Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Przykłady? Etat "sandwich artist" w barze fast food, posada "consierga finansowego" w tzw. "chwilówkach"; oferta tylko dla studentów przy kopaniu rowów, płatne 5 zł za godzinę pracy; "mile widziany entuzjazm w wykonywanej pracy; prosimy przesłać CV + list motywacyjny". Naprawdę trudno nie parsknąć śmiechem nad filuternym słownictwem ogłoszeniodawców. Tony innych, mniej i bardziej ciekawych ofert pływa w tym morzu ogłoszeń, bełkocząc coś o "stabilnej pracy w firmie o ugruntowanej pozycji na rynku, premiowany system wynagrodzeń (czyt. - ile babć zrobisz w balona mówiąc, że wszyscy w bloku muszą kupić dekodery TV, tyle dostaniesz wypłaty), preferowani kandydaci o lekkim stopniu niepełnosprawności, najlepiej studenci do 25 roku życia ( ) kontakt: xyz@wp.pl". Szczytem wszystkiego są regularnie umieszczane (co dwa - trzy miesiące) oferty bezpłatnych staży/praktyk w tych samych, mało znaczących w branży przedsiębiorstwach.

Bezpłodna studentka z papierem o niepełnosprawności

Wymieniając się tak ciekawymi ofertami zaczęłyśmy kreślić równie absurdalny portret pracownika idealnego: studentka (pracodawco, nie martw się o moje ubezpieczenie), z orzeczeniem o niepełnosprawności (pracodawco, masz rządowe dopłaty), najlepiej bezdzietna (pracodawco, nie będę brała L4 na dziecko z grypą), do tego bezpłodną (pracodawco, nie będę zawracać twojej głowy urlopem macierzyńskim). W pełni dyspozycyjna, na wypadek gdyby pracodawca potrzebował kogoś pilnie na zastępstwa z dnia na dzień (cyt. z ogłoszenia -"poszukuje osoby, która nie robi problemów, gdy dostanie smsa, aby stawić się następnego dnia rano w pracy - praca w weekendy"). Łatwo wydedukować, że brak życia towarzyskiego i rodzinnego będzie sporym atutem dla "studentki". Umiejętności fikcyjnej kandydatki skopiowałam z rożnych anonsów od pracodawców (np. pierwszy akapit pochodzi z poszukiwań "kreatywnego grafika komputerowego"). Dodałam dwa trudne języki i życiorys - farsę...

Ogłoszenie można zobaczyć np. tutaj.

Zdesperowaną studentkę interesował jedynie nieodpłatny staż, praktyki, wolontariat, w zupełnej ostateczności zgodzi się na umowę o dzieło. Całość utrzymana w formie zupełnie poważnego CV. Ubawiona zamieściłam ogłoszenie na dwóch popularnych portalach ogłoszeniowych. Cel był wyłącznie humorystyczny, nie liczyłam na żadne odpowiedzi. Ogłoszenie wisiało w sieci kilka miesięcy, a ja dostałam parę odpowiedzi od rozbawionych ludzi.

Powodzenie w internecie

Po jakimś czasie ogłoszenie wygasło, postanowiłam zamieścić je ponownie. Tylko tym razem chciałam nieco pobawić się z czytelnikiem - w pakiecie Adobe podmieniłam Illustratora z Corelem, a język mandaryński zamieniłam na chiński. Dodałam kilka błędów z czystej ciekawości, czy ktokolwiek zwróci na nie uwagę. W internecie roi się od inteligentnych znawców, którzy nie przepuszczą żadnej okazji, aby polecić komuś kupno słownika.

Na koniec dodałam zdjęcie atrakcyjnej dziewczyny (jedną z pierwszych grafik pojawiających się po wpisaniu "beautiful girl" w Google) i sądzę, że w dokładnie w tym tkwił klucz do sukcesu "studentki". W ciągu doby liczba wejść na ogłoszenie podskoczyła do kilku tysięcy. Screeny z gumtree trafiły na natemat, joemonster, demotywatory, mistrzowie, wykop i inne portale. Był udostępniany na wielu fanpage na facebooku, repostowany nawet po kilkaset razy i szeroko komentowany.

Większość komentarzy była zabawna, ale cześć zadziwiała mnie. O ile od razu zauważono, że Corel nie jest firmowany przez Adobe, tak tylko dwa razy ktoś zwrócił uwagę, że nie ma takiego języka jak chiński. Spora rzesza ludzi brała "studentkę" absolutnie poważnie, inni węszyli "fake", o czym świadczyć miał wcześniej wspomniany Corel w pakiecie Adobe, czy Java Script zamiast JavaScript. Ktoś nawet zadał sobie trud wyliczenia, ile czasu zajęłoby zdobycie wszystkich wymienionych w ogłoszeniu umiejętności. Domniemano też, że bez podstawowej znajomości angielskiego nie można być programistą (Więc to fake! Hura! Odkryłem prawdziwą w prawdziwości prawdę!).

Cały czas sądziłam, że już pierwsze zdania z ogłoszenia nie pozostawiają najmniejszej wątpliwości co do jego autentyczności. Przecież nawet gdyby rzeczywiście ktoś posiadał choćby część wymienionych w nim umiejętności, to pracy z pewnością szukać by nie musiał.

Śmiech przez łzy

Cieszyło mnie, gdy gdzieniegdzie wywiązywały się bardziej rzeczowe dyskusje na temat obecnej sytuacji na rynku pracy. To ogłoszenie jest też po trosze też śmiechem przez łzy - zdeterminowana studentka jest ucieleśnień marzeń wielu pracodawców.

W jednym z komentarzy pewien Pan Prezes zarządu większego wydawnictwa (publikującego min. książki dla młodzieży) skomentował publicznie ogłoszenie ze swojego profilu facebook: "młodzi to g*wno, ( ) znają jedynie [pracę] z seriali TV, kawka, gadka ( )". Przykro mi, że ów Pan spotkał taką młodzież, która ukształtowała w ten sposób jego osądy. Osobiście uważam, że jakiekolwiek generalizowanie zawsze jest krzywdzące. Znam wielu młodych, ambitnych i wykształconych ludzi, którzy wyobrażenia o życiu nie wynieśli z ogłupiającego pudła. Jednak znam też takich, poszli na studia tylko po to, aby mieć wykształcenie wyższe; a nie by rozwijać własne zainteresowania, czy kształcić się pod kątem przyszłej pracy. Skończyli byle jakie studia na byle jakim kierunku i ze zdziwieniem okrywali, że papier tak na prawdę w niczym nie pomaga. I pewno nie jest też dokumentem, który pozwala na roszczenie sobie 3000 zł w pierwszej pracy do jakiej pójdą. Znam też ludzi z wieloletnim doświadczeniem w konkretnej branży, których nikt nie zatrudni, bo bardziej opłaca się co kilka miesięcy robić cyrk ze stażem czy praktyką.

Z drugiej strony nigdy nie zapomnę historii kolegi, z czasów gdy ten pracował w UP - przychodzi czterdziestoletni pan, bez żadnego wykształcenia, z niewielkim doświadczeniem. Na propozycje bezpłatnego szkolenia na wózki wysokościowe obruszył się twierdząc, że do niczego się mu to nie przyda, wszak interesuje go wyłącznie posada kierownika albo menadżera.

Od tej pory wiem, że takie rzeczy dzieją się naprawdę, a nie tylko w filmach.

Czasem przeglądam też anonse od poszukujących pracy, gdzie niemal każdy opisuje siebie jako "osoba zdolna, szybko ucząca się, zdeterminowana, miła, nastawiona na cel, kulturalna, poszerzająca horyzonty myślowe, sumienna, kreatywna, w pełni dyspozycyjna, uczciwa, lubiąca wyzwania" blabla, bleble, etc. - a w załączniku widnieje zdjęcie młodej dziewczyny siedzącej na oparciu parkowej ławki albo na plaży, czy w wyuzdanej pozycji na kanapie (towarzyskie wykluczone!).

Po drugiej stronie barykady kopalnia ogłoszeń typu: "poszukujemy menadżera bez doświadczenia; wymagana umiejętność poprawnego wysławiania się, oferujemy pracę pełną wyzwań, w młodym, stabilnym zespole; stałe wynagrodzenie plus premia uznaniowa; wymagane prawo jazdy kat. B i własny samochód".

Kto pracuje w działach HR?!

Ad rem - skrzynka mailowa wypełniła się odpowiedziami na ogłoszenie "studentki". Są to głównie odpowiedzi od rozbawionych ludzi, niektórzy nawet tworzyli podobnie karykaturalne odpowiedzi od pracodawców. Dostałam też kilka maili, w których ludzie chcieli podzielić się swoimi przygodami w poszukiwaniu pracy (istny Monthy Python, tylko im do śmiechu nie było). Część osób pytała, czy ogłoszenie jest prawdziwe - po dziesiątym z kolei zapytaniu miałam ochotę odpisać: "tak, jestem smerfetką, chętnie zajmę się bazą MySQL w wiosce smerfów, Papo. CV w załączniku".

Najciekawsze jest jednak to, że nadeszło całkiem sporo ofert pracy od jak najbardziej realnych firm: telemarketing, sprzedaż bezpośredniej (min. kilka propozycji z Amway), ale też programowanie zdalne, a nawet oferty sponsoringu. Te wiadomości pisano z oficjalnych, firmowych maili (częściej są to konta mailowe z onet.pl, wp.plczy gmail.com; co daje do zrozumienia jaką rangę te firmy stanowią). Zdaję sobie sprawę, że część ofert przesłano bez wcześniejszego zapoznania się z cała treścią ogłoszenia, ale na litość boską! Kto pracuje w działach HR?!

Reasumując, absurdalny żart przerodził się w coś na wzór eksperymentu socjologicznego. Polski internet bacznie czuwa i zdemaskuje każdy fałsz i kłamstwo, aby publicznie wykazać się rzekomym sprytem i wiedzą.

Cieszy mnie, jeśli w jakikolwiek sposób udało się mi zwrócić uwagę absurd i kipnę panującą w obecnej chwili na rynku pracy, zarówno po stronie pracodawców, jak i wśród poszukujących pracy. Moje ogłoszenie tak naprawdę nic nie zmieniło i nie zmieni na rynku pracy, jedynie dało mi lepszy ogląd na zachowania i reakcje internautów. Jeśli kogokolwiek udało mi się rozśmieszyć (a wiem, że tak) to czuję się zwycięzcą.

Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.