warto w tym temacie przeczytać książkę " Matka Teresa w teorii i praktyce" i zastanowić się, dlaczego instytucji Krk tak bardzo zależy na produkowaniu, pomnażania ludzkiego cierpienia na ziemi ? Autorce listu życzę spokojnej przeprawy na drugą stronę rzeki, bez bólu i lęku, za to z ciekawością i ufnością.
    już oceniałe(a)ś
    57
    0
    Jestem za prawem do eutanazji. Ale, zanim to nastąpi, powinniśmy otrzymywać pełną współczucia i zwykłego szacunku opiekę w szpitalach. Zdarzyło mi się aystować przy spokojnym umieraniu = zasypianiu bliskiej krewnej na oddziale opieki paliatywnej. Pielęgniarki b.dobrze przygotowane do pracy, także psychologicznie (tylko ksiądz, który tam krążył, nie nadawał się do tej roboty). Innym razem, w innym mieście (Wałbrzych), do którego musiałam dojeżdżać, widziałam agonię mojej cioci pośród salowych (straszne niedbałe kobietony), krzykliwych pielęgniarek ("Pani puści jej rekę to szybciej umrze!" lata 2000-ne!!!) i niefachowych lekarzy. Złą diagnozą przyczyniono się do jej szybkiego zgonu. Do dziś pamiętam ten koszmar. Dlatego najpierw wychowajmy ludzi, albo niech nie będzie dla nich miejsca w tzw. służbie zdrowia. Do przeprowadzania eutanazji nie mozna dopuścić byle cepa.
    @aaannemarie Masz racje. Najpierw trzeba wychowac kadre lekarzy i pilegniarek. Nawiasem mowiac pytalem Dame Cecily Saunders czy ma problemy z naborem personelu do hospicjum. I dowiedzialem sie, ze ma cala kolejke oczekujacych na to by w nim pracowac. Starala sie zmieniac pielegniarki co trzy lata (byly z takim doswiadczeniem rozchwytywane przez spoleczna sluzbe zdrowia) i raczej bardzo rzadko zadrzalo sie jej, ze ktos z pieleniarzy decydowal sie po krotkim stazu w hospicjum sam odejsc, bo uznal, ze zbyt to wszystko emocjonalnie trudne. Pielegniarzy i pielegniarki, ktorych tam spotkalem, mialy jakies (przepraszam!) swiatlo w oczach. Dobroc. Serdecznosc. I byl tam tez rezydencyjny kot, imieniem Morfeusz. Ktory ku radosci pacjentow przewalal sie z jednego lozka na drugie. To tez swiadczy o atmosferze, ktora tam Dame Cecily zaprowadzila.
    już oceniałe(a)ś
    9
    0
    @stach-poraj Tak, w Polsce zdarzyły mi sie takie "świetlane" pielęgniarki własnie w tym 1-szym przypadku. Niestety, na codzień straszno, ogromna droga przed nami.
    już oceniałe(a)ś
    10
    0
    @aaannemarie :-(
    już oceniałe(a)ś
    5
    0
    "Nie chcę cierpieć za zbawienie redaktora Terlikowskiego" ------------------- Ale on bardzo chce, żeby wszyscy za to cierpieli.
    już oceniałe(a)ś
    48
    0
    "Dobra smierc" nie musi i, moim zdaniem, nie powinna oznaczac podania trucizny, lecz srodkow usmierzajacych, ktore pozwola odejsc bez meczarni. I o to nalezy toczyc boje. Kiedys spedzilem caly dzien rozmawiajac z dame Cecily Saunders, matka brytyjskiego ruchu hospicjowego, zalozycielka Hopicjum sw. Krzysztofa pod Londynem. Pozwolila mi zwiedzac sale i rozmawiac z pacjentami i pielegniarkami. Z reka na sercu przysiegam, ze nikt tam nie cierpial z bolu fizycznego. Pacjenci w ostatnich dniach a czasem godzinach swego zycia, spacerowali po pieknie utrzymanym ogrodzie, wlokac za soba cala apartaure kroplowkowa, czesto w otoczeniu bliskich i przyjaciol. Kazdy mial w reku przycisk dozujacy morfine. Dame Cecily byla wielka przeciwniczka prawnego zalegalizowania eutanazji. Mowila mi: wiem, ze beda ludzie, ktorzy autentycznie sa juz zmeczeni i udreczen zyciem, a beda tacy, ktorzy uznaja, ze "powinni" umrzec, aby nie dreczyc swa choroba najblizsztch. Dame Cecily nie urodzila sie wczoraj i wiedziala, ze i bez tej legislacji, welu lekarzy podaje nieco wieksza dawke morfuny chorym aby przyspieszyc ich smierc. I uwazala, ze tak powinno zostac. Aby ta najtrudniejsza decyzja dla lekarza byla podejmowana w obliczy wlasnego sumienia i humanizmu, a nie na mocy zezwolenia Panstwa. I jeszcze raz - w Hospicjum sw. Krzysztofa nikt nie cerpial fizycznie. Dzis nikt nie musi, jesli istnieje dobra opieka paliatywna.
    @stach-poraj Jeżeli będę mógł skorzystać z czegoś w rodzaju Hospicjum św Krzysztofa to być może skorzystam , ale chcę mieć wybór.
    już oceniałe(a)ś
    15
    2
    @konstantynopolitanczykiewicz11 Kazdy chce miec wybor. Ale na wlasna reke, bez wciagania w to aparatu panstwowego, zwalniajacego lekarzy z odpowiedzialnosci za podanie trucizny. Ja wiem, ze nie jest to latwa rozmowa. Dlatego nie powinnismy, moim zdaniem, rozmawiac z pomoca hasel, lecz siegac do najglebszych pokladow swego czlowieczenstwa i tam szukac odpowiedzi.
    już oceniałe(a)ś
    12
    12
    @stach-poraj W polskich szpitalach likwiduje się oddziały leczenia bólu. Z wielu oddziałów chory jest wypisywany bez recepty na środki antybólowe [opiaty itp.] Niewielu lekarzy obchodzi, co się potem będzie działo z terminalnie chorym, bo już nie będzie pod ich 'opieką'. Ludzie cierpią fizycznie przez dni, tygodnie i miesiące, jeśli rodzina MOCNO nie przyciśnie i nie zażąda odpowiednich środków. 'Matka' Teresa mówiła umierającym, że gdy cierpią, to Chrystus ich całuje. Oni odpowiadali, że już nie chcą, żeby ich całował. Źródło - Hitchens.
    już oceniałe(a)ś
    3
    0
    @bonika99 To straszne co opowiadasz. Nie wiem nawet jakich uzyc slow na pocieszenie, poza tym, ze nalezy o tym gromko krzyczec i zadac. Kazdy z nas moze byc na tym lozku szpitalnym w bolacj i cierpieniu. I wielu z nas bedzie.
    już oceniałe(a)ś
    2
    0
    Skoro spacerowali sami dozujac sobie morfine, to nie by lo jeszcze najwyższe stadium bólu nowotworowego, wierz mi. W tym stadium morfina jest za słaba, albo jej dawka musi być taka, że wyłącza świadomość chorego. Czasem, niestety, jedyną szansą na zmniejszenie bolu przeszywającego jest operacja (zabieg paliatywny podnoszący komfort życia) i czasem jego efekt jest zaledwie kilkudniowy. Bywaja jednak tak umiejcowione nacieki nowotworowe, że bol jest a zabiegu wykonac nie można. Choremu zostaje wtedy kilka dni - kilka tygodni zycia i alternatywa - albo wyłączamy świadmośc (przy czym od czasu do czasu następuje wybudzenie, czasem tylko częściowe, spowodowane choćby koniecznością niedopuszczenia do śmiertelnych powikłan przedawkowania laków i oskarżenia lekarza o... eutanazję. Wybudzeniom tym towarzyszy dotkliwy ból), albo - eutanazja, czyli wyłączenie świadomości i takie dawkowanie leku, by ustaly czynności zyciowe organizmu. Ludzie sprzeciwiający się eutanzaji nie wiedzą tego, albo - w przypadku lekarzy - udają, że nie wiedzą. Jednak w ostatnim okresie choroby często dochodzi do sytuacji, że alternatywą dla bólu jest całkowity brak świadomości i oczkiwanie w takim stanie na smierć. Przy czym nawet to nie wyklucza epizodow cierpienia. Skrócenie tego okresu i wyeliminowanie owych epizodow wybudzeń - ktore dla chorego zlewaja się w ciąg następujących po sobie zdarzeń - to właśnie humanitarny wymiar eutanazji.
    już oceniałe(a)ś
    2
    0
    Rożnica polega na tym, że tutaj jest mowa o prawdziwym cierpieniu, prawdziwym prawie do godnej śmierci, prawdziwej chorobie, redaktor Terlikowski natomiast mowi zwykle i cudzych cierpieniach, cudzych chorobach, i swoje religii. Łatwo jest walczyć o swoje zbawienie cudzym cierpieniem.
    już oceniałe(a)ś
    25
    0
    Terlikowski (z którym często polemizuję) nie jest osobą która mówi we własnym imieniu. Mówi co mu karzą mówić. Jest jakby cywilnym rzecznik prasowym Kościoła, choć oficjalnie reprezentuje własny, świecki pogląd.
    @polakonly Niemożliwe, przecież widać jak się pieni! Z jaką gorliwością to mówi. No nie wierzę.
    już oceniałe(a)ś
    3
    0
    jeśli Terlikowski będzie chciał mnie załatwić, to powie na antenie: dzieci, nie czytajcie wypowiedzi niejakiego "polakonly" bo on pisze złą składnią, oraz nieortograficznie. Albowiem w słowniku ortograficznym napisane jest: kazać-każe-każą, karać-karze-karzą. Na wieki wieków. Amen. P.S.: Fakt, że czytając posty nie nauczysz się gramatyki ani składni. Ale nauczysz się argumentacji i użycia humoru jako oręża w dyskusji. Nauczysz się myśleć samodzielnie i logicznie i pozbędziesz się nawarstwionych latami katolickich skrótów myślowych. Forum Gazety Wyborczej jest wielką wszechnicą myślenia społecznego. Zapraszamy młodzież! (w chwilach wolnych od nauki ortografii).
    już oceniałe(a)ś
    7
    1
    szacunek dla pani, poprawy zdrowia życzę
    już oceniałe(a)ś
    18
    0