Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Co o tym sądzisz? Napisz: listydogazety@gazeta.pl

Jestem uczniem klasy maturalnej w jednym z najlepszych liceów w Polsce.

Świadomie wybrałem profil humanistyczny (zakładam, że przyszli inżynierowie i ekonomiści już zajmują miejsca w loży szyderców), choć z przykrą świadomością, że mogę na tym dużo stracić.

Od dziecka interesowałem się sztuką, muzyką, literaturą, filmem. Zachowując anonimowość mogę nieskromnie stwierdzić, że znam się na tym świetnie. Wielokrotnie brałem udział w różnego rodzaju konkursach czy olimpiadach przedmiotowych osiągając wysokie wyniki. Potwierdziło się to w liceum: jestem jednym z lepszych uczniów, a udział w Olimpiadzie Literatury i Języka Polskiego i zdobycie tytułu finalisty daje mi maksymalny wynik matury z tego przedmiotu.

W tym momencie zakładam, że pierwsze komentarze już się pojawiają. Tak! Zajmuję się rzeczami, które są nikomu przecież niepotrzebne. Pierdołami, bzdurami, rzeczami niepraktycznymi. Interesuję się tym, kocham to, jednocześnie dzięki drobnym artykułom na vortalach internetowych czy dorywczym pracom udaje mi się - łącząc to z niewielką pomocą rodziny (pochodzę z niewielkiego miasta oddalonego od miejsca zamieszkania o około 100 km) - żyć na całkiem przyzwoitym poziomie. Chodzę regularnie do teatru, na koncerty, imprezy kulturalne. Ha!

Niepotrzebne przecież nikomu, bo to bzdury, rzeczy niepraktyczne. Zamierzam iść, po raz kolejny świadomie, na kierunek stricte humanistyczny, mimo iż teoretycznie bez problemu dostałbym się na wiele kierunków "przyszłościowych" (choćby ekonomię czy bankowość) , wliczając w to możliwość studiów za granicą (o które staram się i tak). Wiem, jakie problemy sprawia potem praca; moim marzeniem (choć póki co, mało realnym ze względu na zamarzły rynek pracy w tej dziedzinie) jest praca na uczelni. Wybieram kierunek prestiżowy: limit osób wynosi 30, większość z nich to finaliści lub laureaci olimpiad, osoby, które już w liceum w jakimś stopniu wybijały się poza nudny, szkolny program. Czyli potencjalni znawcy literatury, sztuki, kultury polskiej. Tak niepotrzebnej! Bo przecież kultura to rzecz przedawniona i nikomu niepotrzebna. Nikt przecież nie czyta książek, nikt nie ogląda filmów.

Kultura polska? A co to? Komu to konieczne? Bo przecież teraz trzeba spawać, naprawiać rury. Powinni to robić wszyscy, odpokutowując wybory ludzi urodzonych w latach '80. Nie martwię się o ograniczenie miejsc na uczelni, a nawet jest to rzecz, której bym chciał. W tym momencie, określając się jako humanista, dla wielu będę stawał na równi z matematycznymi ignorantami, którzy - jak się okazuje - ledwo dociągają do 30% na maturze. Dostają się oni bez problemu na europeistykę czy kulturoznawstwo, co powoduje, że kierunek interesujący zamienia się w fabrykę przyszłych bezrobotnych. Niewielu aktywnie stara się szukać praktyk czy stażu w czasie studiów, a i ci - z racji na wysokie bezrobocie - wielkiej szansy na karierę mieć nie będą. Ale nasuwa się bezlitośnie bardzo proste pytanie: czy naprawdę godne podziwu jest teraz wybranie kierunku zupełnie nas niepociągającego. Takiego, po którym znajdziemy pracę z pensją, nie oszukujmy się, też nie opiewającą na olbrzymie sumy? Ludzie, opamiętajcie się. Ja naprawdę rozumiem, że dla wielu ludzi ważna jest jakakolwiek praca, jakikolwiek zarobek. Ale bezlitosne piętnowanie młodzieży, która ma jakiekolwiek ideały (a jeżeli ktoś uważa, że zainteresowania humanistów - nie pseudo-humanistów - są bzdurne, niech po prostu odpuści sobie ten temat). Jakiekolwiek pasje, pragnie je rozwijać (mówię tu o tej nielicznej grupie, która faktycznie osiąga rezultaty w swoich dziedzinach) jest podcinaniem gałęzi, na której się siedzi. Chyba, że faktycznie chcemy pokolenia spawaczy i hydraulików, którzy godnie podtrzymają polską kulturę za lat kilkanaście.

17 grudnia 2012

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.